Siedź cicho i pracuj?

Siedź cicho i pracuj?

Opinie pracowników na temat pracy i jej warunków nie interesują większości przełożonych. Jak wynika z ankiety portalu GoWork, swoimi przemyśleniami dzielą się oni zatem głównie w gronie rodzinnym i w internecie. Na co dzień ich zdanie jest lekceważone.

Szefowie zwykle twierdzą, że komunikacja w ich organizacji działa świetnie. Jak jest naprawdę? Portal opinii o pracodawcach GoWork.pl postanowił to sprawdzić i zapytał swoich użytkowników, jak często pracodawcy zwracają się do nich z pytaniem o opinię w sprawach związanych z pracą. Wyniki ankiety nie są optymistyczne. Ponad 50 proc. respondentów twierdzi, że ich przełożeni nie wykazują najmniejszego zainteresowania tym, jakie zdanie mają ich podwładni. 26 proc. badanych pracowników przyznaje, że ich pracodawcy zdarza się pytać o opinię, ale zwykle i tak nic z tej rozmowy nie wynika.

Sytuacja, w której szef i pracownik regularnie wymieniają się pomysłami i uwagami, dotyczy niewiele ponad 14 proc. pracowników, a zaledwie 8,5 proc. przyznaje, że konsultowane są z nimi najważniejsze kwestie.

„Niestety, w wielu firmach wciąż funkcjonuje przestarzały model zarządzania, w którym szef pełni rolę nieomylnego wodza, a jego decyzjom wszyscy muszą się podporządkować” – tłumaczy Kamila Małocha, przedstawicielka GoWork. „To prawda, że na naszym portalu częściej spotkać się można z krytycznymi komentarzami na temat firm. Pracownicy piszą o tym, co im się nie podoba, ale też jak ich zdaniem należy działać sprawniej. Gdyby pracodawcy potrafili słuchać, z pewnością uniknęliby krytyki w sieci” – mówi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pomoc pod kreską

Pomoc pod kreską

Według przedstawicieli samorządów sytuacja w jednostkach pomocy społecznej jest dramatyczna. Zasady finansowania DPS-ów wymagają natychmiastowej zmiany, ponieważ samorządy nie mają pieniędzy, by do nich dopłacać. Trudna sytuacja materialna tych placówek rodzi desperackie decyzje podopiecznych.

Jak informuje portal rynekseniora.pl, z biedą boryka się wiele placówek pomocy społecznej, zwłaszcza te, które utrzymują pensjonariuszy przyjętych przed rokiem 2004. Wówczas obowiązywały inne przepisy. Obecnie do kosztów pobytu podopiecznych w domach dopłacają członkowie rodzin i gminy. Przedtem takiego obowiązku nie było. Pensjonariusze, którzy trafili do nich przed rokiem 2004, przekazują na utrzymanie 70 proc. swoich dochodów. Resztę kosztów ma pokrywać państwo z dotacji budżetowej. Często zdarza się jednak, że dochody podopiecznych są niewielkie, a dotacje zbyt małe. „Dotacja przekazywana domom pomocy społecznej musi być dostosowana do rzeczywistych kosztów utrzymania pensjonariuszy” – apeluje do posłów i senatorów Związek Powiatów Polskich.

Według Ludwika Węgrzyna, starosty bocheńskiego i prezesa Związku Powiatów Polskich, sytuacja w jednostkach pomocy społecznej jest dramatyczna. Jednostkowe stawki wyżywienia, czyli pieniądze na podstawową potrzebę, jaka powinna być zapewniona, w niektórych domach wynoszą mniej niż 5 złotych dziennie. Brak środków finansowych na bieżące remonty i zakup wyposażenia prowadzi do degradacji zaplecza infrastrukturalnego. Pracownicy zatrudnieni w DPS-ach za swoją ciężką i odpowiedzialną pracę często pobierają minimalne wynagrodzenie. Zdaniem ZPP, zmiana w zasadach finansowania domów pomocy społecznej wymaga bezzwłocznej interwencji ustawodawcy.

„Zwracamy się do posłów – członków Komisji Polityki Społecznej i Rodziny Sejmu RP oraz do senatorów – członków Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej Senatu RP, o podniesienie tego tematu w pracach komisji” – czytamy w piśmie. „Dalsze oczekiwanie, że problem rozwiąże się sam – na skutek śmierci kolejnych pensjonariuszy – jest niemoralne w stosunku do osób niesamodzielnych, którym państwo winno zapewnić godne warunki egzystencji”. Niestety apel spotkał się z brakiem reakcji.

