Mniej niż mało

Mniej niż mało

Polskie prawo nie zna dziś pojęcia minimalnej stawki godzinowej. Jej wprowadzenie byłoby przełomowe dla naszego rynku pracy. Obecnie zsumowane stawki godzinowe, za które pracuje wiele osób zatrudnionych na umowach cywilno-prawnych, nie dają często nawet obowiązującej miesięcznej płacy minimalnej.

Jak informuje portal wyborcza.pl, w kampanii wyborczej minimalną stawkę godzinową proponują zarówno PO, jak i PiS. Wynieść ma ona 12 zł. Kwota jest bezsporna, bo, jak policzyli związkowcy z OPZZ, aby stawka godzinowa odpowiadała minimalnemu wynagrodzeniu miesięcznemu, musi wynosić właśnie tyle. W przypadku zleceń czy prac dorywczych nie ma gwarancji jakiegokolwiek godnego wynagradzania pracowników – dotyczy to ochrony, sprzątania, handlu, prac sezonowych. W sumie aż 1,5 mln osób zatrudnionych jest na takich zasadach. Ich stawki godzinowe zsumowane miesięcznie nie osiągają nawet pułapu płacy minimalnej.

Na międzynarodowym spotkaniu związkowców z mojej branży dyskutowaliśmy o zarobkach. Niemcy – 12 euro za godzinę, Hiszpanie – 9 euro. Kiedy mówiłem o polskich realiach – 2 euro, a w patologicznych przypadkach nawet 1 euro, to koledzy zaczęli mi udowadniać, że… nie znam angielskiego. Nie wierzyli, że ludziom można tak marnie płacić” – mówił Andrzej Madej ze związku pracowników ochrony. Według danych organizacji Lewiatan Sąd Rejonowy w Legnicy płaci za roboczogodzinę ochroniarza tylko 5,79 zł bez VAT, czyli ponad połowę mniej niż ustawowe wynagrodzenie minimalne. Na niewiele więcej wyceniły pracowników ochrony sądy rejonowe w Bielsku Podlaskim (7,71 zł) i w Nysie (8,54 zł).

W nisko płatnych branżach wielu pracowników nie ma jednak umów o pracę. „Świadczą usługi” na podstawie zlecenia lub umów o dzieło. Jak ich objąć płacą minimalną? Coraz popularniejszy staje się pomysł, by oni również zarabiali minimalne stawki godzinowe, poniżej których pracodawca nie mógłby zejść. „To problem wyłącznie techniczny” – mówi prof. Arkadiusz Sobczyk, ekspert prawa pracy z UJ. „Za pracę, nieważne, na jakiej podstawie, pracownik powinien dostać godne wynagrodzenie. Bez rozróżnienia, że godne na etacie, a na innej podstawie prawnej już niegodne. Jeśli świadczy się usługi takie jak w ramach stosunku pracy, to regulacje dotyczące wynagrodzenia minimalnego powinny być stosowane do wszystkich realnie pracujących”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Samozatrudnienie pod przymusem

Samozatrudnienie pod przymusem

Związki zawodowe działające w żywieckim browarze rozpoczęły akcję protestacyjną w związku z zapowiedzią zamknięcia działającej przy browarze spółki transportowej Trans Trade Żywiec. Pracuje w niej obecnie ponad 70 osób. Zarząd chce doprowadzić do tego, by obecni pracownicy założyli firmy i świadczyli tę samą pracę jako samozatrudnieni.

„Nie ma na to naszej zgody. Nie do przyjęcia jest zwiększanie zysków kosztem pracowników i ich rodzin” – mówi Andrzej Biegun, przewodniczący MKZ NSZZ „Solidarność” Grupy Żywiec. Podkreśla, że zarówno pracownicy, jak i związki zawodowe zostali zaskoczeni tą zapowiedzią. Wcześniej nie było żadnych rozmów w tej sprawie. „Informujemy, że Związki Zawodowe działające w ramach Grupy Żywiec podejmą wszelkie działania zmierzające do obrony miejsc pracy. Wzywamy Zarząd Grupy Żywiec do podjęcia rozmów, które dadzą pracownikom poczucie, że się ich poważnie traktuje” – czytamy we wspólnym stanowisku związków zawodowych żywieckiego browaru z 14 września br.

Jeszcze tego samego dnia odbyła się pikieta protestacyjna przed bramami browaru, a następnego dnia na terenie zakładu wywieszone zostały flagi i transparenty związkowe. „W przypadku niesatysfakcjonującego rozwoju zdarzeń rozszerzymy nasz protest i podejmiemy bardziej stanowcze i zdecydowane działania w całej Grupie Żywiec” – zapowiadają związkowcy.

Osiem godzin to za długo

Osiem godzin to za długo

Dom opieki w Gotteborgu skrócił personelowi dzień pracy aż o dwie godziny przy zachowaniu tych samych pensji. Eksperyment inspiruje inne skandynawskie placówki i firmy, również te działające w sektorze prywatnym.

