Narośl na zdrowej gospodarce

Narośl na zdrowej gospodarce

9 proc., czyli 2 mln Polaków, zadeklarowało pracę w tzw. szarej strefie, przy czym w 54 proc. przypadków oznaczało to wypłatę części wynagrodzenia w sposób niezarejestrowany, a w 42 proc. – pracę najemną bez umowy – wynika z raportu „Shadow Economies in the Baltic Sea Region 2015”.

„9% spośród ankietowanych osób w Polsce zadeklarowało pracę przynajmniej częściowo „na szaro”; tylko na Białorusi odsetek ten był równie wysoki. Praca „na szaro” w Polsce, podobnie jak w innych krajach regionu, częściej oznaczała legalną pracę z częścią wynagrodzenia wypłacaną „pod stołem” niż pracę bez żadnej umowy” – czytamy w komunikacie poświęconym raportowi, cytowanym przez portal Onet. Na Litwie i Łotwie odsetek ten wyniósł 8%, w Estonii 6%, a w Szwecji jedynie 3%.

Raport „Shadow Economies in the Baltic Sea Region 2015” („Szara strefa gospodarki w regionie nadbałtyckim w 2015 r.”) powstał dzięki badaniom ankietowym przeprowadzonym w sześciu państwach: Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii, Szwecji i Białorusi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Cuchnący biznes

Cuchnący biznes

Firma Nestlé, właściciel takich marek jak Winiary, Friskies, Gerber czy Princessa, kupowała produkty od dostawców, którzy wykorzystywali pracę niewolników. Sieć przeprasza, ale to nie pierwszy taki przypadek w jej historii.

Koncern już w ubiegłym roku zamówił u organizacji Verité raport na temat warunków, w jakich pracują tajscy rybacy. Łowione przez nich ryby i skorupiaki Nestlé wykorzystuje m.in. do produkcji karmy dla kotów. Firma zleciła prywatne dochodzenie po tym, jak sprawę zaczęły nagłaśniać za pośrednictwem agencji Associated Press organizacje pozarządowe. W sierpniu tego roku grupa klientów Nestlé, kupujących karmę Fancy Feast, złożyła w sądzie w Los Angeles pozew przeciwko koncernowi. Twierdzili, że nie kupowaliby jej, gdyby wiedzieli, że w produkcji wykorzystywana jest praca współczesnych niewolników. Chodzi o współpracę Nestlé z firmą Thai Union, od której koncern kupuje ponad 13 mln kilogramów składników karmy. Tajska firma sprowadza pracowników z dużo biedniejszej Birmy czy Kambodży, a później zmusza do płacy z fatalnych warunkach i płacenia haraczy za „pośrednictwo pracy” .Wielu z pracujących na prowizorycznych kutrach i w portach pracowników ulega wypadkom lub ginie, a zwłoki wyrzucane są do morza. „Czasami sieć jest za ciężka i robotnicy są przez nią wciągani do wody, w której po prostu znikają. Gdy ktoś umiera, to po prostu wyrzuca się ciało do wody. Niektórzy wypadli za burtę. Ja miałem wypadek na łodzi. Krążek linowy spadł na mnie i prawie złamał mi ramię” – opowiada Birmańczyk, który pracował na łodzi, ale udało mu się uciec.

Pracownicy łodzi rybackich są do Tajlandii przywożeni przez handlarzy ludźmi na podstawie fałszywych dokumentów. Kiedy wsiadają na łodzie, papiery są im odbierane. Pracują często po 16 godzin dziennie, przez cały tydzień. Za dnia łowią ryby, a nocą naprawiają sieci i sortują połów. Jeśli im się poszczęści, dostaną jakiekolwiek pieniądze. Znaczna część jednak może tylko o tym pomarzyć i pracują za darmo, wykonując tym samym pracę niewolniczą.

