„Pomoc” bez planu

„Pomoc” bez planu

Z niedawno opublikowanego raportu NIK wynika, że ze specjalnych programów wsparcia dla bezrobotnych korzystają przypadkowe osoby. Tymczasem ci, którzy najbardziej potrzebują pracy i wsparcia, bywają pomijani. Urzędy pracy traktują programy pomocowe jako sposób na pozyskanie dodatkowych funduszy.

Jak informuje „Tygodnik Solidarność”, NIK w swym raporcie przypomina, że owo wsparcie powinno być kierowane do poszukujących pracy lub zagrożonych jej utratą. Korzystać z niego powinny w pierwszej kolejności osoby, dla których dotychczasowa pomoc okazała się niewystarczająca.

Tymczasem oferta powiatowych urzędów kierowana jest bez ładu i składu do przypadkowych zarejestrowanych. Pod pozorem specjalnego programu często realizowane są działania, które niczym nie różnią się od zwyczajnych programów. Do udziału wybierane są przypadkowe osoby, często nawet nie spełniające kryteriów kwalifikowania.

Takie problemy kontrolerzy NIK stwierdzili w 47 proc. spośród 57 zbadanych programów. Tylko jedna skontrolowana jednostka zaadresowała program specjalny także do poszukujących pracy, ale objęła nim tylko jedną osobę. Żadna z kontrolowanych jednostek nie adresowała natomiast programów do osób zagrożonych utratą pracy. Okazuje się, ze w każdym ze skontrolowanych urzędów występowały grupy osób wymagających specyficznego wsparcia. Nie zaoferowano im jednak żadnych specjalnie planowanych rozwiązań.

NIK rekomenduje w raporcie także dokonywanie pomiaru rzeczywistych, realnych i długofalowych efektów realizowanych programów specjalnych. Ideą programów specjalnych jest połączenie kilku form wsparcia, stworzenie swoistej ścieżki zaadresowanej i zaprojektowanej specjalnie dla konkretnej osoby lub grupy osób, która wymaga konkretnej pomocy.

Na realizację programów specjalnych Minister Pracy i Polityki Społecznej przeznaczył w latach 2011-2014 dodatkowe środki z rezerwy Funduszu Pracy. Ich wysokość to 215 mln zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Platforma przeciwko wyzyskowi

Platforma przeciwko wyzyskowi

Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Parlament Europejski poparł powstanie platformy na rzecz usprawnienia współpracy w zakresie zapobiegania pracy nierejestrowanej. Ma ona poprawić kulejącą na poziomie unijnym współpracę między ministerstwami pracy, związkami zawodowymi i pracodawcami w państwach członkowskich. Nielegalne zatrudnienie szkodzi unijnej gospodarce i zakłóca równowagę na rynku pracy. Straty szacowane są na 18% PKB UE.

Mimo zróżnicowania definicji w różnych państwach, zwykle za „pracę nierejestrowaną” uznaje się działalność zarobkową, która ze względu na swoją naturę jest zgodna z prawem, ale której wykonywanie nie zostało zgłoszone odpowiednim władzom publicznym, takim jak urzędy skarbowe i inspektoraty pracy. Platforma ma na celu poprawę warunków pracy oraz promowanie włączenia społecznego integracji na rynku pracy osób podejmujących niedeklarowana działalność zarobkowa. Ma umożliwić przeciwdziałanie różnym formom pracy nierejestrowanej oraz związanej z nią pracy „fałszywie zarejestrowanej”, w tym pozorowanemu samozatrudnieniu.

Platforma będzie składać się z wysokich rangą przedstawicieli mianowanych przez wszystkie państwa członkowskie, czterech przedstawicieli ponadbranżowych partnerów społecznych (reprezentujących w równym stopniu pracodawców i pracowników) i przedstawiciela Komisji. W posiedzeniach będą też mogli uczestniczyć (jako obserwatorzy) pracodawcy i pracownicy z sektorów, w których często występuje praca nierejestrowana.

Jak informuje Komisja w swoim komunikacie prasowym, pracownicy zatrudnieni w szarej strefie są narażeni na niebezpieczne warunki pracy, niskie płace i naruszenia ich praw. Problemem, do którego wyeliminowania powinna posłużyć Platforma, jest również nadużywanie przez pracowników niezarejestrowanych unijnej zasady swobodnego przepływu siły roboczej.

Według danych Eurofound, szara strefa gospodarki odpowiada ponad 18% PKB Unii, jednak między państwami członkowskimi istnieją znaczące różnice, wynoszące od poniżej 8%(Austria) do ponad 30% PKB (Bułgaria). Praca nierejestrowana jest najbardziej rozpowszechniona w budownictwie, ale również w usługach domowych, ubezpieczeniach prywatnych, w sprzątaniu przemysłowym, rolnictwie, hotelarstwie i gastronomii.

