Ameryka skręca w lewo?

Ameryka skręca w lewo?

Styczniowe badania opinii publicznej w USA, prowadzone przez platformę YouGov, wykazały zastanawiające wyniki – respondenci poniżej 30. roku życia, zapytani o opinię na temat kapitalizmu i socjalizmu, wskazali socjalizm jako „bardziej pożądany”. Rezultat wskazuje 42 proc. do 32 dla socjalizmu.

Badania te zostały przeprowadzone między 25 a 27 stycznia 2016 r., a o ich wynikach piszą od kilku dni wszystkie amerykańskie media. „The Washington Post” nawiązuje do nadchodzących wyborów prezydenckich, pisząc: „Millennials [tzw. generacja Y, czyli młodzi ludzie urodzeni od wczesnych lat 90. do 2000 roku – przyp. red.] wolą Berniego Sandersa od Hillary Clinton wcale nie dlatego, że Bernie odpowiada im, gdy przymkną oko na jego socjalizm – otóż ten socjalizm się im podoba. To nie wada, to cecha”.

Jak wyglądają wyniki dla pozostałych grup demograficznych? 52 proc. ogółu badanych wyraziło „pozytywną” opinię na temat kapitalizmu, a 1/3 postrzega socjalizm jako „łaskawszy i bardziej korzystny”. Wyborcy Demokratów uznali oba systemy za identycznie korzystne, a kapitalizm jako „najkorzystniejszy” wybrali, jak się można było spodziewać, Republikanie, ludzie po 65. roku życia oraz osoby najzamożniejsze.

Pół roku wcześniej podobne badania zostały przeprowadzone przez platformę Gallup. Tym razem nie pytano o socjalizm i kapitalizm, lecz zadano pytania konkretniejsze – na kandydata reprezentującego jakie wartości, legitymującego się jakim pochodzeniem etnicznym, orientacją seksualną, wyznaniem głosowaliby badani, na jakiego zaś nie. Hipotetyczni kandydaci mieli przypisane cechy takie jak „czarnoskóry”, „gej/lesbijka”, „muzułmanin”, „żyd”, „katolik”, „kobieta” oraz „socjalista”. 47 proc. badanych odpowiedziało, że zagłosowałoby na socjalistę. Co ciekawe (i co potwierdza wyniki badań YouGov sprzed dwóch tygodni), największą wolę i chęć głosowania na socjalistę wykazała grupa wiekowa 18-29 lat. Aż 69 proc. badanych z tej grupy zdecydowałoby się oddać głos na kandydata o takim zapleczu politycznym. Należy także zwrócić uwagę na fakt, że ankiety zostały przeprowadzone latem. Poparcie dla Sandersa bardzo wzrosło wraz z rozwojem kampanii wyborczej, i mogłoby się okazać, że obecnie wyniki byłyby jeszcze bardziej dla niego korzystne.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Platforma przeciwko wyzyskowi

Platforma przeciwko wyzyskowi

Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Parlament Europejski poparł powstanie platformy na rzecz usprawnienia współpracy w zakresie zapobiegania pracy nierejestrowanej. Ma ona poprawić kulejącą na poziomie unijnym współpracę między ministerstwami pracy, związkami zawodowymi i pracodawcami w państwach członkowskich. Nielegalne zatrudnienie szkodzi unijnej gospodarce i zakłóca równowagę na rynku pracy. Straty szacowane są na 18% PKB UE.

Mimo zróżnicowania definicji w różnych państwach, zwykle za „pracę nierejestrowaną” uznaje się działalność zarobkową, która ze względu na swoją naturę jest zgodna z prawem, ale której wykonywanie nie zostało zgłoszone odpowiednim władzom publicznym, takim jak urzędy skarbowe i inspektoraty pracy. Platforma ma na celu poprawę warunków pracy oraz promowanie włączenia społecznego integracji na rynku pracy osób podejmujących niedeklarowana działalność zarobkowa. Ma umożliwić przeciwdziałanie różnym formom pracy nierejestrowanej oraz związanej z nią pracy „fałszywie zarejestrowanej”, w tym pozorowanemu samozatrudnieniu.

Platforma będzie składać się z wysokich rangą przedstawicieli mianowanych przez wszystkie państwa członkowskie, czterech przedstawicieli ponadbranżowych partnerów społecznych (reprezentujących w równym stopniu pracodawców i pracowników) i przedstawiciela Komisji. W posiedzeniach będą też mogli uczestniczyć (jako obserwatorzy) pracodawcy i pracownicy z sektorów, w których często występuje praca nierejestrowana.

Jak informuje Komisja w swoim komunikacie prasowym, pracownicy zatrudnieni w szarej strefie są narażeni na niebezpieczne warunki pracy, niskie płace i naruszenia ich praw. Problemem, do którego wyeliminowania powinna posłużyć Platforma, jest również nadużywanie przez pracowników niezarejestrowanych unijnej zasady swobodnego przepływu siły roboczej.

