Koniec z dziką reprywatyzacją

Koniec z dziką reprywatyzacją

Sejm przyjął nowelizację ustawy o gospodarce nieruchomościami, dzięki której ukrócona zostanie reprywatyzacja publicznych budynków. Przed powrotem w ręce spadkobierców dawnych właścicieli chronione będą na przykład szpitale, szkoły czy skwery.

Dotychczas często zdarzało się, że w wyniku roszczeń spadkobierców właścicieli reprywatyzowano budynki należące choćby do Ministerstwa Kultury czy Uniwersytetu Warszawskiego, a także tereny publicznie dostępne, jak parki i szkolne boiska. Teraz spadkobiercom będzie przysługiwało odszkodowanie lub nieruchomość zastępcza.

Oprócz budynków użyteczności publicznej, przed reprywatyzacją chronione będą także te, które po wojnie zostały odbudowane z ruin. Kolejną zmianą w ustawie jest umorzenie tzw. uśpionych roszczeń. Około 2 tysiące nieruchomości stanie się własnością publiczną, jeśli w ciągu sześciu miesięcy spadkobiercy nie potwierdzą chęci ubiegania się o ich zwrot.

Utrudniony zostanie także proceder skupowania roszczeń za bezcen. Dotychczas spadkobiercy dawnych właścicieli nieruchomości często sprzedawali prawa do odzyskania budynków za bardzo niskie kwoty, z powodu nieświadomości ich rzeczywistej wartości lub braku nadziei na pozytywne rozpatrzenie sprawy. Teraz w przypadku sprzedaży roszczeń prawo pierwokupu w ustalonej cenie będą miały władze miasta, co uniemożliwi przejmowanie nieruchomości za grosze, aby później sprzedać je za miliony.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Krętaczom na rękę

Krętaczom na rękę

Przepisy, które mają utrudnić wyprowadzanie zysków za granicę za pomocą cen transferowych, zostaną wprowadzone w 2017, a nie, jak wcześniej planowano, w 2016 roku. Taką zmianę przewiduje najnowsza wersja projektu noweli ustawy o PIT i CIT.

Jak informuje portal www.pb.pl, nowe przepisy dotyczyć mają utrudnienia powiązanym ze sobą firmom wyprowadzania zysków poza granice kraju. Propozycja zmiany terminu obowiązywania nowego prawa wypłynęła rzecz jasna ze strony najbardziej „zainteresowanych” – z postulatem zmiany terminu wejścia w życie zmian wystąpiły organizacje pracodawców i stowarzyszenie Centrum Cen Transferowych. Resort finansów wyraził zgodę.

Ministerstwo Finansów zgodziło się też, by za spółkę powiązaną uznać taką, w której inna ma 25 proc. udziałów, a nie 20 proc., jak proponowano wcześniej. Tym samym regulacja ta będzie jednolita z przepisami dotyczącymi tzw. zagranicznych spółek kontrolowanych, które mają zapobiec transferowi za granicę zysków polskich firm do ich spółek-córek. Ministerstwo zgodziło się też, aby obowiązek dokumentowania dotyczył transakcji „istotnych”. W zależności od wielkości firmy, pojęcie to rozumie się inaczej – im wyższe przychody, tym wyższy próg dla takiej transakcji. W przypadku najmniejszych firm podlegających ustawie, czyli uzyskujących przychody od 2 mln euro do 20 mln euro, transakcją „istotną” jest taka, która ma wartość przynajmniej 50 tys. euro. Z kolei firmy, które mają 100 mln euro przychodu, będą musiały dokumentować transakcje o wartości 500 tys. euro. Do projektu wprowadzono też zapis, który mówi, że organ podatkowy będzie mógł nakazać firmie sporządzenie dokumentacji dla transakcji, której wartość nie przekroczyła limitu, w sytuacji gdy uzna, że podatnik celowo zaniżył jej wartość tylko po to, aby obowiązku uniknąć.

Projekt zakłada także m.in. wprowadzenie do polskiego prawa unijnych przepisów dotyczących opodatkowania w przypadku spółek dominujących i spółek zależnych. Chodzi o dokumentowanie cen transferowych stosowanych przez podmioty powiązane. Transakcje międzynarodowe wewnątrz grup, dokonywane przy użyciu nierynkowych cen, mogą służyć wyprowadzaniu zysków za granicę, oczywiście do krajów, w których stawki podatku są niższe niż w Polsce, lub do takich, gdzie można korzystać z ulg podatkowych. Ceny transakcyjne rzadziej stosowane są w krajowych grupach, choć i to się zdarza, np. w przypadku gdy zysk z jednej spółki jest przerzucany do spółki, która odnotowuje stratę.

Z nowych obowiązków zwolnione mają być mniejsze firmy, których przychody lub koszty nie przekraczają 2 mln euro rocznie. Natomiast firmy o kosztach lub przychodach powyżej 10 mln euro będą musiały przygotowywać analizy porównawcze, w których uzasadnią rynkowy poziom cen stosowanych w transakcjach z podmiotami powiązanymi. Projekt przewiduje też, że największe grupy, czyli te o przychodach powyżej 750 mln euro, powinny przygotowywać także raporty o wysokości dochodów i zapłaconego podatku oraz miejscach prowadzenia działalności gospodarczej jednostek zależnych, a także zakładów zagranicznych należących do grupy kapitałowej.

Zmiany uszczelnią system i ograniczą transfer zysków. Mogą być też straszakiem dla firm, które, wykorzystując ceny transferowe, chciałyby obniżyć podatek. Nowe regulacje dostosują też nasze prawo do przepisów obowiązujących w krajach OECD.

