Pracownicy górą?

Pracownicy górą?

38 proc. ankietowanych przez Grant Thornton polskich firm zapowiedziało pod koniec 2016 r. rychłe podwyżki dla swoich pracowników. Żadna nie planuje obniżek płac. To najlepsze wyniki w historii badania.

Jak pisze portal forsal.pl, jeśli polscy pracodawcy faktycznie zrealizują swoje deklaracje dotyczące podnoszenia płac, Polska powinna być jednym krajów o najszybciej rosnących zarobkach. Na 37 państw, w których Grant Thornton prowadzi swoje badanie, w żadnym nie odnotowano w ostatniej ankiecie wyższego odsetka firm, które chcą podnosić płace. Tylko Szwecja zanotowała taki sam wynik jak Polska – 38 proc. Średni rezultat dla całego badania to 19 proc.; dla krajów Unii Europejskiej – 20 proc., a dla krajów strefy euro – 18 proc.

W poprzednich latach polski wynik wahał się pomiędzy 18 a 28 proc.

Z innego badania tej firmy wynika, że już 40 proc. firm w Polsce deklaruje, że ma „duży” bądź „bardzo duży” problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Jednak jak na razie ten rosnący popyt na pracowników nie miał odzwierciedlenia w wynagrodzeniach. Być może, jak widać z deklaracji pracodawców, nadchodzą zmiany.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pomoc dla każdego

Pomoc dla każdego

Szkocja dołączy do grona krajów, które zamierzają przetestować na grupie kontrolnej praktyczne działania bezwarunkowego dochodu podstawowego.

Jak donosi euronews.com, takie próby podejmują już Kanada i Finlandia.

Bezwarunkowy dochód podstawowy to uniwersalny system pomocy, w ramach którego wszystkim mieszkańcom, bez względu na ich dochód i sytuację zawodową, przyznawana jest identyczna suma pieniędzy miesięcznie. Zwolennicy takiego rozwiązania twierdzą, że dodatkowe środki pozwalają obywatelom uczyć się, zarabiać, założyć rodzinę lub firmę – a wszystko to z poczuciem bezpieczeństwa, bo ich podstawowe potrzeby są zaspokojone. Dochód uniwersalny ogranicza także uzależnienie od pomocy społecznej oraz stygmatyzację z niej korzystających. Ma też wpływ na wyrównanie nierówności w dochodach.

Pierwszym krajem, który przeprowadza ten eksperyment na tak dużą skalę, jest Finlandia. Wprowadzono tam dwuletni okres przygotowawczy, podczas którego 2000 obywateli kraju w wieku od 25 do 58 lat otrzymywało dochód podstawowy w wysokości 560 euro miesięcznie (w miejsce innych pobieranych dotąd przez nich form wsparcia). Kela, organizacja wdrażająca ten program, ma nadzieję na wzrost zatrudnienia oraz ograniczenie kosztownych biurokratycznych mechanizmów, które, jak twierdzą jej przedstawiciele, zniechęcają obywateli do poszukiwania pracy.

Szkocja w ostatnich latach doświadcza skokowego wzrostu poziomu biedy. W Glasgow w biedzie żyje jedna trzecia dzieci. Idea wprowadzenia dochodu uniwersalnego jest zatem wyczekiwana przez społeczeństwo i wspierana m.in. przez Partię Pracy.

Chociaż dochód taki to dla większości krajów nadal niezrealizowane marzenie – nawet Finlandia stawia dopiero pierwsze kroki na długiej drodze – to rezultaty podjętych do tej pory prób są obiecujące i zapowiadają zapoczątkowanie nowej ery relacji pomiędzy jednostką a państwem.

Pracownik to nie niewolnik

Pracownik to nie niewolnik

Francuzi z dniem 1 stycznia 2017 r. zyskali prawo do „niebycia w kontakcie” z pracodawcą po godzinach pracy. Oznacza to, że popołudniami mogą ignorować pocztę elektroniczną oraz telefony z pracy. Rząd ustawowo zadbał o ich prawo do wypoczynku.

O sprawie pisze portal next.gazeta.pl. Według jego informacji, w praktyce nowe prawo obejmie głównie firmy zatrudniające ponad 50 pracowników. Na jego mocy nie będą zobowiązani do czytania ani tym bardziej odpowiadania na służbowe wiadomości, jeżeli otrzymali je poza godzinami pracy. Co więcej, nawet jeżeli pracownik przeczyta wiadomość ze służbowym poleceniem, nie ma obowiązku go wykonać. Można więc zignorować prośbę szefa o przesłanie ważnego raportu i nie ponieść w związku z tym żadnych konsekwencji.

Zwolennicy wprowadzenia ustawy tłumaczyli m.in., że zmuszanie ludzi do bycia w ciągłym kontakcie z pracodawcą to nic innego jak bezpłatne nadgodziny.

Francuskie prawo pracy uchodzi za jedno z najbardziej propracowniczych na świecie. Francja słynie z 35-godzinnego tygodnia pracy. Kiedy w pierwszej połowie roku rząd ogłosił chęć zmiany liczby przepracowywanych tygodniowo godzin, przez kraj przetoczyła się fala protestów. W efekcie wciąż obowiązuje tam 35-godzinny tydzień pracy, jednak od 1 stycznia będzie on ustalany indywidualnie na drodze porozumień zakładowych. Ci, którzy zgodzą się na jego wydłużenie, będą mogli pracować nawet 46 godz. tygodniowo, ale tylko przez kwartał w ciągu roku.

Coraz mniej zaangażowani?

Coraz mniej zaangażowani?

Z opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny raportu „Kapitał ludzki w Polsce w 2015 r.” wynika, że w działania na rzecz lokalnej społeczności (gminy, osiedla, miejscowości) angażuje się znikoma część obywateli. W roku 2011 było to 15,6 proc., dwa lata później już tylko 15,3 proc.

Jak pisze portalsamorzadowy.pl, w takie działania częściej angażowali się mężczyźni (w roku 2013 było to 16,8 proc., w r. 2011 – 17,7 proc.) aniżeli kobiety (w roku 2013 – 13,9 proc., w r. 2011 – 13,6 proc.).

Analizując dane GUS pod względem miejsca zamieszkania osób angażujących się w działania na rzecz lokalnych społeczności widzimy, że przodują tu mieszkańcy dużych miast (powyżej 500 tys.) oraz ze wsi – odpowiednio 16,4 i 15,8 proc. Dalej plasują się miasta mające poniżej 20 tys. mieszkańców (15,2 proc.), liczące ich sobie od 200 do 500 tys. (15,1 proc.), od 100 do 200 tys. (14,6 proc.), a stawkę zamykają te mające od 20 do 100 tys. mieszkańców (13,9 proc.). Wynika z tego zatem, że teza, iż im większy ośrodek, tym wyższe zaangażowanie, sprawdza się tylko w przypadku dużych miast – na drugim miejscu bowiem plasują się wsie ze swoim tradycyjnym zaangażowaniem w sprawy lokalnej społeczności.

Najbardziej aktywni w działaniach na rzecz lokalnych społeczności są mieszkańcy województwa opolskiego. W roku 2011 decydował się na nie co piąty z nich (dokładnie 20,3 proc.), w roku 2013 już 26,1 proc. Na drugim biegunie znajduje się województwo warmińsko – mazurskie, gdzie w roku 2011 w pracę na rzecz lokalnej społeczności angażował się zaledwie co dziesiąty mieszkaniec, a po kolejnych dwóch latach było to już tylko 7,9 proc.