Ziemia tylko dla rolników?

Ziemia tylko dla rolników?

Prawo i Sprawiedliwość proponuje, by grunty rolne mogli kupować wyłącznie rolnicy indywidualni, którzy samodzielnie prowadzą gospodarstwo. Partia ma już gotowy projekt nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego. Ograniczenie miałoby dotyczyć zarówno państwowego, jak i prywatnego obrotu gruntami rolnymi o powierzchni co najmniej 1 ha.

Według informacji portalu wyborcza.biz, projekt ustawy precyzuje, że za rolnika indywidualnego może być uznany tylko ten, kto osobiście pracuje w prowadzonym przez siebie gospodarstwie. Dochody z tego tytułu muszą stanowić co najmniej jedną czwartą jego wszystkich dochodów, o ile gospodarstwo ma więcej niż 20 ha. Ten wymóg nie dotyczyłby rolników mających mniej ziemi, gdyż trudno im się z niej utrzymać, więc są zmuszeni pracować także gdzie indziej. Autorzy projektu wyjaśniają, że w ten sposób chcą wyeliminować z rynku osoby, które ziemię traktują głównie jako lokatę kapitału. Obostrzeń jest zresztą więcej, bo PiS postawił sobie za cel nie tylko ograniczenie spekulacji gruntami rolnymi, ale także niedopuszczenie do powstawania gospodarstw o powierzchni powyżej 300 ha oraz wykupu ziemi przez cudzoziemców.

Rolnicy mogliby skupować grunty tylko do momentu, aż w ich rękach znajdzie się 300 ha. Potem każda transakcja byłaby uznana za nielegalną. Partia chce ponadto wprowadzić obowiązek osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego przez co najmniej dziesięć lat. W przypadkach losowych sąd mógłby się zgodzić na wcześniejsze zbycie ziemi, jej obciążenie lub oddanie w użytkowanie. Próba obejścia takiego ograniczenia wiązałaby się z ryzykiem uznania przez sąd wcześniejszych transakcji zakupu za nieważne. Ziemię przejmowałaby wówczas Agencja Nieruchomości Rolnych, która, zgodnie z projektem, miałaby zapłacić wywłaszczonemu rolnikowi „równowartość pieniężną”. Zdaniem autorów projektu to sposób na unieważnianie zakupu ziemi przez obcokrajowców na tzw. słupy, czyli podstawionych Polaków. W PiS podkreślają, że podobne rozwiązania obowiązują we Francji, w Hiszpanii, Danii i Niemczech.

PiS zapowiadał nowelizację jeszcze w trakcie prac nad tą ustawą. W poprzednim Sejmie forsowało ją Polskie Stronnictwo Ludowe, któremu zależało, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać przed majem 2016 r., czyli przed wygaśnięciem ograniczeń w nabywaniu gruntów przez firmy i obywateli UE. Politycy nie mają wątpliwości, że nasza ziemia rolna stanie się łakomym kąskiem dla obcokrajowców, tym bardziej że jej średnia cena wciąż należy do najniższych w Europie. PSL wzorował się na Francji, gdzie działa agencja nadzorująca obrót ziemią. Ustawa w obecnym kształcie daje prawo pierwokupu rolnikom, którzy są sąsiadami sprzedającego. Jeśli nie będą zainteresowani, takie prawo uzyska Agencja Nieruchomości Rolnych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

50 twarzy unikania podatków

50 twarzy unikania podatków

Wbrew deklaracjom Unii Europejskiej, że będzie walczyć z unikaniem opodatkowania, jej dotychczasowe działania w tym zakresie są chaotyczne, nieskuteczne i utrwalają wadliwy system. Taka jest diagnoza przedstawiona w raporcie pt. „Pięćdziesiąt twarzy unikania podatków. Rola Unii Europejskiej we wspieraniu niesprawiedliwego systemu podatkowego”.

Raport został wspólnie wydany przez kilkanaście europejskich organizacji pozarządowych, w tym Instytut Globalnej Odpowiedzialności. Czytamy w nim, że narodowe systemy podatkowe piętnastu analizowanych krajów członkowskich nadal oferują wiele luk prawnych, które są doskonałym sposobem na obniżanie zobowiązań podatkowych przez korporacje.

Na poziomie światowym sytuacja jest równie zła. Międzyrządowe Ciało do spraw Reformy Podatków przy ONZ, mające zająć się uzdrowieniem przestarzałego, wadliwego systemu, nie powstało, bo inicjatywę tę zablokowały bogate państwa. Plan walki z unikaniem opodatkowania, przedstawiony przez OECD, bardziej komplikuje niż ułatwia walkę z tym problemem.