Źródło: informacja prasowa European Parliament Warszawa.

Okraść legalnie

Okraść legalnie

1 stycznia 2016 r. miał oznaczać koniec umów śmieciowych. Od tego dnia wszystkie umowy-zlecenia mają być ozusowane tak jak zwykły etat. Firmy outsourcingowe jednak nie śpią. Znalazły już prosty sposób na ominięcie nowych zasad: dwumiesięcznicę.

Portal money.pl opisuje dokładnie przeszłe i obecne kombinacje zleceniodawców. Do nieuczciwych praktyk należało m.in. podpisywanie z pracownikami jednej ozusowanej umowy na jak najniższą pensję, przy jednoczesnym zawarciu z nimi kilka innych umów, od których składek płacić już nie było trzeba. Wszystko to odbywało się w zgodzie z prawem. 1 stycznia weszły w życie przepisy, które miały proceder wyeliminować, bo poprzedni rząd postanowił ozusować wszystkie umowy. Okazuje się, że tylko ograniczą one unikanie płacenia składek niż całkowicie zamkną taką optymalizację podatkową.

Agencje pracy już wymyśliły kilka tricków na ominięcie prawa. Jednym z pomysłów jest wypłacanie pracownikom tzw. dwumiesięcznicy. Wypłatę za dwa miesiące pracy zatrudniony dostaje pod koniec drugiego miesiąca, a firma składkę ZUS odprowadza jedynie od płacy minimalnej, czyli od 1850 zł brutto. Pozwoli to firmie zaoszczędzić ok. 350-400 zł na miesiąc, jeśli pracownik zarabia ok. 1500 zł. Pomimo konieczności zapłacenia prowizji agencji pracy tymczasowej, biznes się kręci. Działać w ten sposób mogą na przykład firmy ochroniarskie, sprzątające czy wynajmujące pracowników supermarketom.

Pomagający bez pomocy

Pomagający bez pomocy

Dwustu pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi od stycznia protestuje. Walczą nie tylko o podwyżki. Są zbyt przeciążeni niebezpieczną i odpowiedzialną pracą.

Według informacji programu „TVN Uwaga”, łódzki MOPS to największa tego typu placówka w kraju. Tutejsi pracownicy mają prawie 30 tysięcy podopiecznych, podczas gdy we Wrocławiu „tylko” siedmioma tysiącami potrzebujących pomocy zajmuje się zbliżona liczebnie kadra.

W styczniu Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych rozpoczął w placówce strajk. Pracownicy codziennie stawiają się w miejscu pracy, nie wykonują jednak swoich zawodowych obowiązków. Zamiast tego rozmawiają, czytają gazety, śpiewają. „Miejcie świadomość, że walczymy o poprawę sytuacji wszystkich pracowników socjalnych w całej Polsce!” – zagrzewa protestujących do walki Agnieszka Głąbska ze związku.

Protestujący podkreślają, że ich praca jest bardzo odpowiedzialna i trudna. Bywa także niebezpieczna. „Pracownice socjalne wchodzą same, co najwyżej z koleżanką do miejsc, gdzie policja idzie z obstawą” – mówi pracownik socjalny Igor Langer. „Wielu ludzi nawet nie byłoby w stanie sobie wyobrazić rzeczy, z jakimi my stykamy się na co dzień w swojej pracy” – dodaje protestująca Renata Bednarek.

Strajkujący skarżą się też na zbyt wysoki poziom biurokracji. Obowiązek wypełniania masy dokumentów powoduje, że papiery trzeba zabierać do domów. Pojedynczy pracownik terenowy z łódzkiego ośrodka pomocy społecznej zajmuje się ponad 70 rodzinami. Powinien mieć ich nie więcej niż 50 , również dlatego, by każdej z nich móc poświęcić odpowiednią uwagę.

Płace za tak ciężką i obciążającą psychicznie pracę nie są oszałamiające. Pracownicy socjalni otrzymają średnio około dwóch tysięcy złotych netto. Mimo wcześniejszych protestów i manifestacji organizowanych przez związki zawodowe, a także obietnic ze strony władz miasta i dyrekcji, ich dochody nie uległy zmianie. Zapowiadają oni wobec tego zaostrzenie protestu: biorą pod uwagę strajk okupacyjny, a nawet głodówkę. Sprawą zainteresował się wojewoda łódzki, który będzie szukał dodatkowych funduszy na podwyżki.