Koniec oszustw?

Koniec oszustw?

Raty „zero procent”, kredyty za darmo i brak prowizji – takie hasła już niedługo znikną z reklam banków i firm pożyczkowych. Według propozycji UOKiK w reklamach trzeba będzie podać wszystkie opłaty uwzględnione w całkowitym koszcie kredytu oraz rzeczywistą roczną stopę oprocentowania. Propozycja zakłada, że zachęta do zaciągnięcia kredytu i informacje o jego warunkach mają zająć w reklamie tyle samo czasu.

„Dzisiaj w przekazach marketingowych banków przeważają hasła reklamowe, które nie mają wartości informacyjnej dla klientów” – mówiła w programie #dziejesięnażywo Dorota Karczewska, wiceprezeska Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK chce to zmienić i pracuje nad ustawą, która zmusi banki do zmiany sposobu reklamowania produktów.

Proponowane przepisy stanowią, że przed zawarciem umowy klient będzie musiał dostać zestaw informacji dotyczących najważniejszych cech oferowanego kredytu, na przykład, poza oprocentowaniem, zasad spłaty czy opisu skutków braku płatności. Wszystkie te informacje będą musiały być wpisane w treść właściwej umowy.

Jak czytamy w projekcie założeń do nowej ustawy, obecnie obowiązujące przepisy są stosowane przez kredytodawców w zbyt dowolny sposób. Dlatego konieczne jest doprecyzowanie wymagań, tak, by klient miał większą możliwość porównania ofert i wyboru najlepszej dla siebie. Uwagi do polskich rozwiązań miała też Komisja Europejska. Projekt je uwzględnił. Ustawa o kredycie konsumenckim stosuje się tylko do kredytów o wartości niższej niż 255 550 złotych. To oznacza, że kredyty hipoteczne będą musiały zostać uwzględnione w innych przepisach. Jak zapewnia wiceprezes UOKiK – kredytobiorcy nie pozostaną na lodzie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Czekając na zabieg

Czekając na zabieg

Biorąc pod uwagę kolejki do operacji zaćmy i protezy stawu biodrowego, jesteśmy na ostatnim miejscu w klasyfikacji OECD. Dysproporcje są dramatyczne: w Holandii na usunięcie zaćmy czeka się miesiąc. W Polsce średnio o ponad rok dłużej (dokładnie 414 dni). Tak samo jest przy zabiegu usprawniającym chodzenie: na nowe kolano czekamy 469 dni, podczas gdy w Holandii czy Danii niecałe dwa miesiące.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, analizując czas oczekiwania, autorzy raportu OECD wzięli pod lupę właśnie te zabiegi. Z jednej strony nie należą do procedur ratujących życie. Z drugiej – powodują niezadowolenie chorych oraz ból i niepełnosprawność, są zatem miernikiem jakości życia. Przyczyn długiego czasu oczekiwania w Polsce jest kilka. Brakuje odpowiedniego finansowania, mamy też złą organizację systemu ochrony zdrowia.

W roku 2013 przeprowadzano 186 tys. operacji usuwania zaćmy. Fundusz zwracał wówczas za takie zabiegi (wraz z wszczepieniem nowej soczewki) ok. 3 tys. zł. Operacja była wykonywana w ramach opieki szpitalnej. Tańszą opieką ambulatoryjną (wykonanie zabiegu w ciągu jednego dnia) objęto zaledwie 27 proc. przypadków. Pod względem tej proporcji ponownie znajdowaliśmy się na ostatnim miejscu w OECD. Średnio w 83 proc. przypadków zabieg wykonuje się jednego dnia. W Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Estonii, Holandii, Szwecji czy Danii, a nawet Czechach, w ponad 96 proc. jest to tylko kilkugodzinny zabieg, po którym pacjent od razu wraca do domu. Dzięki przepisom unijnym pozwalającym na leczenie transgraniczne za pieniądze z NFZ, część pacjentów z zaćmą pojechała do Czech. Przygraniczne kliniki już dostosowały swoje usługi do naszych potrzeb, zatrudniając polskojęzycznych pracowników oraz organizując transport. Koszty operacji (dzięki temu, że cena jest podobna do polskiej) pokrywa NFZ. W efekcie od stycznia do września tego roku na leczenie do Czech wyjechało 2,5 tys. osób.

Jeszcze większy problem jest z endoprotezoplastyką. To o wiele poważniejsza i kosztowniejsza operacja. Musi być wykonywana w szpitalu. Nie da się wyjechać (za pieniądze z funduszu) za granicę. Według danych Fundacji Watch Health Care z sierpnia 2015 r., która monitoruje sytuację, na nowe kolano czekało się 67,5 miesiąca (ponad pięć lat). W sierpniu 2014 r. było to 38 miesięcy. Przy biodrze okres ten wynosi 61 tygodni. Minister zdrowia Marian Zembala próbował wprowadzić zmiany i pod koniec września tego roku NFZ przekazał dodatkowe pieniądze na endoprotezoplastykę – dodatkowe 76 mln zł. Środki pozwolą na dodatkowe sfinansowanie leczenia blisko 11 tys. pacjentów.

