Dość marnotrawstwa

Dość marnotrawstwa

Od 2016 roku francuskie supermarkety nie będą mogły wyrzucać ani niszczyć żywności. Produkty o krótkim terminie ważności będą musiały oddać organizacjom charytatywnym lub firmom, które przetworzą je na kompost. Nowe prawo kładzie także nacisk na edukację – dzieci mają się uczyć na lekcjach, dlaczego nie wolno marnować jedzenia. Polacy są za to w Unii Europejskiej w czołówce marnotrawców.

Według ministerstwa środowiska we Francji co roku trafia do kosza ponad 7 mln ton żywności. Najwięcej, bo aż 67 proc., marnuje się jej w gospodarstwach domowych, 15 proc. w restauracjach, a 11 proc. w sklepach. Według Agencji ds. Środowiska i Zarządzania Energią w ciągu roku statystyczny Francuz wyrzuca do kosza jedzenie o wartości 159 euro. Zgromadzenie Narodowe przegłosowało prawo, zgodnie z którym supermarkety nie będą już mogły wyrzucać żywności ani jej niszczyć, np. polewając chemikaliami, by nikt nie mógł jej zabrać ze śmietnika.
Senat zajmie się ustawą w pierwszej połowie stycznia. Jednak głosowanie w wyższej izbie parlamentu to raczej formalność, bo w Zgromadzeniu projekt poparły i rządząca lewica, i prawica. Głosowanie zbiegło się w czasie z konferencją klimatyczną w Paryżu. Posłowie przekonywali więc, że walka z marnotrawstwem żywności to także walka o lepsze środowisko. „Wyrzucenie do śmietnika bagietki to jak opróżnienie wanny pełnej wody, a kilograma mięsa, to jak zmarnowanie 15 tys. litrów” – mówił podczas debaty Jean-Pierre Decool z centroprawicowej partii Republikanie.

Władze Paryża wraz ze zrzeszeniem restauracji, kawiarni i hoteli Synhorcat-GNI zachęcają klientów w 100 lokalach, by, jeśli nie zjedzą wszystkiego, co zamówili, zabierali resztki do domu. Według sondażu, który powstał na zlecenie zrzeszenia, blisko 60 proc. respondentów przyznało, że nie zjada całego posiłku w restauracji, a 75 proc. chętnie zabrałoby do domu to, czego nie da rady skonsumować.

Arash Derambarsh, radny podparyskiego Courbevoie i pomysłodawca kampanii na rzecz walki z marnotrawstwem żywności, która doprowadziła do zmiany prawa, chciałby, żeby prawo zakazujące supermarketom marnowania jedzenia wprowadzono na terenie całej UE. Petycję w tej sprawie skierował do przedstawicieli Komisji Europejskiej i umieścił na portalu Change.org. Ma tam ona już blisko 750 tys. podpisów. Musi ich zebrać milion z co najmniej siedmiu państw członkowskich, by Komisja rozpatrzyła sprawę.

Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że obywatele UE co roku wyrzucają ok. 90 mln ton żywności. Oznacza to, że jedna osoba marnuje aż 179 kg jedzenia. Polska jest w niechlubnej czołówce państw, które wyrzucają najwięcej – ok. 9 mln ton. Do 2025 r. UE chce o połowę zmniejszyć te statystyki. Jedna z unijnych propozycji to usunięcie z opakowań niektórych produktów (m.in. makaronu, ryżu, herbaty i kawy) daty przydatności do spożycia – ok. 15 proc. żywności trafia do kosza tylko z powodu jej przekroczenia.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Konkretne wsparcie

Konkretne wsparcie

1000 zł miesięcznie przez rok otrzymają od stycznia rodziny, w których urodzi się dziecko, a które do tej pory nie mogły skorzystać z urlopu rodzicielskiego lub macierzyńskiego. Chodzi m.in. o studentów, bezrobotnych czy rolników.

Do tej pory podczas urlopu poświęconego na opiekę nad nowo narodzonym dzieckiem zasiłek macierzyński otrzymywali tylko ci rodzice, którzy mieli umowę o pracę, oraz osoby, które same opłacały ubezpieczenie chorobowe. Teraz tysiąc złotych na rękę, przez cały rok, otrzymają ci, którzy byli takiego wsparcia pozbawieni, a więc studenci, bezrobotni (niezależnie od tego, czy są zarejestrowani w urzędzie pracy, czy nie), pracujący na umowach cywilnoprawnych. O przyznanie świadczenia będą mogły również ubiegać się osoby zatrudnione lub prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą, jeżeli nie będą pobierały zasiłku macierzyńskiego. Jak podaje MRPiPS, skorzystają z niego również rodzice, których dziecko urodzi się przed 1 stycznia 2016 r., a którzy nie mają prawa do zasiłku macierzyńskiego – w takim przypadku świadczenie rodzicielskie będzie im przysługiwało od 1 stycznia 2016 r. do ukończenia przez dziecko 1 roku życia (odpowiednio dłużej w przypadku wieloraczków).

„Wprowadzenie świadczenia rodzicielskiego wypełnia lukę, która powstała w wyniku tego, że bardzo niewiele młodych osób ma umowę o pracę uprawniającą do urlopu i zasiłku macierzyńskiego czy rodzicielskiego. Dotyczy to także osób, które nie pracują albo pracują na zlecenie czy na umowę o dzieło, rolniczek i przedsiębiorczyń, które – gdyby nic się nie zmieniło – w okresie wychowywania dzieci miałyby bardzo małe dochody” – wyjaśnia ekspertka Instytutu Spraw Publicznych Agata Chełstowska. „Pozytywnie trzeba oceniać fakt, że w ogóle takie świadczenie zostanie wprowadzone (…) Nie jest to świadczenie jednorazowe (…), bo takie w bardzo małym stopniu zmienia sytuację rodziców. Jednorazowe świadczenie wystarczy na wózek, na część ubrań. Natomiast świadczenie wypłacane co miesiąc to konkretne wsparcie” – dodaje.