Trudniej zatrudniać na „śmieciówki”

Trudniej zatrudniać na „śmieciówki”

Sejm przyjął zmiany w Kodeksie Pracy, które ograniczają możliwość stosowania umów śmieciowych. Teraz będzie można zawrzeć z jednym pracownikiem najwyżej trzy umowy na czas określony, na maksymalnie 33 miesiące.

W przypadku zawarcia kolejnej, czwartej już umowy, automatycznie stanie się ona umową na czas nieokreślony. Ustawodawca pozostawił możliwość ominięcia tych przepisów w wyjątkowych sytuacjach, o każdym takim przypadku będzie musiała być jednak poinformowana Państwowa Inspekcja Pracy.

Wprowadzone zmiany obejmują także kwestie okresu wypowiedzenia umów o pracę na czas określony. Po zmianach będzie on zależny od czasu zatrudnienia. Dla pracujących krócej niż pół roku będzie wynosił dwa tygodnie, od pół roku do trzech lat – miesiąc. Dla pracujących dłużej niż trzy lata wyniesie 3 miesiące.

Zmiany nie są wynikiem dobrej woli rządu, lecz presji ze strony związków zawodowych. „Solidarność” składała skargi na obowiązujące prawo dotyczące umów na czas określony m.in. przed Komisją Europejską. Jak można przeczytać na stronie NSZZ „Solidarność”, „rekomendacje końcowe wydane przez KE wyraźnie wskazały, że w Polsce powinno nastąpić zbliżenie warunków świadczenia pracy na podstawie umów na czas nieokreślony i terminowych”. Eksperci „Solidarności” oceniają, że wprowadzone zmiany ukrócą nadużywanie umów terminowych.

Pendolino – nieopłacalna ekskluzywność?

Pendolino – nieopłacalna ekskluzywność?

Jak wynika z ostatniego raportu NaKolei.pl, pociągi Pendolino, wbrew zapowiedziom, nie okazały się wcale komercyjnym sukcesem. Przewożą one o wiele mniej pasażerów, niż zakładano, a tak niewielkie ich wypełnienie nie gwarantuje opłacalności projektu.

Niedawno minęło sześć miesięcy od wprowadzenia przez spółkę PKP Intercity pociągów Pendolino do eksploatacji. 19 maja br. władze kolejowej spółki poinformowały, że po pięciu miesiącach od wyruszenia składów na tory z usług przewoźnika w ramach marki Express Intercity Premium (EIP) skorzystało milion pasażerów.

Redakcja portalu NaKolei.pl postanowiła zweryfikować uzyskane nieoficjalne dane dotyczące frekwencji w pociągach EIP z pierwszego tygodnia funkcjonowania, czyli z grudnia 2014, a także skonfrontować je z oficjalnymi medialnymi doniesieniami i oświadczeniami, które w ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować w prasie i telewizji – a wszystkie one wskazywały na ogromny sukces frekwencyjny nowego typu pociągów.

W przedziale styczeń-maj wolontariusze portalu NaKolei.pl kursowali kilkukrotnie w każdym miesiącu (zarówno w dzień roboczy, jak i podczas weekendu) na wszystkich relacjach uruchomionych przez PKP Intercity. Uzyskane dane zestawili w tabeli. Według niej składy zapełnione są tylko w 24 do 84 proc. (ta najwyższa liczba odzwierciedla liczbę pasażerów podróżujących na trasie Warszawa-Kraków, jednak jest to relacja, która zdecydowanie wyróżnia się pozytywnie na tle innych w tabeli). Pozostałe kierunki osiągały wartość poniżej średniej dla wszystkich relacji we wspomnianym okresie badawczym, a wyniosła ona 45,09 proc. Pod tym względem najgorzej prezentuje się relacja Warszawa-Katowice, gdzie z pociągów EIP korzystał średnio co czwarty podróżny w stosunku do podaży miejsc.

Z przedstawionego 23 czerwca przez portal raportu wynika, że z usług w ramach marki Express Intercity Premium korzysta zbyt mała liczba pasażerów, przez co całe przedsięwzięcie staje się już w tym momencie nieopłacalne. Portal przewiduje, że PKP Intercity w związku z niskimi wpływami z biletów może wciągu roku lub dwóch stracić płynność finansową.

Wśród wniosków, jakie wysnuł portal, czytamy m.in., że projekt wprowadzenia szybkich pociągów nie został przygotowany i prowadzony profesjonalnie w zakresie infrastruktury oraz samego zakupu taboru. Zakup szybkich pociągów powinien być elementem polityki transportowej państwa, a nawet jej uwieńczeniem . Niezbędna jest zatem poprawa dostępności komunikacyjnej poprzez budowę intermodalnych centrów komunikacyjnych oraz konieczne jest przyspieszenie inwestycji infrastrukturalnych, szczególnie tych finansowanych z funduszy unijnych (skrócenie czasu przejazdu pomiędzy miastami).

Portal zwraca uwagę na ogromną dysproporcję przewiezionych pasażerów w stosunku do poczynionych planów – zakładano przewóz 5,5 mln osób w 2015 roku, a będzie przewiezionych ok. 2,2 mln, założenia przewozowe zostaną więc zrealizowane na poziomie ok. 44%. Niskie napełnienie pociągów Pendolino (na poziomie 26-28%) obecnie nie gwarantuje opłacalności projektu. Pożądany wskaźnik napełnienia gwarantujący racjonalność projektu to 70-80%. Propagandowy przekaz, jakoby Pendolino było wielkim frekwencyjnym sukcesem, który usprawiedliwia wydane (ogromne) środki, okazał się więc być jedynie medialną opowiastką, która ma podtrzymać mit drogiego, ekskluzywnego pociągu, rozwiązującego problemy komunikacyjne obywateli.