Woda to nie towar

Woda to nie towar

Firmę Nestlé czeka pozew sądowy za wydobywanie wód gruntowych bez zezwolenia. Już 27 lat temu straciła w Kalifornii prawo do ich wydobycia, jednak kontynuowała ten proceder przez nikogo nie niepokojona. Jej bezprawne działania były według oskarżycieli główną przyczyną suszy w tym stanie USA.

Organizacja The Story of Stuff Project ogłosiła właśnie, że podejmie przeciwko korporacji kroki prawne. Podstawą do złożenia pozwu był fakt nielegalnego pozyskiwania kalifornijskich wód gruntowych i zużywania ich do produkcji wody źródlanej marki Arrowhead. Dzięki hojnym datkom obywateli rozgniewanych sytuacją, organizacji udało się nakręcić mini dokument pod tytułem „This land is our land” („Ta ziemia jest naszą ziemią”). Opowiada on historię wręcz kryminalnych działań jednej z najmniej etycznych korporacji świata – pokazuje m.in., jak Nestlé pozyskuje miliony metrów sześciennych wody z rezerwatu San Bernardino National Forest.

Organizacja raportuje: „Kiedy 27 lat temu firmie skończyło się zezwolenie na wydobycie, US Forest Service powinno było zakręcić kurek. Zamiast tego pozwolono jej kontynuować działalność z naruszeniem zasad własnego pozwolenia. Aby zatem bronić wspólnych zasobów, zjednoczyliśmy siły z dwoma dużymi partnerami – Courage Campaign i Center for Biological Diversity i postanowiliśmy dopiec Nestlé, rzucając wyzwanie uprawianej przez firmę nielegalnej okupacji państwowych terenów”.

Przypomnijmy, że dyrektor korporacji jest zdania, że dostęp do wody nie jest niezbywalnym prawem człowieka i powinna ona zostać sprywatyzowana.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Najbogatsi nie płacą

Najbogatsi nie płacą

Gigant mediów społecznościowych Facebook zapłacił w 2014 roku tylko 4327 funtów podatku dochodowego od osób prawnych – i to pomimo dochodów wynoszących 2,9 mld dolarów.

Jak informuje BBC, Facebook ma obecnie około 1,4 miliarda zarejestrowanych użytkowników i bez wątpienia jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek świata. Radzi sobie bardzo dobrze pod względem finansowym – w zeszłym roku jego dochód wyniósł łącznie 2,9 mld dolarów i był prawie dwukrotnie większy niż w 2013 r.

Kwota ta wydaje się podejrzanie niska, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że całkowity przychód Facebooka z rynku reklam wyniósł w 2014 r. 3,59 mld dolarów i był o 53% wyższy niż w roku ubiegłym. Mimo to firma w Wielkiej Brytanii wykazała przed opodatkowaniem stratę w wysokości 28,5 mln funtów – stąd konieczność zapłaty tak niskiego podatku dochodowego. Nie przeszkodziło to jednak korporacji w wypłaceniu pracownikom 35,4 miliona funtów nagród, co daje około 96 000 funtów na głowę, ponieważ w Wielkiej Brytanii Facebook zatrudnia 362 osoby. Dla porównania, przeciętne wynagrodzenie w Anglii oscyluje w granicach 26 500 funtów rocznie, z czego mieszkańcy odprowadzają w podatkach i składkach na ubezpieczenie około 5400 funtów na osobę rocznie. Jak widać, jest to kwota wyższa niż ta, którą musiał zapłacić największy portal społecznościowy świata.

