Autostrady ze złota?

Autostrady ze złota?

Autostrady są darmowe m.in. w Wielkiej Brytanii, Belgii, Szwecji, Finlandii i Niemczech. Tymczasem w Polsce ceny za przejazd niektórymi z nich są absurdalne – za podróż samochodem osobowym z Warszawy do Świecka i z powrotem płacimy dziś 164 zł. Szwajcarzy za rok użytkowania wszystkich autostrad wnoszą zryczałtowaną opłatę w wysokości…136 zł.

Jak donosi forsal.pl, w Czechach za rok nielimitowanej jazdy po autostradach płaci się ok. 225 zł. Niemcy co prawda rozważają obłożenie użytkowania autostrad opłatami – od jesieni 2017 r. będzie tam obowiązywała 10-dniowa winieta za 2,5 euro – ale jednocześnie nastąpi obniżka podatku drogowego.

Teoretycznie kwoty za przejazd jednego kilometra płatnej drogi w Polsce (od 10 gr na odcinkach GDDKiA do 36 gr na odcinku AW SA Nowy Tomyśl – Konin) są wciąż niższe niż opłata za 1 km drogi we Francji czy we Włoszech. Biorąc jednak pod uwagę siłę nabywczą w tych krajach oraz w naszym, za przeciętną pensję można przejechać kilka razy więcej niż w Polsce.

Łączna liczba autostrad i dróg ekspresowych w Polsce wynosi 3128 km. W UE mamy ich łącznie ponad 65 tys. km.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dwie strony monety

Dwie strony monety

W Polsce dysproporcje pomiędzy najlepiej i najgorzej zarabiającymi są największe w Europie – wynika z danych Eurostatu.

Znaczące różnice w zarobkach można zaobserwować we wszystkich krajach unijnych, jak pisze portal forsal.pl, jednak to właśnie u nas są one najwyższe. Eurostat wyliczył, że w Polsce w 2014 r. zanotowano największe nierówności w zarobkach w całej Unii Europejskiej. Według danych europejskich statystyków, w Polsce 10 proc. pracowników zarabiała brutto mniej niż 2,3 euro na godzinę, podczas gdy 10-procentowa grupa najlepiej zarabiających Polaków za godzinę pracy dostawała brutto nie mniej niż 10,6 euro.

Za nami, z nieco mniejszym rozwarstwieniem dochodów brutto, znalazły się: Rumunia, Cypr, Portugalia, Bułgaria i Irlandia. Najniższy wskaźnik dysproporcji zarobków zanotowano natomiast w Szwecji. Oznacza to, że w tym kraju grupa najlepiej zarabiających pracowników zarobiła tylko dwa razy więcej niż ci z najniższymi płacami. Kolejne były Belgia, Dania i Finlandia oraz Francja.

Fiński eksperyment

Fiński eksperyment

Od stycznia dwa tysiące Finów będzie dostawało 560 euro miesięcznie dochodu podstawowego. Eksperyment potrwa dwa lata i ma odpowiedzieć na pytanie, czy wypłacanie takiego dochodu może zachęcać do pracy.

Portal onet.pl zamieścił przekrój informacji na temat gwarantowanego dochodu podstawowego. Cytuje m.in. brytyjskiego ekonomistę, prof. Guya Standinga, który mówi: „Wbrew oczekiwaniom sceptyków, ludzie wykorzystują dawane im pieniądze w sensowny, racjonalny sposób. W pierwszym rzędzie inwestują je w lepsze wyżywienie i opiekę zdrowotną, w rezultacie mają więcej życiowego wigoru. Podejmują więcej przedsiębiorczego ryzyka wiedząc, że w razie niepowodzenia będą mieli za co żyć”.

Prof. Olli Kangas z KELA, finśkiego odpowiednika ZUS, twierdzi: „Chcemy, aby dochód podstawowy zachęcał do pracy, obniżał wysokie efektywne krańcowe stopy podatkowe, upraszczał obecny system opieki społecznej, zmniejszał biurokrację i wspierał osoby w niestandardowych formach zatrudnienia”.

Fiński program pilotażowy rozpocznie się w 2017 roku i potrwa dwa lata. W jego ramach dwa tysiące bezrobotnych obywateli (od 25 do 58 lat) otrzyma każdego miesiąca 560 euro dochodu gwarantowanego, zwolnionego z podatku. Podobnych eksperymentów w przeszłości było więcej, ale dopiero Finowie objęli nim cały kraj, a nie np. pojedyncze miasta.

Dyskusja toczy się również w Polsce, choć głównie w mediach i wśród akademików. W marcu 2016 roku powstała Polska Sieć Dochodu Podstawowego. W październiku stowarzyszenie zorganizowało w Poznaniu konferencję pt. „500 złotych na dziecko, a może 1 tys. złotych dla każdego?” na temat zalet wprowadzenia tego typu rozwiązań. Jednak żadna z partii nie podjęła na serio tej kwestii.

Definicja dochodu podstawowego – za Światową Siecią na rzecz Dochodu Podstawowego – mówi, że to dochód wypłacany każdemu, niezależnie od jego statusu materialnego i gotowości do podjęcia pracy. To świadczenie wypłacane stałe, powszechne, indywidualne i bezwarunkowe – jego wysokość musi wystarczyć na zaspokojenie podstawowych potrzeb.
Argumentów za jego wprowadzeniem nie brakuje. Zwolennicy tego rozwiązania twierdzą, że zapewnienie podstawowych środków do życia zmniejsza nierówności w społeczeństwie, zlikwiduje albo przynajmniej ograniczy ubóstwo i zjawisko wyzysku pracowników.

Kontener zabiera godność

Kontener zabiera godność

Poznań rezygnuje z socjalnych kontenerów, w których mieszkali tzw. trudni lokatorzy. Najpóźniej do połowy przyszłego roku kontenerowe osiedle ma zniknąć.

Jak pisze poznańska redakcja portalu wyborcza.pl, osiedle kontenerowe przy ulicy Średzkiej istnieje od 2012 r. W mieście rządził wtedy Ryszard Grobelny, poprzedni prezydent. Pomysł postawienia osiedla kontenerów, w których mieli mieszkać tzw. trudni lokatorzy, wprowadzał w życie Jarosław Pucek, wtedy prezes Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. Do kontenerów miasto miało kierować osoby, które zalegały z czynszem za mieszkania socjalne. Pomysł był szeroko krytykowany. Uznano go za pogłębianie biedy i wykluczenia oraz za kierowanie mieszkańców do lokali o skandalicznych warunkach.

Teraz zapadła decyzja, że osiedle kontenerów zostanie zamknięte. „Nie będziemy już kwaterować tam nowych lokatorów. Opróżnienie kontenerów ma się zakończyć najpóźniej do połowy przyszłego roku” – potwierdza Magdalena Gościńska, rzeczniczka ZKZL.

Obecnie z dziesięciu kontenerów zamieszkanych jest siedem. Osobom, które w nich mieszkają, miasto zapewni nowe mieszkania socjalne.

„To był absurdalny pomysł. Cieszę się, że miasto z tego rezygnuje. Szkoda tylko, że publiczne pieniądze zostały wydane na kontenery. Może znajdzie się dla nich sensowny użytek” – mówi Czarnota, działaczka Wielkopolskiego Stowarzyszenia :Lokatorów.

Nasz wywiad z Czarnotą z 2011 r. można przeczytać tutaj: http://nowyobywatel.pl/2011/07/27/powrot-do-getta/