Węgierski przykład

Węgierski przykład

Prawie pół roku po wejściu na Węgrzech w życie ustawy o automatycznej konwersji kredytów w walutach obcych na walutę rodzimą obciążenie finansowe gospodarstw domowych spadło. Zgodnie z ustawą, z dniem 1 stycznia 2015r. wszystkie kredyty hipoteczne we frankach, euro i jenach zostały automatycznie zamienione na kredyty w forintach.

Jak informuje serwis wyborcza.biz, zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy bankami a ekipą premiera Viktora Orbána, kurs konwersji wyniósł 256 forintów za 1 franka i 309 forintów za 1 euro (był to kurs z 7 listopada ubiegłego roku, gdyż ustawę przeforsowano już w listopadzie 2014). W niektórych przypadkach, np. gdy pożyczkobiorca otrzymuje wynagrodzenie w walucie kredytu, można było się ubiegać o pozostawienie go w dewizach, jednak zdecydowaną większość pożyczek przewalutowano.

Ekipa Orbána zdecydowała się na taki krok, by ulżyć licznym obywatelom, którzy, po zaciągnięciu kredytów hipotecznych w obcych walutach przed kryzysem 2008 r., znaleźli się potem znienacka w spirali zadłużenia. Wysokość rat gospodarstw domowych spadła o mniej więcej 20 proc., co jest korzystne także z makrogospodarczego punktu widzenia, ponieważ stymuluje popyt wewnętrzny. Wartość przewalutowanych kredytów to w sumie ponad 10 mld euro.

Posunięcie rządu Orbána wyprzedzające styczniowy skok kursu franka zyskało uznanie za granicą. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w marcowym komunikacie pozytywnie ocenił kondycję węgierskiej gospodarki, podkreślając, że dzięki silnemu popytowi wewnętrznemu PKB wzrósł w 2014 r. o 3,6 proc., a także spadło bezrobocie.

Wprowadzeni ustawy spotkało się rzecz jasna z niechętną reakcją banków, które narzekają na straty, wynikłe z konieczności dokonywania korekt w umowach. Jednak przesunięcie obciążenia z węgierskich rodzin na pożyczkodawców wydaje się być posunięciem, które w zasadniczy sposób wpłynie na ulżenie problemom zwykłych obywateli.

Były prezes Węgierskiego Banku Narodowego, prof. Gyoergy Suranyi, poproszony o ocenę skutków ustawy o przewalutowaniu kredytów, mówi: „Im szybciej zostanie przeprowadzone przewalutowanie w Polsce, tym lepiej. Nawet my się spóźniliśmy. Sytuacja gospodarstw domowych znacznie poprawi się wtedy, gdy znacząco spadną raty”. Zwraca on także uwagę na fakt, że realną oszczędność na dłuższą metę da dopiero przewalutowanie w połączeniu ze zmianą oprocentowania, marży i terminów spłaty.

Styczniowe przewalutowanie na Węgrzech objęło wyłącznie pożyczki hipoteczne, ale poza nimi istnieje jeszcze problem ok. 250 tys. osób, które zaciągnęły w dewizach kredyty samochodowe lub inne kredyty konsumenckie. Rada Monetarna Węgierskiego Banku Narodowego ogłosiła na początku czerwca, że bank centralny jest gotów udostępnić bankom dewizy o wartości 1,1 mld euro na przewalutowanie również pozostałych kredytów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Starzej się za mniej

Starzej się za mniej

Coraz większa jest różnica między wysokością emerytur liczonych według starych i nowych zasad. Świadczenia wypłacane w kilku ostatnich latach na starych zasadach były wyższe o ponad 60 proc. od otrzymywanych na nowych. Prawda jest brutalna: według obecnego systemu, żeby mieć wyższą emeryturę, musimy dłużej na nią pracować, a krócej pobierać – czyli również krócej żyć.

Stary system jest już zamknięty dla nowo wchodzących na rynek pracy, i z upływem czasu nie będą w nim przyznawane nowe świadczenia. Jeszcze w 2009 r. ponad 2/3 nowoprzyznanych świadczeń pochodziło ze starego systemu. W 2013 r. stanowiły one już mniej niż 1/3 świadczeń i ich liczba z roku na rok się zmniejsza.

Na czym polega różnica? Wysokość „starego” świadczenia zależy od wysokości tzw. podstawy wymiaru emerytury (czyli procentowego stosunku zarobków wnioskodawcy do przeciętnego wynagrodzenia) oraz długości okresów składkowych i nieskładkowych (czyli, najogólniej mówiąc, długości stażu pracy). Do ustalenia podstawy wymiaru wnioskodawca sam wskazuje zarobki z kolejnych 10 lat kalendarzowych wybranych z ostatnich 20 lat – sprzed roku, w którym złożono wniosek o emeryturę. Można było również wykazać zarobki z 20 lat (nie muszą następować bezpośrednio po sobie) dowolnie wybranych z całego stażu pracy. Emeryturę na „nowych” zasadach, tzw. kapitałową, oblicza się osobom urodzonym po 1948 r. i obowiązkowo wszystkim urodzonym po 1968 r. Uzyskanie prawa do tego świadczenia zależy tylko od osiągnięcia wieku emerytalnego. Wysokość kwoty emerytury zależy jednak głównie od kwoty składek emerytalnych, zgromadzonych na indywidualnym koncie w ZUS (czyli tzw. I filarze) oraz w otwartych funduszach emerytalnych (czyli tzw. II filarze).

