Inspektor nie puka dwa razy

Inspektor nie puka dwa razy

Czeka nas zmiana na lepsze, jeśli chodzi o nadzór nad warunkami zatrudnienia: inspektorzy pracy będą wreszcie mogli kontrolować firmy „na legitymację”, czyli bez siedmiodniowego uprzedzenia. Kontrole PIP bez zapowiedzi zdecydowanie zwiększą skuteczność działań inspekcji pracy.

Jak pisze portal wyborcza.biz, w piątek szefowa PIP Iwona Hickiewicz podpisała pismo, z którego wynika, że zmianie ulegnie dotychczasowa interpretacja przepisów obowiązująca w inspekcji pracy. Do tej pory inspektorzy wchodzący do firm na kontrolę musieli z siedmiodniowym wyprzedzeniem.informować przedsiębiorcę o zamiarze jej wszczęcia.

Nie jest to pomysł nowy. Już we wrześniu 2015 r., składając w sejmie sprawozdanie z działania inspekcji za rok 2014, Hickiewicz mówiła o konieczności wprowadzenia niezapowiedzianych kontroli. Według niej radykalnie zwiększyłoby to ich skuteczność.

Inspektorzy pracy przeprowadzili w 2014 r. 90,1 tys. kontroli u ponad 72,7 tys. pracodawców i innych podmiotów, na rzecz których pracę świadczyło 3,7 osób. Dopatrzyli się aż 91,8 tys. wykroczeń przeciwko prawom pracowników i odzyskali na rzecz prawie 83 tys. pracowników niewypłacone wynagrodzenia i inne świadczenia ze stosunku pracy na kwotę 105,5 mln zł. Strach pomyśleć, jaka byłaby skala wykrytych wykroczeń oraz szkód, gdyby kontrole nie były przeprowadzane po wcześniejszej zapowiedzi.

Inspektorzy pracy od dawna wskazywali, że zapowiadanie kontroli umożliwia nieuczciwym przedsiębiorcom tuszowanie naruszeń prawa i sprawia, że ich praca staje się nieskuteczna. Skąd jednak wziął się obowiązek wysyłania zawiadomień? W całej Europie inspektorzy pracy wchodzą na kontrole do firm bez uprzedzenia. Kierują się przy tym konwencją nr 81 Międzynarodowej Organizacji Pracy, czyli prawem międzynarodowym, które nadaje im uprawnienie do przeprowadzania kontroli w dowolnym terminie i czasie. W Polsce panowało jednak zamieszanie, bo część przedsiębiorców chcących uniknąć kontroli powołuje się na ustawę o swobodzie działalności gospodarczej, która ogranicza czas i liczbę kontroli w podmiotach.

Konwencję stosowano też zbyt literalnie: w odniesieniu do sklepów i punktów handlowych, a z wyłączeniem zakładów usługowych. Tym samym np. pracownik magla, który zgłosił do PIP problem związany z czasem lub warunkami pracy, mógł czekać na inspektora w nieskończoność, bo kontrola musiała się najpierw zapowiedzieć, a jego pracodawca mógł nie odebrać listu.

Stowarzyszenie Inspektorów Pracy RP od wielu lat apelowało, aby wzorem całej Europy kierować się prawem międzynarodowym, które ma prymat nad ustawami krajowymi. Ostatecznie udało się. Danuta Rutkowska, rzeczniczka PIP, mówi: „Przyjęliśmy, zgodnie ze stanowiskiem rządu, że konwencja nr 81 MOP ma zastosowanie do wszystkich przedsiębiorców objętych zakresem działania PIP. Inspektor pracy nie będzie więc musiał stosować niektórych przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, m.in. zawiadamiać o zamiarze wszczęcia kontroli. Ma to na celu zwiększenie skuteczności działania PIP”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jak skruszyć stal

Jak skruszyć stal

1050 pracowników walijskich hut stali Tata Steel zostało wczoraj zwolnionych z pracy. Firma „usprawiedliwia” ten ruch „bardzo trudnymi warunkami rynkowymi”.

Jak pisze portal BBC, szefowie i dyrektorzy korporacji zasłaniają się „prawdziwą troską o zagrożony przemysł stalowy”, jednak jednocześnie, jak twierdzą, „pomoc państwa ani częściowa nacjonalizacja nie byłyby krokiem do przodu”. Zdaniem Partii Pracy pomoc rządowa dla tej gałęzi przemysłu była do tej pory znikoma, wbrew temu, co mówi David Cameron, który obiecuje teraz „wszelką pomoc dla przemysłu i lokalnych społeczności”.

Tani import z Chin, silny funt i wysokie koszty energii były gwoździem do trumny walijskich hut. Wczoraj rano setki robotników zostało po przybyciu do pracy poinformowanych, że tracą swoje miejsca zatrudnienia. Te zwolnienia to trąbka sygnałowa dla serii kolejnych, które będą miały miejsce w 2016 r., oraz konsekwencja poprzednich – w 2015 r. zwolniono bowiem w przemyśle stalowym aż 5000 pracowników. Gareth Stace, dyrektor UK Steel, powiedział: „Kolejne zwolnienia będą czerwonym światłem i ostrzegawczym sygnałem dla rządu, związków zawodowych i korporacji Tata – należy szukać długoterminowych rozwiązań”.

