W górach estetyka górą

W górach estetyka górą

Koniec z chaosem estetycznym na Krupówkach w Zakopanem. „Góralu, czy ci nie żal niszczyć swoje najbliższe otoczenie?”, chciało się do tej pory zapytać. Obecnie jest szansa na pozytywne zmiany – radni Zakopanego po kilkuletniej batalii zdecydowali wreszcie, że na Krupówkach ma być tzw. park kulturowy zakazujący stawiania billboardów reklamowych, automatów z napojami czy odpłatnego pozowania do zdjęcia.

Jak informuje serwis wyborcza.pl, Krupówki, najsłynniejszy polski deptak, to dziś królestwo kiczu i chaosu reklamowego oraz jedna z najbardziej zdegradowanych pod względem estetycznym przestrzeni publicznych. To setki reklam, transparentów, automatów z grami i napojami, dmuchanych balonów reklamowych i co chwila zaczepiających przechodniów ludzi-maskotek, zachęcających do odpłatnego zrobienia sobie z nimi zdjęcia. W zalewie tego kiczu i bylejakości coraz trudniej dostrzec ślady autentycznej kultury góralskiej.

Wyzwanie jarmarcznemu wyglądowi Krupówek rzucił dwa lata temu ówczesny burmistrz zakopanego Janusz Majcher. „Zrobię wszystko, by uregulować chaos na Krupówkach” – zapowiadał. Wzorem stał się dla niego Kraków, który, przyjmując kilka lat temu uchwałę o tzw. parku kulturowym w centrum miasta, poradził sobie z reklamowym bałaganem w rejonie Rynku Głównego.

Zmiany nie były jednak w smak sporej grupie drobnych przedsiębiorców rozstawiających się ze straganami na Krupówkach. Burmistrza w jego staraniach o uporządkowanie deptaków wsparła tatrzańska Izba Gospodarcza. Ale estetycznego bałaganu dość mieli i sami zakopiańczycy. Rok temu w zakopiańskim urzędzie miasta znalazła się petycja podpisana przez przeszło 3 tys. osób popierających powstanie na Krupówkach parku kulturowego.

Choć Janusz Majcher nie jest już burmistrzem Zakopanego, rada miasta nie uległa presji i doprowadziła do zmian w prawie. Zanim je uchwalono, przez całe wakacje organizowano pod Giewontem konsultacje społeczne, a urząd miasta zapewnił ekspertów, którzy prowadzili z mieszkańcami warsztaty i wykłady o miejskiej estetyce.

Zgodnie z uchwałą nowa regulacja obejmie teren wzdłuż Krupówek z przyległymi do nich ciągami komunikacyjnymi i widokowymi. Zakazuje m.in. montowania imitacji płazów, płotków i daszków na kamienicach. Koniec też ze zdjęciami z misiem: odpłatne pozowanie do fotografii i nagabywania na ulicy do ich zrobienia będzie zabronione. Na Krupówkach nie uświadczymy już też automatów z napojami i grami losowymi, a uliczni grajkowie, portreciści i artyści występować będą mogli tylko w godz. 10-21. Park kulturowy znacznie ukróci też działania reklamowe. Uchwała wylicza większość pomysłów zakopiańskiego marketingu, zakazując umieszczania tablic, napisów, ogłoszeń, szyldów, billboardów, ale tez coraz popularniejszych telebimów, tablic LED-owych i diodowych. W zamian za to uchwała wprowadza ujednolicony wzorzec fasiongu (czyli zaprzęgu konnego), z którego będzie można prowadzić handel uliczny.

