Bunt w Amazonie

Bunt w Amazonie

Związkowcy z centrum logistycznego Amazona w podpoznańskich Sadach weszli w spór zbiorowy z pracodawcą. Powodem jest niespełnienie ich żądań. Skarżą się na wyśrubowane normy, złe warunki pracy i niskie płace.

Jak informuje „Forbes”, pojawieniu się w Polsce Amazona, amerykańskiego giganta e-handlu, towarzyszył duży entuzjazm. Nic dziwnego, skoro firma będąca jedną z bardziej dochodowych marek świata, zdecydowała się wybudować trzy centra logistyczne, w których docelowo zatrudnienie ma znaleźć 12 tys. osób – 4,5 tys. na stałe i 7,5 tys. tymczasowo. Jednak wraz z pojawieniem się Amazona w Polsce pojawiły się również problemy, które poznali pracownicy spółki w jej zagranicznych oddziałach – m.in. w Wielkiej Brytanii czy Niemczech.

W 2014 roku strajkowali pracownicy oddziałów niemieckich spółki. W czerwcu do Amazona trafiło pismo przygotowane przez Ogólnopolski Związek Zawodowy „Inicjatywa Pracownicza”, utworzony przez pracowników zatrudnionych w Sadach. Protestują oni przeciwko ciągłemu podnoszeniu norm, któremu nie towarzyszy wzrost wynagrodzeń. Oczekują podwyżki godzinowej stawki podstawowej do co najmniej 16 zł brutto (obecnie wynosi 13 zł), wprowadzenia dodatków stażowych, rocznych grafików pracy, a także regulaminu dotyczącego przerw. Pod petycją podpisało się 400 osób. Związek dał Amazonowi czas do zeszłej soboty.

Firmie nie udało się dojść do porozumienia z pracownikami, dlatego od niedzieli związkowcy z centrum logistycznego znajdują się z Amazonem w sporze zbiorowym. „Teraz czekają nas rokowania, później mediacje. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, ostatecznym krokiem będzie strajk” – mówi Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej.

Negocjacje mogą okazać się trudne, bo związek zapowiada, że nie zrezygnuje z postulatów. Jeżeli stronom nie uda się dojść do porozumienia, do akcji wkroczy zewnętrzny mediator. W międzyczasie związkowcy będą mogli zorganizować strajk ostrzegawczy, który może potrwać maksymalnie dwie godziny. Jeśli mediacje także nie pomogą, pracownicy będą mogli ogłosić referendum strajkowe.

Związkowcy podkreślają, że choć konflikt na linii pracownicy-pracodawca narastał od kilku miesięcy, to o decyzji o wystosowaniu petycji i wejściu w spór zbiorowy przesądziło wydłużenie zmiany o godzinę (z dziesięciu do jedenastu godzin), które zbiegło się z kolejnymi protestami w niemieckich oddziałach Amazona. Polacy solidaryzowali się z Niemcami, m.in. biorąc w tym terminie urlopy na żądanie albo celowo spowalniając pracę. Według związkowców firma odpowiedziała na to represjami, przeprowadzając szereg rozmów dyscyplinujących i zawieszając co najmniej pięcioro pracowników.

W piątek 10 lipca odbędzie się pierwsza tura negocjacji.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Stracić mieszkanie za mały dług

Stracić mieszkanie za mały dług

Spółdzielnie mieszkaniowe prowadzą egzekucję z nieruchomości swoich dłużników nawet, gdy zaległości są niewielkie. Oznacza to, że można stracić dorobek życia z powodu kilku niezapłaconych czynszów. Trybunał Konstytucyjny i sądy mają wątpliwości, czy to zgodne z prawem.

Spółdzielnie mieszkaniowe korzystają z ogólnych przepisów postępowania cywilnego. Zgodnie z nimi, gdy osoba mająca własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego zalega z opłatami eksploatacyjnymi, występują o nakaz zapłaty, a po jego otrzymaniu zwracają się do komornika z prośbą o licytację nieruchomości. Procedura ta jest więc dla spółdzielni dość prosta, szybka i na ogół skuteczna.

