Urzędnicy na śmieciówkach

Urzędnicy na śmieciówkach

Według informacji GUS, administracja nadużywa zatrudniania na umowy cywilnoprawne. Z danych wynika, że na umowy zlecenia i o dzieło pracuje w urzędach ponad 40 tysięcy osób, przy ogólnej liczbie 400 tysięcy zatrudnionych. NIK ruszy więc z kontrolami.

Jak informuje portal www4.rp.pl, GUS wskazuje, że dla osób tych było to jedyne źródło utrzymania, a więc nie były one zatrudnione nigdzie indziej na podstawie innego typu umowy. „Ponieważ rząd mówi tyle na temat walki z umowami śmieciowymi, dziwi tak duża liczba kontraktów cywilnoprawnych wykorzystywanych w administracji” – komentuje poseł Przemysław Czarnecki (PiS), zasiadający w Komisji Administracji i Cyfryzacji. „Takie zatrudnienie stwarza wiele możliwości nadużyć i omijania przepisów” – dodaje.

„Zalety” takiego zatrudnienia dla podmiotu zatrudniającego polegają na tym, że nie trzeba do niego stosować ograniczeń wynikających z przepisów, a dotyczących konieczności organizowania konkurencyjnych konkursów, wymagań co do wykształcenia kandydata na stanowisko czy ograniczeń wysokości wynagrodzenia takiej osoby – zapewne dlatego urzędy korzystały z takich rozwiązań. Wszystko wskazuje na to, że nikt nie kontrolował tego procederu.

Dopiero w tym roku sprawą zajęła się Najwyższa Izba Kontroli. Już wkrótce rozpocznie się kontrola tego, w jakim zakresie urzędy zlecają wykonanie swoich obowiązków zewnętrznym podmiotom na podstawie zleceń. NIK sprawdzi też, czy urzędy zlecają takie zadania także własnym pracownikom. Kontrola pokaże, ile pieniędzy wydały na takie kontrakty. Wyniki poznamy dopiero w 2016 r.

Sprawę podsumowuje Stefan Płażek, doktor nauk prawnych z Uniwersytetu Jagiellońskiego: „W administracji publicznej nie obowiązuje zasada, z której korzysta sektor prywatny, że jeśli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone. Skoro ustawa o służbie cywilnej nie przewiduje możliwości zatrudniania na podstawie kontraktów cywilnoprawnych, to nie powinny one być stosowane w administracji. Takie umowy bowiem są wykorzystywane nie tylko na stanowiskach pomocniczych czy administracyjnych. Bywa, że osoba zatrudniona na kontrakcie uczestniczy w procesie wydawania decyzji administracyjnych, co uważam za szczególnie naganne.”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Za mniej niż 540 zł miesięcznie

Za mniej niż 540 zł miesięcznie

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, aż 2,8 mln Polaków (7,4%) żyje w skrajnym ubóstwie. Szczególnie zagrożone są rodziny wielodzietne – aż 27% gospodarstw domowych z więcej niż trójką potomstwa żyje poniżej progu skrajnego ubóstwa. Problem dotyka też dzieci – osoby poniżej 18 roku życia stanowią aż jedną trzecią zagrożonych.

Próg skrajnego ubóstwa to wydatki poniżej 540 zł miesięcznie dla osoby samotnie gospodarującej lub 1 458 zł dla gospodarstwa czteroosobowego.

Wśród najistotniejszych czynników, które według analityków GUS zwiększają zagrożenie ubóstwem, znajdują się bezrobocie i niskie wykształcenie. Bardziej narażone na życie w ubóstwie są osoby mieszkające na wsi (12%, w największych miastach – 1%), bądź mające pod opieką niepełnosprawnych – aż 15% gospodarstw z co najmniej jednym dzieckiem niepełnosprawnym żyje poniżej progu skrajnego ubóstwa.

Stopa ubóstwa skrajnego wynosi aż 10% wśród osób żyjących w gospodarstwach domowych, gdzie głównym źródłem dochodu jest praca fizyczna, w porównaniu do 2% wśród wykonujących zawody nierobotnicze.

Nie pracujesz? Zaciągasz dług

Nie pracujesz? Zaciągasz dług

Wpływowa grupa Torysów z Parlamentu Wielkiej Brytanii ma nowy pomysł: młodzi ludzie bez pracy powinni pobierać zasiłek w formie zwrotnej pożyczki. Według inicjatorów pomysłu, ta propozycja „to dodatkowa zachęta, by szukać pracy, zamiast czekać, aż dług się spiętrzy”. Bezrobotni nastolatkowie i młodzi ludzie otrzymywaliby wsparcie w tej samej kwocie, co do tej pory, ale mieliby je zwrócić, gdy tylko znajdą zatrudnienie.