„To oburzające, że po aferze LuxLeaks, która pokazała dramatyczną skalę problemu, praktycznie nic się nie zmieniło” – mówi Daria Żebrowska-Fresenbet z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. Większość krajów Unii nadal ułatwia międzynarodowym korporacjom i bogatym jednostkom unikanie opodatkowania i ukrywanie pieniędzy. Unia nie dopuszcza krajów rozwijających się do współdecydowania o reformie globalnego systemu podatkowego, a to właśnie one tracą najwięcej z powodu systemu, który pozwala firmom ukrywać i przenosić dochody do rajów podatkowych.

Raport pokazuje między innymi, że:

– Hiszpania nadal w sposób agresywny negocjuje umowy podatkowe z krajami rozwijającymi się i najbardziej obniża podatki płacone przez hiszpańskie firmy;
– Francja, zeszłoroczny lider grupy popierającej publiczne raportowanie kraj po kraju, w tym roku cofnęła się do pozycji blokującej taki sposób raportowania;
– Niemcy czy Luksemburg najgłośniej sprzeciwiają się ujawnianiu danych faktycznych właścicieli firm. Po przeciwnej stronie stoją Słowenia i Dania, które właśnie wprowadzają publiczne rejestry właścicieli firm;

– Polska jawi się jako neutralny wykonawca decyzji podejmowanych na szczeblu UE;

Polska wykonuje zalecenia UE i OECD, lekceważąc potrzeby krajów rozwijających się. Do tej pory nie przyjęła jasnego stanowiska w sprawie publicznego raportowania kraj po kraju, poparła natomiast Unię, która zablokowała powstanie ciała do spraw podatków przy ONZ. Polska nie zbadała też powiązań firm działających w naszym kraju z Luxleaks.
IGO prezentuje raport w przeddzień rocznicy Luxleaks – afery, która ujawniła skandaliczne układy podatkowe pozwalające około 300 dużym firmom w znaczący sposób obniżać podatki. Wyszło na jaw, że giganty takie, jak Google czy Ikea płaciły podatki rzędu 1-2%. Firmy Starbucks i Fiat obniżyły swoje zobowiązania podatkowe o około 20-30 mln euro.

Szkodliwe układy podatkowe z firmami zawiera większość krajów Unii, kosztem własnych obywateli i kosztem krajów rozwijających się. Z tego powodu 4 listopada, w przeddzień rocznicy Luxleaks, europejskie organizacje, które przygotowały raport, będą protestować przeciwko destruktywnej polityce podatkowej. W Warszawie IGO organizuje o godzinie 12.00 pikietę przed Ministerstwem Finansów, podczas której przedstawiciele organizacji i jej aktywiści wygwiżdżą tajność podatkową. Dostęp opinii publicznej do informacji na temat podatków, jakie firmy płacą w miejscach, gdzie działają, jest kluczowy dla eliminacji ubóstwa i poprawy jakości usług publicznych. Protestujący będą się również domagać ochrony dla sygnalistów Luxleaks, którym nadal grozi kara więzienia za ujawnienie skandalu podatkowego.

POBIERZ Raport „50 twarzy unikania podatków” po polsku w wersji wstępnej (PDF).

Giganci zapłacą

Giganci zapłacą

Od pierwszego kwartału 2016 r. sklepy wielkopowierzchniowe mają płacić specjalny podatek. Do Sejmu trafi nowy projekt ustawy autorstwa PiS, przewidujący wprowadzenie 2-proc. daniny od przychodów sklepów o powierzchni ponad 250 mkw. Wpływy do budżetu państwa z tego tytułu mają wynieść 3,5 mld zł.

Jak informuje portal gazeta.pl, z uzasadnienia projektu ustawy wynika, że w 2013 r. 175 sieci handlowych, które działały w sektorze sprzedaży detalicznej, zapłaciło łącznie podatki dochodowe w wysokości 440 mln zł. Kwota ta stanowi – według autorów propozycji – jedynie 0,47 proc. ich przychodów.