Co z lokatorami? Jeden z sądów nabrał wątpliwości, czy tak powinno być. Postanowił poprosić Sąd Najwyższy o wykładnię przepisów. Zdaniem prawników licytacja cennej nieruchomości z powodu nieznacznego (w przypadku, który rozpatrywał tenże sąd, chodziło o niewiele ponad 3 tys. zł) zadłużenia jest rażąco sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

Art. 16 ust. 1 ustawy o własności lokali stanowi, że jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych opłat bądź wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu albo przez swoje niewłaściwe zachowanie czyni korzystanie z innych lokali lub nieruchomości wspólnej uciążliwym, wspólnota mieszkaniowa może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów kodeksu prawa cywilnego o egzekucji z nieruchomości. Do tego przepisu wprost się odwołuje art. 1710 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Dookreśla on, że ze stosownym żądaniem występuje zarząd spółdzielni na wniosek rady nadzorczej.

Trybunał Konstytucyjny również wypowiedział się na ten temat. W wyroku z 29 lipca 2013 r. uznał, że przewidziana w tym przepisie sankcja za długotrwałe zaleganie z zapłatą należnych opłat ma charakter wyjątkowy i ostateczny. „Zastosowanie tej sankcji jest uzależniane od rzeczywistego zagrożenia interesów wspólnoty destabilizacją finansową i trwałymi trudnościami we właściwym utrzymaniu nieruchomości wspólnej” – wskazywał. Przy tak istotnej decyzji, jak pozbawienie kogoś lokalu mieszkalnego, trzeba wziąć pod uwagę jego osobiste okoliczności. Jeśli więc dłużnik zalega z opłatami eksploatacyjnymi, bo np. kilka tygodni wcześniej stracił pracę – nie należy sięgać po radykalne instrumentarium. Spółdzielnie występują jednak zazwyczaj o nakaz zapłaty i kierują sprawę do komornika.

Egzekucja z nieruchomości powinna być ostatecznością. Zgodnie z art. 799 par. 1 k.p.c. wierzyciel może wprawdzie w jednym wniosku wskazać kilka sposobów egzekucji przeciwko temu samemu dłużnikowi, jednakże spośród kilku powinien zastosować ten najmniej uciążliwy dla dłużnika. W przypadku, gdy dłużnik ma inne składniki majątku, za pomocą których można zaspokoić roszczenia wierzyciela, czyli spółdzielni, nie ma powodu sięgać po środek najostrzejszy, jakim jest odebranie mieszkania. Wentylem bezpieczeństwa są także uprawnienia dłużnika. Chodzi przede wszystkim o art. 799 par. 2 k.p.c., zgodnie z którym jeżeli egzekucja z jednej części majątku dłużnika wystarcza na zaspokojenie wierzyciela, dłużnik może żądać zawieszenia egzekucji z pozostałej części. Innymi słowy: zaspokajanie roszczeń z nieruchomości jest ostatecznością i jeśli tylko właściciel mieszkania wykaże wolę spłaty zaległości, do sprzedaży lokalu dojść nie powinno.

Co na to spółdzielnie? Stanisław Śledziewski, zastępca prezesa Krajowej Rady Spółdzielczej, wskazuje, że KRS nie może wpływać na decyzje poszczególnych placówek. Te, które żądają wszczęcia egzekucji z nieruchomości z powodu kilkusetzłotowego długu, nie mogą zostać przez radę przywołane do porządku. „Niestety nie mamy uprawnienia w zakresie inicjatywy ustawodawczej o zmianę przepisów rangi ustawowej, w tym zasad dotyczących stosowania egzekucji z nieruchomości przez spółdzielnie mieszkaniowe” – mówi prezes.