Cała idea opisana jest w książce Kwasiego Kwartenga, który jest wschodzącą gwiazdą prawego skrzydła partii. Twierdzi on, że odpowiedzią na problemy, przed którymi staje obecnie Wielka Brytania, jest wolny rynek, a nie ingerencja rządu. Wtóruje mu minister skarbu George Osborne, który rozważa zredukowanie dodatku do przychodów dla milionów pracujących brytyjskich rodzin, i to już w lipcowym budżecie. Ma to być częścią podejmowanych przez rząd wysiłków, by „praca opłacała się”, choć krytycy oskarżają go o zmuszanie ubogich do płacenia za błędy bankierów.

Książka Kwartenga przywołuje znane od dawien dawna wolnorynkowe chwyty retoryczne: dostajemy tylko tyle, ile wpłaciliśmy, „opieka społeczna jest zbyt kosztowna”, system jest krzywdzący dla tych, którzy płacą podatki od lat, gdyż korzystają z nich młodzi bezrobotni, którzy nie podejmują inicjatywy, by znaleźć pracę.

Z wyliczeń wynika, że jeśli młody człowiek nie będzie pracował przez okres 7 lat pomiędzy 18 a 25 rokiem życia, to ostateczna suma, którą będzie musiał zwrócić, wyniesie 20,475 funtów. Kwarteng twierdzi, że „to niewielka kwota w porównaniu z czesnym za szkołę, jakie w tym czasie zapłacą jego rówieśnicy”.

Inne pomysły, które padają w książce, to zaprzestanie wypłacania zasiłków macierzyńskich i ojcowskich, by „zdjąć ciężar z biznesu” – w zamian młodzi rodzice otrzymywaliby jedynie zryczałtowany dodatek na dziecko, płatny przez rząd centralny; zamknięcie niektórych departamentów rządowych, nadanie lokalnym władzom prawa do podnoszenia podatków oraz zezwolenie darmowym szkołom na generowanie przychodów.

Minimalna w górę

Minimalna w górę

Pracodawcy straszą, że podniesienie płacy minimalnej do 1880 zł w 2016 roku, co proponują związki zawodowe, będzie ich kosztowało 2,5 mld zł. Pomijają fakt, że według prognoz ich przychody zwiększą się w tym roku aż o 70 mld zł. Według wyliczeń Ministerstwa Finansów, minimalna musi wynieść przynajmniej 1782 zł. Propozycja Stałego Komitetu Rady Ministrów to 1850 zł.

Jak możemy przeczytać na stronie internetowej NSZZ „Solidarność”, straszenie kosztami podniesienia płacy minimalnej przy pomijaniu prognozowanych zysków związanych ze wzrostem gospodarczym „jest zwyczajnie nieuczciwe”. Związkowcy zauważają, że straszenie konsekwencjami zmian korzystnych dla pracowników jest typowym zabiegiem ze strony organizacji przedsiębiorców – i jest to raczej rodzaj szantażu, niż przewidywania oparte na racjonalnych przesłankach.

O podniesienie płacy minimalnej apelują „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych we wspólnym stanowisku. Podkreślają, że według OECD udział płac w PKB w Polsce to zaledwie 37%, przy średniej UE wynoszącej 48%. Związkowcy zauważają także, że mimo wzrostu kwoty płacy minimalnej, jej stosunek do średniej pensji pozostaje taki sam, i waha się między 42 a 44%. NSZZ „Solidarność” postuluje zwiększenie jej do wysokości połowy średniego wynagrodzenia.

Do 15 czerwca br. rząd ma zadecydować o wysokości płacy, która będzie obowiązywała w przyszłym roku. Zgodnie z ustawą o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, powinno ono zostać zwaloryzowane przynajmniej o prognozowany wskaźnik inflacji, a jeżeli jest ona niższa niż 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia (tak, jak ma to miejsce obecnie), obowiązkowo jest ono podnoszone również o 2/3 prognozowanej dynamiki PKB. Uprzednio dokonuje się również korekty błędów prognozy inflacji z poprzedniego okresu w oparciu o tzw. wskaźnik weryfikacyjny. Z informacji mediów oraz z oficjalnego dokumentu MF wynika, iż w 2016 r. PKB wzrośnie o 3,8 proc., a wskaźnik inflacji ukształtuje się na poziomie 1,7 proc. Oznacza to, że skorygowana płaca minimalna powinna zostać podniesiona o 1,7% + (3,8% x 2/3) = 4,233333%. W efekcie otrzymujemy ostateczną wysokość płacy minimalnej: 1708,98 zł x (1+4,233333%) = 1781,33 zł. Po zaokrągleniu w górę najniższa dopuszczalna ustawowo płaca minimalna w 2016 r. powinna zatem wynieść 1782 zł.

Ostateczną jej wysokość ustala w drodze negocjacji Komisja Trójstronna, a obliczona w powyższy sposób wartość stanowi jedynie dolne ograniczenie. W praktyce jednak zazwyczaj decyzję tę samodzielnie podejmuje rząd, nie zważając na stanowisko partnerów społecznych. Ostatnia podwyżka wyniosła 70zł. Tym razem obywatele liczą na przynajmniej 100 zł więcej, a więc na 1850 zł brutto miesięcznie – taka jest bowiem propozycja Stałego Komitetu Rady Ministrów i ma ona szansę przejść.