Według danych Eurofound, szara strefa gospodarki odpowiada ponad 18% PKB Unii, jednak między państwami członkowskimi istnieją znaczące różnice, wynoszące od poniżej 8%(Austria) do ponad 30% PKB (Bułgaria). Praca nierejestrowana jest najbardziej rozpowszechniona w budownictwie, ale również w usługach domowych, ubezpieczeniach prywatnych, w sprzątaniu przemysłowym, rolnictwie, hotelarstwie i gastronomii.

Źródło: informacja prasowa European Parliament Warszawa.

Okraść legalnie

Okraść legalnie

1 stycznia 2016 r. miał oznaczać koniec umów śmieciowych. Od tego dnia wszystkie umowy-zlecenia mają być ozusowane tak jak zwykły etat. Firmy outsourcingowe jednak nie śpią. Znalazły już prosty sposób na ominięcie nowych zasad: dwumiesięcznicę.

Portal money.pl opisuje dokładnie przeszłe i obecne kombinacje zleceniodawców. Do nieuczciwych praktyk należało m.in. podpisywanie z pracownikami jednej ozusowanej umowy na jak najniższą pensję, przy jednoczesnym zawarciu z nimi kilka innych umów, od których składek płacić już nie było trzeba. Wszystko to odbywało się w zgodzie z prawem. 1 stycznia weszły w życie przepisy, które miały proceder wyeliminować, bo poprzedni rząd postanowił ozusować wszystkie umowy. Okazuje się, że tylko ograniczą one unikanie płacenia składek niż całkowicie zamkną taką optymalizację podatkową.

Agencje pracy już wymyśliły kilka tricków na ominięcie prawa. Jednym z pomysłów jest wypłacanie pracownikom tzw. dwumiesięcznicy. Wypłatę za dwa miesiące pracy zatrudniony dostaje pod koniec drugiego miesiąca, a firma składkę ZUS odprowadza jedynie od płacy minimalnej, czyli od 1850 zł brutto. Pozwoli to firmie zaoszczędzić ok. 350-400 zł na miesiąc, jeśli pracownik zarabia ok. 1500 zł. Pomimo konieczności zapłacenia prowizji agencji pracy tymczasowej, biznes się kręci. Działać w ten sposób mogą na przykład firmy ochroniarskie, sprzątające czy wynajmujące pracowników supermarketom.

Pomagający bez pomocy

Pomagający bez pomocy

Dwustu pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi od stycznia protestuje. Walczą nie tylko o podwyżki. Są zbyt przeciążeni niebezpieczną i odpowiedzialną pracą.

Według informacji programu „TVN Uwaga”, łódzki MOPS to największa tego typu placówka w kraju. Tutejsi pracownicy mają prawie 30 tysięcy podopiecznych, podczas gdy we Wrocławiu „tylko” siedmioma tysiącami potrzebujących pomocy zajmuje się zbliżona liczebnie kadra.

W styczniu Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych rozpoczął w placówce strajk. Pracownicy codziennie stawiają się w miejscu pracy, nie wykonują jednak swoich zawodowych obowiązków. Zamiast tego rozmawiają, czytają gazety, śpiewają. „Miejcie świadomość, że walczymy o poprawę sytuacji wszystkich pracowników socjalnych w całej Polsce!” – zagrzewa protestujących do walki Agnieszka Głąbska ze związku.

Protestujący podkreślają, że ich praca jest bardzo odpowiedzialna i trudna. Bywa także niebezpieczna. „Pracownice socjalne wchodzą same, co najwyżej z koleżanką do miejsc, gdzie policja idzie z obstawą” – mówi pracownik socjalny Igor Langer. „Wielu ludzi nawet nie byłoby w stanie sobie wyobrazić rzeczy, z jakimi my stykamy się na co dzień w swojej pracy” – dodaje protestująca Renata Bednarek.

Strajkujący skarżą się też na zbyt wysoki poziom biurokracji. Obowiązek wypełniania masy dokumentów powoduje, że papiery trzeba zabierać do domów. Pojedynczy pracownik terenowy z łódzkiego ośrodka pomocy społecznej zajmuje się ponad 70 rodzinami. Powinien mieć ich nie więcej niż 50 , również dlatego, by każdej z nich móc poświęcić odpowiednią uwagę.

Płace za tak ciężką i obciążającą psychicznie pracę nie są oszałamiające. Pracownicy socjalni otrzymają średnio około dwóch tysięcy złotych netto. Mimo wcześniejszych protestów i manifestacji organizowanych przez związki zawodowe, a także obietnic ze strony władz miasta i dyrekcji, ich dochody nie uległy zmianie. Zapowiadają oni wobec tego zaostrzenie protestu: biorą pod uwagę strajk okupacyjny, a nawet głodówkę. Sprawą zainteresował się wojewoda łódzki, który będzie szukał dodatkowych funduszy na podwyżki.