Czarna owca OECD?

Czarna owca OECD?

Autorzy raportu OECD „Health at a Glance 2015” („Rzut oka na zdrowie”) wzięli pod lupę stan zdrowia i jakość opieki nad pacjentami w krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Wnioski są miażdżące: w podsumowaniu blisko 300-stronicowego raportu piszą, że w większości krajów rosną długość życia, jakość opieki i dostęp do nowoczesnych leków. Jednym z niewielu wyjątków – wymienionym explicite w krótkim wstępie – jest jednak Polska.

Oto niektóre cytaty z raportu: „We wszystkich państwach OECD, z wyjątkiem Grecji, USA i Polski, istnieje powszechny dostęp do służby zdrowia”, „Dzięki wcześniejszej diagnozie w większości państw zwiększyła się długość przeżycia przy zachorowaniu na raka. Wyjątkiem są Polska i Chile”. Przyglądając się kolejnym aspektom opieki medycznej, które zostały zestawione w tej publikacji, można zauważyć, jak bardzo Polska odstaje od pozostałych państw OECD, szczególnie europejskich. Na przykład jeśli chodzi o wydatki na zdrowie przedstawiane jako procent PKB zanotowaliśmy w ostatnich latach największy wzrost, a pomimo to w Europie jesteśmy z naszymi nakładami na leczenie na szarym końcu. Jeśli z kolei przyjrzymy się źródłom finansowania leków, okazuje się, że współpłacenie chorego, czyli to, co zostawia w aptece pacjent, jest w Polsce najwyższe.

Szwankuje również sama organizacja systemu opieki medycznej – lekarzy i pielęgniarek jest po prostu za mało. Nawet jeśli brak personelu medycznego nie jest zauważalny na co dzień, to zdaniem polskich ekspertów dlatego, że większość lekarzy pracuje na kilka zmian, obsadzając w ten sposób więcej niż jeden etat. Tym bardziej że w Polsce leczenie jest tylko jednym z obowiązków lekarza – w innych państwach istnieją natomiast różnego rodzaju „pomocnicy medyczni”, którzy zastępują specjalistów w opiece nad pacjentem niewymagającym zabiegów medycznych czy odciążają go w prowadzeniu dokumentacji. W Polsce osób pełniących taką funkcję brak.

Słabo wypadamy również w tych obszarach, które nie zależą bezpośrednio od pieniędzy. Wydawać by się mogło, że jest nie najgorzej, jeżeli na pytanie, czy lekarz poświęca wystarczającą ilość czasu choremu, blisko 60 proc. pacjentów odpowiada twierdząco. Niestety, dane międzynarodowe psują nasze dobre samopoczucie, bo taki wskaźnik plasuje nas na ostatnim miejscu w zestawieniu. Średnio ok. 85 proc. pacjentów w przebadanych państwach OECD jest usatysfakcjonowanych kontaktem z lekarzem, a w wielu państwach europejskich ten wskaźnik zadowolenia przekracza 90 proc.

Autorzy raportu OECD zwracają też uwagę, że nasz system jest źle zbudowany – podczas gdy kraje rozwinięte, w których opieka zdrowotna jest dobrze oceniana przez pacjentów, stawiają na lekarzy pierwszego kontaktu, w Polsce rozwinięte jest lecznictwo szpitalne. Mamy całkiem sporą liczbę łóżek przypadających na jednego pacjenta. To oznacza, że zamiast zapobiegać, stawiamy na leczenie ciężkich chorób w zaawansowanym już stadium. Jednym słowem: na medycynę interwencyjną, czyli najtrudniejszą, najkosztowniejszą i mało rokującą dla samego chorego. A że nie tędy droga, potwierdzają dane dotyczące przeżywalności chorych na raka. Pod względem umieralności na tę chorobę zajmujemy 30 miejsce na 34 badane kraje. Umierają u nas 234 osoby na 100 tysięcy mieszkańców. 50 proc. Chorujących na raka jelita nie przeżywa po wykryciu choroby pięciu lat, a właśnie przeżycie tego okresu jest uważane za sukces w walce z chorobą.

