Tanie państwo przestępców

Tanie państwo przestępców

W Wielkiej Brytanii wśród funkcjonariuszy policji najwyżej rangi toczy się spór o priorytety. Przewodnicząca Krajowej Rady Komendantów Policji powiedziała BBC, że terroryzm i przestępstwa seksualne wobec nieletnich są ważniejsze od włamań i kradzieży. Z powodu cięć w budżecie nie ma środków na walkę z tymi „pomniejszymi”.

Jak donosi portal forsal.pl, Sara Thornton, która sprawuje tę funkcję, powiedziała BBC, że w obliczu głębokich cięć w budżecie policji nie ma po prostu wystarczająco dużo funkcjonariuszy, aby reagować na każde zakłócenie porządku, kradzież czy nawet włamanie. „W ciągu 10 lat straciliśmy ponad 70 tysięcy etatów i nie możemy robić wszystkiego jak dawniej, bo zawiedziemy społeczeństwo”– powiedziała stacji.

Nie zgadza się z nią szef inspektoratu brytyjskiej policji, Sir Tom Windsor, który stwierdził, że to niedopuszczalne, by ignorować obywateli w potrzebie. Brytyjskie media cytują jednak liczne przykłady sytuacji, kiedy policja zlecała wręcz poszkodowanym prowadzenie dochodzeń na własną rękę, np. przeszukiwanie zdjęć z systemów telewizji przemysłowej sąsiadów czy zabezpieczanie odcisków palców.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Stany promują zmiany

Stany promują zmiany

Już kilka wielkich amerykańskich miast, m.in. Seattle i San Francisco, wprowadziło płacę minimalną w wysokości 15 dolarów za godzinę. To ogromna zmiana, bo obecnie obowiązująca w większości stanów stawka godzinowa wynosi jedynie 7 dol. 25 centów, czyli połowę postulowanej. Kolejne miasta idą za tym przykładem.

Od sześciu lat pensja minimalna w USA wynosi 7 dolarów i 25 centów, czyli ponad dwa razy mniej. Wprawdzie już 29 stanów ją u siebie podwyższyło, ale nieznacznie, najwyżej do ok. 9 dolarów. Republikanie niezmiennie ostrzegają, że windowanie pensji minimalnej jest pogwałceniem zasad wolnego rynku i skończy się zwolnieniami. Jednak, pomimo znacznej podwyżki, nic takiego nie ma miejsca. Ruch „Walcz o 15 dolarów” („Fight for $15”) nabiera rozpędu.

W tym tygodniu rada ds. wynagrodzeń w stanie Nowy Jork zarekomendowała
podniesienie pensji minimalnej w restauracjach typu fast food w całym stanie do 15 dolarów, a gubernator Andrew Cuomo przyjął tę decyzję z entuzjazmem. W Nowym Jorku, gdzie koszty utrzymania są najwyższe, nowe stawki zaczną obowiązywać za trzy lata. „Dosyć sponsorowania McDonald’s!” – zapowiadał Cuomo w maju na wiecu w Nowym Jorku. Największa w USA sieć fast foodów miała w zeszłym roku 5 mld dolarów zysku, ale jej pracownicy zarabiają tak mało, że kwalifikują się do różnych programów pomocy społecznej dla ubogich, np. darmowego leczenia czy talonów na żywność. Oskarżenia, które gubernator Cuomo wygłaszał pod adresem McDonald’sa, padają również pod adresem Walmarta, czyli największej w USA sieci supermarketów. Również ona płaci kasjerkom tak mało, że one i ich rodziny są objęte pomocą społeczną.

McDonald’s i Walmart zorientowały się, że mają poważny problem wizerunkowy, i kilka miesięcy temu ogłosiły, że podnoszą pensje wszystkim swoim pracownikom. Walmart – do 9 dolarów za godzinę, a od przyszłego roku do 10 dolarów. Z kolei McDonald’s obiecał w kwietniu, że wszędzie w Ameryce będzie płacił dolara więcej, niż wynosi obowiązująca stawka minimalna. Było to jednak za mało i za późno. Podwyżka w McDonald’sie została uznana przez wielu jego pracowników za PR-owską sztuczkę, a przed restauracjami sieci zbierały się demonstracje. Domagano się na nich 15 dolarów za godzinę.

Za mało na przeżycie

Za mało na przeżycie

Zasiłek dla osób bezrobotnych powinien zostać podniesiony do 1057 zł netto – przekonuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Polskie zasiłki należą obecnie do najniższych w Europie.

