Apteki bez leków

Apteki bez leków

Instytut ABR SESTA przeprowadził badania dostępności leków w aptekach – badacze wcielali się w pacjentów i dzwonili do placówek sprzedających farmaceutyki, pytając o leki na poważne choroby, np. białaczkę czy raka prostaty. Wyniki okazały się zatrważające – duża część aptek takimi medykamentami nie dysponuje.

Jak informuje portal wyborcza.biz, problem występuje zwłaszcza w zachodniej Polsce: w województwach zachodniopomorskim, lubuskim, dolnośląskim oraz opolskim. Tam na przykład eligard (lek na raka) i hydroxycarbamid (na białaczkę) są stale niedostępne w co trzeciej aptece. Madoparu stosowanego w leczeniu parkinsona czy przeciwzakrzepowego fragminu nie ma w co piątej. Humalogu (insuliny) czy stosowanego w leczeniu psychoz rispoleptu nie ma w co szóstej. Jeszcze gorzej jest w aptekach wiejskich. Oczywiście lek można zamówić, ale nie każdy aptekarz chce przyjąć zamówienie. Niemal co piąta badana apteka nie chciała sprowadzić na przykład hydroxycarbamidu. Pacjenci na dostawę niektórych leków czekają nawet trzy tygodnie.

Ankieterzy pytali o 15 leków. Wybrał je dr Stefan Piechocki, wojewódzki konsultant farmacji aptecznej dla Wielkopolski. Poddał ankietowaniu te, na których brak najczęściej skarżyli się pacjenci. W większości są to najpopularniejsze preparaty do leczenia danych chorób, które często nie mogą być zamieniane z innymi.

Piechocki usiłował zainteresować problemem Ministerstwo Zdrowia i jego szefa prof. Mariana Zembalę. Według resortu jednak problemu nie ma, a wymienione leki są w sporej części przypadków specyficzne, co tłumaczy ich „niskie rozproszenie w aptekach”. Ministerstwo twierdzi, że ich ustalona przez badaczy dostępność jest dobra, najlepsza rzecz jasna w okolicy gabinetów specjalistycznych. Część farmaceutyków ma zaś tańsze odpowiedniki. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak aptekarze: „Ciągle są problemy z zaopatrzeniem w leki przeciwzakrzepowe, przeciwastmatyczne, kardiologiczne, a także stosowane w leczeniu cukrzycy i chorób nowotworowych” – ocenia dr Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA).

Powodów niedoborów jest kilka. Części leków nie ma, bo wypływają z Polski za granicę, gdzie są droższe. Hurtownie potrafią z tego powodu ograniczyć możliwość zakupu konkretnego leku. Aptekarze twierdzą, że dostęp do medykamentów ograniczają też producenci. Według NRA tylko trzy największe hurtownie wskazane przez producentów leków innowacyjnych mają wyłączny dostęp do ponad stu ważnych leków.

Wreszcie niektórych farmaceutyków aptekom zwyczajnie nie opłaca się sprzedawać. Przykładem jest eligard, który kosztuje 849,45 zł. Pacjent płaci za niego 14,69 zł. Apteka czeka na refundację NFZ do 30 dni. Nie opłaca się jej więc mrozić tak dużych pieniędzy w towarze, zwłaszcza że jedno opakowanie eligardu (ampułkostrzykawka) bierze się raz na trzy miesiące, lek leży więc długo na półce. Trzeba odprowadzić od niego 8 proc. VAT, apteka zaś zarabia na nim 31,11 zł. Łatwiej i zyskowniej sprzedawać suplementy diety czy kosmetyki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Solidarność” rozwija skrzydła

„Solidarność” rozwija skrzydła

Organizacja związkowa działająca w Jeronimo Martins Polska odnotowała w ostatnim czasie 10 proc. wzrost liczby członków. W sierpniu i wrześniu nastąpił znaczny rozwój organizacji.

Wszystko dzięki akcji pozyskiwania nowych członków związku przy współudziale organizatorów związkowych w regionach.

W regionach Ziemi Łódzkiej, Częstochowskim, Środkowowschodnim, Płockim i Rzeszowskim nastąpił znaczny wzrost uzwiązkowienia, a jego efektem będzie stworzenie w najbliższym czasie nowych zakładowych komisji oddziałowych. Na podkreślenie zasługuje fakt, że w Regionie Częstochowskim przyrost członków w wymienionym okresie.przekroczył 50 osób. W istniejących komisjach oddziałowych największy wzrost nastąpił w komisji oddziałowej Regionu Wielkopolska i Region Gdańskiego.

Osoby odpowiedzialne za rozwój organizacji w Komisji Zakładowej w JMP S.A. odwiedziły w ostatnich dwóch miesiącach Lublin, Łódź, Częstochowę i Zamość. Podczas wizyt w sklepach pracownikom przekazywano informacje dotyczące działania organizacji zakładowej, a także organizowano spotkania w siedzibach regionów. Cieszyły się one dużym zainteresowaniem pracowników.

Organizacja zakładowa NSZZ „Solidarność” przy JMP S.A. działa od 2004 roku i liczy już ponad 1500 członków.

Kibice, nie klienci

Kibice, nie klienci

Kibice piłkarscy z Wielkiej Brytanii protestują przeciwko podwyżkom cen biletów na mecze. Fani dwudziestu drużyn z Premier League zjednoczą swoje siły, by zwrócić uwagę na rosnące ceny wstępu na wydarzenia sportowe.

