Powrót z piekła

Powrót z piekła

Budowa kontenerowego osiedla dla tzw. trudnych lokatorów budziła od początku w Poznaniu wiele kontrowersji. Dziesięć kontenerów z „mieszkaniami” po 18 metrów kwadratowych każde postawiono przy ul. Średzkiej w 2011 r. W ubiegłym roku zapowiedziano jego likwidację. Kilka dni temu ogłoszono, że lokatorzy kontenerów będą stopniowo przenoszeni do innych mieszkań, a nikt nowy nie będzie na osiedle kierowany.

Jak podaje portal epoznan.pl, kontenery kosztowały 350 tysięcy złotych. Osiedlano w nich tzw. trudnych lokatorów, których władze miasta chciały pozbyć się z lepszych dzielnic, a dla których zabrakło mieszkań komunalnych i socjalnych o normalnym standardzie.

Mieszkanie w takim kontenerze to piekło – zimą trzeba dogrzewać się drogim ogrzewaniem elektrycznym, latem jest gorąco, bo nagrzewa się blacha, z której zbudowano „dom”. Lokale mają po 18 metrów i składają się z małego pokoju, mikroskopijnej łazienki i zlewu, który zastępuje kuchnię.

Nowe władze miasta początkowo zapewniały, że nie zamierzają powiększać osiedla, ale nie było też mowy o jego likwidacji. Dopiero w lipcu ubiegłego roku Arkadiusz Stasica, zastępca prezydenta Poznania, zapowiedział, że osiedle zostanie zlikwidowane. „Osobiście uważam, że taki sposób zaspokajania potrzeb mieszkaniowych nie powinien mieć miejsca, szczególnie w takim mieście jak Poznań. Trudni lokatorzy to jest problem, na który nie można spoglądać tylko przez pryzmat mieszkania. Tego czy lokator posiada mieszkanie, czy go nie ma. Z taką osobą trzeba pracować” – mówił.

Kilka dni temu zapadła decyzja o likwidacji osiedla. Nowi lokatorzy nie będą już kierowani do kontenerów, a ci którzy jeszcze w nich mieszkają, będą stopniowo przenoszeni do innych mieszkań. Opuszczone kontenery zostaną wykorzystane do innych celów lub sprzedane.

O poznańskim osiedlu kontenerowym i podobnych gettach na terenie kraju rozmawialiśmy przed kilkoma laty z Katarzyną Czarnotą z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów: http://nowyobywatel.pl/2011/07/27/powrot-do-getta/

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wieże przeciw miastu

Wieże przeciw miastu

Grupa kilkudziesięciu osób z gdańskich środowisk twórczych napisała list otwarty do Leszka Czarneckiego, właściciela i szefa rady nadzorczej LC Corp. Chcą, by zmienił projekt architektoniczny budynków, które firma planuje niebawem postawić w Gdańsku. W odpowiedzi otrzymali kategoryczne twierdzenie, że wprowadzenie zmian obniżyłoby rentowność przedsięwzięcia.

Na liście sygnatariuszy listu protestacyjnego jest wiele znanych nazwisk. Podpisali się pod nim m.in. Paweł Huelle, Stefan Chwin czy Krzysztof Skiba. Co wzbudziło tak wielką niechęć mieszkańców Trójmiasta? Planowane Młode Miasto to powstająca na terenach postoczniowych, budowana niemal od zera nowa dzielnica Gdańska. Zgodnie z założeniami miejsce miało wyróżniać się „najwyższej klasy architekturą”. Jedną z działek na terenie przyszłej dzielnicy zakupił właśnie deweloper LC Corp SA. W połowie stycznia zaprezentował projekt planowanego osiedla Bastion Wałowa. Już sama nazwa sugeruje powstawanie czegoś zamkniętego, odizolowanego, mało przyjaznego okolicy.

Osnową przyszłego osiedla mają być cztery 18-kondygnacyjne wieże. Projekt wzbudził estetyczne wątpliwości u prawie wszystkich oceniających go architektów, urzędników i konserwatorów zabytków. „Tu chodzi nie o wysokość tych budynków, ale o ich przeciętną architekturę i jeszcze gorsze rozwiązania urbanistyczne: budynki oddzielone są od ulicy wysoką ścianą, nie będzie wokół nich żadnego miejskiego życia, to zamknięte getto” – mówi Karol Spieglanin, prezes Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej.