Jest jednak również kilka obiecujących informacji. Nie najgorzej wygląda u nas opieka nad pacjentami z chorobami serca oraz nad noworodkami: częściej przeżywają i mają dobrą masę urodzeniową. W przypadku najmłodszych cieszyć może też niewysoki w porównaniu z innymi krajami odsetek dzieci otyłych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Żółta kartka dla poczty

Żółta kartka dla poczty

Poczta Polska rozpisała przetarg publiczny na „świadczenie kompleksowych usług w zakresie sprzątania i utrzymywania w czystości obiektów”. Firma uznała cenę za jedyne kryterium wyboru. „Solidarność” protestuje, wysyłając do Zarządu i Rady Nadzorczej PP żółte kartki. Przypadek poczty jest tym bardziej rażący, że jeszcze niedawno instytucja głośno podkreślała, że jej główny konkurent, firma InPost, nie stosuje przy zamówieniach publicznych uczciwych, kodeksowych form zatrudnienia.

„Celem nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych była stabilizacja polskiego rynku pracy oraz likwidacja patologii rynku zamówień publicznych w postaci dominacji kryterium najniższej ceny – przypomina Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej „Solidarności”. Tymczasem w przetargu Poczty Polskiej jedynym kryterium oceny o wadze 100% pozostaje cena.

W czerwcu 2014 reprezentatywne związki zawodowe i organizacje pracodawców podpisały wspólny apel do rządu w sprawie zmian obowiązującego prawa. W październiku tego samego roku Sejm znowelizował ustawę o zamówieniach publicznych, wprowadzając zapisy o klauzulach społecznych, stawiających wymóg zatrudniania przez oferentów na umowę o pracę, tam, gdzie jest to uzasadnione przedmiotem zamówienia. Miało to położyć kres umowom śmieciowym i zaniżaniu kosztów pracy przy szacowaniu ceny zamówienia.

Mimo to w zamówieniu złożonym przez Pocztę Polską czytamy, że „za najkorzystniejszą uznana zostanie oferta o najniższej cenie”. „Solidarność” od kilku miesięcy piętnuje przetargi, w których zamawiający wybierają oferty z wynagrodzeniem poniżej minimalnego oraz szczególnie rażące, jak przetarg ogłoszony przez Pocztę Polską. Wysyłamy ostrzegawcze żółte kartki do instytucji publicznych” – wyjaśnia Sylwia Szczepańska z Biura Eksperckiego. Ekspertka dodaje, że kartki dostało już Krakowskie Pogotowie Ratunkowe, Podlaski Urząd Wojewódzki, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu, Łódzki Urząd Wojewódzki, Sądy Rejonowe w: Legnicy, Bielsku Podlaskim, Nysie, Urząd Dozoru Technicznego w Warszawie, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Administracja Zasobów Komunalnych Łódź -Górna.

Pożegnania z koleją

Pożegnania z koleją

W połowie grudnia 2015 r. pociągi regionalne zostaną wycofane z następujących tras: Chełm – Dorohusk w województwie lubelskim, Tomaszów Mazowiecki – Drzewica w województwie łódzkim oraz Wieluń Dąbrowa – Kępno na pograniczu województw łódzkiego i wielkopolskiego.

Urzędy marszałkowskie decyzje o nadchodzącym wstrzymaniu ruchu pociągów tłumaczą małym zainteresowaniem podróżnych. Trudno spodziewać się, żeby było dużo pasażerów, jeśli na tych liniach kursują pojedyncze pociągi. Nawet jeśli ktoś chciał korzystać z kolei, to właściwie nie dano mu na to szansy – mówi Krzysztof Rytel, prezes Centrum Zrównoważonego Transportu. – Najskuteczniejszym lekiem na małą liczbę podróżnych jest poprawa oferty przewozowej. Na przykład na linii Poznań – Wągrowiec po podwojeniu liczby pociągów, liczba podróżujących tą linią zwiększyła się trzykrotnie.

