Pomagać, ale za co?

Pomagać, ale za co?

Zasiłki socjalne rosną. Byłaby to dobra wiadomość, gdyby nie fakt, że wraz z nimi wzrastają obawy samorządów o pieniądze na ich sfinansowanie. Państwo zrzuca opiekę społeczną na lokalne barki i przekazuje samorządom kwoty niewystarczające na zaspokojenie potrzeb podopiecznych.

Jak informuje Portal Samorządowy, osoby korzystające z zasiłku stałego z pomocy społecznej dostaną w tym miesiącu więcej pieniędzy, od 1 października wzrasta bowiem kwota maksymalna tych świadczeń (z 529 zł do 604 zł). Podniesiono również kryterium dochodu dla rolników. Jego miesięczną wartość z tzw. 1 ha przeliczeniowego zwiększono z 250 zł do 288 zł. O kilkadziesiąt złotych wzrosną również inne świadczenia.

„Wzrost zasiłków i kryteriów dochodowych spowoduje poszerzenie kręgu osób uprawnionych do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej, ponieważ więcej osób i rodzin spełniać będzie warunki dochodowe do ich otrzymywania” – przyznaje Adam Kurluta, dyrektor Departamentu Spraw Społecznych Urzędu Miasta w Białymstoku. Część samorządów, mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia, obawia się, że państwo środki da, ale jak to często bywało, nie tyle, ile trzeba. Dodatkowych pieniędzy na ten rok w budżecie państwa też może zabraknąć, limit budżetowych wydatków na zasiłki jest przecież ustalony prawnie. Z drugiej strony – przepisy nakazują gminom wykonanie zadania, czyli wypłacenie zasiłków, których wysokość po październikowej weryfikacji wzrośnie. Gminy będą więc musiały znaleźć pieniądze na wypłatę tych świadczeń.

„Zadania, którymi rząd tak hojnie obarcza samorządy, są ważne, tyle że niedofinansowane. Do wielu dotacji państwowych na określone zadania musimy dokładać z własnych środków” – mówi Maria Breś, skarbnik Gminy Godziszów. Na opiekę społeczną do końca czerwca gmina otrzymała z budżetu państwa prawie 3 mln zł, z czego prawie 2,8 mln zł na świadczenia rodzinne i składki emerytalne. Wszystkie wydatki gminy na ten cel zamknęły się sumą prawie 3,2 mln zł. Budżet gminy to ok. 19 mln zł rocznie. Większość to dotacje – jej dochody własne to ok. 2,2 mln zł. Z tych pieniędzy tylko na zasiłki jednorazowe gmina wykłada ok. 30 tys. rocznie. Utrzymanie domów pomocy społecznej kosztowało prawie 200 tys. zł, gmina dołożyła też 5,1 tys. do dożywiania w szkołach oraz ponad 50 tys. do funkcjonowania urzędu stanu cywilnego.

Podobnie jest w Białymstoku. W 2015 r. samorządowcy otrzymali dotację na pokrycie zasiłków: ponad 5,2 mln zł na zasiłki stałe oraz blisko 6,8 mln zł na zasiłki okresowe. Z tych pieniędzy w I półroczu br. wypłacono prawie 1,5 tys. osobom ponad 3,7 mln zł z puli zasiłków stałych, a 4,7 tys. mieszkańców otrzymało ponad 5,3 mln zł z zasiłków okresowych. Łącznie na świadczenia te wydano ponad 8,9 mln zł. Na wypłaty w drugim półroczu, a będą one przecież wyższe, pozostało tylko nieco ponad 3 mln zł, a uprawnionych do tej puli pieniędzy będzie więcej.

„Stałe i okresowe zasiłki z opieki społecznej są dotowane przez państwo. W ubiegłym roku pokrywały one w stu procentach wydatki na ten cel. Zmiana wysokości kryterium dochodowego spowoduje napływ nowych klientów. Jeśli nie dostaniemy dotacji, gmina będzie musiała dołożyć do wypłat świadczeń ze środków własnych” – uważa Ewa Koszołko, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Janowie Podlaskim.

