Przemysł odbija się od dna

Przemysł odbija się od dna

Według najnowszych danych GUS, 30 z 34 gałęzi produkcji przemysłowej w Polsce odnotowało w styczniu 2017 roku wzrost. To najlepsze wyniki od lat.

Jak pisze „Tygodnik Solidarność”, Główny Urząd Statystyczny przedstawił dane, z których wynika, że najwyższy, aż 30 proc. wzrost, odnotowano w produkcji sprzętu transportowego. Wśród innych działów z wyższymi wskaźnikami znalazły się, m.in.: produkcja wyrobów farmaceutycznych (22,1 proc.), metali (o 16,8 proc.), maszyn i urządzeń (o 16,3 proc.) czy artykułów spożywczych (o 11,9 proc.). Ogólna produkcja przemysłowa, liczona rok do roku, wzrosła o 9 proc. To więcej, niż spodziewali się analitycy.

Jednocześnie urząd informuje, że przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (liczone również na styczeń 2017 r.) wzrosło w skali 12 miesięcy o 4,5 procenta.

Sprzedaż detaliczna, także liczona rok do roku, wzrosła realnie o 9,6 proc. „W styczniu konsumenci kupili o 11,4 proc. więcej niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. O tyle według GUS wzrosła bowiem sprzedaż detaliczna. Z tak wysoką dynamiką poprzednio mieliśmy do czynienia jednorazowo w kwietniu 2011 r., a normą tak silny wzrost sprzedaży był w latach poprzedzających globalny kryzys finansowy. Zakupowy boom skończył się latem 2008 r. Być może teraz, w zawiązku z bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy, wzrostem płac i transferami socjalnymi, konsumenci zaczynają przypominać sobie tamte czasy” – mówi Ryszard Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wskazać nieuczciwych

Wskazać nieuczciwych

Niemcy chcą sporządzić ogólnokrajową czarną listę firm naruszających prawo. Celem jej funkcjonowania ma być zablokowanie możliwości zawierania kontraktów federalnych i państwowych firmom, które dopuszczały się wcześniej oszustw.

Według projektu ustawy, do którego dotarła agencja Reuters, firmy uznane za winne poważnego naruszenia prawa nie będą mogły dostawać rządowych kontraktów przez pięć lat. Przy mniejszych przewinieniach okres ten ma wynieść trzy lata. „Celem jest upewnienie się, że rządowe kontrakty będą trafiały wyłącznie do firm działających zgodnie z prawem i stosujących uczciwe praktyki konkurencyjne” – napisano w projekcie.

Według informacji portalu biznes.onet.pl, obecne przepisy umożliwiają zablokowanie kontraktów rządowych firmom winnym korupcji i innym przewinieniom, ale często krajom związkowym i władzom lokalnym trudno jest stwierdzić, czy firma nie ma problemów prawnych gdzie indziej.

Takie bazy danych mają już Berlin, Hamburg i kilka niemieckich krajów związkowych, ale wymiana informacji między krajami związkowymi jest utrudniona, a często różne są też przepisy i kryteria.

Pranie pieniędzy, oszustwa, tworzenie komórek terrorystycznych, porwania i uchylanie się od podatków automatycznie wykluczałyby firmę z kontraktów rządowych. Naruszenie przepisów o pensji minimalnej i innych przepisów pracowniczych również w określonych okolicznościach oznaczałoby zamkniętą drogę do kontraktów.
Ustawa musi jeszcze przejść przez parlament.

Szara strefa, spore straty

Szara strefa, spore straty

PIP oszacowała właśnie straty, jakie w 2015 r. skarb państwa poniósł z racji faktu, że wielu pracowników zatrudnianych jest bez umów, poza systemem składek i podatków. Wynoszą one 6 miliardów złotych.

Jak informuje kurier.pap.pl, spośród 12,5 miliona pracowników w 2015 roku około 600 tys. wykonywało pracę nielegalnie. Główny inspektor PIP Roman Giedrojć przedstawił kilka dni temu w Sejmie raport z działania Inspekcji za rok 2015, przywołując kwotę 6 mld zł jako szacowaną stratę państwa. „Zakładając, że te osoby otrzymywałyby wynagrodzenie na poziomie płacy minimalnej w 2015 r., to jest 1750 zł, straty dla budżetu z tytułu nieopłaconych składek na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, fundusz pracy, fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych, nieopłacanych zaliczek na podatek dochodowy, wynoszą, jak obliczyliśmy, ponad 6 miliardów złotych” – powiedział.

Według Głównego Inspektora Pracy nielegalne zatrudnienie jest przejawem nieuczciwej konkurencji. „Uczciwi pracodawcy i przedsiębiorcy, legalnie zatrudniający pracowników i opłacający związane z tym daniny publiczne, nie zawsze są w stanie konkurować z tymi, którzy tego nie robią” – zauważył.

