Praca na chwilę

Praca na chwilę

Działający w poznańskim Amazonie związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza protestuje przeciwko zatrudnianiu pracowników przez agencje pracy tymczasowej. Zdaniem związku, tacy pracownicy mają gorsze warunki finansowe i bywają zwalniani z dnia na dzień bez podania przyczyny.

Jak informuje portal epoznan.pl, w okresie poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia w podpoznańskim centrum logistycznym Amazon zatrudniane są setki osób, które mają pomóc załodze w uporaniu się z zamówieniami. Ze względu na zwiększenie się liczby transakcji dokonywanych przez klientów amerykańskiego giganta, konieczne jest znalezienie kolejnych rąk do pracy w magazynach. Nowi pracownicy zatrudniani są tymczasowo.

Inicjatywa Pracownicza mówi „nie” zatrudnianiu pracowników przez agencje pracy na tak krótkie okresy. „Pracownicy agencyjni z Amazona zgłaszają Inicjatywie Pracowniczej, że agencje co miesiąc nieprawidłowo naliczają pensje, nie wydają pasków wynagrodzeń, błędnie wpisują nieusprawiedliwione nieobecności czy bezpłatne urlopy. W tym miesiącu niezadowolonym osobom przez długi czas nie udzielano wyjaśnień” – informują członkowie OZZ IP.

Zdaniem związku zawodowego, problem nie dotyczy tylko okresu przedświątecznego. Agencje mają zatrudniać pracowników na dwa tygodnie również w innych okresach oraz zwalniać takie osoby bez podania przyczyny. „Pracownicy traktowani są przez korporację jak narzędzia brane w chwilowy leasing, nie ma znaczenia, za co i jak będą żyć, kiedy skończy się umowa, liczy się jedynie czysty zysk (…) Zatrudnienie tymczasowe to zazwyczaj niższe pensje, wyższe ryzyko zwolnienia, krótsze umowy, mniej praw pracowniczych i wzrost podziałów między pracownikami” – dodają.

OZZ IP domaga się od Amazona zaprzestania zatrudniania pracowników za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. „Dopóki to nie nastąpi, domagamy się ograniczenia liczby pracowników agencyjnych według uzgodnionego ze związkiem progu procentowego” – mówią członkowie związku, który ma także żądania wobec agencji pracy. Domaga się od nich m.in. zaprzestania zatrudniania pracowników tymczasowych na krócej niż 3 miesiące i zwalniania ich bez podania przyczyny.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pora na 32 godziny?

Pora na 32 godziny?

Francuska konfederacja związkowa CGT wznawia walkę o redukcję czasu pracy. Kwestia hipotetycznego skrócenia liczącego obecnie 35 godzin tygodnia pracy regularnie pojawia się w deklaracjach politycznych kandydatów w wyborach prezydenckich w 2017 roku, jednak związki nie czekają na propozycje z góry – sekretarz generalny organizacji, Philippe Martinez, rozpoczął w zeszłym tygodniu kampanię na rzecz skrócenia tygodnia pracy do 32 godzin. Według związkowców taka zmiana spowoduje wzrost produktywności oraz umożliwi stworzenie nowych wakatów.

Jak informuje portal tempsreel.nouvelobs.com, CGT widzi w skróceniu czasu poświęcanego na pracę szybki sposób na walkę z bezrobociem – i to nie tylko we Francji, ale i w całej Europie. Szef związku ma zamiar zaproponować udział w kampanii wszystkim europejskim centralom związkowym. Jak mówi, w Europie mamy 24 mln bezrobotnych, a 85 mln jej mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa. „Celem jest sprawienie, żeby 32 godziny stały się rzeczywistością” – dodaje.

Zdaniem lidera kampanii, Mohammeda Oussedika, sekretarza generalnego federacji szklano-ceramicznej w CGT, około 400 firm już zeszło poniżej ustawowego czasu 35 godzin. Dotyczy to np. Mamie Nova, producenta świeżych produktów mlecznych i Macif, firmy ubezpieczeniowej, oaz Renault, producenta samochodów.

35-godzinny tydzień pracy wprowadzony na mocy Praw Aubry w 1998 i 2002 roku umożliwił we Francji, według danych podawanych przez INSEE (Narodowy Instytut Studiów Ekonomicznych), stworzenie 350 tysięcy nowych miejsc pracy.

Gospodarka trzeciej kategorii

Gospodarka trzeciej kategorii

Połowa z działających w Polsce spółek z kapitałem zagranicznym zadeklarowała, że nie wypracowywała u nas żadnych zysków za 2013 r. i nie zapłaciła w związku z tym CIT, jak wynika z raportu Fundacji Kaleckiego: „Kapitał zagraniczny. Czy jesteśmy gospodarką poddostawcy?”.

