Kontrola tylko zapowiedziana?

Kontrola tylko zapowiedziana?

Kontrola bez zapowiedzi w branży usługowej? To nie u nas. W całej Europie tylko w Polsce inspektor Państwowej Inspekcji Pracy nie może skontrolować z zaskoczenia firmy usługowej. W efekcie branża zatrudniająca 10 mln osób jest pod słabszym nadzorem niż o połowę mniej liczny przemysł.

Jak informuje portal onet.pl, PIP, chcąc przeprowadzić kontrolę w przedsiębiorstwie usługowym, musi się zapowiadać listownie z tygodniowym wyprzedzeniem. Pracodawca może nie odebrać listu, potem zaskarżyć zamiar kontroli, przedłużać moment jej rozpoczęcia, a w międzyczasie tuszować naruszenia prawa. Wcześniej inspektorzy muszą rozstrzygać, czy dana firma prowadzi działalność handlową, czy usługową.

To możliwe, bo w 2009 r. ówczesny szef PIP wydał wytyczną nakazującą inspektorom powstrzymanie się od kontroli sektora usług bez zapowiedzi. Obowiązuje ona do dziś. „Dwóch obywateli pisze skargę do PIP. Jeden jest zatrudniony w sklepie, drugi w zakładzie krawieckim. Pierwszy otrzyma skuteczną pomoc, bo inspektor wpadnie bez zapowiedzi, więc sprawa zostanie rozpatrzona zgodnie ze stanem faktycznym. A drugi ma pecha” – wyjaśnia Leszek Rymarowicz, prezes Stowarzyszenia Inspektorów Pracy RP, które od lat apeluje o zmianę „absurdalnej interpretacji byłego szefa PIP”.

PiS zapowiada zmiany w prawie, ale jak mówi poseł tej partii Stanisław Szwed, dotyczyłoby to sytuacji zagrożenia życia pracownika czy kontroli legalności zatrudnienia. Według Rymarowicza oznacza to powrót do punktu wyjścia. Jego zdaniem kontroli w zakresie prawa pracy powinni podlegać wszyscy przedsiębiorcy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

GMO – to nie to

GMO – to nie to

Wnioski wszystkich krajów członkowskich, które nie chcą na swoim terytorium upraw GMO, zostały zaakceptowane. Poinformowała o tym Komisja Europejska, do której 19 państw Unii, w tym Polska, zgłosiło chęć wyłączenia z upraw roślin genetycznie modyfikowanych. W zeszłym tygodniu minął termin, w którym firmy zajmujące się takimi uprawami miały odnieść się do złożonych próśb.

Jak informuje portal Eco Watch, wszystkie z 28 krajów Unii miały możliwość zrezygnować z upraw roślin GMO, nawet jeśli były one dopuszczone do obrotu w obrębie wspólnoty. Aż 19 skorzystało z tego prawa. Najistotniejsze dla rezygnujących było wykluczenie upraw kukurydzy Monsanto, występującej pod nazwą MON 18 Maize, która obecnie jest sadzona tylko w Hiszpanii i Portugalii.

Wśród 19 państw, które przekazały do Brukseli wnioski w sprawie GMO, 17 wskazało, że nie chce upraw takich roślin na całym swoim terytorium. W tej właśnie grupie jest Polska, a także Francja, Włochy czy Grecja. Dwa kraje zdecydowały się wprowadzić zakaz upraw tylko na niektórych swoich częściach – Belgia tylko w Walonii, a Zjednoczone Królestwo w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

Wnioski zostały najpierw przesłane do Komisji, która następnie przekazała dokumenty firmom zajmującym się uprawami GMO. Jak poinformował rzecznik Komisji Enrico Brivio, wszystkie przedsiębiorstwa przychyliły się do złożonych próśb. W przeciwnym wypadku kraje miałyby wciąż możliwość wprowadzenia zakazu upraw, ale musiałyby wtedy udowodnić, że jest to w interesie publicznym.

Wyłączenia, z jakich korzystają kraje członkowskie, dotyczą zarówno roślin już dopuszczonych na unijnym rynku, jak i tych, które czekają na autoryzację. Chociaż rośliny GMO są szeroko uprawiane na całym świecie, Europa nie wyraża zgody na ich ekspansję. Wiele krajów unijnych ma ścisłe przepisy dotyczące tego typu upraw, gdyż niepokoją się kwestiami zdrowotnymi i związanymi z ochroną środowiska. Wszystkie 28 krajów wymaga też, by GMO było odpowiednio oznaczane.

Ciepło, ale drogo

Ciepło, ale drogo

Polacy płacą fortunę za ogrzewanie. Tylko Czesi i Słowacy wydają więcej na ogrzanie swoich mieszkań, jak wynika z najnowszych badań Eurostatu.