Wycofanie pociągów z 40-kilometrowej trasy Kępno – Wieluń Dąbrowa oznacza, że dostęp do połączeń kolejowych całkowicie utraci położony na tym odcinku powiat wieruszowski, a Wieruszów wydłuży listę polskich miast pozbawionych pociągów pasażerskich. Wynika to z faktu, że wstrzymanie kursowania pociągów regionalnych zbiegnie się ze zmianą obsługi odcinka Wieluń – Kępno przez spółkę PKP Intercity. Obecnie na stacji Wieruszów Miasto zatrzymuje się codzienny pociąg TLK „Noteć” relacji Katowice – Poznań – Bydgoszcz, który w połowie grudnia 2015 r. przestanie kursować. Co prawda, na 2016 r. zaplanowano kursowanie odcinkiem Wieluń – Kępno nocnego pociągu TLK „Urania” z Krakowa do Kołobrzegu – jednakże skład ten będzie jeździł wyłącznie w majówkę, w długi weekend Bożego Ciała oraz w wakacje. Jednocześnie w planowanym rozkładzie jazdy pociągu TLK „Urania” nie został przewidziany postój w Wieruszowie.

O ile jedne obszary Polski dotyka problem znikających połączeń, o tyle inne dotyka problem demontowania infrastruktury kolejowej. Zapowiedzią demontażu torów jest zapadnięcie decyzji o likwidacji linii kolejowej. 10 września 2015 r. minister infrastruktury i rozwoju Maria Wasiak taką decyzję wydała w odniesieniu do 62-kilometrowej linii kolejowej Rokietnica – Międzychód. To oznacza, że ta nieużywana w ruchu pasażerskim od 1999 r. linia wybiegająca z aglomeracji poznańskiej w kierunku północno-zachodnim zostanie rozebrana. Decyzja ministerstwa przekreśla szansę na reaktywację połączeń kolejowych z Poznania przez Pniewy do Międzychodu. Dodajmy, że linia Rokietnica – Międzychód stanowiła fragment najkrótszego ciągu kolejowego między Poznaniem a Gorzowem Wielkopolskim. Kolejna decyzja likwidacyjna zapadła 9 października 2015 r. – tego dnia Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju dało zielone światło dla rozbiórki linii kolejowej Skoki – Janowiec Wielkopolski.

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” nr 6/80 (listopad-grudzień 2015): www.zbs.net.pl

Krótsza praca, taka sama płaca

Krótsza praca, taka sama płaca

Norweskie związki zawodowe chcą sześciogodzinnego dnia pracy. Związkowcy uważają, że krótszy dzień pracy powstrzyma tendencję do nadmiernej konsumpcji i da pracę większej liczbie osób.

„Jesteśmy przekonani, że krótszy dzień pracy to właściwa droga dla Norwegii” – powiedziała gazecie „VG” Mette Nord, przewodnicząca jednego z największych związków zawodowych, Fagforbudnet. Jak donosi portal mojanorwegia.pl, prace nad projektem mają się rozpocząć już na wiosnę, ale wprowadzenie pomysłu w życie możliwe będzie dopiero około 2020-2022 roku.

Zwolennicy pomysłu podkreślają, że krócej pracujący pracownik ma w ciągu dnia więcej wolnych godzin, które może poświęcić rodzinie, przyjaciołom, pracy wolontariusza, studiowaniu i dokształcaniu się czy rozwijaniu swojej pasji. Zmniejsza się poczucie frustracji i przemęczenia, a zwiększa wydajność zatrudnionego, który jest zadowolony i częściej wraca do pracy wypoczęty i pełen energii. Taki pracownik bardziej przykłada się do swoich obowiązków, co przekłada się na lepsze funkcjonowanie całej firmy.

Skrócenie czasu pracy o dwie godziny w wersji uzgadnianej z norweskimi związkami zawodowymi wiązać się będzie z podniesieniem podatku dochodowego.