Słowacja przyjazna obywatelowi

Słowacja przyjazna obywatelowi

Rządząca od 2012 roku na Słowacji lewicowa partia SMER-SD premiera Roberta Fico przedstawiła obywatelom trzeci z kolei pakiet socjalny. Według założonej przez rząd długofalowej strategii, pakiety mają pomóc w budowie państwa sprawiedliwości społecznej, co jest głównym postulatem politycznym SMER.

Jak donoszą portale pravda.sk,. strana-smer.sk i vlada.gov.sk, pierwszy, ogłoszony w czerwcu 2014 roku pakiet dotyczył głównie ułatwień w sferze usług publicznych: wprowadzono dzięki niemu choćby darmowe bilety na pociągi dla studentów, emerytów, samotnych matek oraz odbiorców pomocy społecznej, zwiększono nakłady na opiekę zdrowotną uczniów i studentów poprzez wsparcie przyszkolnych i przyuczelnianych gabinetów lekarskich oraz zwiększono liczbę miejsc w państwowych żłobkach i przedszkolach. W ramach tego pakietu podwyższono płacę minimalną, zobligowano pracodawców do wypłacenia specjalnych dodatków bożonarodzeniowych, wprowadzono minimalną emeryturę obywatelską oraz wyrównano świadczenia socjalne.

II pakiet, ogłoszony w połowie bieżącego roku, wiązał się z obniżeniem podatku VAT (słow. DPH) na artykuły żywnościowe (z 20 do 10 proc.), podwyższeniem zasiłków macierzyńskich do minimalnej kwoty 400 euro miesięcznie oraz wprowadzeniem dofinansowania zajęć sportowych w szkołach podstawowych. Premier ogłosił także wsparcie dla rolnictwa, Słowacja zmierza bowiem w kierunku osiągnięcia samowystarczalności żywnościowej na początku następnej dekady. Ważnym elementem pakietu jest też wsparcie infrastrukturalne mniej rozwiniętych wschodnich obszarów kraju.

W III pakiecie, który premier Fico zaprezentował podczas weekendowej konwencji SMER-u w Nitrze, rząd skoncentruje się na problemach budownictwa mieszkaniowego i ochrony zdrowia. Państwo będzie działać aktywnie na rynku nieruchomości. Ze środków rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa oraz tanich kredytów bankowych sfinansuje budowę 5 tysięcy mieszkań czynszowych dla rodzin niezamożnych. Realizacja programu kosztować będzie według wyliczeń specjalistów rządowych około 90 mln euro. Fico chce również, aby dla rozpoczynających pracę nauczycieli, szczególnie tych gotowych na przeprowadzkę za pracą, mieszkania były darmowe. Szacuje się, że w skali kraju może być to nawet dwa tysiące takich mieszkań. Rząd gotów jest wyłożyć na nie 100 mln euro. W ramach III pakietu przeznaczy się także ponad 75 mln euro na przebudowę i modernizację domów akademickich oraz internatów szkolnych. Podwojone mają również zostać świadczenia świąteczne dla emerytów o najniższych dochodach. Znaczne podwyżki świadczeń otrzymają też opiekunowie dzieci niepełnosprawnych: premier Fico chce, aby otrzymywali oni najmniej 1000 euro miesięcznie. Jeśli zaś chodzi o transport, rząd zamierza rozszerzyć zakres bezpłatnej komunikacji kolejowej o autobusy, które dowoziłyby do dworców ludność z małych wsi i miejscowości oddalonych od węzłów kolejowych.

Strategia rozwoju „socjalnej Słowacji” uwzględnia, obok wymienionych pakietów, również ulgi podatkowe na badania i rozwój oraz ulgi podatkowe dla pracodawców zatrudniających na pełny etat oraz zainteresowanych zatrudnianiem kobiet, które po urodzeniu dziecka chcą wrócić na rynek pracy.

(Na podst:)

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Zdrowy” jak Polak

„Zdrowy” jak Polak

Leczenie po polsku: żadnych badań, zaleceń ani długofalowej pomocy. Raport z kontroli NIK analizującej opiekę nad 300 tys. pacjentów w podstawowej opiece zdrowotnej przytacza wstrząsające dane i fakty.

Jak informuje portal forsal.pl, według raportu medycy w przychodni nie robią badań profilaktycznych, nie rozmawiają z chorymi o zagrożeniach chorobami cywilizacyjnymi, nie mierzą, nie ważą, nie zalecają diety, nie wspomagają w walce z paleniem. Zgodnie z założeniami to właśnie w najbliższej przychodni powinno się wykrywać choroby, tak, by móc szybko, jeszcze na tym etapie, wdrożyć leczenie i zapobiec hospitalizacji. Do zadań lekarzy pierwszego kontaktu należy też wytypowanie najbardziej zagrożonej grupy i udzielenie jej wsparcia. Tymczasem, choć Polakom zagraża wiele chorób cywilizacyjnych, między innymi choroby układu krążenia, które stanowią przyczynę śmierci ponad 45 proc. społeczeństwa, lekarze pierwszego kontaktu nie informują pacjentów, jak im zapobiegać. Powinni rozmawiać z chorym o diecie, badać poziom cholesterolu, a potem pilnować, czy pacjent chudnie i jakie ma wyniki badań, by w razie czego móc odpowiednio wcześnie rozpocząć terapię.

Tymczasem, choć np. profilaktyka chorób układu krążenia jest wyceniana osobno (48 zł za poradę), to liczba porad z roku na rok maleje. W 2014 r. wizyt było o 26 proc. mniej niż w 2012 r. Skorzystało z nich zaledwie 3 proc. Polaków kwalifikujących się do takich badań.

