Ziemia, planeta głodu?

Lato 2016 |

Istnieje pewien stereotypowy, używany nawet w lekkich rozmowach sposób odnoszenia się do problemu głodu na świecie, sprzyjający bagatelizowaniu albo dyskredytowaniu naszej współodpowiedzialności za kwestie globalne. „Głodne dzieci z Afryki” służą czasem w rozmowach za ekstrawagancką figurę retoryczną lub okazję do żartu, który z racji swego niezobowiązującego cynizmu ma uchodzić za tyleż śmieszny, co „odważny”. W dodatku czyjeś zainteresowanie tematyką głodu w Trzecim Świecie ma wskazywać na rzekomy lub faktyczny brak wrażliwości na problemy, które występują o wiele bliżej, a za które sami „wrażliwcy” są odpowiedzialni. Myślę choćby o głośnej sprawie z 2011 roku, gdy okazało się, że zaangażowany w sprawy Trzeciego Świata zespół muzyczny U2 unika płacenia podatków w ojczystej Irlandii, dotkniętej wówczas kryzysem gospodarczym. Protest zainicjowała wówczas brytyjska organizacja Art Uncut, która specjalizuje się w ochronie przed cięciami podatkowymi budżetu przeznaczonego na finansowanie inicjatyw kulturalnych.

Wszystkie te sposoby retorycznego mierzenia się z tematem są mniej, bardziej lub zupełnie nieuprawnione. A to z tej niebagatelnej przyczyny, że głód jest rzeczywistym wyzwaniem na świecie, przyczyną cierpienia i śmierci wielkich rzesz ludzi niezależnie od ich wieku, rasy, wyznawanej religii, światopoglądu. Jest problemem fundamentalnie człowieczym, ponieważ przekreśla albo unicestwia ludzkie życie, jego dobre, godne i bezpieczne trwanie. Jeśli uważamy przy tym, że „nikt nie jest samotną wyspą”, czyli uznajemy etyczną i/lub duchową współodpowiedzialność za rzeczywistość, to różne formy aktywności czy merytorycznego zainteresowania tematyką globalnego głodu, nawet jeśli wydadzą się „drobnymi gestami”, nie tracą znaczenia. Głód, straszliwy „jeździec Apokalipsy”, jest wspólnym wrogiem wszystkich ludzi dobrej woli, niezależnie od wiary i światopoglądu.

Książka „Głód jako współczesny problem globalny” Anny Sakson-Boulet nie jest materiałem na bestseller, ale solidną, drobiazgową pod względem faktografii i zgromadzonych danych pracą, która daje przekrojowy i naukowy wgląd w poruszaną tematykę. Przypomnijmy, że minęło już dwadzieścia lat od Światowego Szczytu Żywnościowego z 1996 roku, podczas którego postawiono sobie ambitny cel zmniejszenia nie później niż do 2015 roku o połowę liczby osób niedożywionych w stosunku do lat 1990-1992. Jak przedstawiają się podstawowe informacje na ten temat? Otóż według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) w latach 2011-2013 na świecie niedożywionych było 842 mln ludzi (12 proc. światowej populacji), z czego przytłaczająca większość w państwach rozwijających się. W skali globu co roku z głodu i niedożywienia umiera od 13 do 18 milionów osób. Amerykańska organizacja Bread for the World (Chleb dla świata) podaje, że właśnie z takich przyczyn codziennie życie traci od 36 do 50 tys. osób, w tym 16-17 tysięcy dzieci, z czego wynika, że średnio co 5 sekund z głodu umiera dziecko.

Głód wiąże się zarówno z „mikro-”, jak i „makrokosmosem” człowieka: wpływa na funkcjonowanie jednostek, kształtuje sytuacje wewnętrzną państw i ich relacje zewnętrzne, ponadto niekorzystnie oddziałuje na środowisko naturalne. A wszystko to dzieje się w świecie, w którym wytarzane jest dość żywności, by pokryć zapotrzebowanie światowej populacji. Wyprodukowana w 2002 roku żywność mogła nie tylko pokryć całkowite zapotrzebowanie ludności globu w stopniu wymaganym do zdrowego funkcjonowania, ale wręcz przekroczyć je o ponad 20 proc.

