Nagroda dla redaktora

Nagroda dla redaktora

Redaktor naczelny „Nowego Obywatela” Remigiusz Okraska otrzymał nagrodę za działalność służącą przypominaniu i popularyzowaniu dorobku polskiego ruchu spółdzielczego.

Przed kilkoma dniami rozstrzygnięto konkurs na najlepszą pracę badawczą z zakresu spółdzielczości, organizowany corocznie przez Krajową Radę Spółdzielczą. Redaktor naczelny „Nowego Obywatela”, Remigiusz Okraska, otrzymał w nim nagrodę II stopnia w kategorii prac badawczych za książkę „Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja. Wybór pism”, przygotowaną razem z Bartłomiejem Błesznowskim.

10464072_10202122419797536_6921125763608572952_n

Książka jest pierwszą w dziejach antologią najważniejszych tekstów czołowych polskich działaczy i teoretyków ruchu spółdzielczego, napisanych przed rokiem 1939. Można w niej znaleźć teksty m.in. Edwarda Abramowskiego, Franciszka Stefczyka, Marii Dąbrowskiej. Nasz redaktor napisał do tej książki przedmowę pt. „Od samopomocy do wizji nowego ustroju. Zarys dziejów rozwoju materialnego i ideowego spółdzielczości w Polsce do roku 1939”. Książka ukazała się rok temu nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. Zamówić książkę i przeczytać spis treści można tutaj.

Była to XI edycja konkursu. Nagrody zostaną wręczone podczas uroczystego spotkania organizowanego przez KRS z okazji Międzynarodowego Dnia Spółdzielczości, 24 czerwca 2015 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lepiej utylizować, niż leczyć

Lepiej utylizować, niż leczyć

Leki o wartości 300 tys. złotych zostały przekazane do utylizacji przez marszałka województwa śląskiego. Powód? Przepisy farmaceutyczne zabraniające wtórnego obrotu środkami medycznymi.

Jak informuje portal rynekpracy.pl, w 2012 r. spółka pracownicza przejęła szpital psychiatryczny w Międzybrodziu Bialskim. W zlikwidowanej placówce znajdowały się leki o znacznej wartości, a ich właścicielem stało się województwo śląskie. Wcześniej zostały one przekazane szpitalowi jako darowizna.

Urzędnicy blisko 2 lata prowadzili rozmowy z Ministerstwem Zdrowia i nadzorem farmaceutycznym. W tym czasie leki zdążyły się przeterminować i nie nadawały się do użytku. Dlatego podjęto decyzję o ich utylizacji.

To kolejny przykład nieudolnych przepisów, które w istocie przynoszą szkody. Ich ofiarą stało się również Stowarzyszenie Lekarzy Nadziei, które nie dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi, niezbędnymi do zakupu leków dla potrzebujących. Niestety obowiązujące prawo zabrania zbiórki niezużytych środków leczniczych i zapewnienia darmowego dostępu do nich najuboższym. Każdego roku przychodnia Stowarzyszenia udziela 4 tys. świadczeń zdrowotnych osobom bezdomnych, ubogim i nieubezpieczonym. Powyższa działalność wymaga jednak darmowych leków, gdyż instytucji nie stać na ich zakup.

Prof. Zbigniew Chłap, prezes Zarządu Głównego SLN, dwa lata temu opracował zasady akcji „Humanitarne Apteki Krakowa”, dzięki której leki nieprzeterminowane, oddawane przez pacjentów do aptek komercyjnych, zamiast do utylizacji (spalania) trafiałyby do Apteki Darów. Na to jednak nie wyraża zgody Główny Inspektorat Farmaceutyczny.

Polska ziemia bez ochrony

Polska ziemia bez ochrony

Według raportu Transnational Institute z Brukseli, w krajach Europy Środkowo-Wschodniej z roku na rok narasta zjawisko wykupu ziemi rolnej przez cudzoziemców w celach spekulacyjnych. Wyniki badań zaprezentowano podczas obrad komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego. W naszym kraju, poprzez instytucję tzw. słupa, wyprzedano już ponad 200 tys. hektarów ziemi rolnej.

W raporcie przeanalizowano m.in. sytuację panującą w Rumunii, gdzie blisko 10 proc. użytków rolnych zostało sprzedanych cudzoziemcom, na Węgrzech, w których poprzez umowy objęte tajemnicą handlową zagraniczni inwestorzy nabyli około miliona hektarów, oraz w Polsce.

Jak informuje „Tygodnik Solidarność”, raport potwierdza również fakt, że, pomimo zakazu zakupu ziemi rolnej przez cudzoziemców na podstawie ustawy obowiązującej od momentu przystąpienia naszego kraju do UE do 1 maja 2016, nieustannie trwa wykup polskich gruntów przez podstawione osoby. Bezpośrednie kupno możliwe jest wyłącznie po uzyskaniu aprobaty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Koalicja PO-PSL twierdzi, że działania te mają zasięg marginalny, chociaż problem dostrzegła już Najwyższa Izba Kontroli.

Urzędnicy NIK skontrolowali zakup państwowej ziemi przez cudzoziemców w latach 2011-2013 w trzech oddziałach Agencji Nieruchomości Rolnych: dolnośląskim, mazowieckim i zachodniopomorskim. Z kontroli wynika, że sprzedaż gruntów przeprowadzana jest w sposób nienadzorowany, a głównymi nabywcami są kupcy dysponujący kapitałem holenderskim, duńskim i luksemburskim.

