Nie ma litości dla pracodawców

Nie ma litości dla pracodawców

Francuskie linie Air France potwierdziły plan likwidacji prawie 3 tys. miejsc pracy w ciągu dwóch lat. Po tej decyzji stu działaczy związkowych wdarło się na poranne posiedzenie, na którym dyrekcja przedstawiała partnerom społecznym plany restrukturyzacji. Dwóch menedżerów odpowiedzialnych za sprawy kadrowe uciekło przez płot przed rozwścieczonym tłumem.

Jak donosi agencja AP, szef holdingu Air France-KLM Alexandre de Juniac ogłosił w piątek, po fiasku rozmów z pilotami, plany redukcji miejsc pracy Według francuskich mediów powołujących się na związki zawodowe, przewiduje się likwidację 2,9 tys. miejsc pracy. Chodzi o 300 pilotów, 900 stewardów i stewardes i 1,7 tys. członków personelu naziemnego.

Przed siedzibą Air France, w pobliżu lotniska Roissy-Charles de Gaulle, zebrało się 1-2 tys. protestujących. Działacze związkowi domagają się dymisji de Juniaca i dyrektora francuskiego przewoźnika Frederica Gageya.

Jak pisze Reuters UK, brutalne protesty związkowe tego typu nie są we Francji niczym nadzwyczajnym, a społeczeństwo przywykło tam do „brania prawa we własne ręce”. Zdarza się, że związki zawodowe posuwają się nawet do przetrzymywania szefów i dyrektorów jako zakładników, póki druga strona nie spełni żądań lub przynajmniej nie zasiądzie do rozmów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Chińsko-polska (byle)jakość

Chińsko-polska (byle)jakość

W tym roku co trzeci mundur dla polskiego żołnierza może być uszyty przez Chińczyków. Dla polskiego przemysłu oznacza to stratę około 90 mln złotych.

Jak pisze portal polskatimes.pl, Ministerstwo Obrony podkreśla, że chce stawiać na polski przemysł zbrojeniowy. Zaprzecza temu wybór francuskiego Caracala w przetargu śmigłowcowym, pomimo istnienia dwóch polskich zakładów produkcyjnych – w Mielcu i Świdniku. A teraz czarę goryczy mogą przelać mundury, które mają być w sporej części szyte w Chinach.

Radosław Klinowski z Polskiego Związku Producentów Tekstyliów mówi, że taka polityka po prostu ich pogrąża. „Przegrane przez nas przetargi to brak możliwości produkcji, podcinanie gałęzi, na której wszyscy siedzimy, i likwidacja naszych zakładów” – tłumaczył.

Do tej pory zamówienia na mundury otrzymywały zakłady pracy chronionej, zatrudniające inwalidów. Konkurowały ze sobą spółdzielnie z Białej Podlaskiej, Gdyni i Limanowej. W tym roku najniższą cenę produkcji zaoferowała nowa spółka z Warszawy – Unifeq. Wygrała przetarg na 158 tysięcy mundurów, o wartości prawie 40 milionów złotych. Jak się jednak okazało, choć firma jest polska, szycie mundurów zleca zakładom w Chinach.

Polski Związek Tekstyliów walczy z niską ceną jako jedynym wyznacznikiem wyboru firmy, która zwycięży w przetargu i otrzyma zlecenie. W zeszłym roku w ogłoszonym przez MON przetargu o wartości 16 mln zł również zwyciężył Unifeq, pomimo że preferowane były zakłady pracy chronionej, a wymogiem było zatrudnianie co najmniej 50 proc niepełnosprawnych pracowników. Krajowa Izba Odwoławcza przyznała rację polskim producentom, którzy odwołali się od decyzji MON. 11 września werdykt potwierdził warszawski sąd okręgowy. Dwa miesiące później przetarg trafił do polskiego producenta. To było jednak pojedyncze zwycięstwo. Przedstawiciele krajowych konsorcjów uważają, że nikt nie broni rodzimego przemysłu tekstylnego. List w tej sprawie trafił do prezydenta Andrzeja Dudy.

Apteki bez leków

Apteki bez leków

Instytut ABR SESTA przeprowadził badania dostępności leków w aptekach – badacze wcielali się w pacjentów i dzwonili do placówek sprzedających farmaceutyki, pytając o leki na poważne choroby, np. białaczkę czy raka prostaty. Wyniki okazały się zatrważające – duża część aptek takimi medykamentami nie dysponuje.

Jak informuje portal wyborcza.biz, problem występuje zwłaszcza w zachodniej Polsce: w województwach zachodniopomorskim, lubuskim, dolnośląskim oraz opolskim. Tam na przykład eligard (lek na raka) i hydroxycarbamid (na białaczkę) są stale niedostępne w co trzeciej aptece. Madoparu stosowanego w leczeniu parkinsona czy przeciwzakrzepowego fragminu nie ma w co piątej. Humalogu (insuliny) czy stosowanego w leczeniu psychoz rispoleptu nie ma w co szóstej. Jeszcze gorzej jest w aptekach wiejskich. Oczywiście lek można zamówić, ale nie każdy aptekarz chce przyjąć zamówienie. Niemal co piąta badana apteka nie chciała sprowadzić na przykład hydroxycarbamidu. Pacjenci na dostawę niektórych leków czekają nawet trzy tygodnie.

Ankieterzy pytali o 15 leków. Wybrał je dr Stefan Piechocki, wojewódzki konsultant farmacji aptecznej dla Wielkopolski. Poddał ankietowaniu te, na których brak najczęściej skarżyli się pacjenci. W większości są to najpopularniejsze preparaty do leczenia danych chorób, które często nie mogą być zamieniane z innymi.

