Chcemy więcej

Chcemy więcej

Zdaniem związkowców główny problem naszego kraju to brak możliwości godnego zatrudnienia. Działacze domagają się m.in. szybszego wzrostu płac i walki z umowami śmieciowymi.

Rozwiązania jednak na próżno szukać w założeniach do budżetu na 2016 r. Związki zawodowe (OPZZ, Forum Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność”) we wspólnym stanowisku negatywnie oceniły rządowe prognozy, wśród których znalazły się wzrost PKB 3,8 proc. i średnioroczna inflacja 1,7 proc. W komunikacie organizacji związkowych można przeczytać: „Ocena założeń jest negatywna. W założeniach nie uzasadniono w sposób wyczerpujący zawartych w nich prognoz. Nawet najważniejszym z punktu widzenia państwa zagadnieniom poświęca się zaledwie kilka ogólnych zdań. Jako przykład można wskazać fragment dotyczący podwyżek w sferze budżetowej”. Przedstawiciele pracowników zauważają, że wysoka stopa bezrobocia i niski poziom wynagrodzeń, a w konsekwencji ich niski udział w PKB ograniczają konsumpcję i wzrost gospodarczy. „Założenia nie przynoszą jednak odpowiedzi na kluczowe dla rozwoju Polski pytanie, w jaki sposób rząd zamierza rozwiązać strukturalny problem Polski, którym od dawna jest brak godnej pracy” – piszą w stanowisku.

Związki postulują szybszy wzrost płac, w tym minimalnego wynagrodzenia za pracę, które powinno według nich stanowić 50 proc. płacy przeciętnej, ustanowienie godzinowej stawki płacy minimalnej, odmrożenie funduszu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej, odmrożenie podstawy naliczania odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, walkę z umowami śmieciowymi, szybszy wzrost emerytur i rent oraz zagwarantowanie pracownikom realizującym zamówienia publiczne umów o pracę i wynagrodzenia na poziomie co najmniej płacy minimalnej.

Podkreślają, że Polska jest jednym z krajów, w których udział płac w PKB jest wyjątkowo niski. Według danych Eurostatu wskaźnik ten wynosił w 2013 roku 37,1 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii wyniosła 47,9 proc. Oznacza to, że pracownicy w Polsce nie są odpowiednio wynagradzani, a pracodawcy nie dzielą się z nimi zyskami proporcjonalnie do wzrostu wydajności pracy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kwaśne jabłko

Kwaśne jabłko

Amerykański gigant Apple pozywa polską firmę i żąda oddania mu praw do jej domeny internetowej, ponieważ jego zdaniem nazwa przypomina jego własną.

Jak informuje portal forsal.pl, problemy AP.PL, sklepu internetowego oferującego usługi serwisowe i akcesoria do smartfonów, zaczęły się w maju, kiedy to właściciel firmy Artur Janiszewski otrzymał od kancelarii prawniczej pismo wzywające go do bezpłatnego przekazania domeny w ręce Apple. Zdaniem Amerykanów nazwa ta jest fonetycznie identyczna z zastrzeżonym znakiem towarowym Apple.

Janiszewski nie widział powodu, by ulec żądaniom, zwłaszcza że firmę prowadzi bez przeszkód od trzech lat, a sporną domenę zarejestrował już w 2002 roku. Argumenty właściciela firmy nie przekonały jednak amerykańskiego koncernu. Przedsiębiorca otrzymał od międzynarodowej kancelarii prawniczej 600-stronicowy pozew, w którym żądanie odstąpienia domeny na rzecz Apple zostało powtórzone, został także oskarżony o „korzystanie w sposób nieuprawniony z renomy znaków towarowych ”.

„Domena ap.pl została zarejestrowana w 2002 roku i od początku była wykorzystywana do strony wizytówki firmy Art. Production, w związku z tym argumenty Apple wydają się być bezzasadne”– mówi Tomasz Fiedoruk z firmy zarządzającej domenami. Jego zdaniem sprawa jest prosta: jeżeli firma Apple uważa, że domena jest przydatna ze względów marketingowych, to powinna za nią zapłacić, tak jak to zrobił m.in. operator komórkowy P4, wykładając za domenę play.pl kwotę 2 mln zł .