Terminologia dotycząca głodu i niedożywienia, jeśli za jej pośrednictwem mamy dostarczać rzeczywistej wiedzy, a nie tylko publicystycznych fajerwerków i powierzchownych wzruszeń, zawsze wymaga merytorycznego uściślenia. Jak stwierdza autorka pracy: wspólnym elementem głodu i niedożywienia jest niedostateczne spożycie kalorii, przy czym niedożywienie może polegać na niedostarczeniu organizmowi wystarczającej ilości energii, czemu towarzyszy niedobór witamin oraz pierwiastków śladowych lub tylko na deficycie mikroelementów. Niedożywienie w skrajnej lub przewlekłej postaci prowadzi do głodu. Chroniczny niedobór mikroelementów nazywany jest głodem utajonym. Stanowi on współcześnie większe wyzwanie dla wspólnoty międzynarodowej niż klęski głodu.

Sakson-Boulet skupia się na analizie problemu głodu pod koniec XX wieku i na początku XXI stulecia. Pierwszą kwestią, jaką bada, jest specyfika oraz zmiany w obrębie tego zagadnienia. Drugi z tematów to prezentacja powiązań zachodzących między różnorodnymi przyczynami głodu, które mają uwarunkowania polityczne, ekonomiczne, społeczne, geograficzne i klimatyczne. Trzeci obszar badawczy dotyczy klucza geograficznego i obejmuje obszary szczególnie dotknięte głodem i niedożywieniem. Czwarty problem dotyczy wpływu głodu i niedożywienia na wzrost śmiertelności, choroby, obniżenie efektywności pracy wśród dotkniętych nimi ludzi, a także na społeczeństwa i państwa (zamieszki, kryzysy i konflikty wewnętrzne), stosunki międzynarodowe i środowisko naturalne (wycinanie lasów, zanieczyszczenie wód). Ostatnia część pracy poświęcona jest inicjatywom na rzecz rozwiązania wyzwań wynikających z głodu i niedożywienia.

Głód to wyzwanie już na poziomie terminologicznym i definicyjnym. Jedna z obszerniejszych definicji, zawarta w encyklopedii Britannica, określa głód jako znaczny i długotrwały niedobór pożywienia, prowadzący do utrzymującego się uczucia głodu, będący przyczyną liczby zgonów, a nawet wyniszczenia populacji; może dotyczyć wszystkich grup ludności dotkniętych klęską – choć poszczególne grupy mogą cierpieć w różnym stopniu – lub tylko określonych klas społecznych. Ponadto w terminologii naukowej istnieje znaczny zasób terminów wskazujących na różnorodne ujęcia problemu: dla prawidłowego rozpatrzenia tego zagadnienia konieczna jest znajomość takich pojęć, jak: poziom/głębokość głodu (ang. prevalence of undernourishment), bezpieczeństwo żywnościowe (ang. food security), samowystarczalność żywnościowa, suwerenność żywnościowa (ang. food sovereignty). Poza tym mają różnorodne formy, np. chroniczny, ciężki, utajony.

Głód i niedożywienie jako powszechne klęski od wielu dekad postrzegane są jako wyzwania polityczne, czy szerzej: globalne wyzwania geopolityczne. W epoce, w której nie operowano jeszcze twardymi danymi statystycznymi, ale która już należała do kapitalistycznej nowoczesności, opowiadano przejmujące historie o głodnych ludziach. Na łamach XIX-wiecznej prasy publikowano opowieści o dumnych, lecz zrujnowanych mężczyznach, wyrzuconych z pracy i zawstydzonych tym, że nie mogą wesprzeć swych rodzin, o kobietach nie będących w stanie wyżywić lub pocieszyć niemowląt płaczących z głodu, o dzieciach, które trafiały do przytułku zdrowe, a opuszczały go wychudzone i szybko umierały. Wreszcie od lat 80. XIX wieku, dzięki pisanym prostym językiem poruszającym wyobraźnię czytelników publikacjom prasowym opatrzonym zdjęciami i mapami sfer głodu, opinia publiczna dostrzegła w nim istotny problem społeczny. Na marginesie: głośmy pochwałę czasów, gdy popularne środki przekazu uznawały misję cywilizacyjną i prospołeczną za własną, a słowo „postęp” uważano za potrzebę ludzkości, a nie fanaberię takich czy innych grup interesu.