Jak informuje portal praca.interia.pl, podniesienia zasiłku domaga się przewodniczący OPZZ Jan Guz w liście skierowanym kilka dni temu do premier Ewy Kopacz. Guz informuje w liście, że swoje stanowisko w kwestii podniesienia świadczeń socjalnych dla osób bezrobotnych OPZZ skierowało do rządu już w marcu. Wtedy jednak Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej odpowiedziało, że ze względu na sytuację gospodarczą kraju nie jest to możliwe. Resort twierdził, że nadwyrężyłoby to finanse Funduszu Pracy (z którego finansowane są zasiłki), a przez zwiększenie kwot na bierne metody przeciwdziałania bezrobociu ucierpiałyby aktywne sposoby walki z bezrobociem.

OPZZ udowadnia, że odpowiedź Ministerstwa jest wymijająca, a w niektórych punktach wręcz niezgodna z prawdą. Z zaprezentowanych w liście danych wynika, że w 2015 r. Fundusz Pracy dysponuje środkami w wysokości ponad 4,1 mld zł, a podniesienie zasiłku dla 16 proc. uprawnionych do niego osób bezrobotnych do 1057 zł kosztowałoby 1,3 mld. „Tym samym stan Funduszu Pracy na koniec 2015 r. wyniósłby 2,8 mld zł. A więc nie byłoby potrzeby zmniejszania środków na aktywne polityki rynku pracy” – przekonuje Guz.

Szef OPZZ podkreślił jednocześnie, że polskie zasiłki dla bezrobotnych są najniższe w Europie, a dodatkowo nie są w żadne sposób powiązane z ostatnimi zarobkami osób bezrobotnych. Ponadto powołuje się na jedną z konwencji EKS z kwietnia 2015 r., która określiła minimalną wysokość takiego zasiłku na 50 proc. ostatniego wynagrodzenia bezrobotnego, albo na sumę pozwalającą żyć „na takim poziomie, który zapewni minimum niezbędne do pokrycia podstawowych kosztów utrzymania”. Polskim zasiłkom do tego daleko.

Podniesienie zasiłku to również konieczność wynikła z obowiązku wypełnienia wymagań Europejskiej Karty Społecznej. Jak czytamy w liście: „OPZZ nie może tolerować sytuacji, że w Polsce znaczenie mają tylko te umowy międzynarodowe, które przynoszą oszczędności dla budżetu państwa i te są wprowadzane natychmiast. Inne są ignorowane i odsuwane w czasie. To celowa strategia, która w konsekwencji prowadzi do degradacji praw pracowniczych i społecznych, na które w swoim raporcie zwraca uwagę Komitet Niezależnych Ekspertów ”.

Chcemy więcej

Chcemy więcej

Zdaniem związkowców główny problem naszego kraju to brak możliwości godnego zatrudnienia. Działacze domagają się m.in. szybszego wzrostu płac i walki z umowami śmieciowymi.

Rozwiązania jednak na próżno szukać w założeniach do budżetu na 2016 r. Związki zawodowe (OPZZ, Forum Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność”) we wspólnym stanowisku negatywnie oceniły rządowe prognozy, wśród których znalazły się wzrost PKB 3,8 proc. i średnioroczna inflacja 1,7 proc. W komunikacie organizacji związkowych można przeczytać: „Ocena założeń jest negatywna. W założeniach nie uzasadniono w sposób wyczerpujący zawartych w nich prognoz. Nawet najważniejszym z punktu widzenia państwa zagadnieniom poświęca się zaledwie kilka ogólnych zdań. Jako przykład można wskazać fragment dotyczący podwyżek w sferze budżetowej”. Przedstawiciele pracowników zauważają, że wysoka stopa bezrobocia i niski poziom wynagrodzeń, a w konsekwencji ich niski udział w PKB ograniczają konsumpcję i wzrost gospodarczy. „Założenia nie przynoszą jednak odpowiedzi na kluczowe dla rozwoju Polski pytanie, w jaki sposób rząd zamierza rozwiązać strukturalny problem Polski, którym od dawna jest brak godnej pracy” – piszą w stanowisku.

Związki postulują szybszy wzrost płac, w tym minimalnego wynagrodzenia za pracę, które powinno według nich stanowić 50 proc. płacy przeciętnej, ustanowienie godzinowej stawki płacy minimalnej, odmrożenie funduszu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej, odmrożenie podstawy naliczania odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, walkę z umowami śmieciowymi, szybszy wzrost emerytur i rent oraz zagwarantowanie pracownikom realizującym zamówienia publiczne umów o pracę i wynagrodzenia na poziomie co najmniej płacy minimalnej.

Podkreślają, że Polska jest jednym z krajów, w których udział płac w PKB jest wyjątkowo niski. Według danych Eurostatu wskaźnik ten wynosił w 2013 roku 37,1 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii wyniosła 47,9 proc. Oznacza to, że pracownicy w Polsce nie są odpowiednio wynagradzani, a pracodawcy nie dzielą się z nimi zyskami proporcjonalnie do wzrostu wydajności pracy.