Starsi, ale nie gorsi

Starsi, ale nie gorsi

Nowa ustawa o osobach starszych – definiowanych jako osoby powyżej 60 roku życia – zakłada, że monitorowanie ich sytuacji obejmować będzie m.in. analizowanie informacji dotyczących demografii, dochodów, warunków mieszkaniowych, aktywności zawodowej, zdrowia, niepełnosprawności, aktywności społecznej i obywatelskiej oraz edukacyjnej, kulturalnej czy sportowej, a także dostępności i poziomu pomocy socjalnej.

W myśl ustawy monitorowanie sytuacji osób starszych ma być prowadzone przez ministra właściwego do spraw zabezpieczenia społecznego przy wykorzystaniu m.in. informacji statystycznych, wyników badań naukowych, danych pozyskanych od innych organów administracji publicznej, państwowych jednostek organizacyjnych oraz pozostałych organizacji zaangażowanych w kształtowanie sytuacji osób starszych w Polsce.

Podczas prac nad ustawą posłowie wskazywali, że zmieniająca się struktura demograficzna polskiego społeczeństwa stawia przed państwem nowe wyzwania. Celem wprowadzanych zmian jest zapewnienie osobom starszym warunków do wydłużenia aktywności zawodowej, społecznej i edukacyjnej oraz samodzielnego, zdrowego i bezpiecznego życia.

Polska należy do nielicznych krajów europejskich, w których nie ukształtowano systemu monitorowania sytuacji życiowej populacji osób starszych, uwzględniającego aspekty społeczne, ekonomiczne i zdrowotne. Wchodząca w życie ustawa ma to niebawem zmienić.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Szybciej i uczciwiej

Szybciej i uczciwiej

Resort pracy chce, by umowa o pracę była podpisywana przed rozpoczęciem zatrudnienia, a nie, jak dotychczas, do końca pierwszego dnia świadczenia pracy. Zmiana ta ma wyciągnąć tysiące Polaków z szarej strefy.

Według NBP w szarej strefie pracuje nawet 2 mln Polaków. Z szacunków samego resortu pracy wynika, że osób bez żadnej umowy pracuje 379 tys, również dlatego, że pracodawca wydłuża w nieskończoność pierwszy dzień pracy, choć zgodnie z obowiązującym teraz prawem do końca tego dnia powinien podpisać z pracownikami umowę. Jak wynika z danych Państwowej Inspekcji Pracy, firmy nagminnie lekceważą wymagany prawem termin podpisania umowy. W 2014 r. robiła to co piąta (18 proc.)  z niemal 24 tys. skontrolowanych firm.

Zmiana proponowana przez resort pracy ma ten proceder ukrócić. „To jedno z najczęstszych i jednocześnie najłatwiejszych do usunięcia nadużyć” – mówi Stanisław Szwed, wiceszef Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort ma nadzieję, że w przypadku części spośród 379 tys. osób pracujących bez umowy zostanie zalegalizowana jakaś relacja pracownicza: podpiszą umowę o pracę lub umowę cywilnoprawną.

Sama propozycja nie jest nowa. Podobną forsował już poprzedni rząd PiS. Przepadła, bo, jak wyjaśnia Szwed, zaprotestowało lobby pracodawców. Teraz jednak nie zamierzają oni mocno protestować. Pozostali uczestnicy rynku pracy są w ocenie nowelizacji jednomyślni. „Zdecydowanie popieramy to rozwiązanie, bo sprzyja ono zwiększeniu stabilności pracy” – mówi Piotr Szumlewicz z OPZZ.

Obecne przepisy w Kodeksie pracy mówią, że jeżeli umowa o pracę nie została zawarta z zachowaniem formy pisemnej, pracodawca powinien, najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy przez pracownika, potwierdzić pracownikowi na piśmie ustalenia co do stron umowy, rodzaju umowy oraz jej warunków. Oznacza to, że takie potwierdzenie powinno być pracownikowi dostarczone  do końca pierwszego dnia pracy. Z kontroli przeprowadzanych przez Państwową Inspekcję Pracy wynika, że w praktyce regulacja ta jest wykorzystywana przez pracodawców do nielegalnego zatrudniania pracowników. W razie kontroli prowadzonej przez inspektora pracy regułą jest tłumaczenie, że pracownicy nie posiadają ani pisemnych umów o pracę ani pisemnych potwierdzeń warunków umowy, ponieważ jest to pierwszy dzień, w którym zostali dopuszczeni do pracy i pisemne potwierdzenie zostanie dostarczone do końca ich dnia pracy.

Jak wynika ze Sprawozdania Państwowej Inspekcji Pracy w 2014 r. nielegalne zatrudnienie stwierdzono w 18 proc. kontrolowanych podmiotów (w 2013 r. – w 18 proc., w 2012 r. – w 16 proc.). Nieprawidłowości te dotyczyły 6,2 proc. osób objętych kontrolą (w 2013 r. – 7,4 proc., w 2012 r. – 6,6 proc.), tj. ponad 10,3 tys. pracobiorców (w 2013 r. – 13,1 tys., w 2012 r. –11,7 tys.). Tak samo jak w poprzednich latach stwierdzano je najczęściej w transporcie i gospodarce magazynowej oraz usługach gastronomicznych.

Co się zmieni? Projekt zmian w Kodeksie pracy wprowadzi obowiązek potwierdzania pracownikowi na piśmie podstawowych ustaleń związanych z zawarciem umowy o pracę jeszcze przed dopuszczeniem go do pracy. Zmiany spowodują, że część spośród 379 tys. osób pracujących dotychczas bez pisemnej umowy o pracę ani bez pisemnego potwierdzenia podstawowych ustaleń związanych z zawarciem umowy będzie pracować legalnie.

