Jedzenie to nie śmieć

Jedzenie to nie śmieć

Sklepy o całkowitej powierzchni większej niż 250 metrów kwadratowych będą miały obowiązek przekazywania żywności przeznaczonej do likwidacji lub utylizacji organizacjom pomocy społecznej. To założenia poselskiego projektu ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności.

Jak informuje portal money.pl, zgodnie z założeniami nowej ustawy na sklepy nałożono obowiązek podpisania umowy ze stowarzyszeniami, które zgodzą się na odbiór żywności. Muszą być to organizacje, których celem statutowym jest pomoc społeczna, w tym pomoc rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównanie szans i działalność charytatywna. Sklepy, które nie wypełnią tego obowiązku, będą podlegać karze grzywny.

Żywność ma być przekazywana za darmo. Dotyczy to niesprzedanych produktów przeznaczonych do likwidacji lub utylizacji z bliską datą przydatności do spożycia lub z uszkodzonym opakowaniem bez możliwości alternatywnego wykorzystania. Produkty te muszą się jednak nadal nadawać do spożycia. Obecnie w Polsce oddawanie żywności z kończącą się datą przydatności do spożycia na rzecz organizacji zajmujących się pomocą społeczną i działalnością charytatywną jest dobrowolne.

W Polsce rocznie marnowane jest 8 972 000 ton żywności, co daje około 200 kilogramów na jednego mieszkańca Polski. Jednocześnie w kraju żyje 2 mln osób, których dochody nie pozwalają na zakup wystarczającej ilości jedzenia.

Ustawa wejdzie w życie po upływie pół roku od dnia jej ogłoszenia.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Im taniej, tym lepiej

Im taniej, tym lepiej

Badania wykazują, że chętniej wybieramy podróżowanie komunikacją miejską, gdy bilety kosztują mniej. Tym samym wpływy z ich sprzedaży rosną.

„Chcielibyśmy, ale nie możemy”, „przychody z biletów spadną”, „przestanie wystarczać na utrzymanie autobusów i tramwajów” – od lat z ust miejskich urzędników słyszymy, że obniżki cen biletów są niemożliwe. Ale z analizy serwisu portalsamorzadowy.pl wynika, że to nieprawda. Autorzy sypią przykładami miast, które zaryzykowały i zamiast spadków wpływów odnotowują wzrosty.

Pionierem zmian była Biała Podlaska. Przez siedem lat cena miesięcznego spadła tam o 13 proc. Dziś jest jednym z najtańszych w kraju (60 zł). Równie tani jest też bilet kwartalny (120 zł). Tadeusz Ułanowicz b. dyrektor tamtejszego Zarządu Komunikacji Miejskiej wspomina, że kiedy obniżano ceny, wielu pukało się w głowę. „Ale okazało się, że mieliśmy rację” – mówi. „Liczba pasażerów w tym czasie wzrosła aż o 26 proc. (z 4 do 5 mln)” – dodaje Ułanowicz. A wpływy z biletów wzrosły z 3,22 mln zł do 3,95 mln zł.

Podobną taktykę zastosowali urzędnicy w Płocku, Koninie, Lesznie, Słupsku. I również się opłaciło. We wszystkich miastach zanotowano wzrost przychodów.

Od 1 listopada br. o 20 proc. ceny biletów miesięcznych obniża Olsztyn, dla którego jest to sposób promowania komunikacji, która wzbogaci się o tramwaje. Zamiast 110 zł, olsztynianie zapłacą 88 zł.

Obniżkę od stycznia 2016 roku rozważają też władze Poznania. Ale już na początku roku staniały bilety w Toruniu. Sieciowy zamiast 145 kosztuje 100 zł. „Sprzedaż biletów znacznie wzrosła” – mówi Krzysztof Przybyszewski kierownik referatu ds. publicznego transportu zbiorowego w toruńskim ratuszu. Wyjaśnia, że co roku przychody ze sprzedaży biletów w Toruniu (ok. 40 mln zł) topniały o ok. 700 tys. zł. Teraz ma się to zmienić.

Miliony wyciekające przez otwarte bramki na autostradzie A1

Miliony wyciekające przez otwarte bramki na autostradzie A1

Podobnie jak w 2014 r., również w tym roku podróżujący samochodami na wakacje nad morzem otrzymali od rządu upominek w postaci wstrzymania poboru myta na płatnym odcinku autostrady A1 między Toruniem a Trójmiastem. Bez opłaty można było podróżować w piątki w godz. 16.30-22.30 oraz w soboty i niedziele w godz. 7.00-22.30. Na opłacenie otwarcia bramek na autostradzie A1 w wakacyjne weekendy rząd przeznaczył w tym roku 50 mln zł z rezerwy budżetowej.

Za te pieniądze można by tymczasem sfinansować wyprowadzenie ruchu tranzytowego z jednej z miejscowości, której mieszkańcy borykają się z problemem samochodów i ciężarówek przejeżdżających tuż pod oknami domów. Kwota wynosząca około 50 mln zł to bowiem koszt realizacji jednego mniejszego projektu obwodnicowego na drodze krajowej. Dla przykładu: trwająca obecnie budowa 1,5-kilometrowej obwodnicy, dzięki której droga krajowa 15 ominie centrum Brodnicy, kosztować będzie 47,9 mln zł. Z kolei koszt budowy planowanej dwukilometrowej obwodnicy Zatora na drodze krajowej 28 przewiduje się na 46 mln zł.