Na dostosowanie się do zmian przedsiębiorcy działający na Krupówkach mają czas do 1 lipca przyszłego roku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie ma pracy dla matek

Nie ma pracy dla matek

Aż jedna czwarta bezrobotnych kobiet to matki, które przez macierzyństwo zostały wypchnięte z rynku pracy. W pierwszych siedmiu miesiącach 2015 roku w urzędach pracy zarejestrowało się 79,6 tys. kobiet, które nie mogły znaleźć płatnego zajęcia po urodzeniu dziecka – wynika z danych resortu pracy. To o 2,2 tys. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Powrót na rynek pracy jest dla nich trudniejszy niż dla kobiet, które macierzyństwo mają już dawno za sobą albo kobiet bezdzietnych. Winne temu są m.in. umowy na czas określony. Pracuje na nich coraz więcej osób – w II kwartale tego roku miało je ponad 28 proc. pracowników najemnych. Część pracodawców nie odnawia z kobietami takich kontraktów, ponieważ boją się, że po urodzeniu dziecka będą mniej dyspozycyjne. Jeśli pracodawca ma do wyboru dwie osoby o podobnych kwalifikacjach, często chętniej wybiera mężczyznę.

Część kobiet rezygnuje z pracy po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego. Jedne dlatego, że chcą spędzać więcej czasu z rodziną. Inne rezygnują z etatu, bo nie mogą znaleźć miejsca w żłobku (ich liczba jest znacznie mniejsza od potrzeb). A gdy po odchowaniu dzieci kobiety chcą wrócić do pracy, nie mogą znaleźć etatu i trafiają do rejestru bezrobotnych. Brak w Polsce przemyślanej polityki prorodzinnej, która pozwoliłaby młodym matkom godzić wychowanie dzieci i życie rodzinne z pracą zawodową. Dziecko, potencjalne lub istniejące, jest przez pracodawcę traktowane jako niepotrzebny „balast”, obniżający efektywność i dyspozycyjność pracownicy. Tymczasem np. w Holandii czy Skandynawii nie jest problemem znalezienie przez kobietę zatrudnienia na 20-25 godzin w tygodniu lub w nietypowych godzinach.

Kolej w impasie

Kolej w impasie

0 km – tyle nowych linii kolejowych przewidziano do budowy w Polsce do 2023 roku. W tym samym czasie ma powstać prawie 4 tys. km nowych dróg.

Jak pisze portal rynek-kolejowy.pl, do 2023 roku rząd przeznaczy na inwestycje drogowe w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych 107 mld zł. W tym samym czasie na inwestycje kolejowe ma zostać przeznaczone 67 mld złotych. Najnowsza wersja Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023 (z perspektywą do 2025 roku) zawiera listę 51 inwestycji na drogach ekspresowych i autostradach oraz 57 obwodnic. Łączna długość nowych odcinków autostrad i dróg ekspresowych wyniesie 3900 km.

A na kolei? Łączna długość nowych odcinków linii kolejowych przewidzianych na liście podstawowej Krajowego Programu Kolejowego wynosi zero. Na liście rezerwowej jest linia Modlin-Płock (za 1,8 mld zł) oraz Podłęże-Tymbark (za 6 mld złotych) – łącznie to trochę ponad 100 kilometrów torów. Można do tego doliczyć budowę dodatkowej pary torów na odcinku Rembertów-Sulejówek. W programie drogowym listy rezerwowej nie ma.

Przed napływem funduszy unijnych w III RP nie budowano linii kolejowych. Wprost przeciwnie – uważano sieć kolejową za zbyt gęstą. W związku z decyzjami kolejnych rządów długość sieci kolejowej zmniejszyła się z 24 do 19 tys. km. W 2012 roku Ministerstwo Infrastruktury i PKP PLK próbowała przeprowadzić likwidację kolejnych 4 tys. km linii. Chciano zastosować wytrych prawny, czyli „czasowe wyłączenie z eksploatacji”, bo bez zgody parlamentu PKP PLK nie może zamykać linii kolejowych Ostatecznie protesty samorządów zniweczyły te plany. Nowych linii budujemy więc bardzo mało, szczególnie w porównaniu z gwałtownie rozwijającą się w ostatnich latach siecią dróg ekspresowych i autostrad, która ma już ponad 3 tys. km.