Chełstowska uważa jednak, że najbardziej skutecznym narzędziem pomocy rodzinie jest rozbudowanie opieki instytucjonalnej nad dzieckiem. „Dzietność wzrasta też wtedy, gdy kobiety mają stabilną sytuację na rynku pracy, tzn. wiedzą, że mogą wrócić do pracy, a ich sytuacja materialna w wyniku posiadania dziecka za bardzo się nie pogorszy” – powiedziała.

Nowe świadczenie będzie przyznawane niezależnie od dochodu rodziny i będzie można je pobierać przez rok (52 tygodnie) w przypadku urodzenia bądź przyjęcia na wychowanie jednego dziecka, przez 65 tygodni w przypadku dwójki dzieci, 67 tygodni – trójki, 69 tygodni – czwórki, a przy piątce i więcej – 71 tygodni.

By otrzymać tysiąc złotych miesięcznie (jest to kwota netto, gdyż świadczenie nie podlega opodatkowaniu ani innym obciążeniom), rodzic będzie musiał złożyć w gminie odpowiedni wniosek. W praktyce świadczenia w gminach realizowane są najczęściej w ośrodkach pomocy społecznej, urzędach miast/gmin lub sporadycznie w innych jednostkach organizacyjnych gmin powołanych do tego celu – informację, jaki urząd realizuje świadczenia rodzinne w danej gminie, osoba zainteresowana uzyska w urzędzie miasta lub gminy. Ma być też możliwość wysłania wniosku przez internet.

Duży może więcej?

Duży może więcej?

Pięć największych banków w Wielkiej Brytanii, pomimo gigantycznych zysków, nie zapłaciło w 2014 roku podatku dochodowego od firm CIT.

Jak donosi agencja Reuters, chodzi o takich gigantów, jak JP Morgan, Bank of America Merrill Lynch, Deutsche Bank, Nomura Holdings i Morgan Stanley. Oprócz tych pięciu banków, agencja Reuters przyjrzała się także dokumentom szwajcarskiego UBS i amerykańskiego Goldman Sachs. W sumie 7 wziętych pod lupę banków zapłaciło w 2014 roku tylko 20 mln funtów podatku CIT, choć ich dochody wyniosły 3,6 mld funtów z 21 mld funtów przychodów.

Z dokumentów, do których dotarła agencja Reuters wynika, że banki wykorzystały istniejące w prawie podatkowym możliwości. Instytucje wykorzystywały ulgi podatkowe oraz wykazywały straty, zmniejszając kwoty podatków do zapłacenia.

Efektywnie i uczciwie

Efektywnie i uczciwie

Partnerzy społeczni współtworzący Radę Dialogu Społecznego, m.in. NSZZ „Solidarność”, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, zwrócili się do premier Beaty Szydło z apelem o stosowanie klauzul społecznych w przetargach publicznych.

Zwracają uwagę na konieczność zobligowania wszystkich podmiotów publicznych, w szczególności spółek skarbu państwa, do stosowania klauzul społecznych wszędzie tam, gdzie jest to uzasadnione okolicznościami wielokrotnie wskazywanymi przez ustawodawcę. Podmioty, które podpisały się pod apelem, podkreślają, że wprowadzenie klauzul w zamówieniach publicznych zwiększy bezpieczeństwo pracowników na rynku pracy oraz spowoduje, że rozstrzyganie przetargów będzie odbywać się z punktu widzenia społecznego w bardziej racjonalny sposób. Zgodnie z prawem unijnym zamówienia publiczne powinny realizować również interes społeczny.

W październiku 2014 r. weszła w życie nowelizacja ustawy Prawo Zamówień Publicznych, która poszerzyła katalog klauzul społecznych o wymóg stosowania umów o pracę w zamówieniach publicznych, jeżeli jest to uzasadnione przedmiotem zamówienia lub charakterem wykonywanych czynności. Celem tej zmiany była eliminacja trwającej od wielu lat patologii: pracodawcy konkurowali między sobą stale obniżając koszty pracy. Doprowadziło to do zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi w wielu branżach oferujących usługi dla administracji i podmiotów publicznych. Zjawisko to od 2008 roku było potęgowane przez brak waloryzacji kontraktów w oparciu o rosnące wynagrodzenie minimalne.

„Klauzule społeczne to jedno z najefektywniejszych narzędzi, które funkcjonuje na rynku zamówień publicznych, biorąc pod uwagę możliwości zwiększania bezpieczeństwa pracowników przy zachowaniu racjonalności działalności biznesowej. Niestety, pomimo wdrożonych w 2014 roku regulacji i zaleceń Rady Ministrów, stosuje je tylko 3 proc. zamawiających – pozostała część nie respektuje intencji ustawodawcy w tym zakresie. Warto zaznaczyć, że nowe regulacje przewidują naprawdę szeroki katalog kryteriów jakościowych, na podstawie których można wyłonić najkorzystniejszą ofertę” – mówi Marek Kowalski, ekspert rynku zamówień publicznych, członek Rady Dialogu Społecznego.