Mimo to Facebook twierdzi, że jego działania są zgodne z prawem, a firma zawsze przestrzega lokalnych przepisów. Kontrole nie wykazały formalnych nieprawidłowości, nikt nie ma jednak wątpliwości, że tak niski podatek wynika z zastosowania różnych sztuczek fiskalnych, co zdecydowanie nie podoba się opinii publicznej. Już teraz w Wielkiej Brytanii pojawiło się wiele głosów niezadowolenia spowodowanych ostatnimi doniesieniami. Możliwe, że niebawem usłyszymy o kolejnych protestach, podobnych do tych, które miały miejsce po ogłoszeniu wyników finansowych firmy Starbucks. Wtedy również Brytyjczycy nie kryli swojego oburzenia, gdy okazało się, że w ciągu 14 lat Amerykanie zapłacili na tamtejszym rynku tylko 8,6 mln funtów podatku, podczas gdy ich łączny przychód wyniósł ponad 3 miliardy funtów.

Warto przypomnieć, że już od jakiegoś czasu Komisja Europejska bada raporty finansowe takich firm jak Google, Amazon, Fiat czy wspomniany Starbucks, próbując doszukać się nieprawidłowości w ich wyjątkowo niskich podatkach.

Pomagać, ale za co?

Pomagać, ale za co?

Zasiłki socjalne rosną. Byłaby to dobra wiadomość, gdyby nie fakt, że wraz z nimi wzrastają obawy samorządów o pieniądze na ich sfinansowanie. Państwo zrzuca opiekę społeczną na lokalne barki i przekazuje samorządom kwoty niewystarczające na zaspokojenie potrzeb podopiecznych.

Jak informuje Portal Samorządowy, osoby korzystające z zasiłku stałego z pomocy społecznej dostaną w tym miesiącu więcej pieniędzy, od 1 października wzrasta bowiem kwota maksymalna tych świadczeń (z 529 zł do 604 zł). Podniesiono również kryterium dochodu dla rolników. Jego miesięczną wartość z tzw. 1 ha przeliczeniowego zwiększono z 250 zł do 288 zł. O kilkadziesiąt złotych wzrosną również inne świadczenia.

„Wzrost zasiłków i kryteriów dochodowych spowoduje poszerzenie kręgu osób uprawnionych do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej, ponieważ więcej osób i rodzin spełniać będzie warunki dochodowe do ich otrzymywania” – przyznaje Adam Kurluta, dyrektor Departamentu Spraw Społecznych Urzędu Miasta w Białymstoku. Część samorządów, mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia, obawia się, że państwo środki da, ale jak to często bywało, nie tyle, ile trzeba. Dodatkowych pieniędzy na ten rok w budżecie państwa też może zabraknąć, limit budżetowych wydatków na zasiłki jest przecież ustalony prawnie. Z drugiej strony – przepisy nakazują gminom wykonanie zadania, czyli wypłacenie zasiłków, których wysokość po październikowej weryfikacji wzrośnie. Gminy będą więc musiały znaleźć pieniądze na wypłatę tych świadczeń.

„Zadania, którymi rząd tak hojnie obarcza samorządy, są ważne, tyle że niedofinansowane. Do wielu dotacji państwowych na określone zadania musimy dokładać z własnych środków” – mówi Maria Breś, skarbnik Gminy Godziszów. Na opiekę społeczną do końca czerwca gmina otrzymała z budżetu państwa prawie 3 mln zł, z czego prawie 2,8 mln zł na świadczenia rodzinne i składki emerytalne. Wszystkie wydatki gminy na ten cel zamknęły się sumą prawie 3,2 mln zł. Budżet gminy to ok. 19 mln zł rocznie. Większość to dotacje – jej dochody własne to ok. 2,2 mln zł. Z tych pieniędzy tylko na zasiłki jednorazowe gmina wykłada ok. 30 tys. rocznie. Utrzymanie domów pomocy społecznej kosztowało prawie 200 tys. zł, gmina dołożyła też 5,1 tys. do dożywiania w szkołach oraz ponad 50 tys. do funkcjonowania urzędu stanu cywilnego.