Trzeba jednak pamiętać również o długo panujących „darwinistyczno-charytatywnych” poglądach na kwestie głodu. Sakson-Boulet cytuje wymowny fragment książki Jamesa Vernona „Hunger. A Modern History” (Cambridge 2007), który – niestety, niestety – bardzo przypomina styl współczesnych polskich dyskusji o różnorakich wykluczonych. Otóż zdaniem autora nowoczesnej historii głodu był on przez wieki postrzegany bardziej jako stan naturalny/pierwotny lub nieunikniony i potrzebny, pozostający poza ludzką władzą. I tak głodujących nie uważano za istoty w pełni ludzkie; pomimo iż chrześcijanie często kierowali do nich swą działalność dobroczynną, byli oni obiektem potępienia i budzili wstręt, a nie współczucie. […] Głód widziany był jak dobre i konieczne zjawisko: uczył leniwych i ubogich moralnej dyscypliny pracy; uczył ich jak wkroczyć w nowoczesność jako pracowite jednostki zdolne konkurować w gospodarce rynkowej i zaspokajać potrzeby swoich rodzin.

Jeśli tego typu myślenie wydaje się nam dziś barbarzyńskie i niemożliwe, to zacytuję wypowiedź internauty pod moim artykułem o bezdomności. Na uwagę jednego z komentatorów, że bezdomność „i tobie może się przytrafić, jak komornik cię zlicytuje, rodzina odtrąci” interlokutor odpowiedział: „Liczę się z takim wariantem i dlatego mocno staram się, aby do tego nie doszło. Gdyby bezdomnym było łatwo, może nie chciałoby mi się starać”. Takich głosów znajdziemy o wiele więcej w zgodnym chórze wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych dotkniętych syndromem sztokholmskim. Przekonanie, że pewnego rodzaju klęski ludzkości nie tyle mają być systemowo i wspólnotowo przezwyciężane, ile służą dyscyplinowaniu jednostek i społeczności, ma się dziś w Polsce aż za dobrze.

Do końca pierwszej dekady XX w. problemy ludzi głodujących znalazły się w centrum działań humanitarnych. Cywilizowane społeczeństwa odrzuciły pogląd Roberta Thomasa Malthusa, postrzegającego głód jako pozytywne zjawisko, którego śmiertelne żniwa miały chronić ludzkość przed przeludnieniem. Zmianę na lepsze spowodowało m.in. ustalenie na przełomie XIX i XX wieku pierwszego wskaźnika podstawowej przemiany materii. W latach 30. XX wieku w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie pojawiły się normy żywieniowe, które uwzględniały nie tylko ilość energii potrzebnej człowiekowi do życia, ale także wskazywały konieczne składniki odżywcze. Wreszcie, po II wojnie światowej, wypracowano szacunkowe dane na temat liczby kilokalorii potrzebnych do wykonywania konkretnych czynności. Jak widać, nowoczesność ściśle wiąże się z kwestiami żywienia i żywności, najpierw jej braku, a obecnie przecież także nadmiaru (kultura marnotrawstwa, otyłość jako choroba cywilizacyjna).

W 1945 roku rozpoczęła się nowa epoka w historii głodu. Oficjalnie zaklasyfikowano go do problemów globalnych – powstała wówczas Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa. Prawo człowieka w zakresie wyżywienia oraz postulat „zapewnienia ludzkości wolności od głodu” weszły na dobre do kanonu wspólnoty międzynarodowej od połowy XX w. W Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, dokumencie zdecydowanie za rzadko wspominanym na polskim gruncie, w artykule 25. zapisano: Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jemu i jego rodzinie, włączając w to wyżywienie. Jak widać – historia globalnej walki z głodem to bardzo krótka opowieść. I wciąż bez szczęśliwego zakończenia.

