Gdzie się podziały tamte podatki?

Gdzie się podziały tamte podatki?

Inspekcja przeprowadzona przez Najwyższą Izbę Kontroli w wybranych urzędach kontroli skarbowej i izbach skarbowych wykazała, że nie przeprowadzono skutecznych działań, które zapobiegłyby transferowaniu dochodów przez podmioty z udziałem kapitału zagranicznego poza polski system podatkowy.

Podczas kontroli stwierdzono również, że organy podatkowe nie były odpowiednio przygotowane do sprawdzania prawidłowości rozliczeń z budżetem państwa przez podmioty z kapitałem zagranicznym. Prowadzono jedynie weryfikację legalności transferu dochodów przez podmioty gospodarcze.

Powodem niewielkiej liczby kontroli w podmiotach działających w skali międzynarodowej było zarządzenie Ministra Finansów, nakazujące, aby urzędy skarbowe przy planowaniu inspekcji koncentrowały się głównie na zwalczaniu nieprawidłowości w podatku od towarów i usług. Ponadto urzędnicy NIK zwrócili uwagę na „brak systemowych narzędzi umożliwiających typowanie do kontroli podmiotów powiązanych kapitałowo i osobowo, brak lub ograniczony dostęp do baz danych porównawczych umożliwiających ocenę, czy ceny stosowane w transakcjach pomiędzy podmiotami powiązanymi odbiegają od wartości rynkowych” oraz „niewystarczające przygotowanie pracowników do badania trudnych merytorycznie zagadnień”.

Warto zwrócić uwagę, że w polskim prawie wciąż nie ma klauzuli generalnej przeciwko unikaniu opodatkowania. Zapowiedź jej wprowadzenia odnotowano w projekcie nowej ordynacji podatkowej, którą przygotowuje Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego. W krajach, gdzie obowiązuje (m. in. we Francji, Niemczech, Irlandii, Szwecji i Kanadzie) stosowana jest wobec podatników podejmujących fikcyjne działania gospodarcze i tworzących sztuczne konstrukcje prawne, które mają przynieść korzyści finansowe. Klauzula jest jednym z najczęstszych sposobów walki z procederem unikania opodatkowania w krajach o gospodarce rynkowej.

W myśl założeń Komisji, nowe przepisy mają wyznaczyć granice dopuszczalnej optymalizacji podatkowej, przyczynić się do ochrony interesów fiskalnych państwa oraz urzeczywistniać zasadę równości i sprawiedliwości w sferze aktywności gospodarczej. Klauzula ma dotyczyć wszystkich podatników, z wyjątkiem podatku od dóbr i usług.

Dodatkowo Minister Finansów przygotował projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Inicjatywa nastąpiła w związku z przyjętą zmianą dyrektywy dotyczącej opodatkowania spółek dominujących i zależnych, która ma zostać wprowadzona w państwach członkowskich Unii Europejskiej do końca 2015 r.

W ocenie NIK ogłoszenie zmian w ustawie o podatku dochodowym (oraz innych ustaw) nastąpiło z naruszeniem art. 3 ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych, który stanowi, że akty normatywne ogłasza się niezwłocznie. Natomiast przy publikowaniu ustawy nie stwierdzono zaniedbań ze strony Ministerstwa Finansów.

Zgodnie z prawem do działań Prezesa Rządowego Centrum Legislacji należy koordynowanie działalności legislacyjnej Rady Ministrów, premiera i innych organów administracji rządowej oraz wydawanie Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej oraz Dziennika Urzędowego Rzeczypospolitej Polskiej („Monitora Polskiego”). Te działania powinny doprowadzić do opublikowania w terminie nowych przepisów, dlatego odpowiedzialność za nieprawidłowości ponosi Prezes Rządowego Centrum Legislacji, jako kierownik jednostki, do której należy wymienione zadania.

Ustawa z dnia 29 sierpnia 2014 r. została ogłoszona w Dzienniku Ustaw wydanym w dniu 3 października 2014 r. w związku z czym zawarte w niej przepisy dotyczące kontrolowanych spółek zagranicznych weszłyby w życie z dniem 1 lutego 2015 r., tj. niezgodnie z intencją projektodawcy. Skutkiem tego, przepisy nie miałyby zastosowania do podatników kontrolujących spółki zagraniczne, których rok podatkowy rozpocząłby się od 1 stycznia 2015 r.

Błąd Rządowego Centrum Legislacji został naprawiony. 6 października 2014 r. pod obrady Sejmu wniesiony został poselski projekt ustawy zmieniającej ustawę z dnia 29 sierpnia 2014 r. Uchwalona 21 października 2014 r., ustawa umożliwiła wejście w życie przepisów o zagranicznych spółkach kontrolowanych na zasadach ogólnych, czyli od 1 stycznia 2015 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Piętnaście lat na mieszkanie

Piętnaście lat na mieszkanie

Aby kupić mieszkanie w Warszawie, przeciętny Polak musiałby odkładać wszystkie swoje zarobki przez 15 lat.

Spośród krajów porównywanych w opracowaniu portalu obserwatorfinansowy.pl na podstawie danych Eurostatu, tylko w Portugalii trzeba pracować dłużej niż w Polsce, aby zarobić na mieszkanie w stolicy kraju – około 17 lat. Dla porównania, w Estonii, Łotwie, Węgrzech czy Słowenii przeciętny obywatel musiałby odkładać pieniądze przez 7 do 10 lat.

