Okraść legalnie

Okraść legalnie

1 stycznia 2016 r. miał oznaczać koniec umów śmieciowych. Od tego dnia wszystkie umowy-zlecenia mają być ozusowane tak jak zwykły etat. Firmy outsourcingowe jednak nie śpią. Znalazły już prosty sposób na ominięcie nowych zasad: dwumiesięcznicę.

Portal money.pl opisuje dokładnie przeszłe i obecne kombinacje zleceniodawców. Do nieuczciwych praktyk należało m.in. podpisywanie z pracownikami jednej ozusowanej umowy na jak najniższą pensję, przy jednoczesnym zawarciu z nimi kilka innych umów, od których składek płacić już nie było trzeba. Wszystko to odbywało się w zgodzie z prawem. 1 stycznia weszły w życie przepisy, które miały proceder wyeliminować, bo poprzedni rząd postanowił ozusować wszystkie umowy. Okazuje się, że tylko ograniczą one unikanie płacenia składek niż całkowicie zamkną taką optymalizację podatkową.

Agencje pracy już wymyśliły kilka tricków na ominięcie prawa. Jednym z pomysłów jest wypłacanie pracownikom tzw. dwumiesięcznicy. Wypłatę za dwa miesiące pracy zatrudniony dostaje pod koniec drugiego miesiąca, a firma składkę ZUS odprowadza jedynie od płacy minimalnej, czyli od 1850 zł brutto. Pozwoli to firmie zaoszczędzić ok. 350-400 zł na miesiąc, jeśli pracownik zarabia ok. 1500 zł. Pomimo konieczności zapłacenia prowizji agencji pracy tymczasowej, biznes się kręci. Działać w ten sposób mogą na przykład firmy ochroniarskie, sprzątające czy wynajmujące pracowników supermarketom.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pomagający bez pomocy

Pomagający bez pomocy

Dwustu pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi od stycznia protestuje. Walczą nie tylko o podwyżki. Są zbyt przeciążeni niebezpieczną i odpowiedzialną pracą.

Według informacji programu „TVN Uwaga”, łódzki MOPS to największa tego typu placówka w kraju. Tutejsi pracownicy mają prawie 30 tysięcy podopiecznych, podczas gdy we Wrocławiu „tylko” siedmioma tysiącami potrzebujących pomocy zajmuje się zbliżona liczebnie kadra.

W styczniu Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych rozpoczął w placówce strajk. Pracownicy codziennie stawiają się w miejscu pracy, nie wykonują jednak swoich zawodowych obowiązków. Zamiast tego rozmawiają, czytają gazety, śpiewają. „Miejcie świadomość, że walczymy o poprawę sytuacji wszystkich pracowników socjalnych w całej Polsce!” – zagrzewa protestujących do walki Agnieszka Głąbska ze związku.

Protestujący podkreślają, że ich praca jest bardzo odpowiedzialna i trudna. Bywa także niebezpieczna. „Pracownice socjalne wchodzą same, co najwyżej z koleżanką do miejsc, gdzie policja idzie z obstawą” – mówi pracownik socjalny Igor Langer. „Wielu ludzi nawet nie byłoby w stanie sobie wyobrazić rzeczy, z jakimi my stykamy się na co dzień w swojej pracy” – dodaje protestująca Renata Bednarek.

Strajkujący skarżą się też na zbyt wysoki poziom biurokracji. Obowiązek wypełniania masy dokumentów powoduje, że papiery trzeba zabierać do domów. Pojedynczy pracownik terenowy z łódzkiego ośrodka pomocy społecznej zajmuje się ponad 70 rodzinami. Powinien mieć ich nie więcej niż 50 , również dlatego, by każdej z nich móc poświęcić odpowiednią uwagę.

Płace za tak ciężką i obciążającą psychicznie pracę nie są oszałamiające. Pracownicy socjalni otrzymają średnio około dwóch tysięcy złotych netto. Mimo wcześniejszych protestów i manifestacji organizowanych przez związki zawodowe, a także obietnic ze strony władz miasta i dyrekcji, ich dochody nie uległy zmianie. Zapowiadają oni wobec tego zaostrzenie protestu: biorą pod uwagę strajk okupacyjny, a nawet głodówkę. Sprawą zainteresował się wojewoda łódzki, który będzie szukał dodatkowych funduszy na podwyżki.

„Tania” inspekcja?

„Tania” inspekcja?

„Solidarność” wystosowała oficjalny list do senatorów RP. Domaga się w nim przywrócenia Inspekcji Pracy 8 mln złotych, które „znikły” przy planowaniu budżetu tej instytucji na 2016 r.

W skierowanym do marszałka Senatu piśmie związek wnosi o uwzględnienie swoich uwag i zastrzeżeń w jego pracach. Jak informuje „Tygodnik Solidarność”, 22 lutego wejdzie w życie zmieniona ustawa Kodeks Pracy, która nakłada na PIP dodatkowe obowiązki. Na etapie konsultacji społecznych znajduje się projekt ustawy Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Nowe przepisy dołożą PIP dodatkowych obowiązków i nadadzą instytucji dodatkowe uprawnienia. Celem wprowadzanych tych zmian jest przeciwdziałanie patologiom rynku pracy, dlatego, według związku, PIP wymaga wzmocnienia, a ograniczenie finansowania będzie przeciwskuteczne.

Zwiększanie z jednej strony zadań i uprawnień Inspekcji przy jednoczesnym zmniejszaniu środków finansowych na jej działanie tworzy wrażenie realnego braku woli walki z nadużyciami i patologią występującymi na rynku pracy” – pisze „Solidarność” w swoim stanowisku.

Prezydium Komisji Krajowej apeluje do senatorów o wprowadzenie poprawki przywracającej w budżecie PIP kwotę prawie 8 mln zł, „obciętą” w rządowym projekcie budżetu na rok 2016.

Szkoły do kosza?

Szkoły do kosza?

W 2016 r. z edukacyjnej mapy Polski może zniknąć aż kilkadziesiąt szkół. Wstępne szacunki Ministerstwa Edukacji Narodowej wskazują, że samorządy mogą zgłosić do zamknięcia tyle samo placówek, ile zgłosiły w zeszłym roku. Od 2007 r. w Polsce przestało istnieć…ponad 2700 szkół.

Jak jednak informuje Portal Samorządowy, minister edukacji Anna Zalewska przypomina, że od 2016 r. obowiązują nowe przepisy, które pozwalają kuratorom oświaty zablokować likwidację szkoły. Kilku z nich już zadeklarowało gotowość skorzystania z tego prawa. Jednocześnie minister zachęca samorządy do wstrzymania się z takimi decyzjami. Być może po wprowadzeniu planowanych zmian w systemie edukacji organy prowadzące przestaną twierdzić, że nie opłaca się prowadzić szkół.

Na przyjęcie uchwał intencyjnych w sprawie zamiaru likwidacji szkół samorządy mają czas do końca lutego. Na szczęście praktyka zeszłych lat pokazuje, że liczba rzeczywiście zamykanych od września placówek jest mniejsza niż deklarowana na początku roku kalendarzowego. W 2015 roku samorządy deklarowały zamknięcie 99 placówek, ostatecznie zlikwidowano 27.

We wrześniu 2015 r., czyli jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, Związek Nauczycielstwa Polskiego wystąpił do z listem do sześciu ugrupowań politycznych. Proponował w nim podpisanie porozumienia na rzecz edukacji i jej pracowników. Jednym z punktów było wprowadzenia zakazu likwidacji szkół prowadzonych przez samorządy w celu przekazania ich do prowadzenia innym podmiotom.