Wolnoć Tomku w swoim domku?

Wolnoć Tomku w swoim domku?

Wchodzące w życie 28 czerwca br. nowe przepisy prawa budowlanego sprawią, że nie będziemy już mieli wpływu na to, co zostanie wybudowane na sąsiedniej działce. By wybudować dom jednorodzinny, nie będzie już potrzebne pozwolenie na budowę. Decyzję o chęci postawienia budynku wystarczy zgłosić do starosty, nie będą się już jednak odbywały obowiązkowe wcześniej konsultacje z sąsiadami.

W nowych regulacjach przewidziano wprawdzie, że bez pozwolenia na budowę można stawiać tylko te wolnostojące domy jednorodzinne, które „nie wprowadzają ograniczeń w zagospodarowaniu sąsiedniej nieruchomości”. O tym jednak, czy nowa inwestycja będzie np. utrudniała dostęp do światła domu na sąsiedniej działce, nie będzie już – jak obecnie – decydował starosta, lecz architekt. „Można się więc spodziewać, w myśl zasady klient nasz pan, że w wielu przypadkach architekci ustalą obszar oddziaływania w taki sposób, by zamawiający projekt był zadowolony” – mówi Bogdan Dąbrowski, radca prawny z Urzędu Miasta w Poznaniu. A jeśli urzędnik, do którego trafi zgłoszenie, nie wychwyci nieprawidłowości w projekcie, sąsiad nie będzie miał jak się bronić przed niechcianą budową. Jedyna droga obrony będzie wiodła przez sąd cywilny. Jest ona jednak trudniejsza, dłuższa i bardziej żmudna od administracyjnej, a wyrok może zapaść na długo po tym, jak sąsiad wprowadzi się do postawionej niezgodnie z zasadami budowli.

W nowych przepisach nie brak też absurdów, które z pewnością pobudzą sarmacką fantazję Polaka-budowniczego. Przykładem są regulacje dotyczące wiat. Te do 50 mkw., wznoszone na działkach mieszkaniowych, będzie można wybudować bez załatwiania jakichkolwiek formalności. Oznacza to, że już niedługo możemy spodziewać się wysypu domów letniskowych, budowanych w atrakcyjnych turystycznie miejscach, również tam, gdzie nie powinno ich być. Będą mogły być one stawiane bez uzyskania tzw. warunków zabudowy i bez projektu budowlanego, według gustu inwestora.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dużo pracujemy, mało z tego mamy

Dużo pracujemy, mało z tego mamy

Poziom wykształcenia Polaków i Polek jest wysoki, a w pracy spędzamy rocznie prawie 200 godzin więcej niż wynosi średnia OECD. Mimo tego pod względem większości wskaźników mierzących jakość życia wypadamy dużo gorzej od innych rozwiniętych krajów.

Według raportu „Polska na tle innych krajów”, Polacy pracują średnio 1 929 godzin rocznie, a średnia OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) wynosi 1 765 godzin. Około 8% pracowników przepracowuje bardzo dużo godzin nadliczbowych. Nie przekłada się to jednak na zarobki: średni skorygowany dochód do dyspozycji gospodarstwa domowego netto na osobę wynosi 16 234 USD na rok, przy średniej wynoszącej aż 23 938 USD. Autorzy raportu podkreślają również nierówności: 20% najbogatszych zarabia już pięć razy więcej niż 20% najbiedniejszych.

Spośród licznych elementów składających się na Wskaźnik Lepszego Życia (Better Life Index), analizowany przez OECD, tylko w dwóch Polska osiąga wynik znacznie powyżej średniej: to edukacja, oceniana na podstawie wyników testów PISA, oraz bezpieczeństwo.

Niestety, jak informuje raport, znacznie więcej jest aspektów, w których odbiegamy od innych rozwiniętych państw. Nie tylko mało zarabiamy, ale też żyjemy w trudnych warunkach mieszkaniowych. Duże jest zanieczyszczenie środowiska, szczególnie powietrza. Nie zachowujemy również równowagi między pracą a życiem osobistym: czasu na sen, jedzenie czy wypoczynek mamy o prawie godzinę mniej, niż wynosi średnia (14,2 h wobec 15 h średniej). Wszystko to znajduje odzwierciedlenie w deklarowanym zadowoleniu z życia: w skali od 0 do 10 Polacy oceniają swoje zadowolenie na 5,7. Niższy poziom tego wskaźnika odnotowano tylko w 6 spośród 34 krajów należących do OECD.

