Kilof zamiast dzieciństwa

Kilof zamiast dzieciństwa

Do produkcji baterii do smartfonów oraz innych nowoczesnych urządzeń elektronicznych potrzebny jest kobalt. Ten zaś często wydobywany jest w afrykańskich kopalniach, które zatrudniają dzieci. Istnieją podejrzenia, że Apple, Microsoft, Samsung i inni korzystają z usług firm stosujących wątpliwe moralnie metody.

Jak pisze portal csr.forbes.pl, Amnesty International oraz African Resources Watch opracowały wspólny raport, z którego wynika, że w kopalniach Demokratycznej Republiki Konga przy wydobyciu kobaltu pracują nawet siedmioletnie dzieci, często po 12 godzin dziennie. Według organizacji Unicef w 2012 roku w tym kraju pracowało 40 tys. dzieci, z czego wiele w kopalnictwie. Jak informują w raporcie obie organizacje, chińska firma Huayou Cobalt kontrolująca w tym kraju główne kopalnie kobaltu sprzedaje surowiec producentom baterii bezpośrednio powiązanym z 16 dużymi międzynarodowymi markami, takim jak Apple, Microsoft, Samsung, Sony czy Vodafone. A to właśnie te kopalnie są szczególnie znane z zatrudniania dzieci, płacenia pracownikom głodowej stawki i niedbania o podstawowe wymogi bezpieczeństwa.

Kobalt staje się coraz bardziej pożądanym minerałem – używa się go głównie do produkcji litowych baterii do smartfonów. Rynek jego wydobycia jest jednak w Afryce zupełnie nieregulowany. Demokratyczna Republika Konga wielokrotnie była krytykowana za przyzwolenie na zatrudnianie w kopalniach dzieci oraz panujące w nich fatalne warunki pracy. Spółki nie przeprowadzają żadnych kontroli w kopalniach, udając, że nie widzą problemu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kryterium niesprawiedliwości

Kryterium niesprawiedliwości

Kryterium dochodowe stosowane w programie 500+ zaprzecza powszechności tego rozwiązania, twierdzi „Solidarność”. Związek nie zgadza się na ograniczenie wsparcia na pierwsze dziecko wśród rodzin najmniej zamożnych przy jednoczesnym wsparciu dzieci w rodzinach najzamożniejszych.

Związek zawodowy wskazuje w swej opinii na temat rządowego programu, że tylko 31 proc. rodzin otrzyma pieniądze na pierwsze dziecko. Prezydium NSZZ „Solidarność” wydało kilka dni temu stanowisko, w którym podkreślono, że związek popiera główny cel programu 500+, ale uważa, że „zaproponowane rozwiązania mogą mieć mocno ograniczone efekty, a zdefiniowane cele mogą być trudne do osiągnięcia”.

Związek pisze: „Ustanowienie kryteriów dochodowych uprawniających do świadczenia na pierwsze dziecko zaprzecza uznaniu tych rozwiązań za powszechne. Projektodawca w uzasadnieniu wykazuje, że przy kryterium określonym na poziomie 800 zł na członka rodziny (1200 zł, gdy w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne) jedynie 31 proc. wszystkich rodzin otrzyma świadczenie na pierwsze dziecko”.

„Solidarność” zwraca także uwagę, iż ustalona kwota uprawniająca do świadczenia jest niższa niż minimum socjalne dla rodzin z jednym dzieckiem, które wynosi ok. 880 zł lub 935 zł (w zależności od wieku dziecka), a to – jak napisano w opinii – oznacza brak wsparcia dla rodzin z jednym dzieckiem o dochodach poniżej minimum socjalnego, czyli żyjących na granicy ubóstwa. W takiej samej sytuacji znajdą się samotni rodzice, których dochody przekraczają nieznacznie wartość wynagrodzenia minimalnego. Związek napisał w swoim stanowisku, że nie zgadza się na ograniczenie wsparcia na pierwsze dziecko wśród rodzin najmniej zamożnych przy jednoczesnym wsparciu dzieci w rodzinach najzamożniejszych.

Program „Rodzina 500 plus” ma zacząć działać od 1 kwietnia. Zakłada on przekazywanie nieopodatkowanych 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko w rodzinie, bez dodatkowych warunków. Rodziny o niskich dochodach otrzymać mają wsparcie także na pierwsze dziecko.

„Gorszy” sort pracowników?

„Gorszy” sort pracowników?

