Starzej się za mniej

Starzej się za mniej

Coraz większa jest różnica między wysokością emerytur liczonych według starych i nowych zasad. Świadczenia wypłacane w kilku ostatnich latach na starych zasadach były wyższe o ponad 60 proc. od otrzymywanych na nowych. Prawda jest brutalna: według obecnego systemu, żeby mieć wyższą emeryturę, musimy dłużej na nią pracować, a krócej pobierać – czyli również krócej żyć.

Stary system jest już zamknięty dla nowo wchodzących na rynek pracy, i z upływem czasu nie będą w nim przyznawane nowe świadczenia. Jeszcze w 2009 r. ponad 2/3 nowoprzyznanych świadczeń pochodziło ze starego systemu. W 2013 r. stanowiły one już mniej niż 1/3 świadczeń i ich liczba z roku na rok się zmniejsza.

Na czym polega różnica? Wysokość „starego” świadczenia zależy od wysokości tzw. podstawy wymiaru emerytury (czyli procentowego stosunku zarobków wnioskodawcy do przeciętnego wynagrodzenia) oraz długości okresów składkowych i nieskładkowych (czyli, najogólniej mówiąc, długości stażu pracy). Do ustalenia podstawy wymiaru wnioskodawca sam wskazuje zarobki z kolejnych 10 lat kalendarzowych wybranych z ostatnich 20 lat – sprzed roku, w którym złożono wniosek o emeryturę. Można było również wykazać zarobki z 20 lat (nie muszą następować bezpośrednio po sobie) dowolnie wybranych z całego stażu pracy. Emeryturę na „nowych” zasadach, tzw. kapitałową, oblicza się osobom urodzonym po 1948 r. i obowiązkowo wszystkim urodzonym po 1968 r. Uzyskanie prawa do tego świadczenia zależy tylko od osiągnięcia wieku emerytalnego. Wysokość kwoty emerytury zależy jednak głównie od kwoty składek emerytalnych, zgromadzonych na indywidualnym koncie w ZUS (czyli tzw. I filarze) oraz w otwartych funduszach emerytalnych (czyli tzw. II filarze).

Różnice w wysokości przyznawanych w różnych systemach emerytur wynikają z dwóch powodów: po pierwsze, z różnic między systemami emerytalnymi – tym przed  i po 1999 r. Nowy sposób obliczania świadczenia został wprowadzony wraz z reformą emerytalną w 1999r. Najważniejsze zmiany, do jakich wtedy doszło, to zindywidualizowanie kont zarówno w ZUS, jaki i OFE. W starym systemie emeryt był identyfikowany przez ZUS dopiero, kiedy przechodził na emeryturę. Składki nie były odprowadzane, tak jak to jest dzisiaj, od indywidualnych zarobków, tylko od całego funduszu płac w danym zakładzie pracy. Druga ważna zmiana w systemie emerytalnym polegała na tym, że doszło do przejścia z reżimu tak zwanego zdefiniowanego świadczenia na reżim zdefiniowanej składki.

W przeprowadzonej w 1999 roku reformie nie chodziło wyłącznie o obniżenie świadczeń, ale tak naprawdę o obniżenie oczekiwań co do wysokości tych świadczeń. Zależą one obecnie od wysokości składki emerytalnej i struktury wiekowej społeczeństwa. Co ciekawe, składki odprowadzane do budżetu państwa w starym systemie przez same zakłady pracy były wyższe niż obecnie.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”: „Rząd dopiął swego. Państwowy plan się powiódł. Wypłata świadczeń nie rujnuje budżetu. Ale odbiło się to na portfelach emerytów”. Jak wynika z danych ZUS, w 2014 r. przeciętna emerytura liczona na nowych zasadach wyniosła 1957 zł, podczas gdy według starych byłoby to 3182 zł. Różnica sięgnęła więc 1225 zł, podczas gdy rok wcześniej było to 1180 zł, a w 2011 r. „tylko” 1031 zł – wylicza dziennik.

ile_emerytury-210x300

Jedną z grup, które ucierpiały na zmianie systemu wypłacania świadczenia, są kobiety – pracowały one krócej, mniej zarabiały, a będą statystycznie dłużej żyły. Były także narażone na wyższe ryzyko, jeśli chodzi o tak zwane okresy nieskładkowe (czas pozostawania bez pracy), co też nie pozostaje bez wpływu na przyszłe świadczenia. Grupa ta stanowi ponad 60 proc. otrzymujących emerytury na nowych zasadach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Prywatne nie znaczy sprawne

Prywatne nie znaczy sprawne

Zaledwie 36 proc. Polaków jest zadowolonych z działania firmy InPost, dostarczającej przesyłki administracyjne. W przypadku Poczty Polskiej zadowolenie z jakości usług wyraża 65 proc. ankietowanych, jak wynika z danych firmy ARC Rynek i Opinia.

Niska ocena jakości usług świadczonych przez InPost potwierdza zarzuty stawiane dostarczycielowi po kontroli Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Przy dostarczaniu przesyłek z sądów i prokuratur stwierdzono m.in. nieprzestrzeganie tajemnicy państwowej, brak zachowania bezpieczeństwa obrotu pocztowego czy łamanie zasad doręczania i wydawania przesyłek na zasadach ogólnych oraz w postępowaniu karnym i cywilnym.

