Autobus i pociąg razem?

Autobus i pociąg razem?

Przewozy Regionalne podpisały dziś list intencyjny w sprawie współpracy z siedmioma przewoźnikami autobusowymi z różnych regionów kraju. Planowane jest zsynchronizowanie kursów pociągów i autobusów oraz wspólne, łączone bilety.

O sprawie pisze portal kurierkolejowy.eu. Podpisany list intencyjny ma być pierwszym krokiem do powstania wspólnego biletu kolejowo-autobusowego oraz do wspólnego zaangażowania przewoźników miejskich. Taki model działania transportu z powodzeniem funkcjonuje w wielu krajach Europy.

Partnerami przedsięwzięcia zostały spółki przewozowe podlegające (od stycznia 2017 r.) Ministerstwu Infrastruktury i Budownictwa, czyli: PKS Częstochowa, PKS w Lublińcu, PKS w Ostrowcu Świętokrzyskim, PKS w Gnieźnie, PKS w Ostrowie Wielkopolskim, PKS „Polonus” w Warszawie i POLBUS-PKS we Wrocławiu. Współpraca Przewozów Regionalnych z PKS-ami ma dotyczyć m.in. koordynacji rozkładów jazdy i synchronizacji taryf oraz organizowania komunikacji zastępczej, np. w związku z tymczasowym zamknięciem linii kolejowych na czas remontów.

„Dziś podpisujemy list intencyjny, w wyniku którego rozkłady jazdy dotyczące dowozu pasażerów do komunikacji kolejowej będą korelowane. To oczywiście proces, nie stanie się to z dnia na dzień” – mówi Krzysztof Mamiński, prezes Przewozów Regionalnych.
Następny krok ku integracji ma nastąpić 1 kwietnia, gdy zgodnie z założeniem uruchomiona zostanie usługa, dzięki której na jednej platformie internetowej będzie można zakupić co prawda jeszcze dwa odrębne bilety, ale w jednej transakcji – na przejazd Przewozami Regionalnymi i komunikacją samochodową, nie tylko PKS, bo w ofercie będzie, jak zapewnił prezes PR, kilkudziesięciu, a może nawet stu kilkudziesięciu przewoźników drogowych.

Kolejne trzy miesiące zajmie integracja oferty taryfowej, czyli obniżenie cen za zakup biletów łączonych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wygrana walka?

Wygrana walka?

Duże supermarkety i dyskonty będą zmuszone w 2017 r. podwyższyć pensje pracownikom. Związkowcy z NZZZ „Solidarność” domagają się od sieci Tesco podwyżki o wysokości 350 zł brutto już od marca br. Pensje będą rosły – to także efekt 500+.

Jak informuje pulshr.pl, na podwyżki już w zeszłym roku zdecydowały się sieci Biedronka, Lidl i Kaufland. W ubiegłym roku w lipcu, pensje zatrudniającej 28 tys. osób sieci sklepów Tesco wzrosły średnio o 7 proc. Najniższe wynagrodzenie pracownika z rocznym stażem wynosi (na pełnym etacie) 2295 zł brutto. Teraz NSZZ „Solidarność” domaga się kolejnych podwyżek: 350 zł brutto dla pracowników podstawowych oraz 200 zł brutto dla kierowników sklepów, stoisk oraz zastępców kierowników.

„Solidarność” domaga się też dodatkowej czteromiesięcznej odprawy w przypadku rozwiązania umowy o pracę w drodze wypowiedzenia lub porozumienia z przyczyn niedotyczących pracowników, a także 10 proc. dodatku do wynagrodzenia dla pracowników, których wyplata jest niższa niż 3 tys. zł z tytułu każdej zmiany zakresu czynności lub zmiany nazwy stanowiska, jaka wystąpiła od 1 stycznia 2014 r.

Jak informuje „Puls Biznesu”, rozmowy o podwyżkach toczą się również w Carrefourze. Tymczasem już w ubiegłym roku wiele sklepów podniosło wynagrodzenia pracowników. Biedronka, która zatrudnia 56 tys. osób, podnosiła pensje nawet dwa razy. Obecnie wynagrodzenie kasjera-sprzedawcy wynosi 2,3 tys. zł brutto.

Sklepy muszą podnosić pensje, aby nie tracić zatrudnionych. Również program Rodzina 500+ stymuluje wzrost pensji w sieciówkach. „Mieliśmy faktycznie taki sygnał z jednej z sieci handlowych, jakby z pretensjami, że musieli podnieść płace z tego powodu. I całe szczęście. Od wielu lat mamy problem ludzi pracujących w biedzie, ponieważ płace są niskie, i jeśli program Rodzina 500+ – który dla wielu osób, zarabiających najniższą krajową jest naprawdę ratunkiem – wymusza podwyżkę płac, to bardzo dobrze” – powiedział w wywiadzie z PulsemHR.pl Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Zdrowa żywność na dobre

Zdrowa żywność na dobre

Francuski rząd przyjął propozycję Europe Écologie Les Verts, by w stołówkach szkolnych podawano potrawy przygotowane z żywności lokalnej i ekologicznej.

Jak pisze biokurier.pl, minimalna ilość żywności sezonowej i pochodzącej z lokalnych upraw ma wynosić 40 proc., zaś 20 proc. produktów ma być oznaczone certyfikatem ekologicznym. Taka żywność być serwowana nie tylko w stołówkach placówek oświatowych, ale też w gastronomii instytucji publicznych i w sektorze usług socjalnych.

Konieczna jest również modyfikacja pewnych schematów dotyczących diety. Wiele osób uważa bowiem, że zmiana nawyków żywieniowych nie jest potrzebna. Francuscy eksperci zapowiadają zatem, że konieczny może okazać się cykl szkoleń, które prowadzić będą między innymi producenci żywności ekologicznej.

Brigitte Allain z Europe Écologie Les Verts zapowiada, że w niedługim czasie organizacja podejmie kroki w celu realizacji kolejnych etapów projektu. Chcą przyjrzeć się temu, co oferują swoim klientom restauracje i punkty gastronomiczne. Ich celem jest również walka z plagą marnowania żywności.

Pracownicy górą?

Pracownicy górą?

38 proc. ankietowanych przez Grant Thornton polskich firm zapowiedziało pod koniec 2016 r. rychłe podwyżki dla swoich pracowników. Żadna nie planuje obniżek płac. To najlepsze wyniki w historii badania.

Jak pisze portal forsal.pl, jeśli polscy pracodawcy faktycznie zrealizują swoje deklaracje dotyczące podnoszenia płac, Polska powinna być jednym krajów o najszybciej rosnących zarobkach. Na 37 państw, w których Grant Thornton prowadzi swoje badanie, w żadnym nie odnotowano w ostatniej ankiecie wyższego odsetka firm, które chcą podnosić płace. Tylko Szwecja zanotowała taki sam wynik jak Polska – 38 proc. Średni rezultat dla całego badania to 19 proc.; dla krajów Unii Europejskiej – 20 proc., a dla krajów strefy euro – 18 proc.

W poprzednich latach polski wynik wahał się pomiędzy 18 a 28 proc.

Z innego badania tej firmy wynika, że już 40 proc. firm w Polsce deklaruje, że ma „duży” bądź „bardzo duży” problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Jednak jak na razie ten rosnący popyt na pracowników nie miał odzwierciedlenia w wynagrodzeniach. Być może, jak widać z deklaracji pracodawców, nadchodzą zmiany.