Przeprowadzone w zeszłym roku przez BBC Sport badania pod hasłem „Price of Footbal” wykazały, że cena najtańszego biletu na mecz Premier League wzrosła od 2011 roku aż o 15 proc. Podczas odbywających się w weekend protestów kibice będą nawoływać do niepodwyższania ceny powyżej 20 funtów za mecze grane na wyjeździe.

Fani zamierzają wywiesić rzucające się w oczy protestacyjne banery podczas znaczących rozgrywek, m.in. pomiędzy Evertonem a Liverpoolem oraz Arsenalem i Manchesterem United. Niektóre z klubów chciałyby jednak zapobiec ich odsłonięciu.

Kevin Miles, szef Football Supporters' Federation, powiedział: „Ceny są dla wielu fanów największą barierą, nie pozwalającą im oglądać rozgrywek na żywo. Żaden klub, który nie boi się stanięcia twarzą w twarz z krytyką ze strony swoich kibiców, nie powinien zabraniać im swobodnego wypowiedzenia się w tej sprawie. To kluczowa kwestia”.

FSF twierdzi, że kwoty, jakie Premier League zarabia na transmisjach telewizyjnych, mogłyby pozwolić na całkowite zwolnienie chodzących na mecze z opłat za wstęp, i to nadal bez utraty przychodów.

Organizacja kibiców skupia się głównie na swojej kampanii „Twenty’s plenty” („Dwadzieścia to dużo”) – chodzi w niej o utrzymanie cen za bilety na mecze wyjazdowe na akceptowalnym poziomie. „W nadchodzących tygodniach kluby Premier League będą musiały dokonać wyboru. Bez chodzących na mecze kibiców, szczególnie tych, którzy wyprawiają się w żmudną podróż, by obejrzeć swoją drużynę, piłka nożna przestanie być kołem napędowym, w prosty sposób generującym ogromne przychody”.

Premier League szacuje obsadzenie stadionów w ostatnich dwóch sezonach na 95,9 proc. i zapewnia każdemu z klubów 200 000 funtów rocznie na inicjatywy będące ukłonem w stronę fanów jeżdżących za drużyną. Teoretycznie odkładają je na koszty podróży i zmniejszenie cen biletów. Sytuacja nie wygląda jednak wcale różowo. Ceny biletów na mecz Arsenalu (dla lokalnych fanów) mogą sięgać nawet 97 funtów. Bilety wyjazdowe”mogą kosztować 60-70 funtów za sztukę.

Dave Kelly z Blue Union, grupy kibiców Evertonu, mówi: „Mecze to przyjazne wydarzenia, ale chcemy, aby stały się także wydarzeniami, na udział w których każdy może sobie pozwolić”.

Biskupi za podwyżkami płac

Biskupi za podwyżkami płac

„Z żalem zauważamy, że często pracownicy służby zdrowia nie są należycie doceniani przez zarządzających sprawami zdrowia publicznego. W związku z tym wyrażamy solidarność z upominającymi się o sprawiedliwe wynagrodzenie za pracę” – piszą w liście polscy biskupi z zespołu ds. duszpasterstwa służby zdrowia.

W poniedziałek w Warszawie protestowali pracownicy „innych zawodów” w służbie zdrowia, czyli ratownicy medyczni, diagności laboratoryjni czy fizjoterapeuci. Domagali się podwyżek. To o nich podczas swojego zgromadzenia 24 września br. w Rokitnie rozmawiali biskupi, i ich codzienny wysiłek docenili w swym liście, apelując: „Dobrze się stanie, gdy – wg porozumienia – pielęgniarki i położne otrzymają wkrótce wyższe wynagrodzenie za ich pełną poświęcenia pracę. Jednak wśród osób posługujących chorym są również inni pracownicy, a wśród nich: rehabilitanci, diagnostycy, personel pomocniczy na oddziałach, ratownicy medyczni, pracownicy administracyjno-techniczni itp. Te osoby często nie są uwzględniane w rewaloryzacji wynagrodzeń, co pozostaje niezrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, iż bez ich zaangażowania placówki medyczne nie mogłyby sprawnie funkcjonować, a proces leczenia chorych nie byłby możliwy i skuteczny”.

Tydzień wcześniej protestujące pielęgniarki podpisały z Ministerstwem Zdrowia porozumienie, zgodnie z którym ich wynagrodzenia będą wzrastać co roku o 400 zł (przez cztery lata). Biskupi cieszą się z sukcesu pielęgniarek w negocjacjach, ale apelują, by nie zapominać o innych zawodach: „Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia wyraża obawę, że przyznanie podwyżek tylko jednej grupie zawodowej z pominięciem innych może spowodować liczne napięcia wewnątrz środowiska medycznego, gdy tymczasem personel medyczny musi być zespołem skonsolidowanym, wzajemnie się rozumiejącym i wspierającym się dla dobra pacjentów. Apelujemy do osób zarządzających sprawami zdrowia publicznego o równe traktowanie wszystkich pracowników służby zdrowia i wypracowanie – w duchu dialogu społecznego – porozumienia satysfakcjonującego wspomniane grupy zawodowe”.

Całość apelu: http://episkopat.pl/dokumenty/pozostale/6882.1,Oswiadczenie_Zespolu_KEP_ds_Duszpastwerstwa_Sluzby_Zdrowia.html