Europa naprawdę socjalna?

Europa naprawdę socjalna?

Komisja Europejska postuluje ujednolicenie standardów świadczeń społecznych w krajach członkowskich. To element kampanii zmierzającej do zmniejszenia różnic socjalnych w całej UE.

Jak informuje portal praca.wnp.pl, komisarz ds. zatrudnienia Marianne Thyssen rozpoczęła na posiedzeniu Komisji w Strasburgu wstępną dyskusję dotyczącą europejskiej polityki socjalnej. Jej zdaniem obecnie podejmowane decyzje mogą przynieść korzyści w kolejnych latach: „Nasze systemy ochrony socjalnej muszą być przygotowane na przyszłość. Myślę, że kluczem jest tu spójność socjalna”. Dlatego należy stopniowo ustanawiać minimalne standardy pomocy ekonomicznej w Unii Europejskiej.

Warto zaznaczyć, że projekt nie przewiduje narzucania określonych wysokości świadczeń w poszczególnych krajach, lecz określenie parametrów i punktów odniesienia dla rządów państw członkowskich. „Może to dotyczyć na przykład poziomu zasiłku dla bezrobotnych i czasu, w jakim taki zasiłek przysługuje, minimalnego dochodu, dostępu do systemu opieki nad dziećmi i podstawowej opieki zdrowotnej”, dodała Thyssen.

Wypełnianie europejskich wytycznych miałoby być kontrolowane w ramach tzw. semestru europejskiego, czyli prowadzonego przez KE nadzoru nad polityką finansową i gospodarczą krajów unijnych oraz realizacją zaleceń dotyczących reform strukturalnych i budżetowych.

Thyssen zapowiedziała również przegląd zasad dotyczących mobilności pracowników: „Musimy sprawdzić, co faktycznie dzieje się w państwach, które przyjmują pracowników i tych, które ich wysyłają. Być może musimy poprawić nasze regulacje dotyczące delegowania pracowników”.

Uwzględnienie kwestii socjalnych w polityce UE ma przyczynić się do tego, by wzrost gospodarczy w większym stopniu przekładał się na zatrudnienie i poprawę poziomu życia obywateli Unii.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Urzędnicy na śmieciówkach

Urzędnicy na śmieciówkach

Według informacji GUS, administracja nadużywa zatrudniania na umowy cywilnoprawne. Z danych wynika, że na umowy zlecenia i o dzieło pracuje w urzędach ponad 40 tysięcy osób, przy ogólnej liczbie 400 tysięcy zatrudnionych. NIK ruszy więc z kontrolami.

Jak informuje portal www4.rp.pl, GUS wskazuje, że dla osób tych było to jedyne źródło utrzymania, a więc nie były one zatrudnione nigdzie indziej na podstawie innego typu umowy. „Ponieważ rząd mówi tyle na temat walki z umowami śmieciowymi, dziwi tak duża liczba kontraktów cywilnoprawnych wykorzystywanych w administracji” – komentuje poseł Przemysław Czarnecki (PiS), zasiadający w Komisji Administracji i Cyfryzacji. „Takie zatrudnienie stwarza wiele możliwości nadużyć i omijania przepisów” – dodaje.

„Zalety” takiego zatrudnienia dla podmiotu zatrudniającego polegają na tym, że nie trzeba do niego stosować ograniczeń wynikających z przepisów, a dotyczących konieczności organizowania konkurencyjnych konkursów, wymagań co do wykształcenia kandydata na stanowisko czy ograniczeń wysokości wynagrodzenia takiej osoby – zapewne dlatego urzędy korzystały z takich rozwiązań. Wszystko wskazuje na to, że nikt nie kontrolował tego procederu.

Dopiero w tym roku sprawą zajęła się Najwyższa Izba Kontroli. Już wkrótce rozpocznie się kontrola tego, w jakim zakresie urzędy zlecają wykonanie swoich obowiązków zewnętrznym podmiotom na podstawie zleceń. NIK sprawdzi też, czy urzędy zlecają takie zadania także własnym pracownikom. Kontrola pokaże, ile pieniędzy wydały na takie kontrakty. Wyniki poznamy dopiero w 2016 r.