Jak można przeczytać na portalu forsal.pl, według UKE „stwierdzone nieprawidłowości prowadzą do zagrożenia bezpieczeństwa obrotu pocztowego, interesów podmiotów korzystających z usług oraz poważnych zakłóceń w działaniu organów wymiaru sprawiedliwości”.

InPost będzie doręczał przesyłki sądowe do końca 2015 roku.

Mniej nauczycieli, liczniejsze klasy

Mniej nauczycieli, liczniejsze klasy

Aż pięć tysięcy nauczycieli zostanie zwolnionych do końca roku. Tym, którzy pozostaną na stanowiskach grozi okrojenie etatów. Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiada protesty.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, od stycznia do kwietnia zwolniono już 734 osoby, a do końca roku stracić pracę ma aż 4,2 tys. nauczycieli. Masowe zwolnienia pedagogów przeprowadzane są pod pretekstem niżu demograficznego. Samorządy chcą zaoszczędzić na ich wynagrodzeniach.

Zwolnienia nie byłyby konieczne, gdyby zaczęto tworzyć mniej liczne klasy. Według badań wpływa to pozytywnie na osiągnięcia uczniów. Obecnie zdarza się, że lekcje prowadzone są nawet w 36-osobowych klasach. Ich zmniejszenie jest jednym z postulatów ZNP. Związkowcy domagają się również dziesięcioprocentowych podwyżek wynagrodzeń.

Rak lepszy i gorszy

Rak lepszy i gorszy

Zdaniem lekarzy specjalistów obowiązujący od stycznia tzw. pakiet onkologiczny może skutkować złą diagnostyką nowotworową. Powód? Niewystarczająca liczba patomorfologów zatrudnionych w szpitalach.

Jak donosi serwis gazetaprawna.pl, w założeniu ówczesnego ministra zdrowia, Bartosza Arłukowicza, nowe przepisy miały przyczyniać się do szybszego rozpoznawania komórek rakotwórczych u chorych. Pacjenci z podejrzeniem choroby mają zagwarantowane rozpoczęcie leczenia w ciągu 9 tygodni od postawienia diagnozy. Problemem stała się jednak dostępność patomorfologów, których w całym kraju pracuje zaledwie 560. Dlatego, choć krótkie terminy są dotrzymywane, pogorszyła się jakość badań „zwykłych” pacjentów oraz zwiększyły nakłady na dodatkowe badania wykonywane na wszelki wypadek.

Ponadto pakiet onkologiczny podwójnie obliguje lekarzy do wywiązywania się z terminów, gdyż ich przekroczenie powoduje brak zapłaty przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Radykalnie zwiększyła się liczba badań śródoperacyjnych, które również muszą zostać wykonane przez patomorfologów. Tym samym muszą oni przeprowadzić dodatkowe badania cyto- i histologiczne, żeby upewnić się, że pacjent rzeczywiście ma nowotwór. Jedynie takie przypadki szpital może rozliczyć w NFZ w ramach tzw. szybkiej ścieżki.

Jak informuje Renata Langfort, kierownik Zakładu Patomorfologii w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc: „W nowym systemie takie badania są w naszym szpitalu wykonywane u prawie wszystkich operowanych pacjentów. Ich liczba wzrosła w porównaniu z 2014 r. o 30 proc., choć w większości przypadków ich wykonanie w ogóle nie było zasadne”. Warto zaznaczyć, że takie działanie nie jest umotywowane ekonomicznie – jednorazowe badanie kosztuje 400 zł, czyli pięciokrotnie więcej niż przeprowadzone w rutynowej procedurze.

Istotnym elementem jest ponadto presja czasu, pod którą wykonywane są badania. Obecnie patomorfolodzy dysponują zaledwie kilkudziesięcioma minutami, podczas gdy w przypadku niektórych nowotworów procedura powinna trwać nawet kilka dni. Specjaliści przestrzegają, że może to przyczyniać się do zwiększenia ryzyka błędu.

Nowe przepisy wydłużyły również czas oczekiwania na diagnozę u pacjentów nieonkologicznych. Patomorfolodzy zobligowani są zająć się w pierwszej kolejności pacjentami z kartą szybkiej ścieżki, dlatego pozostali czekają na wyniki badań średnio miesiąc.

Warto również zwrócić uwagę na brak jakichkolwiek unormowań prawnych dotyczących pracy patomorfologów. W ubiegłym roku, w wyniku nowelizacji ustawy o działalności leczniczej, czas pracy tej grupy zawodowej został wydłużony z 5 godzin do 7 godzin 35 minut. Dlatego kondycja kadrowa wśród tych specjalistów zaczyna być dramatyczna, zwłaszcza, że wiele szpitali zlikwidowało sporo etatów, ponieważ procedury patomorfologiczne nie są rozliczane w ramach NFZ. Sytuację pogarsza fakt, że osoby, które przystępują do egzaminu specjalizacyjnego, zniechęcone niskimi zarobkami i niewielką satysfakcją zawodową, zapowiadają emigrację z kraju.

Ministerstwo Zdrowia nie dostrzega jednak powyższych problemów. Podkreśla, że jest zadowolone z przeprowadzonych zmian, ponieważ 93,1 proc. diagnostyk wstępnych oraz 84,7 proc. pogłębionych zostało wykonanych w regulaminowym terminie.