Na szarym końcu

Na szarym końcu

Polska znalazła się na przedostatnim miejscu w UE w zaprezentowanym w piątek w Brukseli unijnym rankingu jakości transportu w krajach wspólnoty. Od zeszłego roku przeskoczyliśmy o jedno miejsce, wyprzedzając Rumunię. W rankingu prowadzi Holandia.

Jak informuje portal biznes.pl, w przygotowanym przez KE zestawieniu wykorzystano dane m.in. Eurostatu, Europejskiej Agencji Środowiska czy Światowego Forum Ekonomicznego. Porównano w nim wyniki państw członkowskich w 29 kategoriach związanych z transportem. W obrębie większości z tych kategorii wyróżniono pięć krajów, które osiągnęły najlepsze wyniki oraz pięć z wynikami najgorszymi.

Najlepsze wyniki osiągnęła Holandia, będąca w pierwszej piątce krajów w 16 kategoriach. Na kolejnych miejscach uplasowały się Szwecja, Finlandia, Wielka Brytania i Dania. Polska w 14 kategoriach znalazła się pośród 5 najsłabiej radzących sobie państw, a jedynie w 3 kategoriach pośród 5 najlepszych. W związku z tym zajęliśmy 27. miejsce w całej UE. Tuż przed nami uplasowała się Grecja, Włochy i Chorwacja, za nami znalazła się Rumunia.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo drogowe, Polska zdaniem Komisji poczyniła pewne postępy, jednak nadal liczba śmiertelnych ofiar wypadków na drogach w naszym kraju jest wyższa od unijnej średniej. Pod względem jakości dróg znaleźliśmy się na 25. miejscu, zostawiając za sobą jedynie Bułgarię, Łotwę i Rumunię (dane dotyczą lat 2013-2014). Polska jest też czwarta od końca, jeśli chodzi o jakość infrastruktury lotniczej, a także kolejowej.

Pomimo słabego ogólnego rezultatu z zestawienia wynika, że konsumenci w Polsce są raczej zadowoleni z transportu miejskiego i lotniczego (ich satysfakcja jest powyżej unijnej średniej). Zadowolenie z transportu kolejowego jest jednak najniższe w UE.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Żółta kartka dla poczty

Żółta kartka dla poczty

Poczta Polska rozpisała przetarg publiczny na „świadczenie kompleksowych usług w zakresie sprzątania i utrzymywania w czystości obiektów”. Firma uznała cenę za jedyne kryterium wyboru. „Solidarność” protestuje, wysyłając do Zarządu i Rady Nadzorczej PP żółte kartki. Przypadek poczty jest tym bardziej rażący, że jeszcze niedawno instytucja głośno podkreślała, że jej główny konkurent, firma InPost, nie stosuje przy zamówieniach publicznych uczciwych, kodeksowych form zatrudnienia.

„Celem nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych była stabilizacja polskiego rynku pracy oraz likwidacja patologii rynku zamówień publicznych w postaci dominacji kryterium najniższej ceny – przypomina Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej „Solidarności”. Tymczasem w przetargu Poczty Polskiej jedynym kryterium oceny o wadze 100% pozostaje cena.

W czerwcu 2014 reprezentatywne związki zawodowe i organizacje pracodawców podpisały wspólny apel do rządu w sprawie zmian obowiązującego prawa. W październiku tego samego roku Sejm znowelizował ustawę o zamówieniach publicznych, wprowadzając zapisy o klauzulach społecznych, stawiających wymóg zatrudniania przez oferentów na umowę o pracę, tam, gdzie jest to uzasadnione przedmiotem zamówienia. Miało to położyć kres umowom śmieciowym i zaniżaniu kosztów pracy przy szacowaniu ceny zamówienia.

Mimo to w zamówieniu złożonym przez Pocztę Polską czytamy, że „za najkorzystniejszą uznana zostanie oferta o najniższej cenie”. „Solidarność” od kilku miesięcy piętnuje przetargi, w których zamawiający wybierają oferty z wynagrodzeniem poniżej minimalnego oraz szczególnie rażące, jak przetarg ogłoszony przez Pocztę Polską. Wysyłamy ostrzegawcze żółte kartki do instytucji publicznych” – wyjaśnia Sylwia Szczepańska z Biura Eksperckiego. Ekspertka dodaje, że kartki dostało już Krakowskie Pogotowie Ratunkowe, Podlaski Urząd Wojewódzki, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu, Łódzki Urząd Wojewódzki, Sądy Rejonowe w: Legnicy, Bielsku Podlaskim, Nysie, Urząd Dozoru Technicznego w Warszawie, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Administracja Zasobów Komunalnych Łódź -Górna.

