O sądy przyjazne pracownikom

O sądy przyjazne pracownikom

OPZZ apeluje do Zbigniewa Ziobry o przyspieszenie działania sądów pracy oraz obniżenie kosztów prowadzonych w nich postępowań.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, zarzuty, jakie przedstawia OPZZ, można sprowadzić do kilku kwestii: rozprawy wyznaczane są w odstępach kilkumiesięcznych, co sprawia, że proces może trwać nawet kilka lat; opłaty sądowe w przypadku roszczenia o przywrócenie pracownika do pracy są absurdalnie wysokie (jako wartość przedmiotu sporu jest brana fikcyjna kwota – równowartość rocznych zarobków pracownika. Nawet osoba z zarobkami rzędu 3 tys. zł netto miesięcznie przekracza limit 50 tys. zł wartości roszczenia, powyżej której pracownik płaci 5 proc. wpisu sądowego od takiego pozwu, czyli co najmniej 2,5 tys. zł. – zatem osoba bez pracy musi wyasygnować taką kwotę, by w ogóle zacząć proces). „Obecne przepisy tworzą bariery w dostępie do sądów pracy, które powodują, że coraz mniej osób decyduje się na złożenie pozwu przeciwko pracodawcy” – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Przede wszystkim powinno być więcej sędziów orzekających w najbardziej obłożonych sądach. Możliwość skrócenia postępowania w sprawach pracowniczych zapewniłoby przyspieszenie wydawania opinii przez biegłych czy skrócenie listy świadków, jeśli sąd uzna, że nie musi przesłuchiwać wszystkich. Warto także rozważyć przyspieszenie postępowania w sprawie odwołania np. od wypowiedzenia, tak by sąd wydawał wyrok jeszcze przed zakończeniem umowy, jeśli zasadność wypowiedzenia można stwierdzić na podstawie dokumentów i oświadczeń samych stron, a świadków przesłuchać na jednej rozprawie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Żywność to nie śmieć

Żywność to nie śmieć

Sklepy o powierzchni powyżej 250 metrów kwadratowych będą musiały płacić 10 groszy za każdy kilogram odpadów żywnościowych – zakłada senacki projekt ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, nad którym prace kilka dni temu rozpoczęły senackie komisje.

Portal forsal.pl pisze, iż senatorowie z trzech debatujących nad projektem komisji (rodziny, środowiska oraz ustawodawczej) zaznaczyli, że marnowanie żywności budzi kontrowersje etyczne w sytuacji problemu niedożywienia części ludności świata, zwiększa emisję gazów cieplarnianych oraz zużycie energii i powoduje nadmierną eksploatację zasobów naturalnych.

Z przywołanych w projekcie szacunków Komisji Europejskiej z 2012 r. wynika, że w Unii Europejskiej marnuje się 89 mln ton żywności rocznie, tj. ok. 180 kg na osobę. Koszty związane z marnowaniem żywności w UE oszacowano na ok. 143 mld euro, z tego 10 mld euro dotyczy etapu dystrybucji. Skala tego zjawiska w przypadku Polski nie jest znana, ponieważ brakuje aktualnych szacunków. Zgodnie z danymi Eurostatu z 2006 r., w Polsce marnuje się ok. 9 mln ton żywności rocznie, ok. 240 kg na osobę. W przeliczeniu na jednego mieszkańca jest to 5. miejsce w UE.

Zarówno w przypadku Polski, jak i wielu państw członkowskich UE, brak jest również danych dotyczących redystrybucji żywności, czyli przekazywania jej na cele charytatywne. Na podstawie badań przeprowadzonych na zlecenie KE oszacowano, że w 2014 r. w UE przekazano za pośrednictwem banków żywności 411 tys. ton żywności. Jednak przekazywanie żywności odbywa się nie tylko za ich pośrednictwem.

Z przywołanych w projekcie danych Polskiej Federacji Banków Żywności wynika, że w 2015 r. za pośrednictwem banków w całym kraju przekazano 65 tys. ton żywności, jednak z darowizn sieci handlowych pochodziło…tylko 1400 ton.

Projekt ustawy wprowadza obowiązek zawierania umów na przekazywanie żywności pomiędzy sklepami (o powierzchni powyżej 250 m kw.) a organizacjami pożytku publicznego. Senatorowie chcą, aby sklepy te płaciły 10 groszy za każdy kilogram odpadów żywnościowych. Opłata ma być naliczana na podstawie tzw. karty odpadów.

Pozyskane w ten sposób środki miałyby trafiać bezpośrednio do organizacji pożytku publicznego, z którą sklep ma podpisaną umowę o odbiorze żywności. Pieniądze mogłyby być przekazywane wyłącznie na finansowanie publicznych kampanii edukacyjnych dotyczących marnowania żywności (minimum 20 proc.) oraz na „poprawę infrastruktury służącej do obrotu otrzymaną żywnością”.