Lekarze bronią się, mówiąc, że nie wystarcza im czasu na sprawowanie kompleksowej opieki nad grupą przyporządkowanych im pacjentów. „Jesteśmy przesadnie obciążeni biurokracją” – uważa Tomasz Latos, lekarz rodzinny.

Cios w banksterów

Cios w banksterów

W tym tygodniu weszła w życie nowelizacja ustawy o prawie bankowym, likwidująca Bankowy Tytuł Egzekucyjny.

„Wreszcie kredytobiorcy w Polsce, zarówno przedsiębiorcy, jak i osoby fizyczne, wyzwalają się ze swoistej „przemocy”, jaką banki często wobec nich stosowały” – komentuje europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Wspomniana nowelizacja ustawy o prawie bankowym wprowadza ustawowy obowiązek dla banków (i SKOK-ów) w zakresie restrukturyzacji zadłużenia kredytobiorców i pożyczkobiorców. Oznacza to, że jeżeli kredytobiorca będzie się opóźniać ze spłatą zobowiązania z tytułu udzielonego kredytu, bank będzie zobowiązany do wezwania go do zapłaty, wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni. Jednocześnie w wezwaniu musi się znaleźć informacja o możliwości złożenia przez kredytobiorcę wniosku o restrukturyzację zadłużenia.

Po 1945 r. nadano NBP i innym znacjonalizowanym bankom prawo do jednostronnej egzekucji należności od klienta. Przetrwało on do niedawna w niemal niezmienionej formie: bank wystawiał tytuł egzekucyjny, sąd na tajnym posiedzeniu (klient nie miał możliwości obrony) nadawał mu w ciągu 3 dni klauzulę wykonalności – i do akcji wkraczał komornik. Procedura jednostronnej egzekucji bankowej nie miała odpowiednika w innych państwach.

W relacjach z kredytobiorcami BTE zapewniał bankowi gigantyczną przewagę. Klient, który chciał pożyczyć pieniądze, poddawał się w oddzielnym oświadczeniu bankowej egzekucji do kwoty podanej w tym dokumencie. Jeśli przestawał spłacać dług (przy czym interpretacja, co znaczy „przestać spłacać” należała już wyłącznie do banku), można było w banalnie prosty sposób wypowiedzieć mu kredyt, idąc z BTE do sądu. Ten z pozoru niewinny papierek, podpisany w banku wraz z górą innych oświadczeń, sam w sobie jest już urzędowym tytułem egzekucyjnym, który sąd musi zbadać tylko pod kątem formalnym, a nie merytorycznym. Sąd nie wnikał zatem w strukturę i historię zadłużenia czy warunki umowy. Sędzia sprawdzał dane osobowe dłużnika oraz podpisy i upewniał się, czy od daty wypowiedzenia umowy kredytowej nie minęło 10 lat. Jeśli wszystko było w porządku pod kątem formalnym, po prostu przystawiał pieczątkę na gotowcu przygotowanym przez bankowy dział windykacji. O tym, że windykacyjny młot poszedł w ruch, dłużnik dowiadywał się dopiero od komornika i miał siedem dni na złożenie odwołania.

Organizacje konsumenckie, a nawet część prawników, od dawna krytykowały BTE za rażącą dysproporcję, jaką wprowadza w relacjach klienta z bankiem. Eksperci zwracali uwagę, że za pomocą tego samego przepisu bank może egzekwować pieniądze zarówno od klienta, który przestał w ogóle spłacać dług, jak i od kogoś, kto wpadł w finansowe tarapaty i płaci systematycznie tylko tyle, ile aktualnie jest w stanie.

Nie ma czego włożyć do garnka

Nie ma czego włożyć do garnka

Jak wynika z badania „Jakość życia w Polsce. Edycja 2015” Głównego Urzędu Statystycznego, w 2015 r. w 5,4 proc. gospodarstw domowych brakowało pieniędzy na jedzenie, a 37,9 proc. nie stać było choć na tydzień wakacji.

Jak podaje GUS, badanie prezentuje zestaw podstawowych wskaźników umożliwiających ocenę ważnych obszarów jakości życia. W opracowaniu zwarte są najbardziej aktualne dane odnoszące się przede wszystkim do lat 2014-2015.

W 2014 r. w ubóstwie skrajnym, czyli na poziomie minimum egzystencji (oznacza to wydatki ok. 6,5 tys. zł rocznie) żyło 7,4 proc. osób. Minimum egzystencji obliczane jest przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Uwzględnia tylko te potrzeby, których zaspokojenie nie może być odłożone w czasie, a konsumpcja niższa od tego poziomu prowadzi do biologicznego wyniszczenia.

W 2014 r. dochód rozporządzalny w polskim gospodarstwie domowym wynosił średnio 1712 zł. To bieżące dochody pomniejszone o zaliczki na podatek dochodowy i składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne; w jego skład wchodzą pieniądze, ale i spożycie naturalne (np. jabłka w własnego sadu) oraz towary i usługi otrzymane nieodpłatnie.

Tylko 12,6 proc. gospodarstw oceniło, że pieniędzy wystarcza im na wiele, bez specjalnego oszczędzania, lub że mogą sobie pozwolić na pewien luksus. Zdecydowana większość (31,7 proc.) bardzo oszczędnie gospodaruje budżetem, lub nie wystarcza im pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

W 2015 r. w 5,4 proc. gospodarstw brakowało pieniędzy na żywność. Jak wyjaśnił GUS, są to gospodarstwa, w których – z powodów finansowych – nie wszystkie osoby dorosłe mogły pozwolić sobie na jedzenie mięsa, drobiu, ryb lub wegetariańskich odpowiedników oraz świeżych owoców i warzyw co drugi dzień.
W 2015 r. 17,7 proc. osób uznawało, że żyją w mieszkaniach zbyt małych na swoje potrzeby.