Sprawę podsumowuje Stefan Płażek, doktor nauk prawnych z Uniwersytetu Jagiellońskiego: „W administracji publicznej nie obowiązuje zasada, z której korzysta sektor prywatny, że jeśli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone. Skoro ustawa o służbie cywilnej nie przewiduje możliwości zatrudniania na podstawie kontraktów cywilnoprawnych, to nie powinny one być stosowane w administracji. Takie umowy bowiem są wykorzystywane nie tylko na stanowiskach pomocniczych czy administracyjnych. Bywa, że osoba zatrudniona na kontrakcie uczestniczy w procesie wydawania decyzji administracyjnych, co uważam za szczególnie naganne.”

Za mniej niż 540 zł miesięcznie

Za mniej niż 540 zł miesięcznie

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, aż 2,8 mln Polaków (7,4%) żyje w skrajnym ubóstwie. Szczególnie zagrożone są rodziny wielodzietne – aż 27% gospodarstw domowych z więcej niż trójką potomstwa żyje poniżej progu skrajnego ubóstwa. Problem dotyka też dzieci – osoby poniżej 18 roku życia stanowią aż jedną trzecią zagrożonych.

Próg skrajnego ubóstwa to wydatki poniżej 540 zł miesięcznie dla osoby samotnie gospodarującej lub 1 458 zł dla gospodarstwa czteroosobowego.

Wśród najistotniejszych czynników, które według analityków GUS zwiększają zagrożenie ubóstwem, znajdują się bezrobocie i niskie wykształcenie. Bardziej narażone na życie w ubóstwie są osoby mieszkające na wsi (12%, w największych miastach – 1%), bądź mające pod opieką niepełnosprawnych – aż 15% gospodarstw z co najmniej jednym dzieckiem niepełnosprawnym żyje poniżej progu skrajnego ubóstwa.

Stopa ubóstwa skrajnego wynosi aż 10% wśród osób żyjących w gospodarstwach domowych, gdzie głównym źródłem dochodu jest praca fizyczna, w porównaniu do 2% wśród wykonujących zawody nierobotnicze.

Nie pracujesz? Zaciągasz dług

Nie pracujesz? Zaciągasz dług

Wpływowa grupa Torysów z Parlamentu Wielkiej Brytanii ma nowy pomysł: młodzi ludzie bez pracy powinni pobierać zasiłek w formie zwrotnej pożyczki. Według inicjatorów pomysłu, ta propozycja „to dodatkowa zachęta, by szukać pracy, zamiast czekać, aż dług się spiętrzy”. Bezrobotni nastolatkowie i młodzi ludzie otrzymywaliby wsparcie w tej samej kwocie, co do tej pory, ale mieliby je zwrócić, gdy tylko znajdą zatrudnienie.

Cała idea opisana jest w książce Kwasiego Kwartenga, który jest wschodzącą gwiazdą prawego skrzydła partii. Twierdzi on, że odpowiedzią na problemy, przed którymi staje obecnie Wielka Brytania, jest wolny rynek, a nie ingerencja rządu. Wtóruje mu minister skarbu George Osborne, który rozważa zredukowanie dodatku do przychodów dla milionów pracujących brytyjskich rodzin, i to już w lipcowym budżecie. Ma to być częścią podejmowanych przez rząd wysiłków, by „praca opłacała się”, choć krytycy oskarżają go o zmuszanie ubogich do płacenia za błędy bankierów.

Książka Kwartenga przywołuje znane od dawien dawna wolnorynkowe chwyty retoryczne: dostajemy tylko tyle, ile wpłaciliśmy, „opieka społeczna jest zbyt kosztowna”, system jest krzywdzący dla tych, którzy płacą podatki od lat, gdyż korzystają z nich młodzi bezrobotni, którzy nie podejmują inicjatywy, by znaleźć pracę.

Z wyliczeń wynika, że jeśli młody człowiek nie będzie pracował przez okres 7 lat pomiędzy 18 a 25 rokiem życia, to ostateczna suma, którą będzie musiał zwrócić, wyniesie 20,475 funtów. Kwarteng twierdzi, że „to niewielka kwota w porównaniu z czesnym za szkołę, jakie w tym czasie zapłacą jego rówieśnicy”.

Inne pomysły, które padają w książce, to zaprzestanie wypłacania zasiłków macierzyńskich i ojcowskich, by „zdjąć ciężar z biznesu” – w zamian młodzi rodzice otrzymywaliby jedynie zryczałtowany dodatek na dziecko, płatny przez rząd centralny; zamknięcie niektórych departamentów rządowych, nadanie lokalnym władzom prawa do podnoszenia podatków oraz zezwolenie darmowym szkołom na generowanie przychodów.