Finansowe problemy Domów Pomocy Społecznej nie ograniczają się do pensjonariuszy przyjętych przed rokiem 2004. Także nowi podopieczni nie mają zapewnionych odpowiednich warunków do spędzania spokojnej starości. Starosta Ludwik Węgrzyn zauważa, że koszty ich pobytu w ośrodkach znacznie przekraczają wpływy z dochodów pensjonariuszy i gminnego wsparcia. Podopieczni w Domach Pomocy Społecznej to najczęściej ludzie ubodzy. Zwykle otrzymują niskie emerytury albo nie mają ich wcale.

Na pytanie skierowane do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, czy resort pracuje nad nowymi regulacjami prawnymi, które mogłyby poprawić sytuację materialną DPS-ów, odpowiedziano, że trwają prace nad projektem odpowiedniej ustawy, ale nie ma szans, żeby weszła ona pod obrady Sejmu w tej kadencji. Minister stara się natomiast, żeby jeszcze w tym roku przekazać DPS-om wsparcie z rezerwy ogólnej.

Ludzie, którzy nie mogą się zajmować swoimi niesprawnymi i chorymi rodzicami albo innymi członkami rodziny, a mają dostatecznie dużo pieniędzy, szybko znajdą ofertę prywatnego domu opieki. Jest to prężny, choć nie zawsze uczciwy biznes. Ubodzy, schorowani seniorzy nie mogą jednak z tej oferty skorzystać. W Domu Pomocy Społecznej w Bolesławcu w tym roku powiesił się już drugi podopieczny. Pod koniec ubiegłego roku życie w podobny sposób odebrała sobie kobieta. Niebagatelny wpływ na podejmowanie tak desperackich decyzji ma zła sytuacja materialna placówki.

Dobrze, czyli źle

Dobrze, czyli źle

OECD przygotowało raport dotyczący jakości życia w poszczególnych krajach organizacji. Ogólny wniosek jest jeden: w Polsce żyje nam się coraz lepiej, ale wciąż nie zbliżamy się do krajów bogatszych. Pod względem większości wskaźników jesteśmy w ogonie państw UE i samego OECD.

Jak pisze portal biznes.gazetaprawna.pl, w swoim raporcie organizacja zwraca uwagę, że praca jest jedną z najważniejszych aktywności w życiu człowieka. Niesie ona za sobą wiele korzyści – od ekonomicznych, przez społeczne, po wychowawcze. Tymczasem w Polsce co najmniej dwie grupy są wykluczane z rynku pracy – są to seniorzy i najmłodsi. Najbogatsze kraje OECD to te, w których stopa zatrudnienia osób w wieku 15-64 lata jest najwyższa: Norwegia, Szwecja i Niemcy. Jeśli chodzi o zatrudnienie osób bardzo młodych, Polska jest na szarym końcu.

Jednocześnie bardzo prawdopodobne jest, że nawet jeśli Polak ma pracę – to ją straci. W tej kategorii zajmujemy siódme miejsce, czyli znowu powyżej średniej. Częściej bezrobotnymi zostają mieszkańcy krajów najbardziej dotkniętych przez kryzys: Hiszpanie, Portugalczycy czy Grecy. Utrata pracy jest tym dotkliwsza, że szuka się jej coraz dłużej. Od ostatniego badania w 2009 roku stopa długoterminowego bezrobocia wzrosła w Polsce niemal dwukrotnie i ponownie jest wyższa niż średnia dla OECD.

Praca, jak wynika z raportu, nie przynosi Polakom zbyt wielu wymiernych korzyści. Na podwyżkę wynagrodzenia też nie mogą liczyć, a ich zarobki to, w ocenie OECD, jedna czwarta tego, co dostają Brytyjczycy czy Szwedzi. Suma, jaką ma do dyspozycji polskie gospodarstwo domowe (OECD wlicza tu także m.in. koszt edukacji czy służby zdrowia, o ile w danym kraju jest ona publiczna), jest jedną z najniższych w Europie i wśród członków organizacji. Mniejszym budżetem dysponują Hiszpanie, Węgrzy oraz Meksykanie. W porównaniu z wynikami poprzedniego badania zanotowaliśmy niewielki wzrost przypadającej na pojedyncze gospodarstwo kwoty, ale wciąż jest to zaledwie połowa tego, czym dysponuje przeciętny mieszkaniec krajów OECD. Inny wskaźnik mówiący nieco więcej o sytuacji finansowej mieszkańców, to bogactwo bytowe, które bierze pod uwagę tylko sumy wchodzące bezpośrednio w skład majątku rodzin. Dla Polski jest on prawie najniższy w Europie. Gorzej wypadają tylko Słowacja, Meksyk i Turcja.

