Sposób na nadmiar?

Sposób na nadmiar?

Szwecja otwiera supermarkety dla wszystkich, którzy pobierają zasiłki. Wszyscy Szwedzi pobierający pomoc będą mogli robić zakupy w tanim sklepie wielobranżowym, do którego produkty dostarczać będą największe szwedzkie supermarkety i producenci żywności, np. Hemköp i Willys.

Jak informuje portal rozhlas.cz, jedzenie, które będzie można tam kupić, będzie zazwyczaj zbliżało się do końca swojej daty ważności lub nawet straciło już ważność (wiele produktów można jeść bez uszczerbku na zdrowiu kilka dni po dacie umieszczonej na opakowaniu).

Szwecja chce w ten sposób rozwiązać problem nadwyżek marnowanej żywności. Podobne sklepy pojawiają się od czasu wybuchu kryzysu gospodarczego m.in. w Wielkiej Brytanii, Rumunii oraz Szwajcarii. W jednej z biedniejszych dzielnic Bostonu przygotowuje się do otwarcia podobny supermarket – a ma on służyć tym, którzy będą mogli udowodnić, że mieszkają na stałe w okolicy. Argumentem za otwieraniem takich sklepów jest fakt, że ludzie, robiąc w nich zakupy, czują się bardziej jak klienci, a nie jak korzystający z pomocy organizacji charytatywnych.

„Taki supermarket rozwiązuje problem chwilowego głodu, ale nie rozwiąże strukturalnego problemu biedy” – mówi Martin Caraher z City Univeristy, zajmujący się „polityką żywności”. Według niego Szwecja jawi się jako kraj, gdzie silne państwo opiekuńcze rozwiązuje problem ubóstwa. Nie jest to jednak do końca prawdą – według raportu OECD 10 proc. ludności z „górnych szczebli drabiny” zarabia tam 6,3 raza więcej od 10% z samego jej dołu, zaś liczba osób bezdomnych w ostatnim roku podwoiła się.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Brytyjskie cięcia

Brytyjskie cięcia

Ubogich rodzin mogą niesprawiedliwie dotknąć cięcia socjalne w kwocie aż 12 mld funtów, twierdzi jeden z brytyjskich think tanków.

Szef skłaniającego się ku prawicy Instytutu Spraw Gospodarczych sugeruje, że reforma tax credit (rządowych dodatków na dzieci, zasiłków dla niepełnosprawnych i wsparcia dla pracowników o niższych dochodach) może być przeprowadzona w sposób, który zachęci obywateli do podejmowania pracy na pełen etat.

Plany Davida Camerona, by podczas przeprowadzenia cięć socjalnych w kwocie aż 12 mld funtów skoncentrować się właśnie na cięciu zasiłków i innych dodatków dla osób w wieku produkcyjnym, wydają się „zaprojektowane” tak, że muszą okazać się „bardzo niesprawiedliwe” w stosunku do rodzin, które stracą pieniądze.

Jak premier argumentował w poniedziałkowym przemówieniu, wygłoszonym w Runcorn w hrabstwie Cheshire, Wielka Brytania powinna wypłacać mniej środków w postaci zasiłków – co uzupełnia płace mało zarabiających – i sugerował, że to firmy powinny oferować pracownikom wyższe pensje. Jednak jego uwagi spowodowały falę krytyki na całej scenie politycznej, jeśli chodzi o kwestię potencjalnych efektów takich działań.

Mark Littlewood, szef ISG, zgodził się z potrzebą cięć w budżecie przeznaczonym na cele socjalne, ale powiedział, że propozycja tych cięć „wygląda na absolutnie niesprawiedliwą dla osób w wieku produkcyjnym”.