Pożegnania z koleją

Pożegnania z koleją

W połowie grudnia 2015 r. pociągi regionalne zostaną wycofane z następujących tras: Chełm – Dorohusk w województwie lubelskim, Tomaszów Mazowiecki – Drzewica w województwie łódzkim oraz Wieluń Dąbrowa – Kępno na pograniczu województw łódzkiego i wielkopolskiego.

Urzędy marszałkowskie decyzje o nadchodzącym wstrzymaniu ruchu pociągów tłumaczą małym zainteresowaniem podróżnych. Trudno spodziewać się, żeby było dużo pasażerów, jeśli na tych liniach kursują pojedyncze pociągi. Nawet jeśli ktoś chciał korzystać z kolei, to właściwie nie dano mu na to szansy – mówi Krzysztof Rytel, prezes Centrum Zrównoważonego Transportu. – Najskuteczniejszym lekiem na małą liczbę podróżnych jest poprawa oferty przewozowej. Na przykład na linii Poznań – Wągrowiec po podwojeniu liczby pociągów, liczba podróżujących tą linią zwiększyła się trzykrotnie.

Wycofanie pociągów z 40-kilometrowej trasy Kępno – Wieluń Dąbrowa oznacza, że dostęp do połączeń kolejowych całkowicie utraci położony na tym odcinku powiat wieruszowski, a Wieruszów wydłuży listę polskich miast pozbawionych pociągów pasażerskich. Wynika to z faktu, że wstrzymanie kursowania pociągów regionalnych zbiegnie się ze zmianą obsługi odcinka Wieluń – Kępno przez spółkę PKP Intercity. Obecnie na stacji Wieruszów Miasto zatrzymuje się codzienny pociąg TLK „Noteć” relacji Katowice – Poznań – Bydgoszcz, który w połowie grudnia 2015 r. przestanie kursować. Co prawda, na 2016 r. zaplanowano kursowanie odcinkiem Wieluń – Kępno nocnego pociągu TLK „Urania” z Krakowa do Kołobrzegu – jednakże skład ten będzie jeździł wyłącznie w majówkę, w długi weekend Bożego Ciała oraz w wakacje. Jednocześnie w planowanym rozkładzie jazdy pociągu TLK „Urania” nie został przewidziany postój w Wieruszowie.

O ile jedne obszary Polski dotyka problem znikających połączeń, o tyle inne dotyka problem demontowania infrastruktury kolejowej. Zapowiedzią demontażu torów jest zapadnięcie decyzji o likwidacji linii kolejowej. 10 września 2015 r. minister infrastruktury i rozwoju Maria Wasiak taką decyzję wydała w odniesieniu do 62-kilometrowej linii kolejowej Rokietnica – Międzychód. To oznacza, że ta nieużywana w ruchu pasażerskim od 1999 r. linia wybiegająca z aglomeracji poznańskiej w kierunku północno-zachodnim zostanie rozebrana. Decyzja ministerstwa przekreśla szansę na reaktywację połączeń kolejowych z Poznania przez Pniewy do Międzychodu. Dodajmy, że linia Rokietnica – Międzychód stanowiła fragment najkrótszego ciągu kolejowego między Poznaniem a Gorzowem Wielkopolskim. Kolejna decyzja likwidacyjna zapadła 9 października 2015 r. – tego dnia Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju dało zielone światło dla rozbiórki linii kolejowej Skoki – Janowiec Wielkopolski.

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” nr 6/80 (listopad-grudzień 2015): www.zbs.net.pl

Krótsza praca, taka sama płaca

Krótsza praca, taka sama płaca

Norweskie związki zawodowe chcą sześciogodzinnego dnia pracy. Związkowcy uważają, że krótszy dzień pracy powstrzyma tendencję do nadmiernej konsumpcji i da pracę większej liczbie osób.

„Jesteśmy przekonani, że krótszy dzień pracy to właściwa droga dla Norwegii” – powiedziała gazecie „VG” Mette Nord, przewodnicząca jednego z największych związków zawodowych, Fagforbudnet. Jak donosi portal mojanorwegia.pl, prace nad projektem mają się rozpocząć już na wiosnę, ale wprowadzenie pomysłu w życie możliwe będzie dopiero około 2020-2022 roku.

Zwolennicy pomysłu podkreślają, że krócej pracujący pracownik ma w ciągu dnia więcej wolnych godzin, które może poświęcić rodzinie, przyjaciołom, pracy wolontariusza, studiowaniu i dokształcaniu się czy rozwijaniu swojej pasji. Zmniejsza się poczucie frustracji i przemęczenia, a zwiększa wydajność zatrudnionego, który jest zadowolony i częściej wraca do pracy wypoczęty i pełen energii. Taki pracownik bardziej przykłada się do swoich obowiązków, co przekłada się na lepsze funkcjonowanie całej firmy.

Skrócenie czasu pracy o dwie godziny w wersji uzgadnianej z norweskimi związkami zawodowymi wiązać się będzie z podniesieniem podatku dochodowego.