„W Polsce jest wiele przypadków, że droga krajowa przechodzi przez środek miejscowości – nawet przez rynki, jak ma to miejsce w Koronowie czy w Miłosławiu” – mówi dr Michał Beim, ekspert ds. transportu z Instytutu Sobieskiego. „W wielu przypadkach brakuje kilkudziesięciu milionów złotych, by zbudować obwodnicę, która trwale i diametralnie poprawiłaby bezpieczeństwo, jakość życia mieszkańców oraz wygodę kierowców”.

O wyprowadzenie ruchu tranzytowego ze swojej miejscowości od wielu lat walczą mieszkańcy leżącej na Opolszczyźnie Myśliny, która przecięta jest drogą krajową 46. Koszt budowy obwodnicy o długości 3,1 km szacowany jest na 47,6 mln zł. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad już kilkakrotnie odkładała realizację tej inwestycji z powodu braku funduszy. „Widok tirów całą dobę przeciskających się wąskimi ulicami polskich miasteczek powinien bardziej poruszać wyobraźnię decydentów niż pojawiający się parę razy do roku korek na autostradzie” – podkreśla Beim.

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” nr 5/79 (wrzesień-październik 2015): www.zbs.net.pl

W górach estetyka górą

W górach estetyka górą

Koniec z chaosem estetycznym na Krupówkach w Zakopanem. „Góralu, czy ci nie żal niszczyć swoje najbliższe otoczenie?”, chciało się do tej pory zapytać. Obecnie jest szansa na pozytywne zmiany – radni Zakopanego po kilkuletniej batalii zdecydowali wreszcie, że na Krupówkach ma być tzw. park kulturowy zakazujący stawiania billboardów reklamowych, automatów z napojami czy odpłatnego pozowania do zdjęcia.

Jak informuje serwis wyborcza.pl, Krupówki, najsłynniejszy polski deptak, to dziś królestwo kiczu i chaosu reklamowego oraz jedna z najbardziej zdegradowanych pod względem estetycznym przestrzeni publicznych. To setki reklam, transparentów, automatów z grami i napojami, dmuchanych balonów reklamowych i co chwila zaczepiających przechodniów ludzi-maskotek, zachęcających do odpłatnego zrobienia sobie z nimi zdjęcia. W zalewie tego kiczu i bylejakości coraz trudniej dostrzec ślady autentycznej kultury góralskiej.

Wyzwanie jarmarcznemu wyglądowi Krupówek rzucił dwa lata temu ówczesny burmistrz zakopanego Janusz Majcher. „Zrobię wszystko, by uregulować chaos na Krupówkach” – zapowiadał. Wzorem stał się dla niego Kraków, który, przyjmując kilka lat temu uchwałę o tzw. parku kulturowym w centrum miasta, poradził sobie z reklamowym bałaganem w rejonie Rynku Głównego.

Zmiany nie były jednak w smak sporej grupie drobnych przedsiębiorców rozstawiających się ze straganami na Krupówkach. Burmistrza w jego staraniach o uporządkowanie deptaków wsparła tatrzańska Izba Gospodarcza. Ale estetycznego bałaganu dość mieli i sami zakopiańczycy. Rok temu w zakopiańskim urzędzie miasta znalazła się petycja podpisana przez przeszło 3 tys. osób popierających powstanie na Krupówkach parku kulturowego.

Choć Janusz Majcher nie jest już burmistrzem Zakopanego, rada miasta nie uległa presji i doprowadziła do zmian w prawie. Zanim je uchwalono, przez całe wakacje organizowano pod Giewontem konsultacje społeczne, a urząd miasta zapewnił ekspertów, którzy prowadzili z mieszkańcami warsztaty i wykłady o miejskiej estetyce.

Zgodnie z uchwałą nowa regulacja obejmie teren wzdłuż Krupówek z przyległymi do nich ciągami komunikacyjnymi i widokowymi. Zakazuje m.in. montowania imitacji płazów, płotków i daszków na kamienicach. Koniec też ze zdjęciami z misiem: odpłatne pozowanie do fotografii i nagabywania na ulicy do ich zrobienia będzie zabronione. Na Krupówkach nie uświadczymy już też automatów z napojami i grami losowymi, a uliczni grajkowie, portreciści i artyści występować będą mogli tylko w godz. 10-21. Park kulturowy znacznie ukróci też działania reklamowe. Uchwała wylicza większość pomysłów zakopiańskiego marketingu, zakazując umieszczania tablic, napisów, ogłoszeń, szyldów, billboardów, ale tez coraz popularniejszych telebimów, tablic LED-owych i diodowych. W zamian za to uchwała wprowadza ujednolicony wzorzec fasiongu (czyli zaprzęgu konnego), z którego będzie można prowadzić handel uliczny.

Na dostosowanie się do zmian przedsiębiorcy działający na Krupówkach mają czas do 1 lipca przyszłego roku.