Poseł Partii Pracy, Stephen Kinnock, mówi: „Dla brytyjskiego przemysłu stalowego jest już za pięć dwunasta. Rodziny, gospodarstwa domowe i społeczności lokalne w całej Południowej Walii polegały na pracy w hucie Port Talbot. Była ona dumą miasta”.

Alan Coombs ze związku zawodowego pracowników przemysłu stalowego dodaje: „Mieliśmy nadzieję, że zarząd będzie miał dla nas jakąś propozycję, jednak nadal nic nie wiemy, co bardzo nas frustruje i martwi. Wygląda na to, że możliwość przetrwania coraz bardziej znika z horyzontu. Potrzebujemy planu, który moglibyśmy wdrożyć, bo znajdujemy się w niestabilnym położeniu i wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę”.

O problemach brytyjskiego przemysłu  stalowego pisaliśmy również tutaj: http://nowyobywatel.pl/2015/06/15/twardzi-jak-stal/

Walka Dawida z dyskontem

Walka Dawida z dyskontem

Wójt Sierakowic przez lata sprzeciwiał się powstaniu w gminie sklepów Biedronka oraz innych dyskontów. Kilka dni temu otwarto tam jednak pierwszy sklep tej sieci. Gmina nie składa broni. Sprawa ma zakończyć się w sądzie.

Aż do zeszłego tygodnia Sierakowice na Kaszubach były jedną z ostatnich gmin w Polsce, gdzie nie działał żaden dyskont. Ich ekspansji przez lata skutecznie przeciwstawiał się wójt Tadeusz Kobiela. W zeszły wtorek skończyła się jednak pewna epoka. Tego dnia w Sierakowicach otwarto Biedronkę.

„Skoro prawo krajowe nie chroni małego lokalnego handlu, to nie znaczy, że samorząd powinien z czystego wygodnictwa czynić podobnie” – twierdzi Kobiela. „Trudno czuć się przegranym skoro ma się przeciwko sobie zarówno duży międzynarodowy koncern, który stoi za siecią Biedronka, jak i starostwo powiatowe w Kartuzach. O ile zazwyczaj urzędnicy starostwa, szczególnie wydziału budownictwa, są aż do przesady skrupulatni i wnikliwie badający każde pismo i sprawę mającą zakończyć się decyzją, to w tym przypadku takiej wnikliwości zabrakło. Bagatelizowali nasze wnioski dotyczące uznania nas stronę, jak i wstrzymania wykonania decyzji do czasu wyjaśnienia sprawy. Widać było jakąś dziwną przychylność z ich strony względem pomysłu budowy Biedronki”.

Pomimo że Biedronka działa, sprawa nie jest wcale dla wójta zamknięta. Zapowiada on finał w sądzie, nie można bowiem jego zdaniem lekceważyć opinii gminy, która jest na danym terenie gospodarzem odpowiedzialnym za ład przestrzenny i bezpieczeństwo mieszkańców. Jak mówi włodarz: „Będziemy po prostu domagać się tego, aby respektowanego było prawo. Z chwilą otwarcia Biedronki nastąpiło zwiększenie ruchu samochodowego. Przypominam, że to miejsce przy skrzyżowaniu dróg wojewódzkich. Już i tak było tam ciasno, a teraz czekają nas ciągle korki i komunikacyjny paraliż”.

Na sugestię, że może nie warto ciągnąć sporu, wójt odpowiada: „Czyli co? Mamy zaakceptować stan taki jaki jest i sprawę zamieść pod dywan? Dla tzw. świętego spokoju? Skoro prawo krajowe nie chroni małego lokalnego handlu, to nie znaczy, że samorząd powinien z czystego wygodnictwa czynić podobnie. A w tym przypadku starano się na siłę nie uznawać naszych jakichkolwiek racji. Pomimo to resztką nadziei wierzę, że jednak żyjemy w państwie prawa”.

O sprawie pisaliśmy rok temu tutaj: http://nowyobywatel.pl/2015/01/14/kaszubski-raj-sklepikarzy/

Polaków portret smutny

Polaków portret smutny

Jak wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego „Jakość życia w Polsce” za rok 2014 i 2015, aż połowa gospodarstw domowych nie jest w stanie pokryć nieoczekiwanego wydatku w wysokości 1 tys. zł. Raport przedstawia także inne alarmujące dane.

GUS, próbując odmalować „dobrobyt po polsku”, uwzględnił w swojej publikacji następujące obszary: materialne warunki życia, zdrowie, edukację, aktywność ekonomiczną, czas wolny i relacje społeczne, osobiste bezpieczeństwo, jakość państwa i podstawowe prawa, a także jakość środowiska naturalnego w miejscu zamieszkania.

Według danych z raportu tylko 59 proc. Polaków jest zadowolonych ze swojej sytuacji zawodowej. Prawie 14 proc. pracuje w wydłużonym czasie pracy. 49 proc. gospodarstw domowych nie byłoby w stanie pokryć nieoczekiwanego wydatku, zaś 8,5 proc. ma zaległości w opłatach.

Udział wydatków na utrzymanie mieszkania w wydatkach ogółem to aż 20,1 proc. 17,7 proc. ludności mieszka w zbyt małych mieszkaniach, 7,4 proc. jest zagrożonych ubóstwem skrajnym, a 5,4 proc. brakuje pieniędzy na żywność. 31,7 proc. Polaków ocenia swój budżet domowy jako „zły”.