Jednorazowi pracownicy

Jednorazowi pracownicy

Bezrobocie się zmniejsza, bo Polacy są zatrudniani tymczasowo – tak wynika z danych przedstawionych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Liczba osób, które skorzystały w 2014 roku z usług agencji zatrudnienia przekroczyła milion. Zatrudniają one zazwyczaj na okres do trzech miesięcy – aż 58 proc. osób, które podjęły pracę za ich sprawą pracowało tak krótko.

Rok 2014 był rekordowy w branży agencji zatrudnienia. Jak informuje „Gazeta Prawna”, pod jego koniec w kraju funkcjonowało 5 157 agencji, a więc o 617 więcej niż w 2013 r. Najwięcej działało ich w województwach mazowieckim, wielkopolskim, śląskim i małopolskim.

Jak pokazują dane MPiPS za rok 2013 i 2014 r., liczba osób wyrejestrowanych z urzędów pracy z powodu znalezienia zatrudnienia była w obu latach porównywalna i wynosiła nieco ponad 1,2 mln osób. Znaczna jest jednak różnica pod względem jakości podjętego przez nie zatrudnienia. W 2013 roku osób, które podjęły pracę tymczasową, było 832 838, a w zeszłym roku liczba ta przekroczyła już milion.

„Bezrobocie spada i to cieszy, ale kolejnym krokiem powinno być przyjrzenie się temu, jakiej jakości pracę podejmują Polacy. Z punktu widzenia rynku lepiej, żeby bezrobotny miał jakąkolwiek pracę niż żadną. Jednak z punktu widzenia pracownika zatrudnienie tymczasowe jest złe: nie daje poczucia stabilizacji i pewności tej pracy”– mówi Paweł Gruza, ekspert z Instytutu Analiz Rynku Pracy.

W 2014 roku agencje skierowały do pracy tymczasowej w sumie 699 278 osób. W porównaniu do roku 2013 liczba ta wzrosła aż o 25 proc. Jedna agencja pracy tymczasowej zatrudniała w 2014 roku średnio 396 pracowników (w 2013 odpowiednio 347). Byli to głównie magazynierzy, osoby zatrudnione do prac prostych, robotnicy i kasjerzy.

Raport MPiPS pokazuje długość zatrudnienia pracowników tymczasowych: dzieli ich pod względem łącznej długości trwania umów na zatrudnionych do 3 miesięcy, od 3 do 12 miesięcy oraz powyżej 12 miesięcy. Odsetek pracowników zatrudnionych na okres do 3 miesięcy w 2013 roku był najwyższy i wyniósł 58 proc., odsetek osób zatrudnionych na okres od 3 do 12 miesięcy to 34 proc., z kolei osoby zatrudnione powyżej 12 miesięcy stanowiły tylko 8 proc. wszystkich pracowników.

Precz ze śmieciówkami

Precz ze śmieciówkami

Sektor publiczny zaczyna walczyć z zatrudnianiem na umowy śmieciowe. Publiczne instytucje coraz częściej faworyzują w przetargach firmy, które zatrudniają pracowników na etatach, a nie na umowy cywilnoprawne.

Jak donosi portal wyborcza.biz, od października ubiegłego roku można w przetargach przyznawać dodatkowe punkty firmom, które zatrudniają pracowników na etacie. Jak przekonują parlamentarzyści, wszystko to w trosce o interes publiczny. Jeśli firmy rywalizują jedynie cenami, cierpią na tym pracownicy, bo to ich kosztem robione są oszczędności. Firma, której pracownicy zatrudnieni są na śmieciówkach, zawsze będzie tańsza i uzyska przewagę nad tą zatrudniającą ludzi na etacie. Cierpi na tym też budżet. Od wynagrodzeń pracowników na umowach o dzieło nie są odprowadzane składki ZUS. Takie osoby nie wypracują sobie żadnej emerytury, a jeśli już, to groszową.