Projekt zmian w Kodeksie pracy został przekazany do konsultacji społecznych.

Dość marnotrawstwa

Dość marnotrawstwa

Od 2016 roku francuskie supermarkety nie będą mogły wyrzucać ani niszczyć żywności. Produkty o krótkim terminie ważności będą musiały oddać organizacjom charytatywnym lub firmom, które przetworzą je na kompost. Nowe prawo kładzie także nacisk na edukację – dzieci mają się uczyć na lekcjach, dlaczego nie wolno marnować jedzenia. Polacy są za to w Unii Europejskiej w czołówce marnotrawców.

Według ministerstwa środowiska we Francji co roku trafia do kosza ponad 7 mln ton żywności. Najwięcej, bo aż 67 proc., marnuje się jej w gospodarstwach domowych, 15 proc. w restauracjach, a 11 proc. w sklepach. Według Agencji ds. Środowiska i Zarządzania Energią w ciągu roku statystyczny Francuz wyrzuca do kosza jedzenie o wartości 159 euro. Zgromadzenie Narodowe przegłosowało prawo, zgodnie z którym supermarkety nie będą już mogły wyrzucać żywności ani jej niszczyć, np. polewając chemikaliami, by nikt nie mógł jej zabrać ze śmietnika.
Senat zajmie się ustawą w pierwszej połowie stycznia. Jednak głosowanie w wyższej izbie parlamentu to raczej formalność, bo w Zgromadzeniu projekt poparły i rządząca lewica, i prawica. Głosowanie zbiegło się w czasie z konferencją klimatyczną w Paryżu. Posłowie przekonywali więc, że walka z marnotrawstwem żywności to także walka o lepsze środowisko. „Wyrzucenie do śmietnika bagietki to jak opróżnienie wanny pełnej wody, a kilograma mięsa, to jak zmarnowanie 15 tys. litrów” – mówił podczas debaty Jean-Pierre Decool z centroprawicowej partii Republikanie.

Władze Paryża wraz ze zrzeszeniem restauracji, kawiarni i hoteli Synhorcat-GNI zachęcają klientów w 100 lokalach, by, jeśli nie zjedzą wszystkiego, co zamówili, zabierali resztki do domu. Według sondażu, który powstał na zlecenie zrzeszenia, blisko 60 proc. respondentów przyznało, że nie zjada całego posiłku w restauracji, a 75 proc. chętnie zabrałoby do domu to, czego nie da rady skonsumować.

Arash Derambarsh, radny podparyskiego Courbevoie i pomysłodawca kampanii na rzecz walki z marnotrawstwem żywności, która doprowadziła do zmiany prawa, chciałby, żeby prawo zakazujące supermarketom marnowania jedzenia wprowadzono na terenie całej UE. Petycję w tej sprawie skierował do przedstawicieli Komisji Europejskiej i umieścił na portalu Change.org. Ma tam ona już blisko 750 tys. podpisów. Musi ich zebrać milion z co najmniej siedmiu państw członkowskich, by Komisja rozpatrzyła sprawę.

Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że obywatele UE co roku wyrzucają ok. 90 mln ton żywności. Oznacza to, że jedna osoba marnuje aż 179 kg jedzenia. Polska jest w niechlubnej czołówce państw, które wyrzucają najwięcej – ok. 9 mln ton. Do 2025 r. UE chce o połowę zmniejszyć te statystyki. Jedna z unijnych propozycji to usunięcie z opakowań niektórych produktów (m.in. makaronu, ryżu, herbaty i kawy) daty przydatności do spożycia – ok. 15 proc. żywności trafia do kosza tylko z powodu jej przekroczenia.

Wyzysk w biały dzień

Wyzysk w biały dzień

Według raportu Global Financial Integrity, Polska jest w dwudziestce krajów najbardziej poszkodowanych przez zagraniczne korporacje. Znalazła się tam jako jedyne państwo Unii Europejskiej, a szacowane z tego tytułu straty sięgają stu miliardów złotych rocznie.

Jak informuje „Polska The Times”, ta badająca nielegalne przepływy finansowe organizacja wskazuje, że ponad 80 proc. oszustw stanowi tzw. misinvoicing czyli umyślne popełnianie błędów w fakturowaniu, w celu transferu pieniędzy do innego kraju. Największe nielegalne transfery pieniędzy mają miejsce w Chinach, Rosji, Meksyku czy Indiach, a Polska znalazła się na tej liście jako jedyny kraj z Unii Europejskiej. Raport GFI potwierdza opinie na temat polskiego systemu podatkowego, opracowane wcześniej np. przez Komisję Europejską. Według ekspertyz zleconych przez tę instytucję, na skutek oszustw związanych z niepłaceniem podatków VAT, CIT oraz ceł, polski budżet traci rocznie nawet 100 mld zł.

Minister finansów Paweł Szałamacha zapowiedział utworzenie rady ds. unikania opodatkowania, a także zajęcie się tzw. klauzulą obejścia prawa, która dotychczas umożliwiała obniżanie płaconych podatków.

Raport Komisji Europejskiej poświęcony zjawisku niepłacenia podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) przez międzynarodowe korporacje dowodzi, że ma ono miejsce w całej Unii Europejskiej i przynosi straty w wysokości 120 mld euro rocznie. Niemal 10 proc. z tej kwoty to pieniądze, które powinny trafić do polskiego budżetu – łącznie jest to 46 miliardów zł., a wyłudzenia podatku VAT według danych MWF sięgają 3 proc. polskiego PKB, czyli w roku 2014 wyniosły ponad 50 mld zł.