To nie pierwszy przypadek, gdy Apple w dość bezpardonowy sposób domaga się od polskiego przedsiębiorstwa bezpłatnego odstąpienia domeny internetowej. W 2012 roku amerykańska firma zastawiła sidła na domenę a.pl. W tym wypadku również chodziło o fonetyczną zbieżność ze znakiem towarowym. Starania Apple spełzły jednak na niczym, a pod adresem a.pl wciąż działają internetowe delikatesy. „Próby przejęcia domen internetowych przez duże firmy powołujące się na swoje znaki towarowe nagłaśniane są przynajmniej kilka razy każdego roku, jednak skala takich działań jest zdecydowanie większa. Szczególnie agresywne w swoich działaniach są największe korporacje” – mówi Fiedoruk.

Nie na sprzedaż

Nie na sprzedaż

Posłowie PiS Andrzej Adamczyk i Krzysztof Tchórzewski złożyli w imieniu klubu zawiadomienie do prokuratury o sprawdzenie procedury sprzedaży spółki Energetyka. Po ogłoszeniu przez PKP S.A. sprzedaży spółki PKP Energetyka funduszowi inwestycyjnemu CVC zaapelowali do ministra infrastruktury, aby nie zatwierdzał tej transakcji.

Jak informuje portal kurierkolejowy.eu, od października 2010  r. PKP Energetyka widnieje w wykazie przedsiębiorstw o szczególnym znaczeniu. Do tej pory przy sprzedaży tego typu przedsiębiorstw kierowano się zasadą , by Skarb Państwa dysponował pakietem większościowym. Zdaniem posła Tchórzewskiego sprzedając PKP Energetyka zaprzeczono regule, że nie traci się kontroli państwa nad firmami istotnymi dla systemu obronności.

„Spółka jako jedyna w Polsce dysponuje możliwością zasilania trakcji napięciem stałym 3 kV. Jej własnością są podstacje i wszystkie kable zasilające, zaś PKP PLK dysponuje tylko szynami i przewodami wiszącymi nad nimi. Oddajemy kontrolę nie wiadomo komu i gdzie nad siecią kolejową na terenie całej Polski. To wszystko za chwile stanie się własnością funduszu kapitałowego, a ten w każdej chwili będzie mógł sprzedać temu, kto da więcej” – mówi Tchórzewski. „Dziś z całą pewnością widzimy, że przyspieszono transakcje bez debaty na temat sensu i skutków takiego działania. Nie uznajemy tego, co robi PKP S.A. za działanie zamknięte. Na każdym poziomie będziemy żądać szczegółowych informacji na temat celowości i skutków sprzedaży PKP Energetyki dla bezpieczeństwa państwa” – dodał poseł Andrzej Adamczyk.

Żelazna ręka Orbana

Żelazna ręka Orbana

Rząd Wiktora Orbana regularnie stara się zmniejszyć deficyt budżetowy, nakładając na zagraniczne firmy kolejne podatki. Nawet jeśli w wyniku nacisków Brukseli wycofuje się z niektórych pomysłów, to po krótkim czasie pojawiają się nowe. Tym razem wątpliwości Komisji Europejskiej budzą dwa nowe podatki: dla producentów wyrobów tytoniowych i dla sieci handlowych.

Producentów wyrobów tytoniowych w ramach programu ochrony zdrowia zobowiązano do opłat wahających się od 0,2 do 4,5 proc. przychodów. Z kolei sieci handlowe odnotowujące największe obroty muszą wnosić opłaty za inspekcje sanitarne w wysokości nawet 6 proc. przychodów. Małe sklepy za to płacą tylko 1 proc. przychodów lub są całkowicie zwolnione z opłat. Komisja Europejska wszczęła dwa odrębne dochodzenia w związku ze skargami koncernu Philip Morris International (producenta papierosów) i właściciela sieci marketów Spar International.

„Możemy powiedzieć Spar i Philip Morris, że jeśli nie zapłacicie akurat tego podatku, to i tak zapłacicie inny, ale możecie być pewni, że zapłacicie” – powiedział na wieść o dochodzeniu szef kancelarii premiera Janos Lazar – „Możecie narzekać i skarżyć się Unii Europejskiej, ale wtedy będziecie płacić po prostu więcej. I taka droga zostanie obrana wobec każdej firmy, która skieruje oskarżenia wobec kraju, w którym chce zarabiać”.