Sakson-Boulet omawia m.in. wpływ uwarunkowań geograficznych i klimatycznych na produkcję żywności. Jedynie 33 proc. powierzchni lądowej Ziemi nadaje się do zagospodarowania rolniczego, co stanowi jedną z najpoważniejszych barier dla dalszego rozwoju produkcji żywności. Z kolei sfery klimatyczne najkorzystniejsze dla produkcji żywności to podzwrotnikowa i umiarkowana. W tej materii znaczne wyzwanie stanowią zmiany klimaty związane z procesami globalnego ocieplenia. Autorka „Głodu” powołuje się w tej kwestii na cykliczne opracowania Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych (IPCC). Pozwolę sobie na dłuższy cytat – także dlatego, że dobrze ilustruje on to wszystko, o czym w Polsce mówi się tak niechętnie albo ze znacznym, zahaczającym o obskurantyzm lekceważeniem: globalne ocieplenie wpłynie na rolnictwo poprzez częstsze występowanie ekstremalnych zjawisk klimatycznych w rodzaju potężnych wichur, sztormów i burz, o coraz większym zasięgu i sile. Częściej występować będą również anomalie pogodowe w rodzaju fal upałów i susz, powodujących stres termiczny u roślin i zwierząt hodowlanych. Kolejną kwestią jest zmiana rozkładu i wielkości takich elementów klimatu, jak np. opady (których intensywność w niższych szerokościach geograficznych ma wzrastać, prowadząc częściej do powodzi) czy temperatura powietrza, przy czym istotne są zmiany nie tylko w skali roku, ale także w krótkich okresach – miesięcznych, a nawet dobowych.

Zmiany tego rodzaju – co niekoniecznie musi mieścić się w porządku baśniowych wyobrażeń Polaków o rzeczywistości – mają bardzo konkretny wpływ na cykl wegetacyjny. Otóż wzrost temperatur od 1 do 3 stopni Celsjusza w średnich i wysokich szerokościach geograficznych może dzięki wydłużeniu sezonu wegetacyjnego korzystnie wpływać na wielkość plonów. Ale możliwe są też negatywne zmiany: w niskich szerokościach geograficznych, zwłaszcza okresowo suchych oraz w regionach tropikalnych, wzrost temperatur nawet o 1-2 stopnie Celsjusza będzie miał negatywny wpływ na uprawę zbóż, związany z deficytem wody do irygacji i spadkiem wilgotności gleby. Wszystko to wymusza konkretne zmiany „strategii upraw”. Już teraz np. w Tanzanii brak pewności co do występowania opadów zmusił znaczną część rolników do uprawy roślin odporniejszych na suszę (słodkie ziemniaki, maniok, proso) ale przynoszących o 25 proc. mniejszy zysk niż uprawiana wcześniej kukurydza.

Ogromnym wyzwaniem dla rolnictwa, a zatem sytuacji poszczególnych społeczeństw i społeczności lokalnych, są deficyty wody. Największe jej zużycie w rolnictwie występuje w Azji Południowej (90 proc.), Afryce Subsaharyjskiej (87 proc.), na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej (86 proc.). W każdym z regionów świata zużycie wody do celów rolniczych przekracza 60 proc. całościowej eksploatacji tego niezbędnego nam dobra naturalnego. Najmniej wody potrzebuje rolnictwo w Europie i Azji Centralnej. Jej brak prowadzi do straszliwych tragedii: susze z lat 70. i 80. XX w. doprowadziły do śmierci ponad 100 tys. ludzi w państwach Sahelu, czyli leżących wzdłuż południowego obszaru Sahary. Wynikiem suszy w Etiopii w 1984 roku była śmierć miliona osób, a kolejne miliony zostały skazane na niedożywienie. Z kolei susze z lat 1992-1993, które dotknęły kraje Afryki Południowej (m.in. Angolę, Botswanę, Mozambik, RPA, Tanzanię, Zimbabwe) spowodowały spadek plonów zbóż o 54 proc., narażając 17 milionów ludzi na śmierć głodową.

Problemem jest również coraz dalej idące zanieczyszczenie i nadmierna eksploatacja wód. Z jednej strony nawozy sztuczne są jednym z nieodzownych narzędzi rolnictwa przemysłowego, które umożliwia produkcję taniej i masowo dostępnej żywności, z drugiej – środki ochrony roślin dostają się do cieków i zbiorników wodnych: są one silnie toksyczne, w środowisku wodnym nawet w ilościach poniżej progu wykrywalności powodują masową śmiertelność organizmów wodnych w tym ryb. Mają długi czas rozpadu i są trudno usuwalne w procesie uzdatniania wody.

