Dajmy ubogim gotówkę

Dajmy ubogim gotówkę

Istnieje prosty sposób na zreformowanie systemu opieki społecznej: przekazać pieniądze tym, którzy tego potrzebują, bez żadnych warunków.

Jak pisze „The Atlantic”, jest coraz więcej dowodów na to, że można stworzyć system pomocy pozwalający wyjść z biedy i nie kreujący jednocześnie zależności. Recepta jest prosta: dajmy ubogim gotówkę nie stawiając żadnych dodatkowych warunków, a okaże się, że wydadzą ją na produkty i usługi, które podniosą ich poziom życia i zwiększą potencjalne przyszłe szanse na zarobki.

Systemu tego boją się jednak spróbować politycy z wielu krajów, argumentując ten strach obawą, że korzystający z pomocy „stracą” pieniądze, czyli wydadzą je np. na alkohol, papierosy czy telewizory z płaskim ekranem, a nie na pomoce szkolne dla dzieci czy żywność o wysokiej wartości odżywczej. Za takimi obawami idą próby decydowania o tym, co beneficjenci pomocy mogą nabywać, a czego nie – np. jeden z nielicznych amerykańskich programów „cash transfer” (czyli właśnie rozdawania gotówki bez warunków) o nazwie „Temporary Assistance for Needy Families”, przekazujący czteroosobowym rodzinom maksymalnie 497 dolarów miesięcznie, szybko został zmodyfikowany przez prawodawcę, a jego zasady zostały ściśle określone i pod wieloma względami ograniczone. Stan Kansas ustanowił w kwietniu prawo zakazujące owym rodzinom wydawania pieniędzy z pomocy na tatuaż, wyprawę do kina, zabiegi kosmetyczne, zakup bielizny i bilet na rejs promem.

Programów pomocowych, które opierają się na wręczaniu przedmiotów lub pomocy w opłaceniu niezbędnych wydatków jest coraz więcej. W USA istnieją np. SNAP (darmowe talony na zakup żywności), program darmowych posiłków dla dzieci szkolnych, Medicaid czy pomoc w opłacaniu czynszu za mieszkanie. W Indiach najbiedniejsze rodziny mogą dostać subsydia na zakup ziaren zbóż lub nafty. Programy te są jednak nieefektywne i drogie w zarządzaniu, zwłaszcza w krajach rozwijających się. Indyjskie instytucje obliczyły, że 2/5 dystrybuowanej nafty „znika”, zanim w ogóle ma szansę zostać rozdane, a tylko połowa z tego, co zostało trafia do potrzebujących rodzin. Programy takie mają być mniej skuteczne niż zwyczajne danie ubogim gotówki.

Gdy rozdawana jest żywność, często jej dostarczenie kosztuje więcej, niż kosztowałoby samo rozdanie środków pieniężnych. Jesse Cunha z the Naval Postgraduate School przeprowadził w wiejskich regionach Meksyku badania porównawcze nad grupami ludności, które otrzymywały pomoc rzeczową i tymi, które dostawały tylko gotówkę. Wyniki są interesujące – badania wykazały, że beneficjenci gotówki wcale nie wydawali na papierosy czy alkohol więcej niż przedtem, oraz że poziom odżywienia ich dzieci wzrósł tak samo, jak u tych, którzy dostali samą żywność. Ale program dystrybucji żywności kosztuje o 20 proc. więcej od rozdawania samej gotówki. Rozdawanie pieniędzy ma jeszcze jedną zaletę – sprawia, że beneficjenci nie wydają środków tylko na jedzenie, ale również na inne potrzeby, jak nauka dzieci, leki czy transport.

W 2013 roku Sarah Bailey z Canadian Foodgrains Bank przeprowadziła badania terenowe w Zimbabwe, Malawi, Ekwadorze i Jemenie. Odkryła, że rozdawanie gotówki dało lepsze wyniki, jeśli chodzi o ilość i jakość konsumowanej tam żywności. W Malawi na przykład ci beneficjenci pomocy, którzy dostali gotówkę, okazali się w 50 proc. lepiej odżywieni niż przed badaniami. Ci, którym dano tylko żywność – jedynie o 20 proc.

Gotówka ma też tzw. efekt mnożnika. Przywieźmy na jakiś teren żywność, a jej wpływ na lokalną społeczność skończy się na tym, że zostanie zjedzona. Dostarczmy gotówki – a mieszkańcy wydadzą ją na produkty i usługi świadczone przez lokalnych handlarzy i rolników, którzy często sami są ubodzy i wiele na takich transakcjach skorzystają. Badania Cormaca Stauntona z Concern Worldwide, przeprowadzone w 2010 roku w Zimbabwe, pokazały, że każdy dolar zapewniony przez przepływy gotówkowe cyrkuluje w lokalnej gospodarce 2.59 raza, zanim zostanie wydany na towary i usługi „obce”. Jedzenie jest zaś po prostu konsumowane.