„Słusznie, że zwiększono wysokość zasiłków, ponieważ dochody wielu osób są niskie i bardzo ciężko wyżyć im za takie pieniądze. Dla nich ta pomoc jest zasadna” – mówi Alina Baldys, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Słubicach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Daleko od ideału

Daleko od ideału

Hałas, pyły przemysłowe, nadmierne obciążenie fizyczne i niekorzystny mikroklimat – na takie zagrożenia narażeni są polscy pracownicy. GUS ujawnił właśnie dane dotyczące warunków pracy w Polsce za rok 2014.

„Czynnik, który może spowodować wystąpienie szkody” – tak najkrócej można zdefiniować zagrożenia w pracy. Problem obejmuje zagrożenia fizyczne oraz takie czynniki jak stres w miejscu pracy, poziom hałasu, występowanie pyłów przemysłowych czy oddziaływanie mikroklimatu. Obowiązek ich niwelowania spoczywa na barkach pracodawcy.

Jak donosi polska edycja magazynu „Forbes”, według Głównego Urzędu Statystycznego do końca 2014 roku suma wszystkich zagrożeń w pracy wyniosła aż 592,9 tys. Ponad 242 tys. z nich udało się usunąć lub ograniczyć do poziomu zgodnego z obowiązującą normą. Najwięcej pracowników narażonych jest na hałas. Z badań GUS wynika, że był on czynnikiem zagrożenia w aż 31 proc. przypadków. Na drugim miejscu pod względem częstotliwości występowania pojawiają się czynniki mechaniczne – zagrożonych z ich powodu było ok. 13,6 proc. badanych. Pierwszą trójkę zamyka nadmierne obciążenie fizyczne, któremu poddanych było aż 12,6 proc. badanych pracowników. Oprócz wspomnianych zagrożeń blisko 11 proc. badanych było w miejscu pracy wystawionych na działanie pyłów przemysłowych, 5,6 proc. pracowników w naszym kraju ma natomiast niedostatecznie oświetlone miejsce pracy. Nieco ponad 5 proc. zatrudnionych jest wystawionych na zagrożenia będące wynikiem oddziaływania tzw. mikroklimatu, co oznacza, że w ich miejscach pracy jest albo za zimno, albo za gorąco.

Najniebezpieczniejszym regionem Polski pod względem częstotliwości występowania zagrożeń w miejscu pracy jest Śląsk. Liczba osób zatrudnionych na stanowisku, dla którego dokonano oceny ryzyka zawodowego, wyniosła aż 427 na 1 tys. zatrudnionych. Na drugim miejscu znalazło się województwo lubuskie, a za nim opolskie. Dla porównania: w województwie podlaskim, które okazuje się najbezpieczniejsze dla pracownika, współczynnik ten wyniósł zaledwie 231 na 1 tys. zatrudnionych.

GUS przeprowadził badania w 76,5 tys. zakładów pracy.

Budowali za darmo?

Budowali za darmo?

Byli pracownicy spółki Alpine Construction Polska, która wchodziła w skład konsorcjum budującego Stadion Narodowy w Warszawie, wystosowali list otwarty do premier Ewy Kopacz. Twierdzą w nim, że ponad 150 z nich wciąż nie otrzymało zaległych wynagrodzeń.

Jak informuje portal budownictwo.wnp.pl, generalnym wykonawcą Stadionu Narodowego było konsorcjum PBG złożone z zależnej od niego Hydrobudowy Polska i grupy Alpine. Pierwsza z firm jest w stanie upadłości likwidacyjnej, druga zaś upadła w czerwcu 2013 r.

Coraz częściej pojawia się w mediach informacja, że nadzorowana przez Ministra Sportu i Turystyki spółka o nazwie Narodowe Centrum Sportu Rozliczenia Sp. ma zamiar zawrzeć ugodę z grupą Alpine, Hydrobudową Polska, PGB i innymi podmiotami, które zaangażowane były w budowę stadionu. Sygnatariusze listu apelują więc do premier o o uwzględnienie roszczeń pracowniczych przy negocjowaniu i zawieraniu ugody.