Najgorsza sytuacja panuje w województwie zachodniopomorskim, gdzie spółki z mniejszościowymi udziałami kapitału zagranicznego zakupiły w nieokreślonych przetargach około 3 tys. hektarów ziemi. Sytuacji nie zmienia fakt, że sami cudzoziemcy bezpośredni nabyli zaledwie 23 hektary. Ponadto oddział ANR nie skorzystał z prawa pierwokupu, czego pokłosiem stało się zdobycie przez kupców z krajów trzecich udziału w spółkach, które dysponowały aż 4,6 tys. hektarów ziemi.

Warto zaznaczyć, że raport NIK dotyczy jedynie zakupu ziemi przez spółki z mniejszościowymi udziałami kapitału zagranicznego, a pomija nabywanie gruntów przez inwestorów zagranicznych przez podstawione osoby fizyczne. Skala tego zjawiska w naszym kraju jest ogromna, zwłaszcza, że ANR ma narzucony przez ministra finansów pułap rocznych dochodów wynoszący 1,5-2 mld zł. Dlatego urzędnicy nie kontrolują nabywców ziemi, natomiast, chcąc wypracować narzucone limity, sprzedają grunty osobom, które zainteresowane są dużymi areałami i oferują najwyższe ceny.

Polscy rolnicy, którzy chcieliby powiększyć swoje gospodarstwa, nie są w stanie spełnić warunków narzuconych przez ANR. Mimo że w Sejmie zgłoszony został wniosek ustawy, zakazującej po 1 maja 2016 r. sprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom oraz tzw. słupowych transakcji, obecna ekipa rządząca nie jest zainteresowana jej uchwaleniem.

Węgierski przykład

Węgierski przykład

Prawie pół roku po wejściu na Węgrzech w życie ustawy o automatycznej konwersji kredytów w walutach obcych na walutę rodzimą obciążenie finansowe gospodarstw domowych spadło. Zgodnie z ustawą, z dniem 1 stycznia 2015r. wszystkie kredyty hipoteczne we frankach, euro i jenach zostały automatycznie zamienione na kredyty w forintach.

Jak informuje serwis wyborcza.biz, zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy bankami a ekipą premiera Viktora Orbána, kurs konwersji wyniósł 256 forintów za 1 franka i 309 forintów za 1 euro (był to kurs z 7 listopada ubiegłego roku, gdyż ustawę przeforsowano już w listopadzie 2014). W niektórych przypadkach, np. gdy pożyczkobiorca otrzymuje wynagrodzenie w walucie kredytu, można było się ubiegać o pozostawienie go w dewizach, jednak zdecydowaną większość pożyczek przewalutowano.

Ekipa Orbána zdecydowała się na taki krok, by ulżyć licznym obywatelom, którzy, po zaciągnięciu kredytów hipotecznych w obcych walutach przed kryzysem 2008 r., znaleźli się potem znienacka w spirali zadłużenia. Wysokość rat gospodarstw domowych spadła o mniej więcej 20 proc., co jest korzystne także z makrogospodarczego punktu widzenia, ponieważ stymuluje popyt wewnętrzny. Wartość przewalutowanych kredytów to w sumie ponad 10 mld euro.

Posunięcie rządu Orbána wyprzedzające styczniowy skok kursu franka zyskało uznanie za granicą. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w marcowym komunikacie pozytywnie ocenił kondycję węgierskiej gospodarki, podkreślając, że dzięki silnemu popytowi wewnętrznemu PKB wzrósł w 2014 r. o 3,6 proc., a także spadło bezrobocie.

Wprowadzeni ustawy spotkało się rzecz jasna z niechętną reakcją banków, które narzekają na straty, wynikłe z konieczności dokonywania korekt w umowach. Jednak przesunięcie obciążenia z węgierskich rodzin na pożyczkodawców wydaje się być posunięciem, które w zasadniczy sposób wpłynie na ulżenie problemom zwykłych obywateli.

Były prezes Węgierskiego Banku Narodowego, prof. Gyoergy Suranyi, poproszony o ocenę skutków ustawy o przewalutowaniu kredytów, mówi: „Im szybciej zostanie przeprowadzone przewalutowanie w Polsce, tym lepiej. Nawet my się spóźniliśmy. Sytuacja gospodarstw domowych znacznie poprawi się wtedy, gdy znacząco spadną raty”. Zwraca on także uwagę na fakt, że realną oszczędność na dłuższą metę da dopiero przewalutowanie w połączeniu ze zmianą oprocentowania, marży i terminów spłaty.

Styczniowe przewalutowanie na Węgrzech objęło wyłącznie pożyczki hipoteczne, ale poza nimi istnieje jeszcze problem ok. 250 tys. osób, które zaciągnęły w dewizach kredyty samochodowe lub inne kredyty konsumenckie. Rada Monetarna Węgierskiego Banku Narodowego ogłosiła na początku czerwca, że bank centralny jest gotów udostępnić bankom dewizy o wartości 1,1 mld euro na przewalutowanie również pozostałych kredytów.