„Kolejne rządy są dumne z poprawy wybranych wskaźników wpływających bezpośrednio bądź pośrednio na wzrost jakości życia. Mają rację, ale jest to tylko półprawda. Dla subiektywnej oceny jakości życia Polaków liczy się nie tylko bezwzględny wzrost danych wskaźników, ale również porównanie ich z wartościami, jakie przyjmują one w innych krajach UE, które chcielibyśmy wreszcie dogonić. Chodzi tu zwłaszcza o przepaść między płacą za tę samą pracę i o jakość usług sektora publicznego” – podsumowuje dr Paweł Nowakowski, politolog.

PIW zostaje!

PIW zostaje!

Likwidacja Państwowego Instytutu Wydawniczego nie zostanie przeprowadzona. Decyzją ministra Skarbu Państwa przedsiębiorstwo będzie przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a następnie – w narodową instytucję kultury.

„Powołany w 2012 roku międzyresortowy zespół ds. ochrony dziedzictwa i majątku PIW wywiązał się ze swoich zobowiązań. Wypracował model, jaki gwarantuje zachowanie integralności zbiorów i dorobku PIW, jak również zachowanie jego majątku w rękach państwa. Dzięki temu PIW będzie mógł nadal wydawać klasykę polskiej i światowej literatury, a w przyszłym roku świętować 70-lecie swojej działalności” – powiedział Andrzej Czerwiński, minister Skarbu Państwa.

PIW pozostanie w rękach państwa i będzie służył kulturze. Uratowane zostanie nie tylko wydawnictwo, ale również bardzo zaniedbany księgozbiór i archiwum” – podkreśliła minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Małgorzata Omilanowska.

PIW został postawiony w stan likwidacji w 2012 roku. Przyczyną było zadłużenie sięgające 8,6 miliona złotych. Wybrany na stanowisko likwidatora Rafał Skąpski zaczął jednak ratować wydawnictwo. W ciągu trzech lat zmniejszył zadłużenie o 80 procent, odzyskał cenny budynek biurowy przy ul. Foksal 17, zwiększył dwukrotnie ilość publikowanych tytułów, a każdy rok kończył zyskiem z prowadzonej działalności. Sytuacja zaczęła wyglądać na tyle obiecująco, że wydawnictwo przy wsparciu Społecznego Komitetu Ratowania PIW oraz wielu znanych ludzi kultury i zwykłych czytelników zaczęło apelować o wykreślenie PIW z wykazu przedsiębiorstw państwowych postawionych w stan likwidacji. Ministerstwo nie zamierzało jednak zmieniać zdania, odwołało likwidatora, a na jego miejsce powołało kolejnego, Macieja Szudka. Petycja zainicjowana przez Społeczny Komitet Ratowania PIW-u przyniosła jednak wymierny skutek. We wrześniu minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska zapowiedziała, że PIW zostanie uratowany i przekształcony w narodową instytucję kultury. Pisaliśmy o tym tutaj  – http://nowyobywatel.pl/2015/09/09/piw-uratowany/

„W wyniku prac międzyresortowego zespołu, Maciej Szudek, likwidator PIW, 5 października 2015 roku zawarł umowę sprzedaży dwóch pięter kamienicy przy ul. Foksal na rzecz narodowej instytucji kultury – Instytutu Książki. Zapłacona kwota 6,3 mln zł wystarczyła do spłaty długów przedsiębiorstwa i przywrócenia dodatnich funduszy przedsiębiorstwa. To pozwala na dalsze przekształcenia przedsiębiorstwa” – czytamy w komunikacie Ministerstwa Skarbu Państwa. Likwidator rozpoczął też prace nad zabezpieczeniem zasobów PIW przed fizycznym zniszczeniem. Zbiory biblioteczne, egzemplarze żelazne oraz materiały archiwalne znajdujące się w zbiorach wydawnictwa zostaną poddane dezynfekcji i oczyszczeniu.

Według wstępnego harmonogramu proces przekształcenia PIW w narodową instytucję kultury zakończy się prawdopodobnie w marcu 2016 roku. Wtedy to nadzór nad wydawnictwem przejmie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.