PIW zostaje!

PIW zostaje!

Likwidacja Państwowego Instytutu Wydawniczego nie zostanie przeprowadzona. Decyzją ministra Skarbu Państwa przedsiębiorstwo będzie przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a następnie – w narodową instytucję kultury.

„Powołany w 2012 roku międzyresortowy zespół ds. ochrony dziedzictwa i majątku PIW wywiązał się ze swoich zobowiązań. Wypracował model, jaki gwarantuje zachowanie integralności zbiorów i dorobku PIW, jak również zachowanie jego majątku w rękach państwa. Dzięki temu PIW będzie mógł nadal wydawać klasykę polskiej i światowej literatury, a w przyszłym roku świętować 70-lecie swojej działalności” – powiedział Andrzej Czerwiński, minister Skarbu Państwa.

PIW pozostanie w rękach państwa i będzie służył kulturze. Uratowane zostanie nie tylko wydawnictwo, ale również bardzo zaniedbany księgozbiór i archiwum” – podkreśliła minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Małgorzata Omilanowska.

PIW został postawiony w stan likwidacji w 2012 roku. Przyczyną było zadłużenie sięgające 8,6 miliona złotych. Wybrany na stanowisko likwidatora Rafał Skąpski zaczął jednak ratować wydawnictwo. W ciągu trzech lat zmniejszył zadłużenie o 80 procent, odzyskał cenny budynek biurowy przy ul. Foksal 17, zwiększył dwukrotnie ilość publikowanych tytułów, a każdy rok kończył zyskiem z prowadzonej działalności. Sytuacja zaczęła wyglądać na tyle obiecująco, że wydawnictwo przy wsparciu Społecznego Komitetu Ratowania PIW oraz wielu znanych ludzi kultury i zwykłych czytelników zaczęło apelować o wykreślenie PIW z wykazu przedsiębiorstw państwowych postawionych w stan likwidacji. Ministerstwo nie zamierzało jednak zmieniać zdania, odwołało likwidatora, a na jego miejsce powołało kolejnego, Macieja Szudka. Petycja zainicjowana przez Społeczny Komitet Ratowania PIW-u przyniosła jednak wymierny skutek. We wrześniu minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska zapowiedziała, że PIW zostanie uratowany i przekształcony w narodową instytucję kultury. Pisaliśmy o tym tutaj  – http://nowyobywatel.pl/2015/09/09/piw-uratowany/

„W wyniku prac międzyresortowego zespołu, Maciej Szudek, likwidator PIW, 5 października 2015 roku zawarł umowę sprzedaży dwóch pięter kamienicy przy ul. Foksal na rzecz narodowej instytucji kultury – Instytutu Książki. Zapłacona kwota 6,3 mln zł wystarczyła do spłaty długów przedsiębiorstwa i przywrócenia dodatnich funduszy przedsiębiorstwa. To pozwala na dalsze przekształcenia przedsiębiorstwa” – czytamy w komunikacie Ministerstwa Skarbu Państwa. Likwidator rozpoczął też prace nad zabezpieczeniem zasobów PIW przed fizycznym zniszczeniem. Zbiory biblioteczne, egzemplarze żelazne oraz materiały archiwalne znajdujące się w zbiorach wydawnictwa zostaną poddane dezynfekcji i oczyszczeniu.

Według wstępnego harmonogramu proces przekształcenia PIW w narodową instytucję kultury zakończy się prawdopodobnie w marcu 2016 roku. Wtedy to nadzór nad wydawnictwem przejmie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Genetycznie modyfikowane kłamstwo

Genetycznie modyfikowane kłamstwo

Dziennik „Le Monde” ujawnił, że w Unii Europejskiej autoryzowano sześć odmian modyfikowanych genetycznie roślin o innych modyfikacjach, niż te, które wcześniej zostały przedstawione do oceny i zatwierdzone przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). To jaskrawy przykład, że procedury bezpieczeństwa stosowane podczas autoryzacji są niewystarczające. Ten skandal potwierdza, że należy je gruntownie zrewidować.

Zgodnie z opublikowanymi w zeszłym tygodniu danymi, aż sześć z odmian kukurydzy modyfikowanej genetycznie, które otrzymały zielone światło i mogły być zgodnie z prawem importowane na teren UE, zawiera modyfikacje, których nie było w karcie oceny, kiedy dostawały zezwolenie. Dodatkowe składniki GMO zostały zgłoszone do EFSA i Komisji Europejskiej przez firmę Syngenta dopiero w lipcu 2015 r.

Bart Staes, rzecznik prasowy Zielonych ds. bezpieczeństwa żywności, komentuje te informacje, mówiąc: „Skandal ten pokazuje, jak wiele jest nie tak z europejskimi procedurami autoryzowania roślin GMO. Fundamentalnym problemem jest fakt, że EFSA całkowicie polega na informacjach dostarczonych przez aplikującą o zezwolenie korporację. Teraz jest odpowiedni moment, by wcisnąć klawisz „reset” i odmienić oblicze procesu autoryzowania. Zamiast upartego majsterkowania przy tych zasadach, zaproponowanego przez Komisję Europejską, potrzebujemy dogłębnej reformy procesu wydawania zezwoleń. A w międzyczasie jedynym dobrym kierunkiem jest wprowadzenie moratorium w sprawie zatwierdzania nowych odmian GMO. Rzekomo niezależna władza dbająca o bezpieczeństwo żywności nie może polegać wyłącznie na danych, jakich jej dostarcza aplikująca o autoryzację firma biotechnologiczna – jest w tym coś nieskończenie złego”.