Powyższe informacje trzeba oczywiście uzupełnić o opis ekonomiczno-społecznych źródeł głodu. Niedożywienie i ubóstwo jako powiązane ze sobą czynniki zostały wzięte pod uwagę przy opracowaniu wskaźniku ubóstwa Human Poverty Index (HPI), który w skali od 0 do 100 proc. porównuje zubożenie społeczeństw w państwach rozwijających się i rozwiniętych. Składa się na niego kilka skorelowanych elementów. Po pierwsze, bierze on pod uwagę poziom życia określony przez odsetek niedożywionych dzieci poniżej piątego roku życia oraz procent ludności pozbawionej dostępu do zasobów wody bezpiecznej dla zdrowia. Po drugie, uwzględnia prawdopodobieństwo śmierci w młodym wieku, ocenianej na podstawie prawdopodobieństwa zgonu przed czterdziestym rokiem życia. Po trzecie wreszcie, bada poziom edukacji, oceniany na podstawie odsetka analfabetów wśród dorosłych (uwzględniane są osoby od piętnastego roku życia).

Ponadto na gruncie ekonomiczno-społecznym ścisły związek między ubóstwem a niedożywieniem ujmowany jest terminem „zamknięte koło ubóstwa”. Na czym ono polega? Jak wyjaśnia autorka „Głodu”: ludzie żyjący w ubóstwie konsumują bardzo mało pożywienia, pozwalającego jedynie na przetrwanie i pracę przynoszącą niewielkie wynagrodzenie. Zbyt mało zbyt niskiej jakości pożywienie zamyka ich w kręgu psychofizycznych ograniczeń, odbierając jeszcze jedną szansę na wyjście ze złej sytuacji życiowej. I chociaż istnieją badania podważające tę koncepcję, to bezsporny pozostaje fakt, że w przypadku rodzin dotkniętych ubóstwem z powodu niedożywienia najbardziej cierpią dzieci, co znacząco zmniejsza ich szanse na dobre dorastanie i start w dorosłość.

Kolejny ekonomiczno-społeczny problem związany z ubóstwem to nierównomierna produkcja i dystrybucja żywności. Warto przytoczyć słowa ze „Światowej deklaracji i planu działania na rzecz wyżywienia” (1992), wydanej przez Organizację Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa oraz Światową Organizację Zdrowia (WHO): uznajemy, że na świecie jest dość żywności dla wszystkich i że podstawowym problemem jest niesprawiedliwy dostęp do niej. Sytuacja ta wynika choćby z faktu, że 60 proc. żywności produkowane jest w krajach rozwiniętych, które swoje nadwyżki przeznaczają na eksport. Ponadto farmerzy (i koncerny żywnościowe) z państw wąskiej strefy dobrobytu otrzymują różnorakie dotacje: pomoc dla rolnictwa w państwach rozwijających się kosztuje państwa rozwinięte ponad miliard dolarów rocznie, podczas gdy subwencjonowanie własnej nadprodukcji rolnej przez kraje bogatsze pochłania w sumie niemal miliard dolarów, tyle że… dziennie. Poza tym kraje bogate chronią swoje rynki wewnętrzne choćby za pomocą wysokich taryf celnych.

Jakie skutki społeczne, zdrowotne i ekonomiczne przynoszą takie realia? W obecnych czasach ponad miliard ludzi cierpi z braku dostatecznej ilości pożywienia. Równocześnie ponad półtora miliarda osób powyżej dwudziestego roku życia ma nadwagę, w tym 200 milionów mężczyzn i 300 milionów kobiet jest otyłych. Dodajmy, że od 1980 roku liczba ludzi z nadwagą powiększyła się dwukrotnie. Smutno w tym kontekście wyglądają także statystyki dotyczące marnotrawstwa żywności. Jak się okazuje, w państwach rozwijających się i rozwiniętych marnuje się porównywalna ilość żywności, choć różnica polega na tym, że w tych pierwszych 40 proc. strat ma miejsce zanim żywność dotrze do sklepów, a w państwach uprzemysłowionych 40 proc. strat dotyczy marnotrawstwa w sklepach i gospodarstwach domowych. Gdy uświadomić sobie skalę i grozę problemu, cyfry i miary zyskują znaczny ciężar: w ciągu roku straty żywności na osobę w Ameryce Północnej i Europie wynoszą 280-300 kilogramów, zaś w państwach Afryki Subsaharyjskiej oraz Azji Południowej i Południowo-Wschodniej od 120 do 170 kilogramów. Z kolei „konsumenckie marnotrawstwo” na naszym i północnoamerykańskim kontynencie wynosi 95-115 kilogramów zmarnowanej żywności na osobę rocznie, gdy na terytoriach Afryki Subsaharyjskiej, Azji Południowej i Południowo-Wschodniej od 6 do 11 kilogramów. Ponadto ilość jedzenia wyrzucanego każdego roku w państwach uprzemysłowionych, czyli 222 milionów ton, bliska jest rocznej produkcji żywności w Afryce Subsaharyjskiej.