Jeśli w zamówieniach publicznych nie uwzględnia się minimalnego wynagrodzenia, obchodząc ten „problem” zatrudnianiem na umowy cywilnoprawne, to pojawiają się kurioza, jak np. fakt, że praca osób sprzątających czy ochroniarzy placówek publicznych wyceniania jest na 6-7 zł za roboczogodzinę, co jest kwotą skandalicznie niską.

Problem z tym, że do tej pory właściwie jedynym kryterium decydującym o tym, jaki podmiot wygra przetarg, była odpowiednio niska cena za usługę. Po wprowadzeniu klauzuli społecznej powoli się to zmienia i widać już pierwsze efekty – „U nas liczba postępowań, w których jednym z kryteriów jest zatrudnienie, cały czas rośnie. Od stycznia do marca tego roku liczba tych postępowań stanowiła 7,7 proc., od stycznia do kwietnia stanowiła 8,5 proc. w stosunku do postępowań, w których wystąpiło inne kryterium niż cena” – mówi Zbigniew Baranowski, rzecznik Poczty Polskiej.

W maju kryterium zatrudnienia występowało już w 28 proc. przetargów. Etaty w przetargu na obsługę pocztową premiowała np. Izba Skarbowa w Krakowie. Premiowane będą one też przy przetargu na dostarczanie listów z sądów.

Świadomość, że takie kryteria można stosować, rośnie jednak wśród przetargodawców opornie. Instytucje publiczne nie chcą wydawać zbyt dużo, bo korzystanie z usług firmy zatrudniającej ludzi na etacie jest droższe, a, po drugie, premiowanie etatów wiąże się to z ryzykiem złożenia przez uczestników skargi do Krajowej Izby Odwoławczej w sprawie specyfikacji przetargu.

Centrum Usług Wspólnych, jednostka podległa bezpośrednio Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zapytana, w jakim procencie przetargów stosuje kryteria pozacenowe (np. zatrudnianie osób na podstawie umowy o pracę), odpowiedziało, że w ok. 70 proc. Kryteria te nie dotyczyły jednak etatów, ale m.in. udziału osób niepełnosprawnych w realizacji zamówienia. Na początku bieżącego roku Kancelaria Sejmu ogłosiła przetarg na sprzątanie terenów przysejmowych – bez żadnej klauzuli społecznej. W wyniku protestów „Solidarności” kolejny przetarg (na dostarczanie listów do Sejmu) premiował już etaty.

A jak wygląda sytuacja w samorządach? W Warszawie klauzule społeczne obowiązywały w 41,19 proc. wszystkich przetargów, wartych w sumie aż 21 mln zł. Gorzej jest w Łodzi – na 88 przetargów tylko dziewięć zawierało klauzule, a dotyczyły one m.in. zatrudnienia osób niepełnosprawnych i bezrobotnych. W Bydgoszczy od momentu wejścia ustawy w życie zastosowano je w siedmiu przypadkach na ponad 60 postępowań (m.in. odbieranie odpadów komunalnych, utrzymanie fontann, utrzymanie zieleni miejskiej). Imponująca jest jednak wartość takich zamówień, wynosząca ponad 160 mln zł.

W Poznaniu zatrudnienie osób na podstawie umowy o pracę uwzględniono w trzech postępowaniach przetargowych (8,57 proc. przypadków). Chodziło głównie o sprzątanie. Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska, twierdzi, że nie było na razie w mieście postępowań, w których podobnego rodzaju kryteria można by zastosować. Jego zdaniem nadają się do tego bardzo nieliczne zamówienia, np. usługi sprzątania lub usługi ochrony, a na nie są już podpisane umowy.

Co na to rząd? Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz stara się, aby Rada Ministrów wprowadziła dla administracji rządowej zalecenie premiowania etatów w przetargach publicznych. Rozmawiano o tym na posiedzeniu rządu. W ferworze kampanii wyborczej nie wiadomo jednak, jakie będą efekty tych nacisków. W resorcie pracy przy przetargach premie za etat obowiązują.