Komunikacja miejska górą

Komunikacja miejska górą

W Wiedniu liczba posiadaczy rocznych biletów przekroczyła liczbę samochodów. Dla porównania – osiem lat temu aut było dwa razy więcej niż biletów. Ze statystyk przytaczanych przez gazetę „Der Standard” wynika, że obecnie wiedeńczycy pokonują za pomocą komunikacji zbiorowej 39 proc. swoich tras, 27 proc. przejeżdżają samochodami, drugie tyle pokonują pieszo, a 7 proc. przejeżdżają na rowerach.

Roczny bilet na komunikację miejską w Wiedniu kosztuje 365 euro, co w przeliczeniu na liczbę dni w roku daje 1 euro dziennie. Uprawnia on do nieograniczonego korzystania ze wszystkich środków komunikacji z wyjątkiem niektórych autobusów pospiesznych. Obecnie w stolicy Austrii używa go 700 tys. mieszkańców. W ciągu ostatniego roku liczba ta wzrosła o 7 proc. Według stanu na koniec 2015 r. w mieście zarejestrowanych jest 683 tys. samochodów osobowych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracownik na niby

Pracownik na niby

Aż 84 proc. umów-zleceń jest przez pracujących podpisywanych, ponieważ nie mają oni innego wyboru, zaś połowa samozatrudnionych pracuje najemnie w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę – wynika z badań GUS.

GUS przeprowadził niedawno szerokie badania modułowe „ Pracujący w nietypowych formach zatrudnienia. Wyliczono, że podczas pierwszych 9 miesięcy 2014 r. co najmniej milion osób (czyli minimum 6,9 proc. wszystkich pracujących) wykonywało pracę zarobkową w oparciu o inną formę umowy o pracę niż umowy objęte Kodeksem pracy. Chodzi tu o umowy-zlecenie, umowy o dzieło, oraz tzw. samozatrudnienie, czyli świadczenia usług przez osobę prowadzącą własną działalność gospodarczą. Dla ok. 2/3 tej grupy praca wykonywana była główną, w tym w zdecydowanej większości – jedyną pracą zarobkową w tym czasie.

Najpopularniejszą formą tego typu pozaetatowego zatrudnienia jest praca wykonywana w oparciu o umowę-zlecenie – dotyczy ona aż 65,7 proc. ogółu omawianej grupy. Samozatrudnieni w ramach umowy o świadczenie usług stanowili 16,1 proc.

Dla przeważającej liczby osób praca w oparciu o takie umowy nie była ich dobrowolnym wyborem. W przypadku umów-zleceń aż 84,3 proc. pracujących nie miała innego wyboru (w przypadku pozostałych umów cywilnoprawnych było to 65,4 proc.).

W przypadku 51,3 proc. samozatrudnionych to pracodawca uzależnił powierzenie im pracy od założenia przez nich działalności gospodarczej.

Płaćmy w kraju

Płaćmy w kraju

Przedsiębiorcy, którzy zaczęli prowadzić działalność gospodarczą za granicą, by płacić mniejsze składki na ubezpieczenia społeczne, muszą liczyć się z tym, że ZUS zgłosi się po zaległości – nawet do pięciu lat wstecz.

Według informacji „Rzeczpospolitej”, Sąd Najwyższy orzekł, że ZUS może sprawdzać takie firmy i jeśli uzna, że ich zagraniczna działalność jest fikcyjna, egzekwować zapłatę składek. Jako przykład może posłużyć historia przedsiębiorcy, który kilka lat temu zgłosił, że pracuje w Anglii i że tam zamierza opłacać składki. ZUS wszczął postępowanie sprawdzające i zażądał dowodów na przejazdy do Londynu oraz na wynajęcie tam mieszkania. Okazało się, że firmy, w których pracował Polak, są fikcyjne. Ubezpieczyciel postanowił wyegzekwować zaległe wpłaty. Nie pomogło odwołanie się do Sądu Najwyższego – ten przyznał rację egzekwującemu.