Ujawnione w poniedziałek wyniki raportu organizacji Verité potwierdzają więc już znane fakty. Nestlé zapowiedziała, że opublikuje cały raport online, jak również ogłosi strategię rozwiązania problemu. Firma obiecała, że wprowadzi nowe wymogi dla dostawców i będzie ich szkoliła z zakresu praktyk przestrzegania praw człowieka. Do pracy na teren portów i łowisk ma jednocześnie wysłać zewnętrznych audytorów. O odszkodowaniach dla pokrzywdzonych na razie nie ma mowy.

Dla Nestlé tajska afera to déjà vu. Koncern już w 2005 r. został pozwany w USA przez International Labour Rights Fund za wykorzystywanie dzieci afrykańskich do prac na plantacjach kakao. Pracowały one po 80-90 godzin tygodniowo. Wiceszef koncernu Magdi Batato zapowiedział po opublikowaniu raportu, że Nestlé zobowiąże się do wyeliminowania pracy przymusowej w branży rybnej w Tajlandii, przypomina to jednak bliźniaczo sytuację po pożarach w bangladeskich fabrykach odzieżowych, gdy producenci ubrań bili się w piersi i zapewniali o swojej woli radykalnej zmiany warunków pracy na lepsze. Skończyło się na obietnicach.

Duży płaci więcej

Duży płaci więcej

Samorządy biorą sprawy w swoje ręce. Nie czekają na wprowadzenie specjalnego podatku, lecz same podnoszą dużym marketom opłaty.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, pierwsze miasta wprowadziły wyższą stawkę daniny od nieruchomości dla sklepów wielkopowierzchniowych. Zdaniem ekspertów jest to zgodne z prawem. Uchwałę w sprawie stawek podatku od nieruchomości na przyszły rok pod koniec poprzedniego tygodnia przyjęli radni Kraśnika. Postanowili zróżnicować stawki podatku od nieruchomości firmowych. Wyższą stawką (22 zł za 1 mkw. powierzchni użytkowej) objęte zostaną budynki związane z prowadzeniem działalności handlowej, jeśli powierzchnia sprzedaży przekroczy 600 mkw. Mniejsze sklepy i przedsiębiorcy nieprowadzący działalności handlowej zapłacą za 1 mkw. powierzchni użytkowej daninę o 1 zł niższą. Decyzja Kraśnika oznacza podwyżki – o 3 zł od mniejszych sklepów i o 4 zł od większych. W efekcie właściciel sklepu o pow. 200 mkw. w 2016 r. zapłaci 600 zł więcej podatku od nieruchomości niż obecnie, a właściciel sklepu o powierzchni 601 mkw. – 2404 zł więcej.

Jak argumentowali radni Kraśnika, dodatkowe środki wynikające z podwyżek i zróżnicowania stawek miasto przeznaczy na sfinansowanie miejskich inwestycji oświatowych i utrzymanie czystości. Kraśnik nie był jednak pierwszym miastem, które wpadło na pomysł pobierania wyższego podatku od nieruchomości od marketów. Od 2012 r. takie rozwiązanie obowiązuje w Janowie Lubelskim. Tam jednak wyższą stawkę pobiera się już od sklepów, których powierzchnia sprzedaży przekracza 400 mkw. Jak tłumaczą przedstawiciele magistratu, Janów Lubelski jest niewielkim miastem i nie ma w nim wielu dużych marketów. Wyższy limit powierzchni sklepu nie miałby więc sensu.

Eksperci nie mają wątpliwości, że obie uchwały podjęte w województwie lubelskim są zgodne z obecnymi przepisami. „Rada gminy może różnicować stawki podatku od nieruchomości, biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium przedmiotowe” – tłumaczy dr hab. Bogumił Pahl z Katedry Prawa Finansowego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Takim kryterium może być powierzchnia użytkowa budynków. Zgadza się z nim także dr Rafał Dowgier z Katedry Prawa Podatkowego Uniwersytetu w Białymstoku. „Innym kryterium może być np. lokalizacja nieruchomości, rodzaj zabudowy, stan techniczny budynku lub jego wiek” – mówi.