W ostatnich trzech miesiącach również NFZ analizował zmiany w długości kolejek, sprawdzając, czy operacje są w terminie i czy wykonuje się tyle zabiegów, ile zaplanowano. Ministerstwo Zdrowia planowało również zmienić zasady weryfikacji stanu pacjenta co pół roku. W przypadku pogorszenia zdrowia i czasu oczekiwania dłuższego niż rok, lekarz miałby szukać szybszego terminu w innym ośrodku. Jednak zdaniem ekspertów to zmiany powierzchowne, które bez dodatkowego finansowania nie zmienią sytuacji.

Kontrola tylko zapowiedziana?

Kontrola tylko zapowiedziana?

Kontrola bez zapowiedzi w branży usługowej? To nie u nas. W całej Europie tylko w Polsce inspektor Państwowej Inspekcji Pracy nie może skontrolować z zaskoczenia firmy usługowej. W efekcie branża zatrudniająca 10 mln osób jest pod słabszym nadzorem niż o połowę mniej liczny przemysł.

Jak informuje portal onet.pl, PIP, chcąc przeprowadzić kontrolę w przedsiębiorstwie usługowym, musi się zapowiadać listownie z tygodniowym wyprzedzeniem. Pracodawca może nie odebrać listu, potem zaskarżyć zamiar kontroli, przedłużać moment jej rozpoczęcia, a w międzyczasie tuszować naruszenia prawa. Wcześniej inspektorzy muszą rozstrzygać, czy dana firma prowadzi działalność handlową, czy usługową.

To możliwe, bo w 2009 r. ówczesny szef PIP wydał wytyczną nakazującą inspektorom powstrzymanie się od kontroli sektora usług bez zapowiedzi. Obowiązuje ona do dziś. „Dwóch obywateli pisze skargę do PIP. Jeden jest zatrudniony w sklepie, drugi w zakładzie krawieckim. Pierwszy otrzyma skuteczną pomoc, bo inspektor wpadnie bez zapowiedzi, więc sprawa zostanie rozpatrzona zgodnie ze stanem faktycznym. A drugi ma pecha” – wyjaśnia Leszek Rymarowicz, prezes Stowarzyszenia Inspektorów Pracy RP, które od lat apeluje o zmianę „absurdalnej interpretacji byłego szefa PIP”.

PiS zapowiada zmiany w prawie, ale jak mówi poseł tej partii Stanisław Szwed, dotyczyłoby to sytuacji zagrożenia życia pracownika czy kontroli legalności zatrudnienia. Według Rymarowicza oznacza to powrót do punktu wyjścia. Jego zdaniem kontroli w zakresie prawa pracy powinni podlegać wszyscy przedsiębiorcy.

GMO – to nie to

GMO – to nie to

Wnioski wszystkich krajów członkowskich, które nie chcą na swoim terytorium upraw GMO, zostały zaakceptowane. Poinformowała o tym Komisja Europejska, do której 19 państw Unii, w tym Polska, zgłosiło chęć wyłączenia z upraw roślin genetycznie modyfikowanych. W zeszłym tygodniu minął termin, w którym firmy zajmujące się takimi uprawami miały odnieść się do złożonych próśb.

Jak informuje portal Eco Watch, wszystkie z 28 krajów Unii miały możliwość zrezygnować z upraw roślin GMO, nawet jeśli były one dopuszczone do obrotu w obrębie wspólnoty. Aż 19 skorzystało z tego prawa. Najistotniejsze dla rezygnujących było wykluczenie upraw kukurydzy Monsanto, występującej pod nazwą MON 18 Maize, która obecnie jest sadzona tylko w Hiszpanii i Portugalii.

Wśród 19 państw, które przekazały do Brukseli wnioski w sprawie GMO, 17 wskazało, że nie chce upraw takich roślin na całym swoim terytorium. W tej właśnie grupie jest Polska, a także Francja, Włochy czy Grecja. Dwa kraje zdecydowały się wprowadzić zakaz upraw tylko na niektórych swoich częściach – Belgia tylko w Walonii, a Zjednoczone Królestwo w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

Wnioski zostały najpierw przesłane do Komisji, która następnie przekazała dokumenty firmom zajmującym się uprawami GMO. Jak poinformował rzecznik Komisji Enrico Brivio, wszystkie przedsiębiorstwa przychyliły się do złożonych próśb. W przeciwnym wypadku kraje miałyby wciąż możliwość wprowadzenia zakazu upraw, ale musiałyby wtedy udowodnić, że jest to w interesie publicznym.

Wyłączenia, z jakich korzystają kraje członkowskie, dotyczą zarówno roślin już dopuszczonych na unijnym rynku, jak i tych, które czekają na autoryzację. Chociaż rośliny GMO są szeroko uprawiane na całym świecie, Europa nie wyraża zgody na ich ekspansję. Wiele krajów unijnych ma ścisłe przepisy dotyczące tego typu upraw, gdyż niepokoją się kwestiami zdrowotnymi i związanymi z ochroną środowiska. Wszystkie 28 krajów wymaga też, by GMO było odpowiednio oznaczane.