Dodał: „Chociaż zasiłki istotne są dla relatywnie ubogich rodzin, gdyż zyskują one dzięki nim pewne środki, zniechęcają one jednak ludzi, by próbowali zarabiać więcej, poprzez tworzenie wysokich progów podatkowych (marginal tax rates), co znowu skłania pracowników do interesowania się pracą na część etatu. Można to zreformować, zachęcając do pracy na pełen etat. Ale bez wytworzenia tej pozytywnej dynamiki, oszczędzanie na wysokości zasiłków za mocno uderzy w pewne gospodarstwa domowe”.

Ministrowie odmówili odpowiedzi na pytanie, jak zamierzają zaoszczędzić 12 mld funtów na opiece społecznej, jednak wcześniejsze wypowiedzi Camerona sugerują, że może chodzić o wykluczenie z planowanych cięć emerytur i zasiłków na dzieci, i przeniesienie nacisku na zasiłki mieszkaniowe i niektóre z zasiłków dla niepełnosprawnych.

Jedną z rozważanych możliwości jest przycięcie zasiłku na dzieci do jego kształtu z 2003 roku, które, jak wyliczył Instytut Badań fiskalnych, zmniejszy uprawnienia do jego uzyskania aż około 3.7 milionom rodzin z dziećmi (o niskim dochodzie) o 1400 funtów rocznie. Rządowe wydatki na ten cel spadłyby ogółem o 5 mld funtów.

Zapytany o swoje plany dotyczące pomocy społecznej, Cameron mówi: „W tym momencie nasz system wygląda właściwie tak, że dajemy ludziom pensję minimalną, pobieramy podatki od ludzi, którzy ją zarabiają, i zwracamy im je z powrotem w postaci zasiłków. Tym, co chciałbym ujrzeć, jest ruch w stronę gospodarki wyższych płac i niższych podatków, a nie niższych płac i zaawansowanej opieki społecznej. Do tego właśnie powinniśmy dążyć. Ostatni rząd wykonał dobrą robotę: dwa miliony osób poszło do pracy, ale musimy dalej pracować z takim samym podejściem”.

Jednakże premier nie uczynił żadnych obietnic dotyczących ewentualnych nacisków na firmy, by wprowadziły living wage (pensję pozwalającą na godne przeżycie), wskazując, że pensja minimalna ma wzrosnąć do 8 funtów na godzinę do roku 2020. Jak ostatnio powiedział Iain Duncan Smith, sekretarz do spraw pracy i emerytur: „Chcemy, by firmy płaciły lepsze pensje, bo oznacza to mniej zasiłków wypłacanych z naszej kieszeni”.

Znakiem, iż rząd planuje rozmontowanie systemu, który zapoczątkowany przez Gordona Browna, jest także fakt, że minister oskarża Partię Pracy o wielokrotne podnoszenie zasiłków, co miało być sposobem na „próbę kupienia głosów”.

Partia Pracy ostrzegała już przed wyborami, że zasiłki znajdą się na linii ognia, jeśli tylko Cameron powróci do władzy. Po przemówieniu premiera Ed Miliband, były przywódca Partii Pracy, użył swojego konta na Twitterze, by wskazać, że wygląda na to, iż miał rację :”Przemówienie premiera wygląda na marną próbę wyjaśnienia, dlaczego w porządku jest ciąć zasiłki, jednocześnie mówiąc, że wspiera się ludzi pracy”.

Andrew Harrop, sekretarz generalny lewicowego Fabian Society, także wskazuje, iż zasiłki służyły temu, by wynagrodzić braki finansowe mało zarabiającym, którzy mieli więcej obowiązków od przeciętnego pracownika. „To już nie jest <<jeden naród>>, to brzydka polityka i okropna polityka społeczna”, powiedział. „Premier ma nadzieję poprawić szanse życiowe każdemu obywatelowi…ale ponownie wybiera dzieci jako grupę, która będzie głównym celem cięć.”

