Brytyjskie cięcia

Brytyjskie cięcia

Ubogich rodzin mogą niesprawiedliwie dotknąć cięcia socjalne w kwocie aż 12 mld funtów, twierdzi jeden z brytyjskich think tanków.

Szef skłaniającego się ku prawicy Instytutu Spraw Gospodarczych sugeruje, że reforma tax credit (rządowych dodatków na dzieci, zasiłków dla niepełnosprawnych i wsparcia dla pracowników o niższych dochodach) może być przeprowadzona w sposób, który zachęci obywateli do podejmowania pracy na pełen etat.

Plany Davida Camerona, by podczas przeprowadzenia cięć socjalnych w kwocie aż 12 mld funtów skoncentrować się właśnie na cięciu zasiłków i innych dodatków dla osób w wieku produkcyjnym, wydają się „zaprojektowane” tak, że muszą okazać się „bardzo niesprawiedliwe” w stosunku do rodzin, które stracą pieniądze.

Jak premier argumentował w poniedziałkowym przemówieniu, wygłoszonym w Runcorn w hrabstwie Cheshire, Wielka Brytania powinna wypłacać mniej środków w postaci zasiłków – co uzupełnia płace mało zarabiających – i sugerował, że to firmy powinny oferować pracownikom wyższe pensje. Jednak jego uwagi spowodowały falę krytyki na całej scenie politycznej, jeśli chodzi o kwestię potencjalnych efektów takich działań.

Mark Littlewood, szef ISG, zgodził się z potrzebą cięć w budżecie przeznaczonym na cele socjalne, ale powiedział, że propozycja tych cięć „wygląda na absolutnie niesprawiedliwą dla osób w wieku produkcyjnym”.

Dodał: „Chociaż zasiłki istotne są dla relatywnie ubogich rodzin, gdyż zyskują one dzięki nim pewne środki, zniechęcają one jednak ludzi, by próbowali zarabiać więcej, poprzez tworzenie wysokich progów podatkowych (marginal tax rates), co znowu skłania pracowników do interesowania się pracą na część etatu. Można to zreformować, zachęcając do pracy na pełen etat. Ale bez wytworzenia tej pozytywnej dynamiki, oszczędzanie na wysokości zasiłków za mocno uderzy w pewne gospodarstwa domowe”.

Ministrowie odmówili odpowiedzi na pytanie, jak zamierzają zaoszczędzić 12 mld funtów na opiece społecznej, jednak wcześniejsze wypowiedzi Camerona sugerują, że może chodzić o wykluczenie z planowanych cięć emerytur i zasiłków na dzieci, i przeniesienie nacisku na zasiłki mieszkaniowe i niektóre z zasiłków dla niepełnosprawnych.

Jedną z rozważanych możliwości jest przycięcie zasiłku na dzieci do jego kształtu z 2003 roku, które, jak wyliczył Instytut Badań fiskalnych, zmniejszy uprawnienia do jego uzyskania aż około 3.7 milionom rodzin z dziećmi (o niskim dochodzie) o 1400 funtów rocznie. Rządowe wydatki na ten cel spadłyby ogółem o 5 mld funtów.

Zapytany o swoje plany dotyczące pomocy społecznej, Cameron mówi: „W tym momencie nasz system wygląda właściwie tak, że dajemy ludziom pensję minimalną, pobieramy podatki od ludzi, którzy ją zarabiają, i zwracamy im je z powrotem w postaci zasiłków. Tym, co chciałbym ujrzeć, jest ruch w stronę gospodarki wyższych płac i niższych podatków, a nie niższych płac i zaawansowanej opieki społecznej. Do tego właśnie powinniśmy dążyć. Ostatni rząd wykonał dobrą robotę: dwa miliony osób poszło do pracy, ale musimy dalej pracować z takim samym podejściem”.

