Najbogatsi nie płacą

Najbogatsi nie płacą

Gigant mediów społecznościowych Facebook zapłacił w 2014 roku tylko 4327 funtów podatku dochodowego od osób prawnych – i to pomimo dochodów wynoszących 2,9 mld dolarów.

Jak informuje BBC, Facebook ma obecnie około 1,4 miliarda zarejestrowanych użytkowników i bez wątpienia jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek świata. Radzi sobie bardzo dobrze pod względem finansowym – w zeszłym roku jego dochód wyniósł łącznie 2,9 mld dolarów i był prawie dwukrotnie większy niż w 2013 r.

Kwota ta wydaje się podejrzanie niska, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że całkowity przychód Facebooka z rynku reklam wyniósł w 2014 r. 3,59 mld dolarów i był o 53% wyższy niż w roku ubiegłym. Mimo to firma w Wielkiej Brytanii wykazała przed opodatkowaniem stratę w wysokości 28,5 mln funtów – stąd konieczność zapłaty tak niskiego podatku dochodowego. Nie przeszkodziło to jednak korporacji w wypłaceniu pracownikom 35,4 miliona funtów nagród, co daje około 96 000 funtów na głowę, ponieważ w Wielkiej Brytanii Facebook zatrudnia 362 osoby. Dla porównania, przeciętne wynagrodzenie w Anglii oscyluje w granicach 26 500 funtów rocznie, z czego mieszkańcy odprowadzają w podatkach i składkach na ubezpieczenie około 5400 funtów na osobę rocznie. Jak widać, jest to kwota wyższa niż ta, którą musiał zapłacić największy portal społecznościowy świata.

Mimo to Facebook twierdzi, że jego działania są zgodne z prawem, a firma zawsze przestrzega lokalnych przepisów. Kontrole nie wykazały formalnych nieprawidłowości, nikt nie ma jednak wątpliwości, że tak niski podatek wynika z zastosowania różnych sztuczek fiskalnych, co zdecydowanie nie podoba się opinii publicznej. Już teraz w Wielkiej Brytanii pojawiło się wiele głosów niezadowolenia spowodowanych ostatnimi doniesieniami. Możliwe, że niebawem usłyszymy o kolejnych protestach, podobnych do tych, które miały miejsce po ogłoszeniu wyników finansowych firmy Starbucks. Wtedy również Brytyjczycy nie kryli swojego oburzenia, gdy okazało się, że w ciągu 14 lat Amerykanie zapłacili na tamtejszym rynku tylko 8,6 mln funtów podatku, podczas gdy ich łączny przychód wyniósł ponad 3 miliardy funtów.

Warto przypomnieć, że już od jakiegoś czasu Komisja Europejska bada raporty finansowe takich firm jak Google, Amazon, Fiat czy wspomniany Starbucks, próbując doszukać się nieprawidłowości w ich wyjątkowo niskich podatkach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Daleko od ideału

Daleko od ideału

Hałas, pyły przemysłowe, nadmierne obciążenie fizyczne i niekorzystny mikroklimat – na takie zagrożenia narażeni są polscy pracownicy. GUS ujawnił właśnie dane dotyczące warunków pracy w Polsce za rok 2014.

„Czynnik, który może spowodować wystąpienie szkody” – tak najkrócej można zdefiniować zagrożenia w pracy. Problem obejmuje zagrożenia fizyczne oraz takie czynniki jak stres w miejscu pracy, poziom hałasu, występowanie pyłów przemysłowych czy oddziaływanie mikroklimatu. Obowiązek ich niwelowania spoczywa na barkach pracodawcy.

Jak donosi polska edycja magazynu „Forbes”, według Głównego Urzędu Statystycznego do końca 2014 roku suma wszystkich zagrożeń w pracy wyniosła aż 592,9 tys. Ponad 242 tys. z nich udało się usunąć lub ograniczyć do poziomu zgodnego z obowiązującą normą. Najwięcej pracowników narażonych jest na hałas. Z badań GUS wynika, że był on czynnikiem zagrożenia w aż 31 proc. przypadków. Na drugim miejscu pod względem częstotliwości występowania pojawiają się czynniki mechaniczne – zagrożonych z ich powodu było ok. 13,6 proc. badanych. Pierwszą trójkę zamyka nadmierne obciążenie fizyczne, któremu poddanych było aż 12,6 proc. badanych pracowników. Oprócz wspomnianych zagrożeń blisko 11 proc. badanych było w miejscu pracy wystawionych na działanie pyłów przemysłowych, 5,6 proc. pracowników w naszym kraju ma natomiast niedostatecznie oświetlone miejsce pracy. Nieco ponad 5 proc. zatrudnionych jest wystawionych na zagrożenia będące wynikiem oddziaływania tzw. mikroklimatu, co oznacza, że w ich miejscach pracy jest albo za zimno, albo za gorąco.

Najniebezpieczniejszym regionem Polski pod względem częstotliwości występowania zagrożeń w miejscu pracy jest Śląsk. Liczba osób zatrudnionych na stanowisku, dla którego dokonano oceny ryzyka zawodowego, wyniosła aż 427 na 1 tys. zatrudnionych. Na drugim miejscu znalazło się województwo lubuskie, a za nim opolskie. Dla porównania: w województwie podlaskim, które okazuje się najbezpieczniejsze dla pracownika, współczynnik ten wyniósł zaledwie 231 na 1 tys. zatrudnionych.

GUS przeprowadził badania w 76,5 tys. zakładów pracy.