Jak informuje „The Guardian”, w lutym opiekunowie z domu opieki dostali nowy grafik: zamiast ośmiu godzin dziennie pracują tylko sześć. Ta kontrolowana próba wprowadzenia alternatywnego tygodnia pracy ma służyć obserwacji, jak zachowują się pracownicy i jaka jest ich efektywność, gdy pracują krócej, a zarabiają identycznie jak wcześniej. „Dawniej cały czas byłam wyczerpana” – mówi Lise-Lotte Pettersson, pielęgniarka – „Ale teraz już nie jestem. Jestem bardziej żywa, mam więcej energii na pracę, ale i więcej czasu na życie rodzinne”.

Eksperyment ten zainteresował inne szwedzkie firmy: kilka szpitali zmieniło czas pracy i obecnie pielęgniarki i lekarze mają dyżury sześciogodzinne. Pomysł zainspirował także prowadzących drobne firmy prywatne – twierdzą oni, że krótszy dzień pracy może podnieść produktywność i zminimalizować ryzyko częstych zmian personelu.

Przez ostatnie sto lat systematycznie skracano dzień pracy, wydłużano wakacje i wcześniej przechodzono na emerytury. Obecnie tendencja ta ulegała zahamowaniu – znowu pracujemy coraz dłużej, jednak nie zawsze wychodzi nam to na dobre. „Efektywność pracy podwoiła się od lat 70. Obecnie mielibyśmy nawet możliwość pracować tylko cztery godziny dziennie. Pojawia się tylko pytanie, jak dystrybuować zyski z tej produktywności” – mówi Roland Paulsen z uniwersytetu w Lund.

Firma Toyota z Gotteborga skróciła dzień pracy do sześciu godzin już ponad dekadę temu. Wprowadzono dwie zmiany po 6h, dzięki czemu nie skrócono czasu pracy serwisu samochodowego. Klienci są zadowoleni, ponieważ czekają na obsługę krócej, pracownicy również – pierwsza zmiana kończy pracę już o 12, co pozwala im prowadzić normalne życie rodzinne i mieć czas dla siebie.

Eksperymenty z krótszym dniem pracy rozpoczęto w Szwecji już w latach 90. W 1989 roku dom opieki w Kirunie skrócił czas pracy do sześciu godzin, by zatrudnione tam kobiety mogły lepiej uzgadniać swoje grafiki z pracującymi w pobliskiej kopalni mężami. Po zwycięstwie prawicy w regionie w 2005 reforma została wstrzymana i personel musiał wrócić do pracy po osiem godzin dziennie. „To była polityczna decyzja. Twierdzono, że to za drogie” – wyjaśnia Brigitta Olsson z uniwersytetu w Lund. „Ale to była dobra inwestycja – więcej osób miało pracę, co przyczyniało się do spokoju i dobrobytu w społeczności”.

Szacowanie kosztów takich zmian jest trudne – obliczenie, czy np. oszczędności na zwolnieniach lekarskich to wynik cięcia czasu pracy czy też innych czynników jest skomplikowane do przeprowadzenia. Jeśli pracę ma więcej osób (a przy skróceniu jej czasu i zachowaniu identycznych pensji trzeba zatrudnić ich więcej), koszty zasiłków dla bezrobotnych spadają, jednak oszczędza na tym państwo, nie lokalny samorząd.

Wyniki szwedzkiego eksperymentu wskazują, że opiekunowie osób starszych biorą mniej urlopów, poprawia im się zdrowie, a jakość świadczonej przez nich opieki wzrasta.

Dobre perspektywy? Nie u nas

Dobre perspektywy? Nie u nas

Z nowych badań przeprowadzonych przez TNS wynika, że Polacy bardzo negatywnie oceniają możliwości znalezienia pracy w kraju. Większość badanych (61 proc.) uważa to za bardzo trudne lub niemożliwe. Większa część z tych osób (47 proc. ogółu) twierdzi, że trudno obecnie znaleźć jakąkolwiek pracę, a 14 proc. badanych jest zdania, że w ogóle nie można znaleźć zatrudnienia. Jedynie 3 proc. sądzi, że można bez większych kłopotów znaleźć dobrą posadę.

53 proc. badanych jest zdania, że gospodarka naszego kraju znajduje się w kryzysie, przy czym 39 proc. uważa, że jest to lekki kryzys, a według 14 proc. badanych gospodarka znajduje się w stanie głębokiego kryzysu. Według 38 proc. respondentów Polska rozwija się, w ocenie 36 proc. badanych jest to jednak powolny rozwój. O dynamicznym rozwoju przekonane jest jedynie 2 proc. ankietowanych.

50 proc. Polaków twierdzi, że w ciągu najbliższych trzech lat nic się nie zmieni w Polsce pod względem materialnych warunków życia.