Piechocki usiłował zainteresować problemem Ministerstwo Zdrowia i jego szefa prof. Mariana Zembalę. Według resortu jednak problemu nie ma, a wymienione leki są w sporej części przypadków specyficzne, co tłumaczy ich „niskie rozproszenie w aptekach”. Ministerstwo twierdzi, że ich ustalona przez badaczy dostępność jest dobra, najlepsza rzecz jasna w okolicy gabinetów specjalistycznych. Część farmaceutyków ma zaś tańsze odpowiedniki. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak aptekarze: „Ciągle są problemy z zaopatrzeniem w leki przeciwzakrzepowe, przeciwastmatyczne, kardiologiczne, a także stosowane w leczeniu cukrzycy i chorób nowotworowych” – ocenia dr Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA).

Powodów niedoborów jest kilka. Części leków nie ma, bo wypływają z Polski za granicę, gdzie są droższe. Hurtownie potrafią z tego powodu ograniczyć możliwość zakupu konkretnego leku. Aptekarze twierdzą, że dostęp do medykamentów ograniczają też producenci. Według NRA tylko trzy największe hurtownie wskazane przez producentów leków innowacyjnych mają wyłączny dostęp do ponad stu ważnych leków.

Wreszcie niektórych farmaceutyków aptekom zwyczajnie nie opłaca się sprzedawać. Przykładem jest eligard, który kosztuje 849,45 zł. Pacjent płaci za niego 14,69 zł. Apteka czeka na refundację NFZ do 30 dni. Nie opłaca się jej więc mrozić tak dużych pieniędzy w towarze, zwłaszcza że jedno opakowanie eligardu (ampułkostrzykawka) bierze się raz na trzy miesiące, lek leży więc długo na półce. Trzeba odprowadzić od niego 8 proc. VAT, apteka zaś zarabia na nim 31,11 zł. Łatwiej i zyskowniej sprzedawać suplementy diety czy kosmetyki.

Psychiatria w depresji

Psychiatria w depresji

Jak wynika z wyceny przeprowadzonej przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, NFZ powinien podnieść o jedną piątą nakłady na leczenie psychiatryczne. Obecnie nie ma na to jednak środków.

Dotąd to NFZ dyktował przychodniom i szpitalom, ile będzie im płacić za leczenie. W wielu przypadkach stawki były przez lata zawyżone, na przykład za leczenie zawałów, usuwanie zaćmy czy radioterapię. W innych dziedzinach z powodu zbyt niskich stawek leczenie przynosiło straty. Teraz ma się to zmienić: już nie NFZ, ale Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ma wyceniać, ile kosztuje leczenie w danej dziedzinie medycyny.

Nie przypadkiem jako pierwszą postanowiono zająć się psychiatrią. Na Zachodzie większość chorych leczy się w trybie ambulatoryjnym, u nas dominuje kosztowne leczenie oddziałowe. Wycena świadczeń nie poszła łatwo. AOTMiT rozesłała listy z propozycją współpracy do tych poradni i szpitali, które leczą tylko nerwowo chorych, oraz szpitali wielospecjalistycznych, mających oddział psychiatryczny. Za wypełnianie ankiet umożliwiających policzenie kosztów leczenia psychiatrycznego wszystkie placówki miały otrzymać zapłatę – AOTMiT przeznaczyła na ten cel 2 mln zł. Spośród 900 placówek chętnych do współpracy z Agencją było niespełna 170, w dodatku niektóre przysłały tylko cząstkowe dane. Dyrektorzy szpitali tłumaczyli, że nie stać ich na komputery i programy umożliwiające szczegółowe liczenie kosztów. Tymczasem dla Agencji warunkiem rzetelnego policzenia nowych stawek było zebranie danych z co najmniej 10 proc. placówek udzielających danego świadczenia.

Sugerowane zmiany są znaczne, zwłaszcza w opiece ambulatoryjnej. Cena podstawowej porady psychiatrycznej ma wzrosnąć z 75 do 90 zł, a cena porady dla dzieci – 106 do 230 zł. Stawki za wizyty domowe i leczenie chorych na autyzm wzrosną o 70-80 proc. Podniesione będą też stawki za hospitalizację. Za osobodzień na oddziale psychiatrycznym NFZ ma płacić już nie 163, ale 216 zł. W niektórych przypadkach będą też obniżki, na ogół jednak minimalne.

Podwyżki cieszą psychiatrów. „Policzyłem, że podwyżki dla opieki ambulatoryjnej wyniosą średnio 25 proc., ale dla opieki stacjonarnej – 20 proc. To właściwy kierunek. Leczenie chorego w poradni powinno być bardziej opłacalne niż w szpitalu, bo przynosi w wielu przypadkach lepsze efekty. Tylko w ten sposób możemy wreszcie zmienić model funkcjonowania naszej psychiatrii. Postulowano to już wiele lat temu w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego, ale nie uczyniono wiele w tym kierunku” – mówi profesor Gałecki, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii.

Zgodnie z przepisami NFZ mógłby wprowadzić zaproponowane przez AOTMiT stawki 1 stycznia przyszłego roku, jednak uwzględni opublikowaną przez Agencję taryfę dopiero w 2017 r. Teraz nie ma na to bowiem pieniędzy.

Nowe stawki pokazują, jak bardzo niedofinansowana była do tej pory psychiatria. „Rekomendacja Agencji nie oznacza jednak, że NFZ musi z dnia na dzień zwiększyć wydatki w tej dziedzinie o 20 proc. Może podnosić je stopniowo” – tłumaczy wiceminister zdrowia Piotr Warczyński.