Budowali za darmo?

Budowali za darmo?

Byli pracownicy spółki Alpine Construction Polska, która wchodziła w skład konsorcjum budującego Stadion Narodowy w Warszawie, wystosowali list otwarty do premier Ewy Kopacz. Twierdzą w nim, że ponad 150 z nich wciąż nie otrzymało zaległych wynagrodzeń.

Jak informuje portal budownictwo.wnp.pl, generalnym wykonawcą Stadionu Narodowego było konsorcjum PBG złożone z zależnej od niego Hydrobudowy Polska i grupy Alpine. Pierwsza z firm jest w stanie upadłości likwidacyjnej, druga zaś upadła w czerwcu 2013 r.

Coraz częściej pojawia się w mediach informacja, że nadzorowana przez Ministra Sportu i Turystyki spółka o nazwie Narodowe Centrum Sportu Rozliczenia Sp. ma zamiar zawrzeć ugodę z grupą Alpine, Hydrobudową Polska, PGB i innymi podmiotami, które zaangażowane były w budowę stadionu. Sygnatariusze listu apelują więc do premier o o uwzględnienie roszczeń pracowniczych przy negocjowaniu i zawieraniu ugody.

„Stadion Narodowy był wizytówką Polski podczas realizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r. i wówczas cieszył się wielką atencją zarówno władz państwa polskiego, jak i mediów. Niestety wraz z zakończeniem tej międzynarodowej imprezy zakończyło się zainteresowanie także naszym losem, losem pracowników, którzy de facto wybudowali ten stadion i bez których zaangażowania terminowe ukończenie inwestycji nie byłoby możliwe” – piszą oszukani budowniczowie stadionu.

Byli pracownicy udowadniają w liście, że firma Alpine Construction Polska Sp. z.o.o wypowiedziała im w czerwcu 2013 r. umowy o pracę, jednocześnie jednak nigdy za nią nie zapłaciła, nie odprowadziła też składek ZUS i zaliczek na poczet podatków. Firma ta nie znajduje się w stanie upadłości ani likwidacji, prowadzi nadal działalność. Jej zarząd utrzymuje, że nie ma pieniędzy na zaspokojenie podstawowych roszczeń pracowników, pomimo kilkudziesięciu wydanych przez sądy pracy wyroków potwierdzających zasadność ich żądań. Komornicza egzekucja należności również okazała się nieskuteczna.

„Apelujemy, by państwo polskie w pierwszej kolejności zadbało i ochroniło nas, obywateli tego kraju, a nie międzynarodowe spółki, które, jak można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, otrzymane w ramach ugody pieniądze wyprowadzą zagranicę, nie regulując swoich należności wobec nas – polskich pracowników, polskich kontrahentów oraz Skarbu Państwa” – kończą list budowniczowie.

Monsanto pod obstrzałem

Monsanto pod obstrzałem

Producent rakotwórczego herbicydu został pozwany przez dwoje obywateli amerykańskich. Oskarżają oni firmę o świadome wprowadzanie opinii publicznej w błąd, jeśli chodzi o szkodliwość preparatu Roundup, który, jak twierdzą, spowodował, że zachorowali.

Jak informuje portal commondreams.org, oba pozwy zostały złożone pod koniec września. Sześć miesięcy temu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła w swoim raporcie glifosat, główny składnik herbicydu, którego zadaniem jest zabijanie chwastów, jako rakotwórczy. W tym samym czasie także California Environmental Protection Agency wydała oświadczenie, że rozpocznie oznaczanie tego chemikalium w podobny sposób.

Pierwszy z pozwów, wniesiony 22 września 2015 r. przez Judy Fitzgerald, zawiera dane o jej chorobie – kobieta zachorowała w 2012 r. na białaczkę, po tym, jak pracowała w ogrodnictwie i regularnie była narażona na kontakt z preparatem Roundup.

Drugi pozew, złożony w Los Angeles przez Enrique Rubio, informuje o pracy mężczyzny, który rozpylał Roundup na warzywach i owocach. Jak czytamy w piśmie prawniczym, „było to przyczyną poważnych obrażeń”. W 1995 r. zdiagnozowano u niego raka kości.

„Przez prawie 40 lat gospodarstwa rolnicze na całym świecie korzystały z Roundupu, nie zdając sobie sprawy z jego szkodliwości” – czytamy w pozwie Rubio. „Wszystko dlatego, że gdy wprowadzono glifosat, Monsanto reklamowało go jako prawdziwy przełom technologiczny: według nich zabijał on prawie każdy chwast, nie robiąc jednocześnie krzywdy ludziom ani zwierzętom. Oczywiście historia pokazała fałsz tych twierdzeń”.

Na największe ryzyko narażeni są pracownicy centrów i szkółek ogrodniczych oraz ogrodnicy. „Pracownicy rolnictwa stali się po raz kolejny ofiarami chciwości korporacji” – mówi pozew. Monsanto publicznie zapewniało, że Roundup jest nieszkodliwy, „wyciągając na światło dzienne sfałszowane dane i ośmieszając uzasadnione badania dotyczące niebezpieczeństw związanych z używaniem preparatu. Monsanto prowadziło długą kampanię dezinformacji, by przekonać instytucje rządowe, rolników i opinię publiczną, że Roundup jest bezpieczny”.

Adwokatka pana Rubio, Robin Greenwald, powiedziała, że spodziewa się kolejnych pozwów wymierzonych w Monsanto i innych producentów podobnych środków, jako że świadomość kancerogenności glifosatu rośnie.