ZUS może więc sprawdzać tych, którzy fikcyjnie „zatrudnili się” bądź zarejestrowali firmę poza granicami kraju. Jest to proceder nienowy, a korzystają na nim głównie pośrednicy, którzy pomagają Polakom zawierać umowy na Litwie, w Czechach czy w Anglii.

Uczelnie pod wozem?

Uczelnie pod wozem?

Związkowcy alarmują, że rząd przeznaczy na szkolnictwo wyższe o ok. 229 mln zł mniej niż w poprzednim roku. Oznacza to, że rektorzy mogą odbić sobie straty, obniżając pracownikom płace.

Jak informuje portal gazetaprawna.pl, po trzech latach kolejnych podwyżek dla pracowników publicznych szkół wyższych, ich wynagrodzenia mogą zmaleć. W latach 2013–2015 poprzedni rząd przeznaczył ok. 5,8 mld zł na wzrost pensji akademików. Mimo że pula pieniędzy na dotację podstawową dla uczelni ma być powiększona o podwyżki, które były przyznawane w latach ubiegłych, to rektorzy nie są zobowiązani przeznaczać ich na utrzymanie wyższych płac. Łączna suma środków na szkolnictwo wyższe w 2016 r. zaś topnieje, mogą więc obcinać pensje pracownikom. „Obawiamy się, że uczelnie będą mogły starać się właśnie w ten sposób rekompensować straty” – mówi Bogusław Dołęga, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”.

Łączne wydatki na szkolnictwo wyższe zaplanowane na 2016 r. stanowią 15,78 mld zł i są niższe o 229,6 mln zł, tj. o 1,4 proc., od wydatków przewidzianych na ten cel w ustawie budżetowej na rok 2015.

Fundusz płac może być pierwszym miejscem, w którym rektorzy będą próbowali szukać oszczędności. „Główny kłopot polega na tym, że część uczelni przyznawała pieniądze na wzrost wynagrodzeń w formie dodatków do pensji, a nie podwyższała podstawy wynagrodzenia. Oznacza to, że teraz wystarczy jedynie zrezygnować z wypłaty dodatków” – mówi Janusz Rak, prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Katarzyna Zawada z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego uspokaja: „Możemy rozwiać obawy związków zawodowych. Zgodnie z art. 93 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym wydatki budżetu państwa planowane na finansowanie działalności uczelni publicznych są corocznie waloryzowane. Dodatkowo w dotacji podstawowej zostaną także uwzględnione skutki podwyżek przekazanych przez MNiSW na zwiększenie wynagrodzeń pracowników uczelni publicznych w latach 2013–2015, analogicznie jak były uwzględniane przy określaniu dotacji podstawowych w latach 2014 i 2015”.

Nie oznacza to jednak, że w niektórych uczelniach dotacja nie będzie mniejsza. Kwota ta, ustalona dla poszczególnych placówek na 2016 r., będzie wynikała bowiem z algorytmicznego podziału. „Oznacza to, że w wyniku tego podziału część uczelni może otrzymać dotację podstawową na poziomie wyższym, a część na poziomie niższym niż ubiegłoroczny” – dodaje Katarzyna Zawada.

Związkowcy nie są przekonani do prawdziwości jej słów. Janusz Rak mówi, że w latach 2013-2015 pieniądze na podwyżki dla akademików były asygnowane z rezerwy celowej, która mogła być wydana tylko na wzrost płac. W tym roku szkoły wyższe otrzymują je w ramach dotacji, a w tej nie jest wskazane, jaka pula środków ma trafić na utrzymanie wyższych pensji przyznanych w latach ubiegłych. „Nie byłoby problemu, gdyby poprzedni rząd nie pozostawiał tylko do decyzji uczelni, w jaki sposób będzie przyznawała podwyżki. Związkowcy apelowali wówczas, aby rektorzy byli zobowiązani zawierać porozumienia w tej sprawie z przedstawicielami pracowników. Tak się jednak nie stało” – dodaje.