Gotówka prowadzi także do wdrażania efektywnych inwestycji. Organizacja charytatywna GiveDirectly, której praca polega na pomocy w przekazywaniu bezpośrednich przelewów bankowych afrykańskim rodzinom przez zamożne osoby z krajów zachodnich za pomocą telefonów komórkowych, udowodniła, że efekt cyrkulacji pieniędzy utrzymywał się nawet 14 miesięcy po przelewie. Rodziny wydawały środki na rzeczy trwałe, takie jak naprawa dachu, ale i leczenie czy pomoce szkolne. Tak jak w Meksyku, wydatki na alkohol i papierosy nie wzrosły.

Rezultaty jednego z indyjskich programów pomocowych wykazały, że beneficjenci często wydawali środki na wyposażenie domów w nowoczesne toalety czy pompy wodne. W wioskach, które otrzymały taką pomoc, kształciło się więcej dziewczynek w wielu 14-18 lat – aż 65 proc. Dla porównania – tam, gdzie programu nie wdrożono, było ich tylko 36 proc., bo rodziny oszczędzały z przymusu na edukacji dzieci, zwłaszcza płci żeńskiej.

Eksperymenty i badania wskazują, że takie wypłaty gotówkowe to nie tylko sieć bezpieczeństwa dla ubogich. Wzmacniają one także kapitał fizyczny i kulturowy w biednych gospodarstwach domowych. Gdyby zasoby, jakie przeznacza się na pomoc pośrednią wydać na przelewy pieniężne, pomogłoby to bardziej systemowo walczyć z biedą – i koszt całej operacji byłby niższy.

Oczywiście nawet najbardziej hojne przelewy pomogą ubogim Hinduskom czy Kenijczykom niewiele, jeśli owe kraje nie wdrożą politycznych i instytucjonalnych reform i nie zainwestują w opiekę zdrowotną, edukację i rozwój infrastruktury. Ale gotówka może zachęcić najuboższych tego świata do odegrania poważniejszej roli w rozwoju ich krajów, zmieniając ich z beneficjentów w uczestników tej przemiany.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Etat to przywilej?

Etat to przywilej?

Wnioski ze sprawozdania Państwowej Inspekcji Pracy za 2014 rok są zatrważające – rośnie liczba pracodawców, którzy nie wypłacają należności za nadgodziny. Co piąta firma zawiera z pracownikiem umowę cywilnoprawną, choć powinna umowę o pracę. W ubiegłym roku 39 agencji pracy tymczasowej działało nielegalnie.

Jak informuje portal wyborcza.biz, inspektorzy PIP przeprowadzili ponad 90 tys. kontroli w 73 tys. firm, w których pracowały w sumie 4 mln osób. Stwierdzili 92 tys. wykroczeń przeciwko prawu pracy. „Istnieje potrzeba nowych regulacji prawnych. Trzeba rozważyć wprowadzenie urlopu wypoczynkowego czy pensji minimalnej dla osób na umowach-zleceniach. W służbie zdrowia należy wprowadzić mechanizm, który wykluczałby świadczenie pracy na podstawie różnych umów w jednym podmiocie, bez gwarantowanego prawa do odpoczynku” – mówiła w Sejmie Iwona Hickiewicz, główna inspektor pracy, składając sprawozdanie.

PIP prowadziła w ubiegłym roku nasilone kontrole legalności zawierania umów cywilnoprawnych. W sumie zweryfikowano 52 tys. umów w 10 tys. firm. Wnioski są smutne – co piąty pracodawca nie przestrzegał zakazu zawierania umów cywilnoprawnych w warunkach typowych dla umowy o pracę. Problem dotyczy ok. 15 proc. umów cywilnoprawnych sprawdzonych przez inspektorów.

Po kontrolach w sektorze bankowym stwierdzono też, że wzrósł odsetek pracodawców niewypłacających należności za godziny nadliczbowe. Inspektorzy wydali 8 tys. nakazów wypłaty zaległych wynagrodzeń. Ich łączna kwota to 171 mln zł. Inspektorzy stwierdzili też wzrost nadliczbowych godzin pracy, za które pracodawcy nie wypłacają ekwiwalentu. Wielu z nich lekceważy przepisy o odpoczynku dobowym i nie przestrzega pięciodniowego tygodnia pracy.

Iwona Hickiewicz podkreślała też, że ustawodawca powinien zwrócić większą uwagę na pracowników tymczasowych. Konieczne jest objęcie ich większą ochroną prawną i zaostrzenie sankcji wobec nieuczciwych pracodawców. W co trzeciej agencji pracy tymczasowej inspektorzy stwierdzili problemy z wypłacaniem wynagrodzeń, co piąta umowa cywilnoprawna zawarta przez agencję była niezgodna z przepisami. W ponad połowie agencji pracy tymczasowej stwierdzono nieprawidłowości, 39 z nich działało nielegalnie.

PIP zanotowała też spadek rejestrowanych układów zbiorowych, ograniczenie uprawnień pracowniczych i utrzymującą się tendencję do rozwiązywania układów zbiorowych na rzecz regulaminów wynagradzania. Zanotowano jedynie 88 zakładowych układów pracy obejmujących w sumie 43 tys. pracowników – to o 21 mniej niż rok wcześniej.

