Pendolino – nieopłacalna ekskluzywność?

Pendolino – nieopłacalna ekskluzywność?

Jak wynika z ostatniego raportu NaKolei.pl, pociągi Pendolino, wbrew zapowiedziom, nie okazały się wcale komercyjnym sukcesem. Przewożą one o wiele mniej pasażerów, niż zakładano, a tak niewielkie ich wypełnienie nie gwarantuje opłacalności projektu.

Niedawno minęło sześć miesięcy od wprowadzenia przez spółkę PKP Intercity pociągów Pendolino do eksploatacji. 19 maja br. władze kolejowej spółki poinformowały, że po pięciu miesiącach od wyruszenia składów na tory z usług przewoźnika w ramach marki Express Intercity Premium (EIP) skorzystało milion pasażerów.

Redakcja portalu NaKolei.pl postanowiła zweryfikować uzyskane nieoficjalne dane dotyczące frekwencji w pociągach EIP z pierwszego tygodnia funkcjonowania, czyli z grudnia 2014, a także skonfrontować je z oficjalnymi medialnymi doniesieniami i oświadczeniami, które w ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować w prasie i telewizji – a wszystkie one wskazywały na ogromny sukces frekwencyjny nowego typu pociągów.

W przedziale styczeń-maj wolontariusze portalu NaKolei.pl kursowali kilkukrotnie w każdym miesiącu (zarówno w dzień roboczy, jak i podczas weekendu) na wszystkich relacjach uruchomionych przez PKP Intercity. Uzyskane dane zestawili w tabeli. Według niej składy zapełnione są tylko w 24 do 84 proc. (ta najwyższa liczba odzwierciedla liczbę pasażerów podróżujących na trasie Warszawa-Kraków, jednak jest to relacja, która zdecydowanie wyróżnia się pozytywnie na tle innych w tabeli). Pozostałe kierunki osiągały wartość poniżej średniej dla wszystkich relacji we wspomnianym okresie badawczym, a wyniosła ona 45,09 proc. Pod tym względem najgorzej prezentuje się relacja Warszawa-Katowice, gdzie z pociągów EIP korzystał średnio co czwarty podróżny w stosunku do podaży miejsc.

Z przedstawionego 23 czerwca przez portal raportu wynika, że z usług w ramach marki Express Intercity Premium korzysta zbyt mała liczba pasażerów, przez co całe przedsięwzięcie staje się już w tym momencie nieopłacalne. Portal przewiduje, że PKP Intercity w związku z niskimi wpływami z biletów może wciągu roku lub dwóch stracić płynność finansową.

Wśród wniosków, jakie wysnuł portal, czytamy m.in., że projekt wprowadzenia szybkich pociągów nie został przygotowany i prowadzony profesjonalnie w zakresie infrastruktury oraz samego zakupu taboru. Zakup szybkich pociągów powinien być elementem polityki transportowej państwa, a nawet jej uwieńczeniem . Niezbędna jest zatem poprawa dostępności komunikacyjnej poprzez budowę intermodalnych centrów komunikacyjnych oraz konieczne jest przyspieszenie inwestycji infrastrukturalnych, szczególnie tych finansowanych z funduszy unijnych (skrócenie czasu przejazdu pomiędzy miastami).

Portal zwraca uwagę na ogromną dysproporcję przewiezionych pasażerów w stosunku do poczynionych planów – zakładano przewóz 5,5 mln osób w 2015 roku, a będzie przewiezionych ok. 2,2 mln, założenia przewozowe zostaną więc zrealizowane na poziomie ok. 44%. Niskie napełnienie pociągów Pendolino (na poziomie 26-28%) obecnie nie gwarantuje opłacalności projektu. Pożądany wskaźnik napełnienia gwarantujący racjonalność projektu to 70-80%. Propagandowy przekaz, jakoby Pendolino było wielkim frekwencyjnym sukcesem, który usprawiedliwia wydane (ogromne) środki, okazał się więc być jedynie medialną opowiastką, która ma podtrzymać mit drogiego, ekskluzywnego pociągu, rozwiązującego problemy komunikacyjne obywateli.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rodzicielstwo bez pustych kieszeni

Rodzicielstwo bez pustych kieszeni

Sejm przyjął właśnie nową ustawę: 1 tysiąc zł miesięcznie zasiłku rodzicielskiego przez 52 tygodnie po urodzeniu się dziecka otrzymają od stycznia 2016 r. także bezrobotni, rolnicy, studenci i osoby pracujące na umowy cywilnoprawne. Do tej pory tego typu zasiłki przysługiwały jedynie rodzicom będącym pracownikami.