Różnice w wysokości przyznawanych w różnych systemach emerytur wynikają z dwóch powodów: po pierwsze, z różnic między systemami emerytalnymi – tym przed  i po 1999 r. Nowy sposób obliczania świadczenia został wprowadzony wraz z reformą emerytalną w 1999r. Najważniejsze zmiany, do jakich wtedy doszło, to zindywidualizowanie kont zarówno w ZUS, jaki i OFE. W starym systemie emeryt był identyfikowany przez ZUS dopiero, kiedy przechodził na emeryturę. Składki nie były odprowadzane, tak jak to jest dzisiaj, od indywidualnych zarobków, tylko od całego funduszu płac w danym zakładzie pracy. Druga ważna zmiana w systemie emerytalnym polegała na tym, że doszło do przejścia z reżimu tak zwanego zdefiniowanego świadczenia na reżim zdefiniowanej składki.

W przeprowadzonej w 1999 roku reformie nie chodziło wyłącznie o obniżenie świadczeń, ale tak naprawdę o obniżenie oczekiwań co do wysokości tych świadczeń. Zależą one obecnie od wysokości składki emerytalnej i struktury wiekowej społeczeństwa. Co ciekawe, składki odprowadzane do budżetu państwa w starym systemie przez same zakłady pracy były wyższe niż obecnie.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”: „Rząd dopiął swego. Państwowy plan się powiódł. Wypłata świadczeń nie rujnuje budżetu. Ale odbiło się to na portfelach emerytów”. Jak wynika z danych ZUS, w 2014 r. przeciętna emerytura liczona na nowych zasadach wyniosła 1957 zł, podczas gdy według starych byłoby to 3182 zł. Różnica sięgnęła więc 1225 zł, podczas gdy rok wcześniej było to 1180 zł, a w 2011 r. „tylko” 1031 zł – wylicza dziennik.

ile_emerytury-210x300

Jedną z grup, które ucierpiały na zmianie systemu wypłacania świadczenia, są kobiety – pracowały one krócej, mniej zarabiały, a będą statystycznie dłużej żyły. Były także narażone na wyższe ryzyko, jeśli chodzi o tak zwane okresy nieskładkowe (czas pozostawania bez pracy), co też nie pozostaje bez wpływu na przyszłe świadczenia. Grupa ta stanowi ponad 60 proc. otrzymujących emerytury na nowych zasadach.

Prywatne nie znaczy sprawne

Prywatne nie znaczy sprawne

Zaledwie 36 proc. Polaków jest zadowolonych z działania firmy InPost, dostarczającej przesyłki administracyjne. W przypadku Poczty Polskiej zadowolenie z jakości usług wyraża 65 proc. ankietowanych, jak wynika z danych firmy ARC Rynek i Opinia.

Niska ocena jakości usług świadczonych przez InPost potwierdza zarzuty stawiane dostarczycielowi po kontroli Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Przy dostarczaniu przesyłek z sądów i prokuratur stwierdzono m.in. nieprzestrzeganie tajemnicy państwowej, brak zachowania bezpieczeństwa obrotu pocztowego czy łamanie zasad doręczania i wydawania przesyłek na zasadach ogólnych oraz w postępowaniu karnym i cywilnym.

Jak można przeczytać na portalu forsal.pl, według UKE „stwierdzone nieprawidłowości prowadzą do zagrożenia bezpieczeństwa obrotu pocztowego, interesów podmiotów korzystających z usług oraz poważnych zakłóceń w działaniu organów wymiaru sprawiedliwości”.

InPost będzie doręczał przesyłki sądowe do końca 2015 roku.

Mniej nauczycieli, liczniejsze klasy

Mniej nauczycieli, liczniejsze klasy

Aż pięć tysięcy nauczycieli zostanie zwolnionych do końca roku. Tym, którzy pozostaną na stanowiskach grozi okrojenie etatów. Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiada protesty.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, od stycznia do kwietnia zwolniono już 734 osoby, a do końca roku stracić pracę ma aż 4,2 tys. nauczycieli. Masowe zwolnienia pedagogów przeprowadzane są pod pretekstem niżu demograficznego. Samorządy chcą zaoszczędzić na ich wynagrodzeniach.

Zwolnienia nie byłyby konieczne, gdyby zaczęto tworzyć mniej liczne klasy. Według badań wpływa to pozytywnie na osiągnięcia uczniów. Obecnie zdarza się, że lekcje prowadzone są nawet w 36-osobowych klasach. Ich zmniejszenie jest jednym z postulatów ZNP. Związkowcy domagają się również dziesięcioprocentowych podwyżek wynagrodzeń.