Podobnie jest w Białymstoku. W 2015 r. samorządowcy otrzymali dotację na pokrycie zasiłków: ponad 5,2 mln zł na zasiłki stałe oraz blisko 6,8 mln zł na zasiłki okresowe. Z tych pieniędzy w I półroczu br. wypłacono prawie 1,5 tys. osobom ponad 3,7 mln zł z puli zasiłków stałych, a 4,7 tys. mieszkańców otrzymało ponad 5,3 mln zł z zasiłków okresowych. Łącznie na świadczenia te wydano ponad 8,9 mln zł. Na wypłaty w drugim półroczu, a będą one przecież wyższe, pozostało tylko nieco ponad 3 mln zł, a uprawnionych do tej puli pieniędzy będzie więcej.

„Stałe i okresowe zasiłki z opieki społecznej są dotowane przez państwo. W ubiegłym roku pokrywały one w stu procentach wydatki na ten cel. Zmiana wysokości kryterium dochodowego spowoduje napływ nowych klientów. Jeśli nie dostaniemy dotacji, gmina będzie musiała dołożyć do wypłat świadczeń ze środków własnych” – uważa Ewa Koszołko, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Janowie Podlaskim.

„Słusznie, że zwiększono wysokość zasiłków, ponieważ dochody wielu osób są niskie i bardzo ciężko wyżyć im za takie pieniądze. Dla nich ta pomoc jest zasadna” – mówi Alina Baldys, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Słubicach.

Daleko od ideału

Daleko od ideału

Hałas, pyły przemysłowe, nadmierne obciążenie fizyczne i niekorzystny mikroklimat – na takie zagrożenia narażeni są polscy pracownicy. GUS ujawnił właśnie dane dotyczące warunków pracy w Polsce za rok 2014.

„Czynnik, który może spowodować wystąpienie szkody” – tak najkrócej można zdefiniować zagrożenia w pracy. Problem obejmuje zagrożenia fizyczne oraz takie czynniki jak stres w miejscu pracy, poziom hałasu, występowanie pyłów przemysłowych czy oddziaływanie mikroklimatu. Obowiązek ich niwelowania spoczywa na barkach pracodawcy.

Jak donosi polska edycja magazynu „Forbes”, według Głównego Urzędu Statystycznego do końca 2014 roku suma wszystkich zagrożeń w pracy wyniosła aż 592,9 tys. Ponad 242 tys. z nich udało się usunąć lub ograniczyć do poziomu zgodnego z obowiązującą normą. Najwięcej pracowników narażonych jest na hałas. Z badań GUS wynika, że był on czynnikiem zagrożenia w aż 31 proc. przypadków. Na drugim miejscu pod względem częstotliwości występowania pojawiają się czynniki mechaniczne – zagrożonych z ich powodu było ok. 13,6 proc. badanych. Pierwszą trójkę zamyka nadmierne obciążenie fizyczne, któremu poddanych było aż 12,6 proc. badanych pracowników. Oprócz wspomnianych zagrożeń blisko 11 proc. badanych było w miejscu pracy wystawionych na działanie pyłów przemysłowych, 5,6 proc. pracowników w naszym kraju ma natomiast niedostatecznie oświetlone miejsce pracy. Nieco ponad 5 proc. zatrudnionych jest wystawionych na zagrożenia będące wynikiem oddziaływania tzw. mikroklimatu, co oznacza, że w ich miejscach pracy jest albo za zimno, albo za gorąco.

Najniebezpieczniejszym regionem Polski pod względem częstotliwości występowania zagrożeń w miejscu pracy jest Śląsk. Liczba osób zatrudnionych na stanowisku, dla którego dokonano oceny ryzyka zawodowego, wyniosła aż 427 na 1 tys. zatrudnionych. Na drugim miejscu znalazło się województwo lubuskie, a za nim opolskie. Dla porównania: w województwie podlaskim, które okazuje się najbezpieczniejsze dla pracownika, współczynnik ten wyniósł zaledwie 231 na 1 tys. zatrudnionych.

GUS przeprowadził badania w 76,5 tys. zakładów pracy.