Projekt nowelizacji ustawy został przygotowany w resorcie pracy i polityki społecznej. Za jej przyjęciem glosowało jednogłośnie 419 posłów.

Co dokładnie zmienia ustawa? Jak informuje „Gazeta Prawna”, obecnie prawo do zasiłku macierzyńskiego (przez 52 tygodnie po urodzeniu dziecka, dłużej w przypadku ciąży mnogiej) mają rodzice będący pracownikami. To urlopy macierzyński i rodzicielski. Również osoby niebędące pracownikami, a podlegające ubezpieczeniu chorobowemu (czyli np. przedsiębiorcy sami opłacający składki oraz osoby zatrudnione na umowę zlecenie, jeśli od umowy odprowadzane są składki na ubezpieczenie chorobowe) mają prawo do zasiłku macierzyńskiego przez okres odpowiadający urlopom dla pracowników. Uprawnień takich nie mają bezrobotni, studenci ani uczniowie, osoby pracujące na podstawie umów cywilnoprawnych, rolnicy. Nowa ustawa wprowadza świadczenie również dla nich – w wysokości 1 tys. zł miesięcznie. Będzie je można pobierać przez rok (52 tygodnie) w przypadku urodzenia bądź przyjęcia na wychowanie jednego dziecka; przy dwojgu dzieciach przez 65 tygodni, trojgu – 67 tygodni, czworgu – 69 tygodni, przy piątce i więcej – 71 tygodni. Terminy będą liczone od dnia porodu albo przyjęcia dziecka na wychowanie.

Ze świadczenia nie będą mogły skorzystać osoby uprawnione do zasiłku macierzyńskiego, a także te, które mają prawo do korzystania z tego typu świadczeń z tytułu urodzenia dziecka w innych systemach niż powszechny system ubezpieczeniowy (m.in. funkcjonariusze służb mundurowych). Jeżeli jeden z rodziców będzie uprawniony do zasiłku macierzyńskiego, drugiemu nie będzie przysługiwało świadczenie rodzicielskie.

Nowe rozwiązania mają wejść w życie od 1 stycznia 2016 r.. Przepisy przejściowe zakładają, że świadczenia przysługiwać będą też rodzicom dzieci urodzonych przed tą datą, jeśli nie minęły jeszcze 52 tygodnie od urodzin.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?

Według badań Eurosatu statystyczny obywatel Unii wyprowadza się z domu rodzinnego w wieku 26 lat. W Polsce na usamodzielnienie trzeba czekać 2 lata dłużej.

Jak informuje strona forsal.pl, Polska zajmuje pod tym względem 18 miejsce w zestawieniu 28 przebadanych krajów europejskich. Ustępujemy jedynie państwom najbiedniejszym oraz tym z rejonu Morza Śródziemnego.

Z raportu wynika, że najlepsza sytuacja panuje w krajach skandynawskich. Średnia wieku, w którym ludzie młodzi decydują się na opuszczenie domu rodzinnego, wynosi od 19,6 (Szwecja) do 21,9 lat (Finlandia). Powodem takiej sytuacji jest przede wszystkim dobrobyt panujący w owych krajach oraz wsparcie, jakiego udziela tam państwo ludziom młodym. Druga z przyczyn to niskie zaludnienie tych państw. Odległości mogą być na tyle duże, że spora część młodych już w wieku kilkunastu lat wyprowadza się z domu rodzinnego, aby kontynuować naukę w większych miastach. Istotną rolę odgrywa również kultura, która promuje szybkie usamodzielnienie się, zwłaszcza że model ten wspierają darmowe szkolnictworozbudowany system stypendialny. W Danii skutecznie działa program budownictwa na wynajem oferowany przez organizacje non profit. 20 proc. obywateli tego kraju wynajmuje mieszkanie od takich spółdzielni, a czynsz jest stosunkowo niski.

Na drugim biegunie znajdują się Chorwacja, Słowacja i Bułgaria, gdzie przyczyną długiego pozostawania w domu rodzinnym są przede wszystkim niskie dochody. Z kolei w rejonie Morza Śródziemnego sytuację komplikuje wzorzec kulturowy, wzmacniany wysokim bezrobociem, zwłaszcza wśród ludzi młodych.