„Stadion Narodowy był wizytówką Polski podczas realizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r. i wówczas cieszył się wielką atencją zarówno władz państwa polskiego, jak i mediów. Niestety wraz z zakończeniem tej międzynarodowej imprezy zakończyło się zainteresowanie także naszym losem, losem pracowników, którzy de facto wybudowali ten stadion i bez których zaangażowania terminowe ukończenie inwestycji nie byłoby możliwe” – piszą oszukani budowniczowie stadionu.

Byli pracownicy udowadniają w liście, że firma Alpine Construction Polska Sp. z.o.o wypowiedziała im w czerwcu 2013 r. umowy o pracę, jednocześnie jednak nigdy za nią nie zapłaciła, nie odprowadziła też składek ZUS i zaliczek na poczet podatków. Firma ta nie znajduje się w stanie upadłości ani likwidacji, prowadzi nadal działalność. Jej zarząd utrzymuje, że nie ma pieniędzy na zaspokojenie podstawowych roszczeń pracowników, pomimo kilkudziesięciu wydanych przez sądy pracy wyroków potwierdzających zasadność ich żądań. Komornicza egzekucja należności również okazała się nieskuteczna.

„Apelujemy, by państwo polskie w pierwszej kolejności zadbało i ochroniło nas, obywateli tego kraju, a nie międzynarodowe spółki, które, jak można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, otrzymane w ramach ugody pieniądze wyprowadzą zagranicę, nie regulując swoich należności wobec nas – polskich pracowników, polskich kontrahentów oraz Skarbu Państwa” – kończą list budowniczowie.

Monsanto pod obstrzałem

Monsanto pod obstrzałem

Producent rakotwórczego herbicydu został pozwany przez dwoje obywateli amerykańskich. Oskarżają oni firmę o świadome wprowadzanie opinii publicznej w błąd, jeśli chodzi o szkodliwość preparatu Roundup, który, jak twierdzą, spowodował, że zachorowali.

Jak informuje portal commondreams.org, oba pozwy zostały złożone pod koniec września. Sześć miesięcy temu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła w swoim raporcie glifosat, główny składnik herbicydu, którego zadaniem jest zabijanie chwastów, jako rakotwórczy. W tym samym czasie także California Environmental Protection Agency wydała oświadczenie, że rozpocznie oznaczanie tego chemikalium w podobny sposób.

Pierwszy z pozwów, wniesiony 22 września 2015 r. przez Judy Fitzgerald, zawiera dane o jej chorobie – kobieta zachorowała w 2012 r. na białaczkę, po tym, jak pracowała w ogrodnictwie i regularnie była narażona na kontakt z preparatem Roundup.

Drugi pozew, złożony w Los Angeles przez Enrique Rubio, informuje o pracy mężczyzny, który rozpylał Roundup na warzywach i owocach. Jak czytamy w piśmie prawniczym, „było to przyczyną poważnych obrażeń”. W 1995 r. zdiagnozowano u niego raka kości.

„Przez prawie 40 lat gospodarstwa rolnicze na całym świecie korzystały z Roundupu, nie zdając sobie sprawy z jego szkodliwości” – czytamy w pozwie Rubio. „Wszystko dlatego, że gdy wprowadzono glifosat, Monsanto reklamowało go jako prawdziwy przełom technologiczny: według nich zabijał on prawie każdy chwast, nie robiąc jednocześnie krzywdy ludziom ani zwierzętom. Oczywiście historia pokazała fałsz tych twierdzeń”.

Na największe ryzyko narażeni są pracownicy centrów i szkółek ogrodniczych oraz ogrodnicy. „Pracownicy rolnictwa stali się po raz kolejny ofiarami chciwości korporacji” – mówi pozew. Monsanto publicznie zapewniało, że Roundup jest nieszkodliwy, „wyciągając na światło dzienne sfałszowane dane i ośmieszając uzasadnione badania dotyczące niebezpieczeństw związanych z używaniem preparatu. Monsanto prowadziło długą kampanię dezinformacji, by przekonać instytucje rządowe, rolników i opinię publiczną, że Roundup jest bezpieczny”.

Adwokatka pana Rubio, Robin Greenwald, powiedziała, że spodziewa się kolejnych pozwów wymierzonych w Monsanto i innych producentów podobnych środków, jako że świadomość kancerogenności glifosatu rośnie.