 

Ukrócić nieuczciwość

Ukrócić nieuczciwość

72% Polek i Polaków oraz 77% społeczeństwa Unii Europejskiej uważa, że prawo powinno być zmienione w taki sposób, aby firmy i zamożne osoby prywatne nie mogły korzystać z „rajów podatkowych”. Taki jest wynik dwóch badań, z których jedno zlecił Instytut Globalnej Odpowiedzialności, drugie zaś organizacje partnerskie IGO – Oxfam i ActionAid.

Badania te wykazały, że:
70% Polek i Polaków uważa, że unikanie podatków przez niektóre firmy jest niesprawiedliwe w sytuacji, gdy przeciętny podatnik musi odprowadzać podatki w ustalonej wysokości;
ponad połowa osób przebadanych w 16 krajach Europy nie zgadza się ze stwierdzeniem, że aktualnie prawo zapewnia uczciwe płacenie podatków przez korporacje międzynarodowe;
– ponad połowa Polaków (ok. 60 %) uważa unikanie podatków za nieetyczne i niezgodne z własnymi poglądami nawet, jeśli uznaje legalność takich działań.

Krytyczne spojrzenie na unikanie opodatkowania nasila się wraz z wiekiem i wzrostem poziomu wykształcenia. Bardziej krytyczne pod tym względem są też osoby, które prowadzą własną firmę. Można przypuszczać, że polscy przedsiębiorcy traktują tego typu zachowania jako nieuczciwą konkurencję. Dokładnie połowa badanych Polaków nie zgadza się ze stwierdzeniem, że „firmy powinny mieć prawo do ukrywania przed opinią publiczną swojej sytuacji finansowej, włączając w to sprawy podatkowe”. Co ciekawe zarówno prywatni przedsiębiorcy, jak i pracownicy umysłowi należą do grup, które najsilniej sprzeciwiają się prawu przedsiębiorstw do ukrywania swojej sytuacji finansowej. Niemal 2/3 badanych respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem: „gdyby firmy międzynarodowe miały obowiązek informować o swoich przychodach, dochodach i zyskach w każdym kraju, w którym prowadzą działalność, łatwiej byłoby zorientować się czy płacą podatki w odpowiedniej wysokości.”

Oba badania pokazują, że społeczeństwa krajów Unii Europejskiej mają dosyć folwarku zwierzęcego, gdzie są równi i równiejsi, czyli niesprawiedliwego systemu podatkowego, który daje przywileje wielkim korporacjom i zamożnym jednostkom. – mówi Daria Żebrowska-Fresenbet, ekspertka w dziale rzecznictwa i kampanii IGO – Jednocześnie widać, że społeczeństwa są świadome związku pomiędzy płaceniem podatków a jakością usług publicznych zarówno w Europie, jak i w krajach globalnego Południa, co ma szczególny wydźwięk dzisiaj, w kontekście kryzysu migracyjnego i dyskusji na temat wspierania państw, z których przyjeżdżają uchodźcy. W Polsce konieczne jest rozpoczęcie poważnej dyskusji na temat wprowadzenia raportowania kraj po kraju dla wszystkich sektorów, nie tylko banków w UE. Nowy rząd ma szansę przedstawienia swojego stanowiska w tej ważnej sprawie, którą popiera Parlament Europejski. Mamy nadzieję, że polski rząd poprze reformę globalnego systemu podatkowego, która będzie efektywna i skuteczna w walce z wypływami z budżetów państw pieniędzy spowodowanymi niemoralnym, choć legalnym unikaniem opodatkowania.

Projekt „Tax Justice Together” jest współfinansowany przez Unię Europejską. Łączy 24 organizacje z 19 krajów (w tym 16 z UE). Jednym z głównych działań projektu jest kampania na rzecz wzrostu świadomości obywateli i obywatelek Europy na temat sprawiedliwości podatkowej, nierówności i cięć budżetów z podatkami związanych. To ambitny projekt na szeroką skalę promujący politykę progresywnych podatków poprzez rzecznictwo i kampanię.

Link do badania w Europie: Badanie – Cała Europa
Opis badania w Polsce: RAPORT-Sprawiedliwość-podatkowa