Według informacji portalu wyborcza.biz, środowiska lokalnych twórców i aktywistów miejskich zawarły w liście do miliardera stanowczą prośbę o wpłynięcie na podległą mu firmę i zmianę projektu, który „bardziej pasuje do modernistycznych przedmieść niż do śródmieścia Gdańska”.

Odpowiedź przyszła dość szybko. Czarnecki uważa, że na ingerencję w projekt i plany jest za późno, a wszelkie zmiany „wiązałyby się z ryzykiem utraty rentowności przedsięwzięcia”. Kolejny list wystosował prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Prosi w nim właściciela firmy o spotkanie i wspólny namysł nad problemem, który określa w swoim piśmie jako „bulwersującą sprawę”. Na ten list Czarnecki jeszcze nie odpowiedział.

Sprawa niestety wydaje się z góry przegrana. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego zezwala na postawienie w tym miejscu tego typu budowli. Polubowne rozwiązanie sprawy zależy więc tylko od „dobrej woli” LC Corp.

Wesprzeć wszystkich

Wesprzeć wszystkich

Jeśli Szwajcarzy zagłosują na „tak” w referendum, każdy mieszkaniec kraju zyska prawo do dochodu gwarantowanego w wysokości 2,5 tys. CHF miesięcznie.

Jak informuje „The Local”,w zeszłym tygodniu rząd federalny zatwierdził propozycję wprowadzenia dochodu podstawowego. 5 czerwca zostanie ona poddana referendum. Tym samym Szwajcaria będzie pierwszym krajem na świecie, który podda pod głosowanie wprowadzenie dla swoich mieszkańców bezwarunkowego dochodu na poziomie krajowym.

Rząd federalny szacuje roczny koszt projektu na 208 mld CHF. Około 153 mld CHF pochodziłoby z podatków, a pozostałe 55 mld CHF miałoby zostać przeniesionych z wydatków na ubezpieczenia społeczne. Projekt przewiduje także comiesięczne wsparcie na dziecko w wysokości 625 CHF.

Zwolennicy rozwiązania chcą zniesienia zależności pomiędzy zatrudnieniem a dochodem.

O podobnych projektach pisaliśmy tutaj: http://nowyobywatel.pl/2016/01/14/tysiac-euro-dla-kazdego/

Zapłacą jak należy?

Zapłacą jak należy?

Sieć sklepów Ikea podnosi stawkę godzinową do 15 zł, czyli do poziomu postulowanego przez związki zawodowe.

Decyzja zapadła w ubiegłym roku, w życie weszła natomiast w styczniu 2016. Co ciekawsze, koncern nie stosuje umów cywilnoprawnych, a więc stawkę tę będą otrzymywali pracownicy zatrudnieni na etatach. Kwota 15 zł za godzinę oznacza, że osoba pracująca w 40-godzinnym wymiarze czasu pracy zarobi minimum 2,4 tys. zł brutto. To więcej niż pensja minimalna, bo ta wynosi od początku 2016 r. 1850 zł brutto.

15 zł na godzinę to więcej niż nowy projekt rządowy, zakładający opłacanie pracowników kwotą 12 zł za 60 minut pracy. Z dobrej wiadomości na temat Ikei cieszy się na łamach serwisu trybuna.eu Jan Guz, przewodniczący OPZZ: „Ikea wprowadza w życie postulat OPZZ! Od 1 stycznia wszyscy pracownicy sklepów zarabiają minimum 15 zł na godzinę. Okazuje się, że można!”.

Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej środowiska lewicowe i związkowcy, m.in. z OPZZ proponowali stawki minimalne na poziomie 12 zł dla pracowników etatowych i 15 zł dla tych na umowach cywilnoprawnych. „Proponujemy wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej wysokości 12 zł dla umów etatowych – w wymiarze miesięcznym byłoby to około 2 tys. zł, czyli 50 proc. średniego wynagrodzenia. Natomiast minimalna stawka godzinowa dla umów cywilnoprawnych powinna wynosić przynajmniej 15 zł brutto” – mówił jesienią Jan Guz.

Koncern meblowy ma niestety także na sumieniu ciemne sprawki. W 2011 r. wyszło na jaw, że firma unika płacenia znacznej części należnych podatków, gdyż rozlicza się za pośrednictwem specjalnej fundacji, działającej na terenie Liechtensteinu. Trzy lata później pękła kolejna bomba: tym razem Ikea była wymienia w jednym rzędzie z innymi koncernami, które dzięki tajemniczym spółkom-córkom założonym w Luksemburgu unikały odprowadzania podatków w Europie. Sprawą zajęła się Komisja Europejska.