Większość osób wciąż mieszkających z rodzicami pracuje, a mimo to nie stać ich na wyprowadzkę. Według raportu Eurosatu 53,6 proc. z nich zatrudnionych jest na pełny etat, zaś 8,7 proc. dorywczo. Natomiast w Polsce aż 66,4 proc. dorosłych, którzy nie wyprowadzili się w domu rodzinnego, pracuje w pełnym wymiarze godzin, a 5 proc. dorywczo. W tym kontekście istotny jest fakt, że osoby młode otrzymują wyraźnie mniejsze wynagrodzenie niż bardziej doświadczeni pracownicy.

Z raportu firmy Sedlak & Sedlak wynika, że mediana wynagrodzeń w Polsce dla osób w wieku 18-25 lat wynosiła w 2013 roku około 2 tys. zł netto (dla porównania: dla ludzi w wieku 36-40 – 3,6 tys. zł). Nie powinno więc dziwić, że wydłuża się okres czekania na usamodzielnienie, skoro zgodnie z szacunkami Lion’s Banku średnia miesięczna rata za dwupokojowe mieszkanie w jednym z 10 największych miast w Polsce to 916 zł, a na najem podobnego lokum wydać należy średnio około 400 zł więcej.

Edukacyjni oszuści

Edukacyjni oszuści

Każdy może założyć prywatną placówkę oświatową. Także osoba nieuczciwa, która nie płaci pensji, składek na ZUS ani czynszu za wynajem lokalu. Luka w prawie powoduje, że tacy oszuści mogą nawet dostawać dotacje na uczniów z gminy.

Jak pisze „Gazeta Prawna”, wystarczy wystąpić do gminy z wnioskiem o stosowny wpis do ewidencji. Nie trzeba się tłumaczyć, czy ma się środki na prowadzenie działalności edukacyjnej. Jeśli wynajmuje się lokal na cele oświatowe, to można być bezkarnym i miesiącami nie płacić czynszu i składek na ZUS. Właściciele lokali, wynajętych prywatnym firmom na tego typu działalność, często nie mają się do kogo zwrócić ze swoim problemem, nawet gdy nieuczciwi „edukatorzy” nie płacą latami i dług urasta do kilkuset tysięcy złotych. Kuratorium rozkłada ręce – jeśli po kontroli stwierdzi, że nie ma do szkoły zastrzeżeń, gdyż „funkcjonuje ona prawidłowo”, to zastanawianie się nad faktem, że pracownicy nie są opłacani, a placówka stoi przed widmem bankructwa i za chwilę uczniowie nie będą mieli gdzie kontynuować nauki nie leży w jego gestii. Jako organ nadzorczy sprawdza ono wyłącznie jakość procesu dydaktycznego. „Ostatnio mieliśmy taką skargę, że szkoła prywatna nie płaci nauczycielom pensji. Niestety, nie możemy wpłynąć na właściciela firmy, bo prawo oświatowe nie daje nam takiego upoważnienia” – mówi Anna Wietrzyk, rzecznik śląskiego kuratorium oświaty.

Gminy również nie dostrzegają problemu, bowiem przepisy oświatowe nie przewidują możliwości wstrzymania dotacji z powodu niepłacenia czynszu przez niepubliczną szkołę.

Czasem weryfikować nieuczciwych przedsiębiorców próbują samorządy. W trakcie procedury rejestracji szkoły niepublicznej żądają od podmiotu założycielskiego dowodu posiadania tytułu prawnego do lokalu. Przedsiębiorcy jednak skarżą takie decyzje do sądów administracyjnych, które uznają zasadność skarg, powołując się na brak zapisów w ustawie. Samorządowcy wskazują na konieczność uszczelnienia przepisów oświatowych. „Prowadzenie działalności edukacyjnej nie jest tym samym co sprzedaż mydła. Trzeba do tego podchodzić poważnie, a ryzyko z tym związane powinno być ograniczone. Przepisy oświatowe słabo chronią uczniów przed nieuczciwymi przedsiębiorcami ” – uważa Marek Wójcik, wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Właścicielom lokali, które są wynajmowane nieuczciwym placówkom, pozostaje droga sądowa i domaganie się upadłości takiej firmy. A co z nieodprowadzonymi składkami ZUS, co z brakiem pensji dla pracowników? Tutaj nikt nie poczuwa się do winy ani odpowiedzialności.