Koniec z prześladowaniem lokatorów

Koniec z prześladowaniem lokatorów

Zwiększenie ochrony lokatorów zmuszanych do opuszczania mieszkań i nękanych przez właścicieli kamienic chcących przejąć ich lokale to główny cel nowelizacji przepisów podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Ustawa ma wejść w życie po trzech miesiącach od jej ogłoszenia.

Jak informuje serwis www4.rp.pl, nowelizacja jest reakcją ustawodawcy na zachowania właścicieli nieruchomości, którzy, dążąc do uzyskania kontroli nad mieszkaniami, utrudniają lokatorom korzystanie z zajmowanych lokali, najczęściej poprzez wyłączanie prądu lub ogrzewania, odcinanie dostępu do wody, dewastowanie budynku, zanieczyszczania oraz niszczenia jego części wspólnych, usuwanie drzwi i okien.

Jak podkreśliła w piątkowym komunikacie Kancelaria Prezydenta, nowelizacja Kodeksu Karnego wprowadza karę za nowy typ przestępstwa – stosowanie wobec kogoś przemocy innej niż bezpośrednia w sposób uporczywy lub „istotnie utrudniający innej osobie korzystanie z zajmowanego lokalu mieszkalnego”. Będzie za to groziło do trzech lat więzienia. Takie przestępstwo ścigane będzie na wniosek pokrzywdzonego. Obecnie w Kodeksie karnym jest zapis mówiący, że karze do trzech lat więzienia może podlegać ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec osoby dla zmuszenia jej do określonego działania. Sądy sformułowanie „wobec osoby” traktują jednak literalnie i karzą wyłącznie za fizyczne oddziaływanie, a nie działania pośrednie.

Zmiany dotyczą także prawa budowlanego oraz kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Do prawa budowlanego dodano m.in. przepis, zgodnie z którym budynki powinny być w czasie ich użytkowania poddawane kontroli w przypadku zgłoszenia przez lokatorów dokonania „nieuzasadnionych względami technicznymi lub użytkowymi ingerencji lub naruszeń”. W razie stwierdzenia takich naruszeń, których charakter uniemożliwia lub znacznie utrudnia użytkowanie w celach mieszkalnych, organ nadzoru budowlanego nakazuje przywrócenie stanu poprzedniego. Decyzja ta podlega natychmiastowemu wykonaniu. Osoba, która nie zastosuje się do decyzji będzie ukarana mandatem w wysokości do 2 tys. zł. W końcowym etapie prac legislacyjnych nad ustawą dopisano ponadto, że wykroczeniem stanie się nieprzeprowadzenie kontroli obiektu przez jego właściciela lub zarządcę, gdy zgłoszono, że w obiekcie dokonano nieuzasadnionej ingerencji lub naruszenia.

W ustawie chodzi o zwiększenie ochrony lokatorów nękanych przez właścicieli kamienic – najczęściej wykupujących je, żeby zmodernizować i sprzedać nowe mieszkania, lub wyburzyć je i postawić nowy budynek.

W trosce o pieszych

W trosce o pieszych

Pieszy, zarówno znajdujący się na przejściu dla pieszych, jak i przed nim, będzie miał pierwszeństwo przed pojazdem. Wyjątkiem będą tramwaje – zdecydowali o tym w piątek posłowie, uchwalając nowelę Prawa o ruchu drogowym. Zmiany mają obowiązywać od 2017 r.

Obecnie ustawa stanowi, że pieszy oczekujący na możliwość wejścia na przejście, a także przechodzący przez jezdnię lub torowisko jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność. Pieszy znajdujący się na przejściu dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem.

Nowelizacja zakłada, że także pieszy oczekujący na możliwość wejścia na przejście będzie miał pierwszeństwo przed pojazdem, z wyjątkiem tramwaju. Przed wejściem na przejście pieszy będzie miał obowiązek zatrzymać się i upewnić, czy kierujący pojazdem ustępuje mu pierwszeństwa. Projekt nakłada na kierowców obowiązek ustąpienia pierwszeństwa pieszemu, który nie tylko znajduje się na przejściu, ale i oczekuje na możliwość wejścia na nie. Nowela przewiduje też zmianę ustawowej definicji ustąpienia pierwszeństwa pieszemu. Będzie to „powstrzymanie się od ruchu”, jeżeli mógłby on zmusić pieszego do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku lub – co będzie nowością – zmusić pieszych do powstrzymania od wejścia na przejście.

W dyskusji poselskiej ustalono, że nowe przepisy mają wejść w życie od 1 stycznia 2017 r., a nie po 12 miesiącach od ogłoszenia, jak pisano we wstępnym projekcie. Chodzi o to, by wdrożenie nowych zasad poprzedzić szeroką kampanią edukacyjną. Za przyjęciem ustawy głosowało 215 posłów, przeciwko – 180, a 32 osoby wstrzymały się od głosu.

O prawach pieszych, polskim kodeksie drogowym i antagonizmie na linii kierowca-pieszy rozmawialiśmy w lipcu z Jackiem Grunt-Mejerem: http://nowyobywatel.pl/2015/07/09/pieszy-tez-czlowiek/