O niemarnowanie żywności, zarówno w gospodarstwach domowych, jak i w produkcji, od lat apelują Banki Żywości, które są w stanie przyjąć i rozdysponować każdy asortyment, nawet produkty z bardzo krótkim terminem przydatności do spożycia oraz produkty świeże i mrożonki, zachowując łańcuch chłodniczy i spełniając wszystkie kryteria bezpieczeństwa. Zebrane jedzenie jest przekazywane podopiecznym organizacji charytatywnych, które wspierają najuboższych; pomoc dociera do rodzin wielodzietnych, osób bezdomnych, chorych i bezrobotnych.

Związki wracają na dobre

Związki wracają na dobre

Nie trzeba już będzie zakładać organizacji zakładowej, aby w firmie działał związek zawodowy. Wystarczy, że załoga wytypuje delegata albo zwróci się o skierowanie zewnętrznego przedstawiciela z centrali związkowej. Celem jest lepsza ochrona zatrudnionych.

O sprawie pisze portal forsal.pl. Według jego informacji, nad taką modyfikacją zasad tworzenia i funkcjonowania reprezentacji załogi pracuje obecnie komisja kodyfikacyjna prawa pracy. Proponowana zmiana oznaczałaby rewolucję w uzwiązkowieniu. Centrale związkowe (NSZZ „Solidarność”, OPZZ, FZZ) dzięki swoim delegatom mogłyby uzyskiwać przyczółki w wielu firmach, w których obecnie nie ma lub nie może być zakładowych organizacji (bo przedsiębiorstwa te zatrudniają mniej niż 10 pracowników).

Pracodawcom podoba się pomysł, aby delegata z uprawnieniami związku mogła wybierać załoga. Taki tryb krytykują jednak centrale związkowe z obawy o brak niezależności wytypowanego przedstawiciela. Wspierają propozycję, aby to Solidarność, OPZZ lub FZZ mogły kierować delegatów do firmy na wniosek ich załóg. Zdecydowanie jednak sprzeciwiają się temu zatrudniający.

Boom na rynku pracy?

Boom na rynku pracy?

Co trzecia firma w Polsce planuje w najbliższych miesiącach rekrutację, a 29 proc. pracodawców zapowiada podwyżki. To najlepsze wyniki przygotowanego przez Work Service S.A. od siedmiu lat „Barometru Rynku Pracy”.

W odpowiedzi na dobrą koniunkturę poprawiają się również nastroje pracowników. Niespełna 18 proc. Polaków obawia się utraty zatrudnienia, co stanowi najniższy rezultat od 2014 roku. Według ekspertów dobra sytuacja na rynku pracy zaczyna być odczuwalna wśród pracowników, a utrzymująca się presja płacowa i wyraźne trudności rekrutacyjne przełożyły się na większą skłonność do podnoszenia poziomów wynagrodzeń.

Największa niepewność związana z utrzymaniem zatrudnienia występuje wśród osób w wieku 45-54 lata (26,9 proc.), a najpewniej czują się młodzi pracownicy, wśród których tylko 11,7 proc. obawia się utraty pracy. Dużo spokojniejsi o zachowanie zatrudnienia są mężczyźni, wśród których obawy o utratę pracy występują jedynie u 13,5 proc. badanych, podczas gdy u kobiet już u 23,7 proc.

Równocześnie spada poziom zainteresowania zmianą pracy. Jedynie 1 na 6 Polaków myśli o poszukiwaniu nowego miejsca zatrudnienia, co stanowi najniższe wskazanie w historii badania. Z drugiej strony 1/3 respondentów spodziewa się znaleźć nowe miejsce pracy w czasie nieprzekraczającym miesiąca. Do największych optymistów należą osoby młode.

Paradoksalnie rekordowo niska skłonność do zmiany pracy jest związana z poprawiającą się sytuacją na rynku pracy. Z naszych badań wynika, że już w ubiegłym roku niemal połowa Polaków otrzymała podwyżki, które mogły wyhamować plany rotacyjne. Pracownicy czują się coraz pewniej, co potwierdzają spadające obawy o utratę zatrudnienia. To z kolei może powodować utratę kolejnego bodźca do szukania wyzwań zawodowych w nowym miejscu – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz i Komunikacji w Work Service S.A.

Czeka nas okres intensywnego poszukiwania pracowników. Bezrobocie w Polsce będzie nadal malało, a pracodawcy będą mieć największe od ćwierć wieku problemy ze znalezieniem pracowników. Dzieje się tak, między innymi dlatego, że przy najniższym od 1990 roku bezrobociu, mamy najwyższe wskaźniki zatrudnienia od lat. Jednak nadal niższe od reszty Unii, bo w grupie osób w wieku 15-64 lata tylko 63 proc. jest aktywnych zawodowo. To mniej niż średnia w Europie (66%) i znacznie mniej niż w takich krajach, jak Niemcy (74 proc.) czy Czechy (70 proc.) – mówi Piotr Arak, Główny Badacz Polityka INSIGHT.

Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy zaczęła być widoczna również po stronie płacowej. Z „Barometru Rynku Pracy VII” wynika, że presja płacowa nie słabnie, bo nadal 53 proc. pracowników oczekuje podniesienia wynagrodzeń w najbliższych miesiącach, ale po raz pierwszy w historii badań żaden z pracodawców nie planuje obniżać wynagrodzeń, a rekordowo wielu szykuje podwyżki.