Zauważalny jest związek dostępności mieszkań na własność z rozwojem rynku najmu. W Polsce zaledwie 5% obywateli mieszka w wynajmowanych mieszkaniach. Tymczasem w większości przypadków nieruchomości są tańsze tam, gdzie wiele osób wynajmuje mieszkania. Na przykład w Niemczech, gdzie liczba wynajmujących wynosi prawie 40%, na zakup mieszkania wystarczą średnie zarobki z nieco ponad czterech lat. Jak zauważają autorzy opracowania, problemem polskiego rynku mieszkań jest również zbyt mała podaż. Wszystko to sprawia, że ceny nieruchomości w Polsce należą do najwyższych w Europie.

Pomoc bez warunków

Pomoc bez warunków

Utrecht wkrótce rozpocznie eksperyment, który pokaże, czy społeczność funkcjonuje efektywnie, gdy każdy jej członek ma zagwarantowane pieniądze pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Miasto zapewni mieszkańcom dochód w kwocie 900 euro miesięcznie.

Jak pisze portal gazeta.pl, w najnowszym pomyśle radnych oraz socjologów z Utrechtu chodzi o to, by zobaczyć, jak ludzie zachowają się, gdy nie muszą zarabiać, by przeżyć. „Podstawowy dochód” to bezwarunkowa forma comiesięcznej płatności, którą miasto będzie wypłacać wszystkim potrzebującym.

Tuż po wakacjach miasto we współpracy z miejscowym uniwersytetem rozpocznie eksperyment na grupie osób, które już korzystają z pomocy socjalnej. W styczniu 2016 roku ma wdrożyć kolejne kilka typów „podstawowego dochodu” przydzielanego tym, którzy poproszą o taką pomoc. Władze nie stawiają żadnych innych wymogów, nie interesuje ich status materialny ani stan cywilny obywatela.

Na około 300 osób otrzymujących obecnie pomoc od państwa 50 otrzyma 900 euro miesięcznie lub 1,3 tys. euro na rodzinę. Miasto rozda pieniądze bezwarunkowo – oznacza to, że nie będzie rozliczać ludzi z tego, co z nimi zrobią, oraz nie odbierze im ich nawet, gdyby znaleźli pracę lub inne źródło utrzymania. Eksperyment ma stawić czoło powszechnej opinii, że ludzie, którzy otrzymują pieniądze od państwa, muszą być kontrolowani i w razie potrzeby karani. Krytyka podstawowego dochodu często opiera się na założeniu, że korzystający z niego nie mają motywacji do pracy i szkodzą społeczeństwu i gospodarce. „Ludzie mówią, że takie osoby nie szukają pracy. Ale musimy się najpierw o tym przekonać. Po to robimy ten eksperyment” – mówi Nienke Horst, koordynatorka eksperymentu.

Jeśli eksperyment się sprawdzi, w przyszłości będą mogli z niego korzystać nie tylko biedni, ale także pracujący na niepełny wymiar godzin, chcący się dokształcać, pracujący wolontaryjnie. Wszyscy, którzy tego chcą, bez żadnych dodatkowych wymagań.

Do tej pory tego typu eksperymenty były testowane w kilku różnych państwach, w tym m.in. w Indiach i Malawi, jednak najbardziej znanym przykładem jest kanadyjskie miasto Dauphin w Kanadzie. W liczącym wtedy 7,5 tys. mieszkańców mieście stworzono program „Mincome”. W jego trakcie, w latach 1974-79 pieniądze dostawał każdy mieszkaniec w zależności od tego, ile zarabiał. Program nie tylko zmniejszył ubóstwo w mieście, ale i rozwiązał parę innych problemów – w analizie „Miasto bez biedy” ekonomistka Uniwersytetu Manitoby Evelyn L.Forget udowodniła, że choć ogólna liczba godzin, jaką przepracowywali mieszkańcy miasta, spadła, stało się to głównie za sprawą młodych mężczyzn, którzy mogli kontynuować swoją edukację, a także matek, które mogły poświęcić się wychowaniu dzieci. Co więcej, mieszkańcy uczestniczący w programie zaczęli rzadziej trafiać do szpitala. Było to związane z mniejszą liczbą wypadków w pracy, mniejszą liczbą wypadków na drogach oraz przemocy domowej.

Koniec z dziką reprywatyzacją

Koniec z dziką reprywatyzacją

Sejm przyjął nowelizację ustawy o gospodarce nieruchomościami, dzięki której ukrócona zostanie reprywatyzacja publicznych budynków. Przed powrotem w ręce spadkobierców dawnych właścicieli chronione będą na przykład szpitale, szkoły czy skwery.

Dotychczas często zdarzało się, że w wyniku roszczeń spadkobierców właścicieli reprywatyzowano budynki należące choćby do Ministerstwa Kultury czy Uniwersytetu Warszawskiego, a także tereny publicznie dostępne, jak parki i szkolne boiska. Teraz spadkobiercom będzie przysługiwało odszkodowanie lub nieruchomość zastępcza.

Oprócz budynków użyteczności publicznej, przed reprywatyzacją chronione będą także te, które po wojnie zostały odbudowane z ruin. Kolejną zmianą w ustawie jest umorzenie tzw. uśpionych roszczeń. Około 2 tysiące nieruchomości stanie się własnością publiczną, jeśli w ciągu sześciu miesięcy spadkobiercy nie potwierdzą chęci ubiegania się o ich zwrot.

Utrudniony zostanie także proceder skupowania roszczeń za bezcen. Dotychczas spadkobiercy dawnych właścicieli nieruchomości często sprzedawali prawa do odzyskania budynków za bardzo niskie kwoty, z powodu nieświadomości ich rzeczywistej wartości lub braku nadziei na pozytywne rozpatrzenie sprawy. Teraz w przypadku sprzedaży roszczeń prawo pierwokupu w ustalonej cenie będą miały władze miasta, co uniemożliwi przejmowanie nieruchomości za grosze, aby później sprzedać je za miliony.