Opracowanie Fundacji, przygotowane dla NBP w ramach projektu „Kapitał XXI wieku w Polsce”, przytacza wiele faktów wskazujących, że zagraniczne spółki korzystają z bardzo hojnego wsparcia naszego państwa, mimo że płacą niższe od firm polskich podatki. Korzystają często z różnych metod  tzw. optymalizacji podatkowej, a także umiejętnie wykorzystują możliwości dawane im przez specjalne strefy ekonomiczne (SSE). Obecnie w Polsce istnieje 14 stref. Według danych Ministerstwa Gospodarki skumulowane w nich inwestycje przyniosły do końca 2014 r. 102 mld zł zysku, z czego 80 proc. przypadło na kapitał zagraniczny. Firmy działające w SSE otrzymują zwolnienia podatkowe, które w latach 1998-2012 wyniosły łącznie 12 mld zł. W przeliczeniu na jedno miejsce pracy utworzone w SSE w latach 2010-2012 sięgały one aż 139 tys. zł. Mimo to rząd w 2013 r. przedłużył funkcjonowanie stref aż do 2026 r.

Jednym z głównych czynników przyciągających obcy kapitał do Polski są stosunkowo niskie koszty pracy. W badaniu PAIiIZ z 2011 r. znaczna większość inwestorów zagranicznych działających w Polsce wskazała je, obok dużej dostępności wykwalifikowanej siły roboczej, jako czynniki, które najbardziej doceniają na polskim rynku. Według danych powiązanej z Eurostatem agencji AMECO udział płac w PKB Polski wynosił w 2014 r. 46 proc., a nasz kraj zajmował w tym zestawieniu drugą pozycję od końca. Jest o 10 pkt proc. niższy niż średnia dla całej UE i nadal spada – jeszcze w 1999 r. wynosił 58 proc. PKB. Badania OECD za lata 2001–2012 plasują Polskę pod tym względem na końcu tabeli, tuż obok Meksyku.

„Obecna struktura inwestycji zagranicznych konserwuje model rozwojowy oparty na niskich kosztach pracy, co może skutkować utrzymaniem peryferyjnej roli Polski w światowej gospodarce” – mówi raport Fundacji Kaleckiego. Fundacja wskazuje też, że Polacy pracują coraz wydajniej, ale zyski z tego faktu czerpie coraz węższa grupa ludzi.

Raport można pobrać tutaj.

Koniec wyłudzania?

Koniec wyłudzania?

Po ponadrocznym dochodzeniu Komisja Europejska zdecydowała, że Luksemburg i Holandia przyznawały nielegalne korzyści podatkowe firmom Starbucks i Fiat Finance. Oba koncerny będą musiały zwrócić po 20-30 mln euro niezapłaconego podatku.

Jak informuje portal biznes.onet.pl, KE uznała, że dzięki decyzjom władz Luksemburga i Holandii firmy płaciły zaniżone podatki, a zatem otrzymały niedozwoloną pomoc publiczną. Unijna komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager mówiła na konferencji prasowej w Brukseli, że decyzje podatkowe sztucznie zaniżyły wysokość dochodów dwóch firm, przez co płacone przez nie podatki mogły być bardzo niskie. KE jest zdania, że selektywne korzyści podatkowe przyznane dwóm korporacjom są niezgodne z unijnymi przepisami dotyczącymi pomocy publicznej. Vestager przyznała, że sumy, jakie firmy te będą musiały zapłacić, nie są spektakularnie wysokie, biorąc pod uwagę ich przychody, ale – jak podkreśliła – chodziło o pokazanie, że nie ma akceptacji dla takich praktyk. „Nawet jeśli suma 20-30 mln euro, którą każda z firm będzie musiała zapłacić, nie jest wysoka, to jest to znacznie więcej niż płaciły one wcześniej” – powiedziała.

W zeszłym roku Fiat Finance and Trade, który jest wewnętrznym bankiem Fiata, zapłacił niecałe 0,4 mln euro podatku korporacyjnego, natomiast Starbucks Manufacturing niespełna 0,6 mln euro. Wyliczone przez KE na zasadach rynkowych zyski Fiat Finance and Trade w Luksemburgu były 20 razy wyższe niż te, które faktycznie deklarował.
Dokładna wysokość sum, które korporacje będą musiały zapłacić, ma być wyliczana przez władze Luksemburga i Holandii. Decyzja KE wywołała pytania, czy to sprawiedliwe, by dodatkowe środki zasiliły budżety dwóch krajów, które zgadzały się na to, by owe firmy płaciły u nich niższe podatki. W wyniku takich praktyk straty ponosiły bowiem inne państwa. Vestager odpowiadała jednak, że takie są przepisy europejskie i KE musi się do nich stosować.

Holenderski rząd oświadczył, że jest zaskoczony decyzją KE w sprawie jego porozumień podatkowych ze Starbucksem, zapewniając, że spełniały one międzynarodowe standardy. Również Luksemburg stwierdził, że nie zgadza się z decyzją Komisji. Kraje te mają teraz dwa miesiące na wykonanie obliczeń i rozpoczęcie procedury odzyskiwania podatku. „To jest unia prawna, więc może zobaczymy się w sądzie” – komentowała uwagi obu krajów Vestager.

Przyspieszenie działań w walce z unikaniem opodatkowania Komisja zapowiedziała po ujawnieniu pod koniec ub. roku, że ponad 300 międzynarodowych koncernów korzystało z decyzji podatkowych władz Luksemburga, pozwalających im na płacenie bardzo niskich albo zerowych podatków, na czym traciły inne kraje unijne.