Precz z margaryną

Precz z margaryną

Amerykańska agencja ds. żywności i leków (FDA) uznała, że przemysłowe nienasycone kwasy tłuszczowe typu trans, czyli utwardzone oleje roślinne, są niezdrowe i w ciągu trzech lat muszą zostać wycofane z rynku. Wprowadzenie zakazu ich sprzedaży będzie miało według FDA wpływ na zmniejszenie śmiertelności z powodu ataków serca.

Jak informuje portal tvp.info, częściowo uwodornione (utwardzone) oleje roślinne, będące głównym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych typu trans, nie są, w świetle badań agencji, „uznawane za bezpieczne”. Na zaprzestanie ich stosowania producenci będą mieli trzy lata.

Udowodniono, że są one bardzo niezdrowe – ich spożycie zwiększa ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego, a także może sprzyjać rozwojowi cukrzycy typu 2. Wzrasta ono od lat 70., kiedy na większą skalę zaczęto jadać margarynę (wymyśloną już w 1869 roku), jednak zawierają je również na oko „bezpieczne” produkty i potrawy, jak np. frytki.

Chociaż producenci żywności od 2006 roku mają obowiązek umieszczania informacji o tłuszczach typu trans na opakowaniach produktów, zdaniem ekspertów ds. zdrowia Amerykanie wciąż spożywają za dużo tych niezdrowych tłuszczów. Sama FDA jednak ocenia, że od wprowadzenia wymogu informowania ich spożycie w USA zmalało o 78 proc.

Na gruncie europejskim również myśli się już o zakazie: Dania zakazała stosowania niemal wszystkich tłuszczów typu trans już w 2003 roku, a w Wielkiej Brytanii już od 2005 r. nawołuje się do wprowadzenia takiego zakazu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polki rodzą – ale nie w kraju

Polki rodzą – ale nie w kraju

Na każde 11 dzieci urodzonych przez Polki w 2014 roku, jedno urodziło się zagranicą. W 2014 zarejestrowano 38 tys. urodzeń poza granicami kraju. Ocenia się, że z dala od Polski żyje już 400 tys. polskich dzieci.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, całkowita liczba może być wyższa – nie wszystkie dzieci są bowiem rejestrowane w polskich urzędach. Część rodziców decyduje się na taki krok dopiero wtedy, gdy np. trzeba potomstwu wyrobić paszport. Na to, że dzieci z polskimi korzeniami rodzi się więcej za granicą, niż rejestruje się w naszym kraju, wskazują również statystyki państw, w których przebywają Polacy.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, Polki w Wielkiej Brytanii rodzą znacznie więcej dzieci niż w Polsce: w latach 2012–2013 wskaźnik dzietności wynosił tam 2,1, podczas gdy w Polsce zaledwie 1,26. Na 100 kobiet w wieku 15–49 lat przypadało tam średnio 210 urodzonych dzieci, a w Polsce tylko niespełna 130. Gdyby Polki rodziły w naszym kraju tak wiele dzieci, jak zagranicą, nie mielibyśmy problemów demograficznych, bo nie spadałaby liczba ludności i zapewniona byłaby zastępowalność pokoleń. Niestety, państwo oferuje rodzinom jedynie śladowe wsparcie.

Zmuszane do pracy

Zmuszane do pracy

150 milionów dzieci w wieku 5-14 lat jest zmuszanych do pracy. Zjawisko to osiąga największy zasięg w Afryce Subsaharyjskiej, gdzie pracuje co czwarte dziecko. W południowej Azji zmusza się do pracy 12% dzieci, w środkowo-wschodniej Europie – aż 5%, wynika z danych przedstawionych przez UNICEF.

Przymusową pracę dzieci wykorzystuje się głównie w kopalniach, zakładach przemysłowych, ale także w domach publicznych i wojsku. Około 11,3 miliona dziewczynek jest zmuszanych do niewolniczej pracy jako służba w gospodarstwach domowych.

Według UNICEF główną przyczyną pracy dzieci jest bieda – zjawisko to jest szczególnie częste tam, gdzie dochód przynoszony przez pracujące dzieci jest niezbędny do przeżycia całych rodzin. Zmuszaniu dzieci do pracy sprzyjają także sytuacje kryzysowe oraz migracje. W Afryce Subsaharyjskiej praca dzieci wiąże się z wysoką śmiertelnością spowodowaną epidemią AIDS, w wyniku której liczne dzieci zmuszone są radzić sobie same po śmierci opiekunów.

UNICEF podkreśla, że przymusowa praca dzieci jest chętnie wykorzystywana przez korzystających z ich dramatycznej sytuacji pracodawców. Najmłodsi są pracownikami łatwymi do kontrolowania i tanimi, niezdolnymi do organizowania się i sprzeciwu wobec nieuczciwych praktyk.

Biedni nie tylko bezrobotni

Biedni nie tylko bezrobotni

Aż 25% pracujących na umowach śmieciowych żyje w biedzie. Wśród osób zatrudnionych na umowę o pracę problem ten dotyka 7%. Spośród ogółu pracowników do grona biednych-pracujących zalicza się co siódma osoba.

Powyższe dane pochodzą z raportu Instytutu Polityki Społecznej UW. Jak czytamy na stronie internetowej NSZZ „Solidarność”, to pierwsze od dawna badanie zajmujące się tematem zatrudnionych żyjących w biedzie. To zjawisko tzw. working poor, czyli osób, które, pomimo ciężkiej pracy, często fizycznej lub w usługach, świadczonej codziennie przez długie godziny, nie doznają poprawy losu. Wcześniejsze badania, z 2008 roku, przeprowadzane były przed masowym wzrostem liczby zawieranych umów śmieciowych i innych form uelastyczniania rynku pracy.

Według „Solidarności”, w walce z biedą wśród osób pracujących pomogłaby realizacja związkowych postulatów, takich jak walka ze śmieciowymi umowami i „patologicznym samozatrudnieniem”, wzrost płacy minimalnej oraz polityka państwa wspierająca tworzenie stabilnych miejsc pracy.