„Na dobre zaczął się już sezon grzewczy, a z nim łączą się spore koszty” – podsumowuje w swojej analizie Lion’s Bank. Wydatki na nośniki energii są odpowiedzialne za połowę kosztów utrzymania statystycznego mieszkania. Co to oznacza w praktyce? Co dziesiąta złotówka wydana przez statystycznego Polaka płynie do dostawców nośników energii, np. energii elektrycznej, opału czy gazu. „Jeśli wziąć pod uwagę dane GUS na temat przeciętnych dochodów rozporządzalnych Polaków, to można oszacować, że przeciętne gospodarstwo domowe ma do dyspozycji roczny budżet na poziomie 43,9 tys. zł z czego wydaje 4,4 tys. zł na nośniki energii lub ogrzewanie. Dokładnie jest to kwota 4347,37 zł rocznie” – tłumaczy Bartosz Turek, ekspert banku.

Dane Eurostatu sugerują, że wydatki na nośniki energii pochłaniają nad Wisłą 9,9 proc. domowego budżetu. W dużej mierze jest to wynik położenia geograficznego (w Polsce zapotrzebowanie na energię jest wyższe niż na Południu Europy) oraz niskich wynagrodzeń (dopiero 22. miejsce w Unii). Większą niż w Polsce część pensji na ogrzewanie muszą wydawać jedynie Czesi i Słowacy –odpowiednio 10,6 proc i 13 proc. W obu tych krajach dochody są co prawda wyższe niż w Polsce, ale też więcej osób korzysta z ogrzewania gazowego (Słowacy) lub elektrycznego (Czesi), znacznie droższego niż powszechnie wykorzystywany w Polsce węgiel.

Najwięcej Europejczycy wydają na energię elektryczną – 46 proc. całych wydatków na nośniki energii. Spora część wydatków Europejczyków trafia też do dostawców gazu (33 proc.) oraz oleju opałowego (10 proc.). Popularne w Polsce stałe nośniki energii (np. drewno, węgiel) odpowiadają w Europie jedynie za 5 proc. wydatków.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w krajach, gdzie zarobki są znacznie wyższe od unijnej średniej i klimat jest cieplejszy. Gdy do tego doda się jeszcze dostęp do tanich źródeł energii odnawialnej, to uzyskuje się receptę na tanie ogrzewanie. Trudno się więc dziwić, że na Malcie, w Luksemburgu, czy nawet na zimnej Islandii obywatele jedynie około 3 proc. domowych budżetów wydają na ogrzanie domów.

Żegnamy „Belfra”

Żegnamy „Belfra”

7 listopada 2015 r. zmarł Tomasz Borewicz „Belfer” (dawniej: Burek) – antropolog, historyk, działacz opozycji w PRL, ekolog, animator kultury alternatywnej, dziennikarz i podróżnik. Od 1979 związany z opozycją demokratyczną, w stanie wojennym kolporter wydawnictw bezdebitowych, organizator Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Słupsku, od 1986 r. w podziemnej „Solidarności Oświaty”, współredaktor pisma „Kontakty”. Uczestnik Ruchu „Wolność i Pokój”, w którym zajmował się przede wszystkim działalnością ekologiczną i kulturalną (współorganizując m. in. Festiwal Pokoju w 1988 i 1989 r.), twórca i opiekun ruchu „Twe-Twa” – grupy młodzieżowej nastawionej na propagowanie postawy sprzeciwu obywatelskiego opartego na zasadach „non-violence”.

W 1988 r. współorganizator strajku na Uniwersytecie Gdańskim i uczestnik strajków w Stoczni Gdańskiej. Jeden z organizatorów kampanii sprzeciwu wobec planów budowy elektrowni jądrowej w Polsce (m.in. protestów głodowych w Gdyni i Gdańsku na przełomie 1989-1990 r. oraz obejmującego ówczesne województwo gdańskie referendum społecznego z 27 maja 1990 r., w którym zdecydowaną większością głosów opowiedziano się przeciw elektrowni atomowej w Żarnowcu). Na początku lat 90. współautor raportu „Ekorozwój Polski – 2020”, opracowanego na potrzeby Sejmu III RP, i organizator działań ekologicznych (np. „Rainbow Family Gathering”, „Dni Ziemi” w Warszawie, Studium Ekologicznego w Gdańsku). W ostatnich latach powrócił do działalności społeczno-ekologicznej, m.in. w ramach Pomorskiej Inicjatywy Antynuklearnej i Stowarzyszenia Odnawialnej Energii, przygotowywał także (wspólnie z Januszem P. Waluszko) monografię o polskim ruchu antyatomowym lat 80. W lutym 2015 r. odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności.

Pogrzeb odbędzie się na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku we wtorek, 10 listopada o godzinie 14.00.