Kupujemy jak szaleni

Kupujemy jak szaleni

W styczniu i lutym br. do budżetu z tytułu VAT wpłynęło o 40 proc. więcej pieniędzy niż rok temu. Na taki rezultat wpływ miały m.in. przyspieszone zwroty podatku w grudniu i wprowadzenie programu 500+.

Jak zauważa portal Puls Biznesu, w styczniu dzięki podatkowi od towarów i usług budżet wzbogacił się o 22 mld (wzrost o 25 proc.). Ze wstępnych informacji dziennika wynika, że po uwzględnieniu wpływów z VAT z lutego, wzrost będzie jeszcze bardziej imponujący i ma wynieść 40 proc. Tak wysoka dynamika wynika również z przyspieszonego zwrotu VAT w grudniu. Pod koniec ubiegłego roku urząd skarbowy awansem zwracał przedsiębiorcom pieniądze za dwa pierwsze miesiące tego roku.

To jednak nie jedyna przyczyna. W grudniu 2016 roku sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2015, w styczniu wzrost przekroczył już 11 proc. Zdaniem ekspertów tak wysoka dynamika jest efektem działania rządowego programu 500+ i dobrej sytuacji na rynku pracy.

Rząd podkreśla rosnące wpływy z VAT-u, które pojawiły się m.in ze względu na wprowadzanie reform dążących do uszczelnienia systemu ściągania tego podatku. – „Planujemy, że w przyszłym roku nasze działania przyniosą co najmniej 12 mld zł, w 2018 – 10 mld zł, a w kolejnym 8 mld zł. W miarę uszczelniania systemu te dodatkowe korzyści będą coraz mniejsze” – podkreślał pod koniec ubiegłego roku w rozmowie z PAP wiceminister finansów Wiesław Jasiński.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kobiety mają pod górkę

Kobiety mają pod górkę

Tylko 4 na 10 Polek dostało w zeszłym roku podwyżkę wynagrodzenia. 24 proc. mieszkanek naszego kraju obawia się utraty pracy. Ich pensje są przeciętnie o 8 proc. niższe od męskich.

Jak pisze forsal.pl, wśród wszystkich osób niepewnych swojego zatrudnienia ponad połowa (56 proc.) to właśnie kobiety. To nie jedyna różnica zawodowa, na którą wpływa płeć pracowników. W ubiegłym roku kobiety rzadziej dostawały podwyżki. Z „Barometru Rynku Pracy VII” wynika, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy wyższe wynagrodzenie otrzymało 40 proc. kobiet. Jednak w tym samym okresie podwyżkę dostała blisko połowa mężczyzn. Jednocześnie kobiety obawiają się domagać podwyżek – tylko 6 proc. otrzymało je po wystąpieniu z własną inicjatywą, 18 proc. zaś – z inicjatywy pracodawcy. Tymczasem wśród mężczyzn liczby rozkładają się inaczej: co czwarty Polak, który otrzymał w 2016 r. podwyżkę, został nią „nagrodzony” z inicjatywy przełożonego.

O sądy przyjazne pracownikom

O sądy przyjazne pracownikom

OPZZ apeluje do Zbigniewa Ziobry o przyspieszenie działania sądów pracy oraz obniżenie kosztów prowadzonych w nich postępowań.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, zarzuty, jakie przedstawia OPZZ, można sprowadzić do kilku kwestii: rozprawy wyznaczane są w odstępach kilkumiesięcznych, co sprawia, że proces może trwać nawet kilka lat; opłaty sądowe w przypadku roszczenia o przywrócenie pracownika do pracy są absurdalnie wysokie (jako wartość przedmiotu sporu jest brana fikcyjna kwota – równowartość rocznych zarobków pracownika. Nawet osoba z zarobkami rzędu 3 tys. zł netto miesięcznie przekracza limit 50 tys. zł wartości roszczenia, powyżej której pracownik płaci 5 proc. wpisu sądowego od takiego pozwu, czyli co najmniej 2,5 tys. zł. – zatem osoba bez pracy musi wyasygnować taką kwotę, by w ogóle zacząć proces). „Obecne przepisy tworzą bariery w dostępie do sądów pracy, które powodują, że coraz mniej osób decyduje się na złożenie pozwu przeciwko pracodawcy” – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Przede wszystkim powinno być więcej sędziów orzekających w najbardziej obłożonych sądach. Możliwość skrócenia postępowania w sprawach pracowniczych zapewniłoby przyspieszenie wydawania opinii przez biegłych czy skrócenie listy świadków, jeśli sąd uzna, że nie musi przesłuchiwać wszystkich. Warto także rozważyć przyspieszenie postępowania w sprawie odwołania np. od wypowiedzenia, tak by sąd wydawał wyrok jeszcze przed zakończeniem umowy, jeśli zasadność wypowiedzenia można stwierdzić na podstawie dokumentów i oświadczeń samych stron, a świadków przesłuchać na jednej rozprawie.