Kolejny numer za darmo!

Kolejny numer za darmo!

Mamy przyjemność poinformować o udostępnieniu za darmo kolejnego numeru „Nowego Obywatela”. Wydany wiosną 2014 roku, może być nazwany „numerem jubileuszowym”, ponieważ powstał z okazji 10-lecia wstąpienia do UE. Nie jest to jednak pokaz bezkrytycznej radości z akcesji, lecz wydanie poświęcone blaskom i cieniom naszego przyłączenia się do UE, pełne podsumowań, rzetelnych analiz i rozliczeń. Zawiera ono także ankietę przeprowadzoną w 10-lecie tamtego wydarzenia.

1965619_10152080177010885_2240528888097838469_o

W numerze możemy przeczytać m.in. tekst dr Tomasza Grosse o dostępie do wspólnego unijnego rynku i płynących z niego zaletach i zagrożeniach, artykuł „Stany Zjednoczone Europy?” dr hab. Jacka Tittenbruna; podsumowujący „klientelistyczną” postawę, prezentowaną przez nowych członków Unii tekst Andrzeja Zybertowicza „Kosztowane korzyści” oraz wywiad z Ryszardem Bugajem. Joanna Duda-Gwiazda gorzko podsumowuje minioną dekadę w tekście „30 srebrników”. W numerze jeszcze wiele innych tekstów „unijnych” i na inne tematy.

Numer pobrać można w formatach PDF, MOBI oraz EPUB.

Zapraszamy do lektury!

Koniec kasowania biletów

Koniec kasowania biletów

Bełchatów wprowadza darmowe przejazdy komunikacją miejską. Od 1 lipca nikt nie będzie musiał kasować biletów w autobusach MZK. Miasto wydana rocznie na bezpłatne kursy 860 tys. złotych.

Jak informuje „Dziennik Łódzki”, za trzy tygodnie z autobusów MZK w Bełchatowie znikną kasowniki. Od 1 lipca miejską komunikacją każdy będzie mógł jechać bez biletu. Radni przegłosowali sztandarowy pomysł bełchatowskiego PiS z jesiennych wyborów samorządowych.

„Kasy fiskalne u kierowców zdejmiemy od razu, kasowniki będą znikać sukcesywnie, pojawią się też w autobusach informacje, że kursy są darmowe” – mówi Jacek Krata, prezes MZK. „Musimy opracować nowy regulamin przejazdów. Ponieważ 1 lipca zaczyna obowiązywać wakacyjny rozkład jazdy, nie przewiduję żadnych komplikacji. Większą liczbę pasażerów powinniśmy mieć od września”.

W 2014 r. MZK uzyskało ze sprzedaży wszystkich rodzajów biletów 860 tys. zł. Tyle więc miasto będzie dopłacać rocznie spółce. Na sesji miejscy radni zmienili zatem tegoroczny budżet, zabezpieczając w nim 430 tys. zł na pół roku darmowych kursów.

Zdaniem władz miasta, darmowe autobusy mają pomóc odkorkować Bełchatów. „To, co dziś dzieje się w godzinach szczytu, to poważne utrudnienie dla mieszkańców” – mówi prezydent Mariola Czechowska. „Jeśli uda nam się choć w nieznacznym stopniu odkorkować miasto i sprawić, że część uczniów starszych roczników będzie dojeżdżać do szkół autobusami, to będzie to duży sukces. Myślę, że jeśli będzie można wskoczyć do MZK nie martwiąc się o zakup biletu w kiosku, to więcej osób to zachęci” – podkreśla.

Z darmowych przejazdów będą mogli korzystać wszyscy, nie tylko mieszkańcy miasta. Nie będzie kart bezpłatnego przejazdu, bo to tylko zwiększyłoby koszty. „Mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy przyjeżdżają do Bełchatowa np. na zakupy, przynoszą korzyść miastu, więc też powinni korzystać z MZK za darmo” – mówi prezydent Czechowska.

Przypomnijmy, że niedawno na podobny krok zdecydowała się Kościerzyna: http://nowyobywatel.pl/2015/03/28/koscierzyna-wprowadza-bezplatna-komunikacje-miejska/