Poinformował, że PIP w 2015 r. zweryfikowała legalność zatrudnienia około 150 tys. obywateli, a w 20 tys. przypadków stwierdzono nieprawidłowości. „Nielegalne zatrudnienie polegało na powierzeniu pracy bez potwierdzenia na piśmie umowy o pracę oraz niezgłoszeniu do ubezpieczenia społecznego” – dodał Giedrojć.

Jak zaznaczył, w 2016 r. sytuacja przedstawiała się podobnie.

Chcemy autobusów

Chcemy autobusów

Inicjatywa „Polska – Słowacja – autobusy” zainicjowała podpisywanie petycji do żupana Kraju Żylińskiego w sprawie autobusów ze Słowacji do Zakopanego i Nowego Targu.

„My, niżej podpisani obywatele Republiki Słowackiej i Rzeczpospolitej Polskiej, wzywamy władze Żylińskiego Kraju Samorządowego, aby zorganizowały lokalne linie autobusowe użyteczności publicznej do przygranicznych obszarów Polski” – takimi słowami zaczyna się petycja skierowana do żylińskiego żupana (odpowiednika naszego marszałka), którą stworzyła inicjatywa „Polska – Słowacja – autobusy”.

Petycja jest sporządzona w języku słowackim, ale podpisywać ją mogą także Polacy. Petycję można podpisać pod tym linkiem:
https://www.peticie.com/za_autobusy_do_poska_vo_verejnom_zaujme

„Obecnie istnieje dotowana linia autobusowa Trstená – Suchá Hora. Dla zapewnienia płynnej koordynacji systemów transportu autobusowego w rejonie słowacko-polskich Tatr Zachodnich, Orawy i Podhala, niezbędne jest przedłużenie tej linii o 2,5 km na polski przystanek Chochołów, gdzie podróżni mogliby się przesiąść na polskie autobusy do Zakopanego i Czarnego Dunajca” – czytamy w tekście oświadczenia.

W dalszej części petycji zostało zacytowane stanowisko słowackiego ministerstwa transportu, w którym resort tłumaczy, że zgodnie z prawem unijnym i słowackim Żyliński Kraj Samorządowy może dotować nie tylko linie wewnętrzne, ale także połączenia wykraczające poza granicę państwa, o ile przewoźnicy komercyjni nie zapewniają obsługi komunikacyjnej obszaru pogranicza. „W danym przypadku jedynie w kompetencjach Żylińskiego Kraju Samorządowego leży rozważenie, czy jest to połączenie użyteczności publicznej” – twierdzi słowackie ministerstwo.

Jak wiadomo, system transportu publicznego na Słowacji znacznie różni się od polskiego. Podczas gdy w Polsce przewozy lokalne są oparte na prywatnych busach, często jeżdżących bez rozkładów jazdy, na Słowacji lokalna komunikacja autobusowa jest organizowana przez kraje samorządowe (np. Żyliński w przypadku Orawy czy Preszowski w przypadku linii Łysa Polana – Poprad). Kraj samorządowy (odpowiednik naszego województwa) określa siatkę połączeń, które są niezbędne dla zapewnienia dostępności komunikacyjnej danego obszaru, a następnie zleca ich obsługę prywatnym przewoźnikom. Linie Łysa Polana – Poprad czy Sucha Hora – Trstena są deficytowe, a różnicę wraz z marżą przewoźnika pokrywa samorząd. Dzięki temu na słowackich trasach jeżdżą duże i wygodne autobusy, które kursują zgodnie z rozkładem jazdy – można go sprawdzić na ogólnosłowackiej wyszukiwarce połączeń www.cp.sk

„Równocześnie prosimy władze Żylińskiego Kraju Samorządowego, aby we współpracy z marszałkiem Województwa Małopolskiego zawarły umowę na wspólną organizację dwóch całorocznych linii autobusowych, które kursowałyby przynajmniej 4 razy dziennie na trasach:
1) Zakopane – Kościelisko – Chochołów – Suchá Hora – Vitanová – Oravice – Zuberec – Chata Zverovka / Tvrdošín albo Liptovský Mikuláš
2) Trstená – Jabłonka – Nowy Targ.

Wzywamy też do zintensyfikowania kontaktów między władzami i pracownikami obu regionów w celu efektywnego rozwiązania wspólnych problemów, którymi są nieistniejąca komunikacja publiczna na granicach oraz transgraniczny przepływ smogu między tymi dwoma regionami. W związku z ogromnym przepływem zanieczyszczeń z Województwa Małopolskiego na teren Żylińskiego Kraju prosimy, aby oba regiony intensywniej współpracowały ze sobą w kwestii ochrony powietrza, włącznie z wytworzeniem i popularyzacją systemu transgranicznej komunikacji publicznej, w celu zniżenia emisji z indywidualnego transportu samochodowego na terenach przygranicznych” – można przeczytać w dalszej części petycji.

Organizatorem petycji jest polsko-słowacka inicjatywa „Polska – Słowacja – autobusy”, której stronę na Facebooku polubiło już ponad 2000 osób (www.facebook.com/polskaslowacja).