Ostatnia zbudowana w PRL linia kolejowa to odcinek o długości 6 km, powstały w 1987 r. między Mysłowicami, Brzezinką a posterunkiem Dorota. Na otwarcie nowej linii potrzeba było dokładnie ćwierć wieku – w 2012 roku otwarto połączenie kolejowe do Lotniska Chopina, o długości 2 km, zbudowane kosztem 2 miliardów złotych. W ten weekend oddano kolejną linię – Pomorską Kolej Metropolitalną, a wcześniej również łącznicę w Czerwieńsku i linię do lotniska w Lublinie. To wszystko. Przez 25 lat III RP wybudowała już prawie 3,5 tys. km nowych dróg i ok. 27 kilometrów linii kolejowych, czyli ponad sto razy mniej.

PIW uratowany

PIW uratowany

Państwowy Instytut Wydawniczy ma być przekształcony w Narodową Instytucję Kultury pozostającą w gestii Ministerstwa Kultury. Minister Małgorzata Omilanowska zapewniła, że będąca w stanie likwidacji od lutego 2012 placówka zostanie uratowana.

Jak informuje „Newsweek”, Ministerstwo Skarbu Państwa twierdziło do tej pory, że wydawnictwo jest nierentowne. W jego obronie powstał Społeczny Komitet Ratowania PIW, który rozpoczął w internecie akcję „Ratuj PIW, ratuj książkę”. Pod apelem do MSP podpisało się kilka tysięcy osób: ludzi kultury i sztuki, naukowców, dyrektorów publicznych instytucji i placówek kulturalnych oraz parlamentarzystów.

Jak powiedziała PAP minister Omilanowska, przedsiębiorstwo, jakim jest teraz PIW, zostanie oddłużone i przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a następnie w instytucję kultury będącą w gestii ministra kultury. Dodała, że jest to długa procedura, ale pośpiech nie jest wskazany, bo PIW jest w trakcie realizacji zadań wydawniczych związanych z publikacją książek, na które już zostały podpisane umowy i pobrane dotacje. „Razem z ministrem skarbu doszliśmy do przekonania, że możemy spróbować rozpocząć procedurę przekształceń, która pozwoli nam uratować ciągłość tradycji wydawniczej PIW-u i samo wydawnictwo.” – mówi Omilanowska. „Docelowo PIW musi stać się instytucją państwową, będącą w domenie ministra kultury, czyli narodową instytucją i pełnić bardzo ograniczone zadania – nie będzie mógł konkurować na wolnym rynku z wydawnictwami działającymi na zasadach wolnorynkowych. Na to nie pozwalają ani przepisy unijne, ani polskie. W przyszłości PIW będzie wydawnictwem o bardzo określonym, wąskim zakresie zadań powierzanych mu przez ministra kultury w ramach polityki kulturalnej państwa. Nie będzie miał możliwości dowolnego kształtowania swojego profilu wydawniczego.”– dodała.

Omilanowska powiedziała też, że zdaniem specjalistów z Biblioteki Narodowej księgozbiór, który jest częścią majątku PIW-u i archiwum wydawnictwa, jest w bardzo złym stanie mykologicznym. Po awarii rur wodociągowych kilka lat temu tylko niewielka część półek z książkami została zalana, ale ponieważ nie zadbano w porę o ich wysuszenie, pleśń rozprzestrzeniła się na cały księgozbiór. Książki da się uratować, ale będzie to bardzo kosztowne i pracochłonne.

PIW istnieje od 1946 roku. Do 1989 r. należał, obok Czytelnika i Wydawnictwa Literackiego, do głównych wydawców literatury polskiej. Od lutego 2012 r. jest w stanie likwidacji z powodu prawie 9 mln długów. Według MSP działalność wydawnicza PIW nie przynosiła zysku; wydawnictwo utrzymywało się głównie ze sprzedaży swojego majątku i wynajmu pomieszczeń.