Żywność to nie śmieć

Żywność to nie śmieć

Sklepy o powierzchni powyżej 250 metrów kwadratowych będą musiały płacić 10 groszy za każdy kilogram odpadów żywnościowych – zakłada senacki projekt ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, nad którym prace kilka dni temu rozpoczęły senackie komisje.

Portal forsal.pl pisze, iż senatorowie z trzech debatujących nad projektem komisji (rodziny, środowiska oraz ustawodawczej) zaznaczyli, że marnowanie żywności budzi kontrowersje etyczne w sytuacji problemu niedożywienia części ludności świata, zwiększa emisję gazów cieplarnianych oraz zużycie energii i powoduje nadmierną eksploatację zasobów naturalnych.

Z przywołanych w projekcie szacunków Komisji Europejskiej z 2012 r. wynika, że w Unii Europejskiej marnuje się 89 mln ton żywności rocznie, tj. ok. 180 kg na osobę. Koszty związane z marnowaniem żywności w UE oszacowano na ok. 143 mld euro, z tego 10 mld euro dotyczy etapu dystrybucji. Skala tego zjawiska w przypadku Polski nie jest znana, ponieważ brakuje aktualnych szacunków. Zgodnie z danymi Eurostatu z 2006 r., w Polsce marnuje się ok. 9 mln ton żywności rocznie, ok. 240 kg na osobę. W przeliczeniu na jednego mieszkańca jest to 5. miejsce w UE.

Zarówno w przypadku Polski, jak i wielu państw członkowskich UE, brak jest również danych dotyczących redystrybucji żywności, czyli przekazywania jej na cele charytatywne. Na podstawie badań przeprowadzonych na zlecenie KE oszacowano, że w 2014 r. w UE przekazano za pośrednictwem banków żywności 411 tys. ton żywności. Jednak przekazywanie żywności odbywa się nie tylko za ich pośrednictwem.

Z przywołanych w projekcie danych Polskiej Federacji Banków Żywności wynika, że w 2015 r. za pośrednictwem banków w całym kraju przekazano 65 tys. ton żywności, jednak z darowizn sieci handlowych pochodziło…tylko 1400 ton.

Projekt ustawy wprowadza obowiązek zawierania umów na przekazywanie żywności pomiędzy sklepami (o powierzchni powyżej 250 m kw.) a organizacjami pożytku publicznego. Senatorowie chcą, aby sklepy te płaciły 10 groszy za każdy kilogram odpadów żywnościowych. Opłata ma być naliczana na podstawie tzw. karty odpadów.

Pozyskane w ten sposób środki miałyby trafiać bezpośrednio do organizacji pożytku publicznego, z którą sklep ma podpisaną umowę o odbiorze żywności. Pieniądze mogłyby być przekazywane wyłącznie na finansowanie publicznych kampanii edukacyjnych dotyczących marnowania żywności (minimum 20 proc.) oraz na „poprawę infrastruktury służącej do obrotu otrzymaną żywnością”.

O niemarnowanie żywności, zarówno w gospodarstwach domowych, jak i w produkcji, od lat apelują Banki Żywości, które są w stanie przyjąć i rozdysponować każdy asortyment, nawet produkty z bardzo krótkim terminem przydatności do spożycia oraz produkty świeże i mrożonki, zachowując łańcuch chłodniczy i spełniając wszystkie kryteria bezpieczeństwa. Zebrane jedzenie jest przekazywane podopiecznym organizacji charytatywnych, które wspierają najuboższych; pomoc dociera do rodzin wielodzietnych, osób bezdomnych, chorych i bezrobotnych.