Zatrudnieni na umowach śmieciowych i samozatrudnieni nadal nie mają prawa zrzeszania się w związkach zawodowych. Pomimo że w czerwcu 2015 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że to niezgodne z konstytucją, prawo nie zostało dostosowane do wyroku.

Jak wspomina portal wyborcza.biz, kilka dni temu rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar skierował wystąpienie do resortu pracy. Wezwał w nim ministerstwo do realizacji wyroku Trybunału. „Wyrok powinien zostać wykonany niezwłocznie po jego ogłoszeniu” – komentuje.

Tymczasem w Stoczni Gdańskiej dwieście pracujących na śmieciówkach osób, nie czekając na realizację wyroku, zrzeszyło się w związku zawodowym i wywalczyło prawo do urlopu. Międzyzakładowa Organizacja Związkowa przy Stoczni Gdańskiej zrzesza już w sumie ok. 150 samozatrudnionych i 50 osób na umowach cywilnych. Związek ma już pierwsze sukcesy: wynegocjował m.in. urlopy dla samozatrudnionych w stoczni i dopłaty do składek do ZUS osób zmuszonych do samozatrudnienia.

Międzyzakładowa organizacja „S” w Częstochowie od kilku lat przyjmuje wszystkich, bez względu na rodzaj umowy. Z kolei w ramach OPZZ działa Konfederacja Pracy. Kogo zrzesza? „Od laweciarzy sprowadzających auta do Polski po didżejów dyskotekowych” – mówi Michał Lewandowski z KP. Zrzeszyć się, będąc zatrudnionym na umowę śmieciową bądź nawet bezrobotnym, można również w związku zawodowym OZZ Inicjatywa Pracownicza, który tworzy komisje międzyzakładowe i komisje środowiskowe dla niepracujących w trybie etatowym. W statucie zapisano, że związek zrzesza nie pracowników, lecz „osoby sprzedające swoją pracę”. Teoretycznie Krajowy Rejestr Sądowy, w którym rejestrowane są związki zawodowe, mógłby odmówić jego rejestracji. Ale jak pokazuje praktyka, tak się nie zdarza. Adam Bodnar zamierza wkrótce wystosować pismo zachęcające wszystkie związki do korzystania z tego rozwiązania. Może to przyspieszyć cywilizowanie umów śmieciowych. „Są dwa sposoby: administracyjny – rząd odgórnie tworzy regulacje. Ale jest też drugi – upodmiotowienie pracowników poprzez danie im możliwości zrzeszania się. Szybciej dojdą swoich praw, organizując protest, niż tylko czekając na regulacje” – mówi Bodnar.

Pomimo możliwości wykorzystania takich sposobów, zmiana prawa jest kluczowa. Niestety, resort udziela dość wymijających informacji na temat projektu nowelizacji: „W projekcie przygotowanym przez ministerstwo będą oczywiście przewidziane pewne dodatkowe mechanizmy ochronne”. To wszystko.

Gdzie kucharek sześć, tam pacjenci głodni

Gdzie kucharek sześć, tam pacjenci głodni

Niesmaczne i skąpe posiłki w szpitalach i innych placówkach mają odejść w przeszłość. Za kilka tygodni ruszą wspólne kontrole Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Inspekcji Handlowej. Mają na celu doprowadzenie do ukarania nieuczciwych firm cateringowych. ​GIS i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, który nadzoruje Inspekcję, właśnie podpisały porozumienie w tej sprawie.

Pod lupę wspólnych kontroli trafi docelowo ponad 9 tysięcy placówek (szpitali, szkół, domów opieki czy sanatoriów), w których zamiast stołówek o posiłki dbają firmy cateringowe. Takich firm w całym kraju jest co najmniej tysiąc.

„Inspektorzy sanitarni dbają o bezpieczeństwo żywności, to kontrole zerojedynkowe: truje albo nie truje” – mówi rzecznik GIS Jan Bondar. I dodaje, że współpraca z Inspekcją Handlową pozwoli sprawdzić, czy pacjenci nie są oszukiwani. „Inspekcja ma uprawnienia do kontroli jakości handlowej, do sprawdzenia, czy to, co jest deklarowane, pokrywa się z z rzeczywistością”.

Dla nieuczciwych będą kary finansowe. „W szpitalach i sanatoriach, w których wykryjemy nieprawidłowości, będziemy prosić Narodowy Fundusz Zdrowia o dodatkowe kontrole” – zapewnia rzecznik.