Wśród innych przyczyn głodu i niedożywienia o charakterze społecznym należy wymienić wojny i konflikty zbrojne, niekiedy bardziej niż ściśle związane z niestabilnością systemów politycznych w krajach rozwijających się. Jak wynika z danych zebranych przez FAO, od lat 80. XX wieku rośnie liczba kryzysów żywnościowych wywołanych przez ludzi. Życie w uprzywilejowanych rejonach świata zabezpiecza nas nie tylko przed pewnymi tragediami, ale również przed wiedzą na ich temat. Wojna, zaraza, głód i śmierć – nieco dłuższy pokój w naszym regionie Europy chroni nas przed udręką, jakiej niekiedy przez długie lata życia doświadcza znaczna część ludzkości. Opisując skutki dwudziestosiedmioletniej wojny domowej w Angoli (1970-1997), Sakson-Boulet przypomina, że dużym problemem jest zaminowanie przez strony konfliktu wielu ziem uprawnych i dróg wiodących do rzek. Na terenie Angoli mogło zostać rozmieszczonych nawet 20 milionów min przeciwpiechotnych.

Głód jest dzisiaj wytworem polityki. I wymaga politycznych rozwiązań. Nie ma przeszkód innych niż brak politycznej woli, które powstrzymywałyby nas od skończenia z problemem głodu – tak twierdzą John R. Buttery i Jack Shepherd, autorzy książki „The Biology and Politics of Starvation” (2010), cytowani przez autorkę. Niestety, mimo wielu przyjętych rezolucji, opracowanych dokumentów i różnorakich form dofinansowania „krajów głodu”, świat wciąż źle się ma pod tym względem. Zresztą problem głodu i niedożywienia skupia w sobie jak w soczewce wiele złożonych zagadnień, w których sfera przyrody i cywilizacji, zagadnienia globalne i lokalne łączą się w skomplikowany węzeł zależności. Smutkiem napawają słowa Sakson-Boulet: państwa o wysokim odsetku ludności niedożywionej, w których rządy są skorumpowane, uczyniły pomoc zagraniczną źródłem swojego dochodu i nie są zainteresowane rozwiązaniem tego problemu. Z drugiej strony, państwa rozwinięte w trosce o interesy własne i własnego biznesu okołorolnego stosują taktykę: pomóc tak, by źródło problemów nie pozostało usunięte. Stąd na przykład brak wystarczającej determinacji w zwalczaniu głodu i niedożywienia przekłada się na niewystarczające wspieranie rolnictwa w ramach oficjalnej pomocy rozwojowej czy kierowanie pomocy nie zawsze w miejsca, gdzie jest najbardziej potrzebna.

Omawiana przeze mnie lektura szeroko naświetla problemy Ziemi, planety głodu. Jakkolwiek pisana suchym, naukowym językiem, stwarza czytelnikowi możliwość rzetelnego poznania nie tylko danych globalnych, ale także sprzyja pogłębionej refleksji nad światem, który wciąż w tak niesprawiedliwy sposób dzieli dobra materialne i cywilizacyjne. Głód, co również pokazuje recenzowana książka, to również problem etyczny, wprost związany z polityczną i gospodarczą praktyką.

Anna Sakson-Boulet, Głód jako współczesny problem globalny, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2015.

Krzysztof Wołodźko

(ur. 1977) – zastępca redaktora naczelnego „Nowego Obywatela”, dziennikarz i publicysta, członek krakowskiej Spółdzielni „Ogniwo”, ekspert Narodowego Centrum Kultury w Zespole ds. Polityki Lokalnej, felietonista „Gazety Polskiej Codziennie”, felietonista radiowy Polskiego Radia 24. Pisze lub pisał m.in. do „Znaku”, „Ha!artu”, „Frondy Lux”, portalu internetowego TV Republika, „W Sieci”, „Nowej Konfederacji”, „Rzeczpospolitej”, „Pressji”, „Kontaktu”.

Autorką fotografii Krzysztofa jest Katarzyna Derda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>