Podatek od hipermarketów to nowe rozwiązanie, wcześniej w Polsce niestosowane. Ma on ograniczyć transfer zysków ze sprzedaży detalicznej w Polsce do innych krajów, stworzyć równe reguły konkurencji dla małych i dużych sklepów oraz przynieść dodatkowy dochód budżetowi. Podobne rozwiązanie podatkowe zastosował na Węgrzech Victor Orban, wprowadzając na okres 3 lat podatek od handlu wielkopowierzchniowego. Przedmiotem opodatkowania jest obrót w sklepach wielkopowierzchniowych, a stawki podatku wynoszą od 0,1 do 2,5 proc. Jak podali autorzy polskiego projektu, wprowadzenie podatku na Węgrzech to jeden z elementów „przynoszącej pozytywne rezultaty polityki premiera Węgier Viktora Orbana, która zmierzała do poprawy sytuacji ekonomicznej kraju i ochrony narodowych interesów”.

Autorzy projektu ustawy podkreślają, że w wielu przypadkach wielkie sieci handlowe mogą obecnie unikać płacenia podatku dochodowego, którego realna wysokość jest w dodatku bardzo niska. Wykazują straty, by nie płacić podatków dochodowych, a faktyczne zyski transferują do innych państw.

Nowy podatek ma również przeciwdziałać ekspansji zagranicznych sieci handlowych, które, dysponując dużymi środkami, potrafiły szybko podporządkować sobie rynek handlu detalicznego w Polsce. PiS przekonuje w uzasadnieniu projektu, że sklepy wielkopowierzchniowe są obecnie realnie mniej obciążone podatkami niż ich mniejsi, detaliczni konkurenci. „Mało kto wierzy, że jest jakaś inna droga zachowania na tym rynku porównywalnych warunków podatkowych dla dużego, średniego i małego biznesu handlowego” – czytamy w uzasadnieniu.

W projekcie rozważane są dwa warianty stawki podatkowej. Pierwszy to 2 proc. podstawy opodatkowania. W drugim wariancie proponowana jest skala podatkowa, a wysokość stawki uzależniona jest od podstawy opodatkowania. Współtwórca programu gospodarczego PiS, poseł Henryk Kowalczyk, powiedział jednak, że w Sejmie pojawi się projekt uwzględniający pierwszy wariant. „Wyjdziemy do Sejmu z wariantem 2 proc., bez progresji. Podstawą opodatkowania jest przychód hipermarketów. Chcielibyśmy, żeby ustawa weszła w życie jak najszybciej. Nie wiem, czy uda się od 1 stycznia 2016 r., ale powinna już obowiązywać w pierwszym kwartale przyszłego roku”.

Jedyna słuszna ekonomia?

Jedyna słuszna ekonomia?

W Niemczech narasta konflikt wokół licealnego podręcznika do ekonomii: pomimo rekomendacji ministerstwa edukacji, książka „Economy and Society” została pod wpływem nacisków niemieckich organizacji pracodawców wycofana ze sprzedaży. Podręcznik ten budowałby ich zdaniem jednostronny i negatywny obraz niemieckiej społeczności biznesowej.

W czerwcu Konfederacja Niemieckich Związków Pracodawców (BDA) wysłała nieprzyjemny list to Thomasa Krügera, przewodniczącego Federalnego Urzędu Edukacji. Pisze w nim, że licealny podręcznik kolportuje „jednostronną propagandę”, a fakt, że jest polecany przez ministerstwo, określa jako „skandaliczny i nieakceptowalny”. Pracodawcy narzekają również na „odmalowany w książce niepochlebny obraz nietransparentnego i samolubnego wpływu, jaki rzekomo ma biznes na politykę i szkoły”. Autorom listu chodzi głównie o fragmenty na temat lobbyingu. W jednym z podrozdziałów książki jest on, za Günterem Grassem, określany jako „największy z wrogów demokracji”.

Według informacji tygodnika „Der Spiegel”, niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych natychmiast wzięło list po lupę i już w lipcu br. wysłało do Federalnego Urzędu Edukacji e-mail z poleceniem wycofania publikacji ze szkół. Redakcji udało się poznać jego treść. Ministerstwo pisze: „Tytuł książki sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z gruntowanym opracowaniem dotyczącym gospodarki i społeczeństwa, jednak dominuje w niej określona ideologia i jedyne słuszne spojrzenie na sprawy gospodarcze”.

Gdy tylko sprawa wyciekła do największego niemieckiego tygodnika, pojawiło się ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Berlińska organizacja LobbyCentral opublikowała oświadczenie, w którym nazywa wycofanie podręcznika „nieakceptowalną cenzurą”.

Ministerstwo broniło swojej decyzji, twierdząc, że list od organizacji pracodawców był tylko „jednym z powodów” do wycofania książki. Miała być ona ponownie przeanalizowana i oceniona. Raport z ponownej oceny nigdy nie został ujawniony, jednak kilka dni temu ogłoszono, że podręcznik będzie wkrótce znowu dostępny.