Jednakże premier nie uczynił żadnych obietnic dotyczących ewentualnych nacisków na firmy, by wprowadziły living wage (pensję pozwalającą na godne przeżycie), wskazując, że pensja minimalna ma wzrosnąć do 8 funtów na godzinę do roku 2020. Jak ostatnio powiedział Iain Duncan Smith, sekretarz do spraw pracy i emerytur: „Chcemy, by firmy płaciły lepsze pensje, bo oznacza to mniej zasiłków wypłacanych z naszej kieszeni”.

Znakiem, iż rząd planuje rozmontowanie systemu, który zapoczątkowany przez Gordona Browna, jest także fakt, że minister oskarża Partię Pracy o wielokrotne podnoszenie zasiłków, co miało być sposobem na „próbę kupienia głosów”.

Partia Pracy ostrzegała już przed wyborami, że zasiłki znajdą się na linii ognia, jeśli tylko Cameron powróci do władzy. Po przemówieniu premiera Ed Miliband, były przywódca Partii Pracy, użył swojego konta na Twitterze, by wskazać, że wygląda na to, iż miał rację :”Przemówienie premiera wygląda na marną próbę wyjaśnienia, dlaczego w porządku jest ciąć zasiłki, jednocześnie mówiąc, że wspiera się ludzi pracy”.

Andrew Harrop, sekretarz generalny lewicowego Fabian Society, także wskazuje, iż zasiłki służyły temu, by wynagrodzić braki finansowe mało zarabiającym, którzy mieli więcej obowiązków od przeciętnego pracownika. „To już nie jest <<jeden naród>>, to brzydka polityka i okropna polityka społeczna”, powiedział. „Premier ma nadzieję poprawić szanse życiowe każdemu obywatelowi…ale ponownie wybiera dzieci jako grupę, która będzie głównym celem cięć.”

Nie dość, że Cameron wzniecił na lewicy gniew, to jeszcze jego pomysły, by wypłacanie zasiłków zastąpić wyższymi pensjami mogą spowodować, że znajdzie się w konflikcie z pracodawcami. Jest mało prawdopodobne, by mógł zmusić firmy do płacenia pracownikom godnej płacy, tym bardziej więc nie wiadomo, jak mógłby skłonić je do podniesienia płac „w zamian” za brak wypłacania przez państwo zasiłków – a przynajmniej ponad oczekiwany wzrost pensji minimalnej.

Jedną z możliwości jest zaadaptowanie przez niego idei Partii Pracy, która zamierzała uprzednio zaoferować ulgi tym firmom, które wypłacają pensję pozwalającą na godne przeżycie.

(Przedruk z „The Guardian”, 22.06.2015)

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Najpierw sprywatyzować, później eksmitować

Najpierw sprywatyzować, później eksmitować

Sześć na dziesięć eksmisji przeprowadzanych w Madrycie ma miejsce w mieszkaniach komunalnych, które zostały sprzedane funduszom inwestycyjnym za rządów Partii Ludowej.

Informacja ta pojawiła się w raporcie przygotowanym przez Ministerstwo Finansów, który krytycznie ocenia możliwość realizacji programu Manueli Carmeny, nowej burmistrzyni stolicy Hiszpanii. Powstrzymanie fali eksmisji jest jednym z priorytetów nowych, lewicowych władz Madrytu.

Jak podaje dziennik El País, powołując się na raport ministerstwa, w samym tylko 2013 roku władze miejskie i regionalne w Madrycie sprzedały funduszom inwestycyjnym, takim jak Goldman Sachs czy Blackstone, 4 795 mieszkań socjalnych i komunalnych.

Spośród 184 eksmisji wykonanych od lutego do czerwca, tylko w przypadku 17% zagwarantowano poszkodowanym inny lokal. Obecnie władze Madrytu dysponują tylko 418 lokalami mieszkalnymi, do których można by kierować eksmitowanych, z których 347 jest zajętych, a w pozostałych prowadzone są prace remontowe.