Nie dość, że Cameron wzniecił na lewicy gniew, to jeszcze jego pomysły, by wypłacanie zasiłków zastąpić wyższymi pensjami mogą spowodować, że znajdzie się w konflikcie z pracodawcami. Jest mało prawdopodobne, by mógł zmusić firmy do płacenia pracownikom godnej płacy, tym bardziej więc nie wiadomo, jak mógłby skłonić je do podniesienia płac „w zamian” za brak wypłacania przez państwo zasiłków – a przynajmniej ponad oczekiwany wzrost pensji minimalnej.

Jedną z możliwości jest zaadaptowanie przez niego idei Partii Pracy, która zamierzała uprzednio zaoferować ulgi tym firmom, które wypłacają pensję pozwalającą na godne przeżycie.

(Przedruk z „The Guardian”, 22.06.2015)

Polacy wciąż pracują za grosze

Polacy wciąż pracują za grosze

Godzina pracy w Polsce kosztuje pracodawców średnio 8,4 euro (ok. 35 zł). Tylko w pięciu krajach UE koszty pracy są niższe niż w Polsce.

Jak wynika z danych Eurostatu, godzinowe koszty pracy w Unii Europejskiej wzrosły o 2,5%. Godzina pracy kosztuje pracodawcę średnio 24,6 euro, czyli około 102,5 zł, z czego do pracownika trafia przeciętnie ok. 58 zł. Praca w Polsce jest na tym tle bardzo tania: kosztuje ok. 35 zł na godzinę, z czego pracownik otrzymuje zaledwie 24 złote. Jeszcze gorzej wygląda to po wyliczeniu mediany wynagrodzeń, która wynosi w Polsce niecałe 15 zł za godzinę pracy.

Co istotne, koszty pracy, a szczególnie wynagrodzenia pracowników, rosną w Polsce nieco szybciej, niż w najbogatszych krajach UE, ale wolniej, niż w pozostałych państwach Europy Środkowej. W 2014 roku wzrosły one o 4,7%, podczas gdy w Rumunii czy na Łotwie już o ponad 7%. Licząc w dłuższej perspektywie czasowej, od 2004 roku podniosły się o 10 euro w Belgii, o 5,5 euro na Słowacji i w Czechach, podczas gdy w Polsce zaledwie o 3,6 euro.

Najpierw sprywatyzować, później eksmitować

Najpierw sprywatyzować, później eksmitować

Sześć na dziesięć eksmisji przeprowadzanych w Madrycie ma miejsce w mieszkaniach komunalnych, które zostały sprzedane funduszom inwestycyjnym za rządów Partii Ludowej.

Informacja ta pojawiła się w raporcie przygotowanym przez Ministerstwo Finansów, który krytycznie ocenia możliwość realizacji programu Manueli Carmeny, nowej burmistrzyni stolicy Hiszpanii. Powstrzymanie fali eksmisji jest jednym z priorytetów nowych, lewicowych władz Madrytu.

Jak podaje dziennik El País, powołując się na raport ministerstwa, w samym tylko 2013 roku władze miejskie i regionalne w Madrycie sprzedały funduszom inwestycyjnym, takim jak Goldman Sachs czy Blackstone, 4 795 mieszkań socjalnych i komunalnych.

Spośród 184 eksmisji wykonanych od lutego do czerwca, tylko w przypadku 17% zagwarantowano poszkodowanym inny lokal. Obecnie władze Madrytu dysponują tylko 418 lokalami mieszkalnymi, do których można by kierować eksmitowanych, z których 347 jest zajętych, a w pozostałych prowadzone są prace remontowe.

Jednym z postulatów nowych władz Madrytu jest wprowadzenie dodatkowego opodatkowania przeciwdziałającego nabywaniu mieszkań w celu spekulacji przez banki i fundusze inwestycyjne. Według Ministerstwa Finansów jest to niekorzystne posunięcie, ponieważ „obniżyłoby koszty wynajmu i nabycia mieszkania”. Uwaga ta jest rzekomo kierowana troską o osoby posiadające nieruchomości na własność. Na szczęście nowe władze Madrytu deklarują działania w interesie potrzebujących miejsca do zamieszkania, a nie tych zarabiających na spekulacjach.