Pracownik na krótko?

Pracownik na krótko?

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2014 r. w Polsce 28,4 proc. zatrudnionych wykonywało swoją pracę na podstawie umowy terminowej. To najwyższy wskaźnik wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. Dane pochodzące z lat 2007-2014 również wskazują, że odsetek pracujących w naszym kraju na czas określony był w ubiegłym roku najwyższy od siedmiu lat.

sedlak

Jak informuje portal rynekpracy.pl, w Unii jesteśmy stanowczo rekordzistami – tuż za nami plasuje się Hiszpania (24,0 proc.), a kolejne miejsce zajmuje Holandia (21,5 proc.). Co ciekawe, najniższy procent takich umów zawiera się w Rumunii, gdzie dotyczy on tylko…1,5 proc. pracowników.

Polskie ustawodawstwo przewiduje jednak korzystne zmiany, które mają zacząć obowiązywać w styczniu 2016 r. 25 czerwca tego roku Sejm uchwalił nowelizację kodeksu pracy, dotyczącą przede wszystkim umów terminowych. 5 sierpnia podpisał ją prezydent. Zmiany wejdą w życie po upływie sześciu miesięcy od dnia ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw. Głównym celem nowelizacji jest ograniczenie nieuzasadnionego wykorzystywania umów o pracę na czas określony. Obecnie tego rodzaju umowy są zawierane niejednokrotnie na długie okresy bez obiektywnego uzasadnienia. Tymczasem celem umowy terminowej nie jest długotrwałe, czyli wieloletnie zatrudnianie pracowników. Do tego celu służy umowa o pracę na czas nieokreślony, co potwierdza także orzecznictwo Sądu Najwyższego.

Zmiany ograniczą umowy o pracę do trzech typów: umowy o pracę na okres próbny, umowy o pracę na czas nieokreślony, umowy o pracę na czas określony (nowe ustawodawstwo wyklucza więc np. umowę o zastępstwo). Wprowadzają też limity czasowe i ilościowe dla umów zawieranych na czas określony – maksymalny okres zatrudnienia pracownika na podstawie tego typu umowy nie będzie mógł przekraczać 33 miesięcy, a łączna liczba takich umów z tym samym pracownikiem nie będzie mogła być wyższa niż trzy. W przypadku przekroczenia tych limitów, umowa przekształci się w umowę o pracę na czas nieokreślony.

Nie rozwiązuje to problemu umów śmieciowych, czyli umów zlecenie i o dzieło – pracodawcy nadal nagminnie ich nadużywają, pomimo że między nimi a pracownikiem zachodzi stosunek pracy etatowej. Dobrą wiadomością jest jednak, że umowy-zlecenia zostaną od stycznia 2016 r. ozusowane (do wysokości płacy minimalnej).

O kwestii umów terminowych i śmieciówek pisaliśmy już kilkakrotnie: http://nowyobywatel.pl/2015/07/07/jednorazowi-pracownicy/http://nowyobywatel.pl/2015/07/06/precz-ze-smieciowkami/.

Tabela pochodzi z portalu rynekpracy.pl.

Woda to nie towar

Woda to nie towar

Firmę Nestlé czeka pozew sądowy za wydobywanie wód gruntowych bez zezwolenia. Już 27 lat temu straciła w Kalifornii prawo do ich wydobycia, jednak kontynuowała ten proceder przez nikogo nie niepokojona. Jej bezprawne działania były według oskarżycieli główną przyczyną suszy w tym stanie USA.

Organizacja The Story of Stuff Project ogłosiła właśnie, że podejmie przeciwko korporacji kroki prawne. Podstawą do złożenia pozwu był fakt nielegalnego pozyskiwania kalifornijskich wód gruntowych i zużywania ich do produkcji wody źródlanej marki Arrowhead. Dzięki hojnym datkom obywateli rozgniewanych sytuacją, organizacji udało się nakręcić mini dokument pod tytułem „This land is our land” („Ta ziemia jest naszą ziemią”). Opowiada on historię wręcz kryminalnych działań jednej z najmniej etycznych korporacji świata – pokazuje m.in., jak Nestlé pozyskuje miliony metrów sześciennych wody z rezerwatu San Bernardino National Forest.

Organizacja raportuje: „Kiedy 27 lat temu firmie skończyło się zezwolenie na wydobycie, US Forest Service powinno było zakręcić kurek. Zamiast tego pozwolono jej kontynuować działalność z naruszeniem zasad własnego pozwolenia. Aby zatem bronić wspólnych zasobów, zjednoczyliśmy siły z dwoma dużymi partnerami – Courage Campaign i Center for Biological Diversity i postanowiliśmy dopiec Nestlé, rzucając wyzwanie uprawianej przez firmę nielegalnej okupacji państwowych terenów”.

Przypomnijmy, że dyrektor korporacji jest zdania, że dostęp do wody nie jest niezbywalnym prawem człowieka i powinna ona zostać sprywatyzowana.