Jednym z postulatów nowych władz Madrytu jest wprowadzenie dodatkowego opodatkowania przeciwdziałającego nabywaniu mieszkań w celu spekulacji przez banki i fundusze inwestycyjne. Według Ministerstwa Finansów jest to niekorzystne posunięcie, ponieważ „obniżyłoby koszty wynajmu i nabycia mieszkania”. Uwaga ta jest rzekomo kierowana troską o osoby posiadające nieruchomości na własność. Na szczęście nowe władze Madrytu deklarują działania w interesie potrzebujących miejsca do zamieszkania, a nie tych zarabiających na spekulacjach.

Nagroda dla redaktora

Nagroda dla redaktora

Redaktor naczelny „Nowego Obywatela” Remigiusz Okraska otrzymał nagrodę za działalność służącą przypominaniu i popularyzowaniu dorobku polskiego ruchu spółdzielczego.

Przed kilkoma dniami rozstrzygnięto konkurs na najlepszą pracę badawczą z zakresu spółdzielczości, organizowany corocznie przez Krajową Radę Spółdzielczą. Redaktor naczelny „Nowego Obywatela”, Remigiusz Okraska, otrzymał w nim nagrodę II stopnia w kategorii prac badawczych za książkę „Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja. Wybór pism”, przygotowaną razem z Bartłomiejem Błesznowskim.

10464072_10202122419797536_6921125763608572952_n

Książka jest pierwszą w dziejach antologią najważniejszych tekstów czołowych polskich działaczy i teoretyków ruchu spółdzielczego, napisanych przed rokiem 1939. Można w niej znaleźć teksty m.in. Edwarda Abramowskiego, Franciszka Stefczyka, Marii Dąbrowskiej. Nasz redaktor napisał do tej książki przedmowę pt. „Od samopomocy do wizji nowego ustroju. Zarys dziejów rozwoju materialnego i ideowego spółdzielczości w Polsce do roku 1939”. Książka ukazała się rok temu nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. Zamówić książkę i przeczytać spis treści można tutaj.

Była to XI edycja konkursu. Nagrody zostaną wręczone podczas uroczystego spotkania organizowanego przez KRS z okazji Międzynarodowego Dnia Spółdzielczości, 24 czerwca 2015 r.

Lepiej utylizować, niż leczyć

Lepiej utylizować, niż leczyć

Leki o wartości 300 tys. złotych zostały przekazane do utylizacji przez marszałka województwa śląskiego. Powód? Przepisy farmaceutyczne zabraniające wtórnego obrotu środkami medycznymi.

Jak informuje portal rynekpracy.pl, w 2012 r. spółka pracownicza przejęła szpital psychiatryczny w Międzybrodziu Bialskim. W zlikwidowanej placówce znajdowały się leki o znacznej wartości, a ich właścicielem stało się województwo śląskie. Wcześniej zostały one przekazane szpitalowi jako darowizna.

Urzędnicy blisko 2 lata prowadzili rozmowy z Ministerstwem Zdrowia i nadzorem farmaceutycznym. W tym czasie leki zdążyły się przeterminować i nie nadawały się do użytku. Dlatego podjęto decyzję o ich utylizacji.

To kolejny przykład nieudolnych przepisów, które w istocie przynoszą szkody. Ich ofiarą stało się również Stowarzyszenie Lekarzy Nadziei, które nie dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi, niezbędnymi do zakupu leków dla potrzebujących. Niestety obowiązujące prawo zabrania zbiórki niezużytych środków leczniczych i zapewnienia darmowego dostępu do nich najuboższym. Każdego roku przychodnia Stowarzyszenia udziela 4 tys. świadczeń zdrowotnych osobom bezdomnych, ubogim i nieubezpieczonym. Powyższa działalność wymaga jednak darmowych leków, gdyż instytucji nie stać na ich zakup.

Prof. Zbigniew Chłap, prezes Zarządu Głównego SLN, dwa lata temu opracował zasady akcji „Humanitarne Apteki Krakowa”, dzięki której leki nieprzeterminowane, oddawane przez pacjentów do aptek komercyjnych, zamiast do utylizacji (spalania) trafiałyby do Apteki Darów. Na to jednak nie wyraża zgody Główny Inspektorat Farmaceutyczny.